Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

31 października 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Koń jaki jest (2)
czyli jak mamy się kopać z koniem


« Koń jaki jest (1) Czarownic mamy najwięcej w Facebooku (1) »


(Fotografia Jerzego Płaczka)

          Wracam więc do źródła: Koń z Jeziora z „Bestiariusza germańskiego”. Pewna brzydka, ale silna dziewczyna dosiadła spotkanego bäckahästa i nawet pobiła go, gdy ten chciał ją utopić. Znała jego prawdziwe imię, więc musiał się jej podporządkować. Ale zawsze knuł zemstę. Gdy dosiadła go, tym razem z małym dzieckiem, znowu próbował ich oboje utopić. Ale ona przyłożyła mu żelaznym przedmiotem, a wiadomo, że demony boją się żelaza. Koń-demon uciekł i nie zagrażał już ludziom. Zapewne owa dziewczyna była olbrzymką.

            Jaki stąd wniosek wynika dla mnie osobiście? Kobieta może zwyciężyć demona jedynie płosząc go, a siły dodaje jej żelazo oraz posiadanie dziecka. Nawet olbrzymka nie ma możliwości zwyciężyć w równej walce. Opanowanie konia przez nazwanie go właściwym imieniem jest tylko chwilowe, epizodyczne. To co mnie najbardziej interesuje – skąd znała prawdziwe imię rumaka – nie jest dostępne. Opanowanie WYRAZU sprawy nie załatwia.      W mitologii germańskiej konie związane były z bardzo wieloma aspektami wiary i życia. Występowały w roli militarnej (zwierzęta bogów-wojowników), jako patroni płodności, pełniły funkcje wróżebne oraz związane z sądownictwem. W książce Artura Szrejtera „Bestiariusz Germański” (moja recenzja: http://www.taraka.pl/moja_przygoda_z_potworamiautor sugeruje, że dzięki swojej roli w systemie wierzeń ucieleśniały także bogactwo i prestiż. W opisie hasła: „konie” we wspomnianej książce doczytałam się też, że spożywanie mięsa świętych koni przez pogańskich Germanów było czynnością kultową, symboliczną i dlatego już we wczesnym średniowieczu na zachodzie Europy Kościół zwalczał spożywanie koniny. Nie słyszałam o takim zakazie na terenach Polski, ale możliwe, że jedzenie bezkartkowego końskiego mięsa w czasach słusznie minionych nabierało dzięki temu równie symbolicznego znaczenia, a przez przypadek i ja w takich misteriach uczestniczyłam. W Polsce raczej się go nie jada, choć jest smaczne, trochę bardziej słodkie niż wołowina. Gdzieś więc w nas tkwi to tabu i trzeba politycznej zawieruchy, żeby przestało działać.

         W pewnej książce przeczytałam wskazówki jak odnaleźć swój totem i choć nie było tam mowy o koniach, podejrzewam, że właśnie koń jest moim totemem. Podobno zwierzę-totem wybierające sobie człowieka (bo nie człowiek dokonuje wyboru, a zwierzę) w realnym życiu może ukąsić osobę, a to w celu „zaszczepienia” jej swojej osobowości. Mnie koń nie ukąsił ani nie kopnął, ale jadłam jego mięso, więc może w ten sposób mnie wybrał?

            Za „Bestiariuszem germańskim” podaję także inne cechy i powołania końskich demonów. Konie mogły być też wysłannikami krainy zmarłych oraz zwierzętami szamańskimi, o czym świadczą liczne legendy.

            Często związane były z żywiołem wody, podobnie jak nenniry łączące końską postać demona z żywiołem wody. Były piękne i oszukańczo potulne, wabiły dzieci, zachęcały je żeby dosiadły rumaka, a wówczas rzucały się w toń, aby je utopić. W pewnej baśni islandzkiej uratował się jeden z trzech chłopców, którego koledzy dosiedli konia-demona, oświadczając, że nie ma ochoty na... W zdaniu tym znajdowało się zaprzeczenie – po islandzku nenni. Prawdziwe imię demona brzmiało „Nennir” i będąc on pewnym, że chłopiec je wypowiedział, czmychnął i utopił tylko dwóch nieszczęsnych jeźdźców. I tu mamy do czynienia z motywem zwyciężenia przez nazwanie, wypowiedzenie imienia (niekoniecznie jednostkowego, indywidualnego). Ta zasada władzy nad nazwanym, występująca w pieśniach Eddy została wykorzystana w powieściach fantasy Ursuli Le Guin w cyklu o Ziemiomorzu.

