Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 kwietnia 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie Sheldrake'a (odcinków: 17)

Kolektywizm i astrologia

Kategoria: Pytania i granice

« Wady pól morficznych: nadspecyficzność i nieekranowalność Sheldrake, prawica i lewica »

Koncepcja pola morficznego i morficznego rezonansu „coś robi” z człowiekiem, narzuca szczególne wyobrażenie o własnym miejscu w świecie. Załóżmy, że ten rezonans faktycznie jest i działa. Oznacza to, że jesteś (jestem) taki a nie inny, z ciałem, biologią, ale również i z umysłem, nawykami, może nawet z poglądami – jak twoi (moi) przodkowie, ale nie tylko ci dosłowni, których geny są w moich komórkach, ale wszyscy – wszyscy, którzy byli pod jakimś względem do mnie (ciebie) dostatecznie podobni. Ten przemożny egregor robi ciebie (mnie) w każdej chwili i od początku. Słowo „robi” jest tu bardziej na miejscu, bardziej dosadnie określa tę relację niż wytarte „stwarza”.

Pogląd ten bardzo przypomina to, o czym pisał Frank Henderson McEowen: o trwaniu więzi z przodkami, która i której uświadomienie sobie i świadome posiadanie jest z jednej strony konieczne w pracy szamana, tego neo też, i daje mu konieczną siłę; brak której, z drugiej strony, czyni nas beznadziejnie osamotnionymi. (Ale też otwarcie na tę więź oznacza otwarcie na pokłady bólu wycierpiane przez twoich (moich) przodków.)

To co innego niż powszechnie obecnie przyjmowany światopogląd, który Sheldrake nieustannie lekceważąco nazywa „mechanistycznym” i równie lekceważąco „neodarwinizmem”; można by też to nazwać „genizmem” - że owszem, wpływ przodków poprzez geny jest wielki i geny, więc pośrednio przodkowie, formują nasze ciała i w jakimś stopniu nawet umysły, ale pozostawia mnóstwo luzu, w której to „luźnej przestrzeni” operuje kultura, czyli to, czego się uczymy, a i ta daje nam masę luzu, w którym możemy się indywidualnie realizować.

Otóż jak się przyjrzeć koncepcjom Sheldrake'a, to nie ma w nich tego luzu, nie ma w nich wręcz miejsca na indywidualność, na samodzielne „stwarzanie się przez siebie”, co dla wielu z nas jest chyba największą wartością i właściwie celem w życiu, chociaż przeważnie innymi słowami to się nazywa. U Sheldrake'a, gdy się w niego wczytać, siła morficznego rezonansu i morficznych pól jest równie potężna i nieodwołalna jak grawitacja, która pociągnie cię do ziemi gdy się za bardzo wychylisz z balkonu. I tak samo jak grawitacji nie zaklniesz siłą woli, aby na chwilę cię puściła i pozwoliła wrócić na tamten balkon, tak i morficznego rezonansu nie odchylisz świadomym samonaprawczym i samobudującym wysiłkiem.

Tradycyjny genizm, nawet jeśli dodać do niego memetykę, dzieli poznawczą przestrzeń: oto to jest z genów, to z kultury (z memów), to z mojego osobistego doświadczenia i nauki. Mając taką „mapę”, możemy się jakoś zorientować w swoich problemach i innych. Koncepcja (światopogląd) Sheldrake'a nie daje na to szans. Miesza, zlewa w jedno formującą właściwość genów, siłę kulturowych nawyków oraz to, co robią inni – bo w koncepcji morficznego pola także inni ludzie, masy ludzkich mieszkańców tych i innych krajów, nieustannie na ciebie (na mnie) wpływają i cię (mnie) współ-formują.

Jakiś wszech-kolektywizm z tego się wyłania.

Mnie odstrasza, ale wielu to się może podobać. Ciekawe, ale to jest styl myślenia, który astrologia przypisuje zodiakalnym Rakom. (Ja jako Baran skwadraturowany z Rakami i mający ich za najbardziej niepojęte i niezrozumiałe dla mnie istoty, poglądy takie traktowałem zawsze jako jakąś „legendę”, a nie coś, co może być realne...:) Oraz, prócz Raków, ludziom z silnie obsadzoną ćwiartką horoskopu od medium coeli do descendentu, czyli w sektorze, który Patrice Guinard nazwał hasłem „Harmonia”, co ja w swoich wykładach zastąpiłem hasłami „Trzymanie się razem” lub „Solidarność”.

I oto okazuje się, że astrologia działa! Bo Rupert Sheldrake jest zodiakalnym Rakiem: ma na początku tego znaku Słońce (6°18' Raka) w koniunkcji z Jowiszem (4°09' Raka). Obie te planety ma także pośrodku sektora „Harmonia-Solidarność”, i nie tylko te dwie, bo ma tam planet w sumie 8 – wszystkie prócz Księżyca i Neptuna. Księżyc ma w Koziorożcu, co by tłumaczyło jego iście chłopską-oraczą uporczywość w propagowaniu swych poglądów, przez oficjalny świat nauki nazywanych „ewidentnie absurdalnymi”.

Co ja o tym myślę, o kolektywizmie zawartym w poglądach Sheldrake'a i o samych jego teoriach-hipotezach? Najbardziej prawdopodobne wydaje mi się, że prawdą jest jakiś „sheldrakeizm umiarkowany”; że rezonansy i pola morficzne nie działają aż tak bezwzględnie, jakby to z jego ujęcia wynikało. Że są stopniowalne, częściowe, ograniczone. Ale o tym być może coś napiszę w dalszym ciągu. Na razie... czytamy Sheldrake'a.

Czytanie Sheldrake'a: wstęp na końcu

O koncepcjach Ruperta Sheldrake'a na tle innych poglądów.

Książki czytane: Rupert Sheldrake, A New Science of Life, III wyd. 2009, The Presence of the Past, 1988.



« Wady pól morficznych: nadspecyficzność i nieekranowalność Sheldrake, prawica i lewica »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)