Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 stycznia 2015

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Komu potrzebny jest krzyż?


« Damsko-męski kogel-mogel z marzeniami i schematami w tle Jak powstaje rodzinne uwikłanie w sprawach seksu »

Wspominałam już dwa lata temu o warsztatach z [foto] Inirabi. Powitała mnie wówczas uśmiechnięta kobieta, mówiąc: - Będziesz tu dużo płakać, ale wyjdziesz szczęśliwa. Każdy o sobie coś mówił. Zaczęła ona. Opowiadała o tym, co przeszła i dlaczego już nie płacze. Wie, że po prostu trzeba sobie dać radę z problemami. Gdy kolejka doszła do mnie - powiedziałam to samo.

Różnica między nami była taka, że ona, za młodu, w sposób jasny zobaczyła, co jej zagraża. Wzmocniła się i poszła swoją drogą ze świadomością siły, jaką posiada, natomiast ja żyłam w przekonaniu, że dom jest najbezpieczniejszym miejscem na świecie, a ja słabiutka. 

Do tej pory nie wiem, czemu służyć ma wychowywanie kobiet (również mężczyzn) na ludzi naiwnych i bezradnych?! Zamiast się wspierać - partnerzy walczą, udowadniając swój punkt widzenia albo się obrażają i przestają się komunikować. A racja zazwyczaj leży gdzieś pośrodku.

Na warsztatach wiele osób płakało. Ja słaniałam się na nogach, ale - jak zwykle - nie płakałam. Miałam jednak wizję. W tym obrazie ciemnowłosa siedząca kobieta długo wznosiła ręce do góry, a na niebie widniał ogromny, płonący krzyż. Nie wiedziałam o co chodzi. Przecież byłam przesiąknięta chrześcijańskimi ideałami. Na koniec nawet powiedziałam kilka słów o połączeniu tradycji. Kilka osób uśmiechnęło się pod nosem.

Ostatnia kobieta z kręgu przyjechała z Niemiec. Oświadczyła, że właśnie wczoraj była na Wawelu. Zaniosła tam krzyż, który wiele lat temu wzięła ze sobą z Polski. Mówiła, że nie chce go dłużej nosić. Powiedziała również, że nie chce, by dźwigała go jej córka. Zaniosła go tam, gdzie jest jego miejsce - do historycznej katedry.

Na koniec Inirabi złożyła pokłon mojemu życiu, nie wyjaśniając, o co chodzi. Myślę, że złożyła pokłon mojej samotnej walce o spalenie krzyża cierpienia kobiet i pewnie wszystkich ludzi, którzy wzięli na serio naśladowanie Chrystusa i noszenia na własnym ciele jego ran i tego przeraźliwego symbolu.

W czasie ostatniej Drogi krzyżowej, w Watykanie, zauważyłam, że Papież nie wziął na swoje barki krucyfiksu. Byłam zaskoczona. Podobno stało się tak nie pierwszy raz. Pomyślałam: "On też go nie chce, wie, że to coś, co powinno odejść do lamusa."

To jakaś ogromna manipulacja historii! Chrystus, wedle tradycji, zmarł na krzyżu za nasze grzechy i ustanowił bezkrwawą ofiarę w postaci chleba i wina, abyśmy nie musieli cierpieć! Ofiara już się dokonała!

Cierpienia spowodowane życiowymi trudnościami i tak przychodzą, więc  trzeba umieć się z nimi zmierzyć. Nie ma powodu pokutować za nie popełnione grzechy. A jeśli nawet popełnione, to czy nie lepszą rekompensatą byłoby zdrowe wsparcie tych, którzy tego potrzebują?!

Najważniejsza tajemnica historii została wypaczona. To nie śmierć na krzyżu należy gloryfikować. Według tego, co głosi Kościół, istotą jest zmartwychwstanie! Obudzenie się do życia!

Najważniejsze przykazanie - to przecież przykazanie miłości. Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. W jasny sposób dostajemy sygnał o potrzebie asertywności i miłości wzajemnej.

Tymczasem uciemiężone kobiety, mężczyźni i dzieci słuchają w kółko tych samych opowieści, których sam Papież nie potwierdza. Gdyby ktoś zabrał się za uczciwą analizę tego, co napisano w Nowym Testamencie, wiele legend by zniknęło. Nurtuje mnie również pytanie, dlaczego te, a nie inne rękopisy wciągnięto do Pisma Świętego? No przecież już wiadomo, że opowieści o rzekomej świętości Ojców kościoła są mało prawdopodobne. A dogmat o nieomylności Papieża? To było dobre w czasach bezwzględnej potrzeby jakiegoś odnośnika w życiu. Dziś wiadomo, że człowiek jest tylko człowiekiem, a kolejne autorytety upadają.