            W Skandynawii takimi potworami były niksy. Przybierając postać męską piękną grą na instrumentach strunowych ściągały nad wodę kobiety i dzieci, po czym je topiły. I tu jedynym sposobem na nie było wypowiedzenie ich imienia (nazwy). Na terenach niemieckich występowały także niksy kobiece, mające czasem od pasa w dół postać ryby, czasem zaś końską. One polowały na mężczyzn. W czasach nowożytnych skrzyżowano je z syrenami.

            Wracam jednak do Centaurów i zodiakalnego Strzelca. Przeczytałam gdzieś zdanie na temat integracji ducha i zwierzęcego ciała w tych postaciach. Mój patron, Strzelec, odbijałby zgodnie z tym poglądem dwojakość mojej natury: ludzkiej i zwierzęcej. Trywializując: głowa myśli, a nogi chodzą. Przyjęło się uważać, że to jednoczenie powinno wskazywać na konieczność dostrzegania części zwierzęcej swojej natury, oczywiście aprobatę dla niej i doznawanie satysfakcji, że się ją posiada. Nikt już dziś poza epigonami świata minionego raczej nie uważa, że zwierzęca część nas hamuje, przeszkadza. Może tylko w starej astrologii medycznej twierdzi się czasem, że nogi Strzelca są jego słabą stroną, może tylko toczy dyskusje, czy całe nogi, czy kolana, biodra lub uda. A może kręgosłup?

            Idąc pod prąd panującym poglądom sądzę, że w rzeczywistym życiu zwierzęca część naszej natury służy nam wówczas, gdy jesteśmy młodzi – a i to nie zawsze. Na starość raczej przeszkadza. Moim zdaniem to, co w nas zwierzęce, pokazuje jak daleko odbiegliśmy od stanu idealnego, którego formowanie i rozpatrywanie jest domeną ludzkiego intelektu. Zwierzęca część natury może tylko odczuwać najwyżej dobrostan, a i to rzadko. Czy człowiek, kobieta lub mężczyzna pogodzeni z sobą i swoją rolą biologiczną i kulturową powinni odczuwać ból istnienia? Czy babcia powinna oceniać wnuki zamiast opiekować się nimi (nie mówiąc już o zmaganiu się z metodami kradzieży „na wnuczków”)? Czy na stare lata powinnyśmy, my kobiety uczyć się nieufności? A mężczyźni zaczynać dzień od „małpki” i toczenia nieżyczliwym okiem po okolicy?

          Pewien pan zjawia się u znajomej wdowy i mówi jej, że dopóki miała męża, nie próbował się przymilać ale teraz, gdy ona jest wolna... Ona martwi się, że on może nie tak na poważnie... Dlaczego ja myślę wówczas nie o tym panu, o osładzaniu owej wdowie samotności, a o księdze wieczystej, w której zapisano jej dom i gospodarstwo? Dlaczego zastanawiam się na ile jego zainteresowanie wiąże się z potrzebą wiktu i opierunku?

            A może, jeśli nie ludziom, powinnyśmy ufać bez zastrzeżeń zwierzętom? Lub może raczej uczyć się od nich czegoś innego, niż życzą sobie ich miłośnicy?

            Nie zapomnę artykułów prasowych i zdjęć, gdy pokazywano zagłodzone i zdane na siebie konie, nie karmione i nie zaopiekowane, bowiem właściciel ich (i własne) istnienie po prostu sobie odpuścił. Był już stary i nie wiadomo, o czym pamiętał, a co zapomniał, co chciał, a z czego zrezygnował. Te przepychanki między sołtysem, wójtem, a towarzystwem przyjaźni. Ten brak funduszy i dobra wola jedynie na pokaz. Powtarzam – nie znam się na koniach, ale tu przecież one były najważniejsze, choć stały się podstawą wzajemnego przerzucania odpowiedzialności. Urzekła mnie ich wola życia; chude, zagłodzone, zmarznięte, ale stwarzały wrażenie, że wiedzą o co w tych wszystkich konfliktach chodzi i rozumieją to. Akceptują także fakt, że przyjdzie dzień, gdy nogi pod nimi się załamią i nie będą miały już nic do dodania. Czasami wydaje mi się że ja, zodiakalny Strzelec jestem takim koniem, myślącym na wspak tego, co interesuje ludzi w ich losie.