Jest coś takiego jak Trzeci Testament. Księgi te powstawały ponoć z zapisków wizji meksykańskich wieśniaków od połowy XIX wieku do połowy wieku XX. Byli oni członkami spirytystycznych wspólnot chrześcijańskich rozrzuconych po kraju. Czy jest to kolejna mistyfikacja ? Nie mam pojęcia.  W każdym razie to, co pobieżnie przeczytałam, przekonuje mnie. Wszystkie religie instytucjonalne hamują rozwój. Ich czas się skończył. Rodzą ekstremalne odruchy. Dowodem na to są ostatnie ataki na paryską redakcję i niemiecka akcja likwidacji grupy podobnych oszołomów. To nie jest jedyny przekaz tego rodzaju. Również w Fatimie głoszono upadek Kościoła.

Więc jeśli chodzi o mnie - to odmawiam cierpienia za innych. Uważam, że jesteśmy jednością i to, co zrobię ja, pomaga lub szkodzi innym. Niestety, na tym etapie świadomości nie jestem w stanie, w samotnej walce zwyciężyć schematów i egoizmu.

System działa, ale musimy wszyscy mieć tego świadomość. Trzeba zwalczać głupotę i nieświadomość. Ludzie opierający się zmianom myślenia i działania, powinni być natychmiast kierowani na terapię, kursy rozwojowe, a najlepiej ustawienia systemowe opłacane przez państwo ze składek, które prawie każdy przecież płaci. Jak na razie rozwijają się osoby najbardziej świadome lub ofiary systemu rodzinnego, które w sumie są najzdrowsze i najbardziej wrażliwe.

Co zrobić, gdy 90 procent społeczeństwa nie chce myśleć i rozwijać się, twierdząc, że z nimi wszystko w porządku? Stają nad ofiarą własnego widzenia świata i wmawiają chorobę. Nie dostrzegają połączeń. Oddzielają ciało do duszy. Materię od eteru. A nauka udowodniła już coś zupełnie innego. Zaprzeczają prawdzie.

Jeśli nasza świadomość nie ewoluuje, to nic nie p...dyknie.



Korekta przez: ()



« Damsko-męski kogel-mogel z marzeniami i schematami w tle Jak powstaje rodzinne uwikłanie w sprawach seksu »

komentarze

[foto]

1. Proponuję • autor: Katarzyna Urbanowicz2015-01-18 18:18:39

Proponuję zgłoszenie projektu spec ustawy o obowiązku poddania się ustawieniom Herlingerowskim dla wszystkich osób które nie przejdą testu prawidłowego myślenia. Za oddzielanie ciała od duszy lub materii od eteru powinna grozić kara grzywny lub aresztu w razie nieściągalności tejże.

2. Wspominałam o różnych... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-18 19:05:01

Wspominałam o różnych rodzajach kursów rozwojowych i terapii.Przypomnę moją wcześniejszą uwagę: gdyby nasze matki przeszły terapię być może my już nie musieli byśmy tego robić.

3. cierpienie a szczescie • autor: Nierozpoznany#86582015-01-18 20:44:06

Kazdy dazy do szczescia starajac sie uniknac cierpienia ale prawda jest taka, ze kazde nawet krociutkie szczescie w zyciu musi byc okupione cierpieniem. Nie ma nic za darmo nawet u boga, bo za wszystko trzeba zaplacic - nawet po latach ale trzeba.
Mozna sobie zycie afirmowac, wyobrazac, wizualizowac, medytowac ale i tak za kazde szczescie przyjdzie nam zaplacic nawet jesli w tym dazeniu do szczescia nigdy nie krzywdzimy nikogo ludzi, zwierzat, natury. I gdzie w tym wszystkim jest bog - jego milosc, jego milosierdzie. To oczywiscie samo zaklamanie i paranoja.

4. A skąd ten... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-18 22:24:56

A skąd ten pomysł, że za każde szczęście trzeba zapłacić? Moja przyjaciółka tez tak miała. Modliła się żeby w każdym szczęściu było cierpienie. Długo leczyłam ją z tego. Częściowo się udało. Niestety sprawy mocno wdrukowane w mózg trudno wyplenić.A co do ustawień systemowych to dodam, że wg mnie rzeczywiście są najlepsze choć sama w to nie wierzyłam. (Skierowały mnie na tą drogę sny).Kierują nasze kroki tam gdzie znajdziemy ratunek. Zwykła terapia jest długotrwała, kosztowna i nie koniecznie skuteczna bo wszyscy jesteśmy uwikłani. terapeuci też.

5. Moim zdaniem • autor: Nierozpoznany#2612015-01-19 10:56:52

Moim zdaniem wizja jest wskazówka dla wizjonera, a nie dla świata.
Warsztaty z Inirabi lepsze od chcrześcijanstwa? - dobry początek wojny religijnej ;-)
Religia religią, a ortografia ortografią.

6. Cały problem bierze się z błędów interpretacyjnych • autor: Nierozpoznany#32012015-01-19 11:08:40

Mówi się, że w krzyżu jest zbawienie, a także że droga do nieba jest trudna, pełna przeszkód.

To wszystko jest prawda.

Ale nie chodzi tutaj o to, żeby stać się jakimś biczownikiem, okładającym się rzemieniami, czy naśladować Chrystusa wywołując sobie w ciele  podobne jego ranom, czy dosłownie brać kawał drewna zbitego w krzyż i taszczyć je ze sobą.

Jezus mówił, że przyszedł na ten świat, by powołać grzeszników( w domyśle- powołać do nieśmiertelności śmiertelnych), a umarł na krzyżu by dać świadectwo prawdzie ,że zmartwychwstanie jest możliwe. Bezpośrednia śmierć na krzyżu jest tu tylko symbolem, a ostatecznym efektem jest przecież zmartwychwstanie. Wynika z tego ,że zmartwychwstać można tylko poprzez krzyż.

Teraz klucz- o co chodzi  tym krzyżem.?

Krzyż to nic innego jak stawienie czoła trudnościom, nie poddawanie się, nie chodzenie na skróty, trzymanie się reguł nadanych przez Boga, które przecież są bardzo trudne do spełnienia. Krzyż to mozolna, uczciwa praca, poświęcenie się dla wyższego celu, zwycięstwo podjęcia trudu nad lenistwem . Krzyż jest symbolem zakazu, przeszkody, trudu i jednocześnie odpowiedzią ,że droga na szczyt , czyli do nieba, jest właśnie tego rodzaju, gdyż łatwo można jedynie się stoczyć. Powołani do wieczności muszą podjąć krzyż i przejść przez trud życia, a gdy upadną, podnieść  się znowu tak Jezus i nie dać za wygraną, wtaczając swój symboliczny krzyż na górę, ku nieśmiertelności.

Mam nadzieję, że byłem pomocny.



7. W tekście chodzi... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-19 12:28:22

W tekście chodzi mi o metaforę dźwigania krzyża. Podobnie jak moja koleżanka odnoszę go na Wawel i rezygnuję z samotnej walki. Najwyższy czas by powołać nowe niebo na ziemi. Życie szczęśliwe chociaż etyczne ma być tu i teraz. Po wielu wielu latach cierpień i braku pomocy ze strony katolików i nie katolików mówię dość.Nie będę dźwigała na plecach waszych problemów , bo kościół nawet singli nie szanuje. Jeden z Arcybiskupów wypowiedział się ostatnio na ten temat. Odnotował to redaktor Szostkiewicz na swoim blogu. Za ten policzek wymierzony mi  przez arcybiskupa z mojej strony należy się potężny odwet.Być może wojna religijna. Takiego katolicyzmu to ja nie chcę, który mnie poniża za dobre, uczciwe pełne cierpień życie .
[foto]

8. Spokojnie, nic na siłę ;) • autor: Jan Szeliga2015-01-19 12:35:15

Nic na siłę Małgosiu. Wszystko jest "dobrze" takie jakie powinno być - i tu dodam na obecny stan naszej globalnej świadomości.
Pójdę dalej i powiem, że religie też są do czegoś potrzebne. Gdyby nie były potrzebne to by ich nie było na świecie.
Nie znaczy to , że jestem osobą "religijną" i namawiającą do wstępowania w szeregi religii. Bynajmniej nie, a nawet wprost przeciwnie. Osobiście uważam, że religie są po to, aby z nich wyjść, czyli tak poszerzyć swoją świadomość, aby zidentyfikować czym one są i dlaczego już nie są mi do niczego potrzebne.
Nic na siłę. Nie da się tutaj zarządzić aby wszystkie osoby które należą do jakiejkolwiek religii poddać terapii antyreligijnej. To od ludzi musi wyjść taka inicjatywa.  Dlatego uważam , że jeśli mielibyśmy czegoś zakazywać w kwestii religii, to przede wszystkim tego, aby religia raz na zawsze odczepiła się od państwa. Aby instytucje religijne były finansowane tylko i wyłącznie ze składek swoich członków. No i przede wszystkim to, aby prawo państwowe było ponad prawe stanowionym przez religie.