            Kobiety dzisiaj są inaczej wychowywane. Świadome swoich praw, nawet do odczuć. Mamy podobno prawo do orgazmu, na przykład. Czy będą potrafiły godzić się z tym, że życie nie gwarantuje nikomu niczego, mimo zapisanych lub z góry przyjętych praw? Że jeśli coś może kogoś przeorać to na pewno przeora? I że jeśli trafi się im coś takiego, zmieniające życie od podstaw, to żadna psychoterapia nie pomoże. Trzeba po prostu wiedzieć, że człowieczy los jest nieprzewidywalny. Czasami się z nim godzić, jeśli nie ma innego wyjścia. Jak zwierzęta.

            Moja prawa noga słabo się porusza w biodrze. Mam synów więc musiałam poddać się – udać do pedikiurzystki w celu obcięcia paznokci – a reszta jak piling i inne zabiegi to już nowoczesność. Dziecka urodzonego w czasie II wojny światowej nie uczono szacunku i pielęgnacji własnego ciała. Dziecko takie chowano do tego, aby przeżyło. Hartowano je, w zimie polewając lodowatą wodą z kranu. Ciotka, przyjaciółka mamy, kaleka, garbuska – jak wtedy niepoprawnie politycznie mówiono – przeżyła Oświęcim, bo codziennie myła się lodowatą wodą. Nie dała się czerwonce – piła wodę przegotowaną i nie walczyła o zepsute odpadki. Dla mojej mamy, wysportowanej i pełnej życia kobiety była wzorem. Owocem tego wychowania i poglądów, leczenia nerwowości zimną wodą  jest moja zła tolerancja zabiegów wokół swojego ciała. Żadna przyjemność, choć stopy są wypielęgnowane, namaszczone i pozbawione zrogowaceń, odcisków. Wychowywano mnie przecież po to, by znosić głód, chłód, wygnanie i tułaczkę. Ćwicząc zwierzęcą część mojej natury.

         Myślę o koniach z tego filmu – one też, jak dawni ludzie, nauczone były tego – żeby przeżyć. Możliwe, że sądziły (jeśli to nawet nie było w ich myślach po ludzku sformułowane), że to ostatni egzamin ich życia. Czy ma jakieś znaczenie, że sołtys nie miał pieniędzy na karmę? Albo, że wójt walczył z sołtysem, a właściciel stadniny miał taką czy inną opinię psychiatrów? Przeżyły albo nie.

          Jednak to wszystko jest z gruntu nieuczciwe. Wzięliśmy na siebie odpowiedzialność za zwierzęta, a nie potrafimy właściwie ocenić zwierzęcej postaci swojej natury, idealizując ją i miotając się od jednej mody na poglądy do drugiej.

         Takie refleksje budzi we mnie postać Chirona (Chejrona). Kontrowersyjny nauczyciel (bo wychowywał ukazując okrucieństwo), zraniony uzdrowiciel (bo sam siebie nie potrafił uleczyć). I tu z powrotem dochodzę do różnicy między SŁOWEM a WYRAZEM, której ucieleśnieniem w szerszym znaczeniu może być postać mitologicznego Chirona.

            T.S. Eliot, jeden z najznakomitszych poetów angielskich w wierszu „The hollow men” pisał:

Between the motion

And the act

Falls the Shadow

            For Thine is the Kingdom

Between the conception

And the creation

Between the emotion

And the response

Falls the Shadow

            Life is very long

Between the desire

And the spasm

Between the potency

And the existence

Between the essence

And the descent

Falls the Shadow

            For Thine is the Kingdom

For Thine is

Life is

For Thine is the

          Wiersz ten ma wiele tłumaczeń. Mnie najbardziej odpowiada tłumaczenie Andrzeja Piotrowskiego (PIW 1960):

Pomiędzy zamiarem

A czynem

Kładzie się Cień

            Albowiem Twoje jest Królestwo

Pomiędzy pomysłem

A dziełem

Pomiędzy wzruszeniem

A odczuciem

Kładzie się Cień

            Życie jest bardzo długie

Pomiędzy żądzą

A spazmem rozkoszy

Pomiędzy możnością

A istnieniem

Pomiędzy istotą

A jej zstąpieniem

Kładzie się Cień

            Albowiem Twoje jest Królestwo

Albowiem Twoje jest

Życie jest

Albowiem Twoje jest

         Aż pragnie się dodać:

Pomiędzy słowem a wyrazem kładzie się Cień...

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Koń jaki jest (1) Czarownic mamy najwięcej w Facebooku (1) »

komentarze

[foto]

1. I doczytałam się • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-11-01 13:54:58

Doczytałam się, że w chińskim horoskopie też jestem KOŃ!
A moim drzewem jest jesion.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)