9. Oczywiście niczego nakazywać... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-19 12:52:47

Oczywiście niczego nakazywać nie można. Jednak to co głoszą przedstawiciele kościoła buduje obłudę i brak świadomości w Polsce. Na dodatek buduje podziały i mity. Nie katolicy opowiadają jakieś bajki o ludziach wierzących. Wszystkich wkłada się do jednego worka. A przedstawiciele kościoła wydają kolejne bzdurne oświadczenia. Papież zbiera wiadomości z obserwatorium astronomicznego należącego do Watykanu i czeka kiedy przylecą kosmici aby ich ewangelizować. Ciekawe czy u naszych braci z kosmosu sprawa singli, związków i seksu tak samo wygląda? Czy im również Papież zabroni środków antykoncepcyjnych. Sprawa jest rozwojowa więc poczekajmy.

10. Prawdziwa cnota krytyki się nie boi. • autor: Nierozpoznany#32012015-01-19 13:01:25

Ja inaczej widzę kościół. Dla mnie kościół to nie sami kapłani, tylko wszyscy ludzie. Kapłan jak każdy człowiek jest omylny i popełnia błędy, a że wobec niego są wyższe oczekiwania, to i mniej jest się w stanie wybaczyć, stąd wiele frustracji ludzkich względem kapłanów. Ale nie trzeba na nich patrzeć jak na wyrocznię, pasterze też czasami popełniają błędy, nawet gdy chcą dobrze..

Nie wiem jak wygląda Pani życie i jak Pani rozumiała wypełnianie swojego życiowego krzyża, ale choćby milion różnych dróg Pani wybrała, droga właściwa zawsze będzie wyglądała podobnie-to nie jest droga na skróty i nie ma w niej łatwizny. Doskonałość przychodzi z wielkim trudem, to co cenne nie jest na wyciągnięcie ręki, a czym bardziej jesteśmy pobłażliwi, czy względem siebie, czy względem innych, tym bardziej upadamy i tym bardziej schodzimy z właściwej drogi. Trzeba pamiętać że trud nie jest celem samym w sobie, że cierpienie nie jest celem samym w sobie, one są tylko konsekwencją sięgania po to co cenne i trwałe, bo to jest właściwy cel.

11. To ja oddaję... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-19 13:22:28

To ja oddaję doskonalenie się innym.Wcale nie chcę być doskonała. Chcę postępować zgodnie z moją intuicją. Świat jest brutalny i chamski wobec wrażliwych i uczciwych. Jak powiedziałam, nie jestem w stanie prowadzić dłużej samotnej walki. Nie podporządkuję się również regułom bezwzględnej gry. Będę stać w miejscu czekając na wsparcie. Jeśli go nie będzie co mam robić dalej podpowiedzą mi sny.

12. Nikomu nie jest potrzebny. • autor: Nierozpoznany#57362015-01-19 15:36:29

Dla mnie symbol krzyża był zawsze podejrzany. Już będąc pacholęciem widziałem w tym jakiś podstęp, a słysząc jak jakiś ktoś wspominał, że umarł na nim bóg i to za mnie to nic a nic mi się taka opcja nie kleiła. W pewnym momencie swojego życia stwierdziłem po głębokim namyśle, że ten bóg za mnie nie umarł na tym krzyżu, niczym się do tego nie przysłużyłem. Poza tym jakoś tak mi się wydaje, że go o to nie prosiłem - czyli przemocowo mi to narzucił. Patrząc się w świątyniach na ten rzymski symbol śmierci i cierpienie jakie się nim zadawało ludziom stwierdziłem, że nic dobrego z tego przyjść nie może, czułem się jakiś zastraszony.A wogle to mi się to nie z miłością chrystusową kojarzyło tylko z wkrętem w fałszywe poczucie winy. Z tym, że ja to raczej popaprany jestem nie tak jak większość świata.

13. Ja przyjmowałam jak... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-19 15:53:18

Ja przyjmowałam jak leci to co mówią. Aż się rozchorowałam i jakoś nikt mnie ratować nie chciał. Wierzyłam szczerze w Boga nie zastanawiając się nad otoczką historyczną. Etyka jest etyką i to jest uniwersalne. Jednak zasady związane z obyczajowością nijak to tej etyki nie pasują. Można powiedzieć, to się kupy nie trzyma. Kto tak naprawdę może wiedzieć co było 2000 lat temu. A już na pewno nie grupa stojących u władzy facetów w sukienkach, którzy w większości nie przestrzegają zasad przez siebie ustalonych.  Jak widać ja też jestem popaprana i to mocno.

14. Komu potrzebny jest krzyż • autor: Krycha24512015-01-19 17:43:31

Od babci i wielu starszych osób wielokrotnie słyszałam " kogo Pan Bóg kocha temu krzyżyki zsyła". To miało być pocieszeniem i nauką na przyszłość. Nigdy się z tym nie godziłam. Tak się złożyło w moim życiu, że więcej było tych "krzyżyków" niż "łutów szczęścia". Zwieńczeniem trudnych doświadczeń było zachorowanie na raka piersi. Po dziewięciu miesiącach od postawienia diagnozy, po wielu zabiegach i nieprzerwanej terapii psychoonkologicznej pogodziłam się z faktem jakim jest choroba. Pogodziłam się z faktem zaistnienia choroby, na to już nie mam wpływu. Nie znaczy, że przystałam na wszystko co ma teraz nastąpić, na to mam wpływ. Mam wpływ na to jak będzie się toczyć może życie i mam wpływ na moje wyobrażenia. Uczę się uważności. Uczę się żyć tu i teraz. Pani Małgosiu, myślę, że wiem o czym Pani mówi i co Pani czuje. Ja też oddam do kościoła krzyżyk z ukrzyżowanym Chrystusem. Krzyżyk ten przenosiłam z mieszkania do mieszkania, które zmieniałam po rozwodzie, zawsze był ze mną. Tak, nie będę go już więcej nieść i nie chcę aby niosły go moje córki. Oczywiście, te drewienka i metal to symbol ale jakże wymowny. W tym symbolu wyrażone jest ogromne cierpienie i poniżenie.Pani Małgosiu, Pani mi pomogła a czy ja mogę w czymś Pani pomóc?  

15. Dziękuję, że pani... • autor: Nierozpoznany#15472015-01-19 18:14:48

Dziękuję, że pani jest! I dziękuję, że chce pani oddać krzyż do kościoła.Nie wiem czy można mi w czymś pomóc. Jestem idealistką, ale także realistką . Chciała bym aby wszyscy oddawali swoje życiowe krzyże i zamieniali je na wewnętrzne zmartwychwstanie swoje i swoich rodzin. Nie będzie to proste, ale ktoś zacząć musi abyśmy mogli zmienić świat. Ludzie czekają na straszliwe kataklizmy, które coś wymuszą. Wierzę, że rozwój świadomości i przemiana naszego życia może nastąpić na drodze ewolucyjnej. Nagrodą dla mnie było by to, że nasze życie staje się szczęśliwsze. Nasze i wielu innych. Żyjemy w systemie, więc jeśli pani będzie lepiej to mnie też :)Pozdrawiam

16. Inny krzyż • autor: Nierozpoznany#87822015-01-25 00:10:19

Od jakiegoś czasu, ilekroć patrzę na symbol chrześcijaństwa - czyli ukrzyżowanego Jezusa, czuję bardzo wyraźny opór. Jezus i jego przesłanie, kojarzy mi się z wielką radością, tańcem, spełnieniem, a tu symbolem jego nauki uczyniono chwilę, kiedy akurat poddał się ciemności. Ten symbol jakby dosłownie przygważdża przesłanie i nie pozwala mu wyjść do ludzi - utrwala moment kiedy tryumfowali ci, którzy akurat chcieli pochować Jego nauki. Dla mnie ten symbol jest jak pieczęć na grobie. W sumie jak ktoś boi się przesłania Jezusa, to niech w taki sposób się przed nim broni - ja w każdym bądź razie zawsze będę go widział stojącego z szeroko rozpostartymi ramionami i ze szczerym uśmiechem na twarzy - jakby ktoś się uparł taka sylwetka też przypomina krzyż, ale o jakże innej wymowie!

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)