zdjęcie Autora

22 lipca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Królik w cylindrze

Kategoria: Twórczość

« Siedzi baba na cmentarzu Nic nie jest takie, jakim się wydaje »

         Pewien utalentowany chłopiec zabawiał swoją mamę i mnie sztuczkami, których się ostatnio nauczył z jakiejś książki. Najpierw odgrywał żartobliwie scenki, kiedy wróżka podaje komuś numery do losowania w totka i położył cały dowcip, ponieważ nie wiedział, że numerki w totku nie są większe niż 49. Niemniej scenka była zabawna i znakomicie podchwytywała sposób mówienia wróżów i wróżek w telewizyjnych programach ezoterycznych. Potem trafnie odgadł, o jakiej cyfrze mama pomyślała – wymieniając kolejno i przyglądając się jej reakcjom zatrzymał się w momencie, gdy jej twarz ozdobił uśmiech. Ośmielony tym sukcesem przystąpił do bardziej skomplikowanego testu. Wyciągnął swoją komórkę, podał mamie i kazał wpisać jakiś wyraz, który podjął się odgadnąć. Potem odwrócił telefon ekranem do dołu i odłożył go na stół. Dowiedziawszy się, że wyraz ten jest rzeczownikiem i że ma pięć liter poprosił mamę o sprawdzenie czy przedmiot, który oznacza wpis znajduje się w pokoju, w którym byliśmy. Ja już wiedziałam, jaki to był wyraz, choć nie miałam pojęcia dlaczego.

         Mama odpowiedziała, że nie wie, bo nie zdążyła się dokładnie rozejrzeć; tymczasem chłopiec namówił ją, aby obeszła go dookoła uważnie wszystkiemu się przyglądając i wykorzystawszy chwilę jej nieuwagi, zajrzał na odwrócony ekran komórki.

         Mama chłopca, spodziewając się, że będzie się jej zachowaniu dokładnie przyglądał, obeszła pokój zwracając uwagę na dzbanek z kompotem, wystawkę karafek, przyprawy zgromadzone na tacy, książki i płyty na półkach oraz przyglądając się uważnie (nie wiadomo czemu) ekranowi telewizora. Obejrzawszy wszystko dokładnie oświadczyła, że przedmiot jest w pokoju.

         Syn udając poważny namysł i licząc coś na palcach oświadczył triumfalnie, że wie, co mama napisała. Tym wyrazem jest RYBKA – pływająca w akwarium.

         Skąd ja to wiedziałam znacznie wcześniej? Proste, wiedziałam zanim ona ten wyraz jeszcze zapisała w komórce. Czyżbym była jasnowidzącą? Bynajmniej. Siedziałam na fotelu, przodem do niej, a tyłem do akwarium. Ostatni raz, kiedy się widziałyśmy, tego akwarium nie było, bo mój wnuk z synem przynieśli go żeby mieć spokojną głowę przed wakacjami i urlopem. Mama chłopca, zastanawiając się jaki napisać wyraz odchyliła głowę w bok, bo prawdopodobnie mój fotel zasłaniał jej widok, a chciała sprawdzić, czy w akwarium coś pływa. Oczywiście do wyboru wyrazu RYBKA nie potrzebowała sprawdzania, czy takowa istnieje, starczyłoby, żeby ten wyraz po prostu pomyślała. Jeszcze lepiej dla niej (a gorzej dla chłopca) byłoby, gdyby pomyślała inny wyraz, nawet rzeczownik typu: PRAWDOMÓWNOŚĆ, PRZEWIDYWALNOŚĆ, a jeszcze lepiej czasownik czy imiesłów typu ROZTRZĄSAJĄCY, POKĄSANY itp.

         Uświadomiłam sobie wówczas, że moje wyciąganie wniosków w wielu sprawach oparte jest właśnie na obserwacji, którą się zapomina po wykorzystaniu i często zaprzecza, że w ogóle istniała. Możliwe, że dotyczy to także kart Tarota czy innych technik wróżebnych.

         W zakurzonych kątach pamięci, w zawieszeniu, mamy jakiś obraz, który poniewiera się od jakiegoś czasu, nieprzydatny do niczego, jak owe zerknięcie z odchyleniem głowy na nowy przedmiot w domu – akwarium i przywołany do życia jeżeli i wówczas, kiedy może do czegoś się przydać.

         Pewnego dnia moja znajoma, pani dobrze po sześćdziesiątce zapragnęła zadać pytanie kartom tarota. Została wdową, dzieci przebywały za granicą i czuła się bardzo osamotniona. Jej pytanie dotyczyło mitycznego Avalonu, do którego mogłaby trafić na stare lata w towarzystwie dawnej sympatii, która właśnie pojawiła się na horyzoncie. Mogłaby – gdyby karty tak chciały.

         Kiedy postawiłam jej karty tarota — bardzo nieśmiało, bo dopiero zaczynałam — jako karta pierwsza, pokazująca ogólny ogląd sytuacji pojawił się Rycerz Kielichów, którą to kartę zinterpretowałam, zgodnie z przewodnikiem WJ jako „zakochana dominująca i zdobywcza kobieta lub mężczyzna którego plany obracają się wokół kobiet (albo jedno i drugie)”, a ponieważ nie byłam przekonana, że pani ta jest bardzo zakochana i nie była bynajmniej osobą dominującą i zdobywczą, raczej pewnym rodzajem bluszczu, potrzebującym mocnej podpory męskich ramion uznałam, że ten mężczyzna, delikatnie mówiąc, poszukuje korzyści w związku z nią. Jako karta druga, ostrzegająca, pojawiła się Królowa Monet, wg wskazówek WJ „Uważaj na osobę korzystającą z cudzych bogactw i samą niczego nie tworzącą”, co w sposób oczywisty potwierdzało moją hipotezę. Podobnie wyglądało pytanie o partnerów — 10 Monet — „konieczność dzielenia się majątkiem, odejście pieniędzy do ludzi z którymi się zwiążesz”. Byłam już pewna, że pani ta ma niewiele szans trafić w towarzystwie ukochanego do Avalonu, zwłaszcza, że największy jej majątek stanowiło duże piękne mieszkanie, jednak podarowane wcześniej córce. Najdelikatniej, jak mogłam powiedziałam pani o tym, na co wskazują karty, ale szukając dla niej jakichś pozytywów, żeby jej krańcowo nie zdołować  dobrnęłam aż do 13 pozycji „Karty nowych odległych początków i tego co nieświadome”. I tu rzeczywiście mogło być jakieś pocieszenie:  Giermek Kielichów zgodnie z WJ „wielka rola wiernego giermka, jeszcze nie prędko i na razie nie musisz brać go pod uwagę.” Na razie nie musisz, ale pociesz się, kiedyś, jak dożyjesz, dostaniesz wiernego przyjaciela.

         To było kilka lat temu. Postąpiłam jak wróżka przedrzeźniana przez opisanego wcześniej chłopca — obejrzałam sobie wcześniej delikwentkę, wiedziałam mniej więcej jak wygląda ta rybka, co pływa w akwarium, bo ją znałam; przekalkulowałam sobie, że znajoma należy do łatwych łupów (ja sama, gdy owdowiałam natychmiast spotkałam się z kilkoma propozycjami z których więcej niż połowa ewidentnie miała na celu znalezienie mieszkania z wiktem i opierunkiem) i moje przekonania w jakiś sposób zaważyły na wynikach dywinacji. Wyciągnęłam więc wróżbę, jak kuglarz królika z kapelusza lub chłopiec zapiski matki z telefonu i pozwoliłam pani tej wierzyć, że jej przyszłość w Avalonie nie rysuje się tak różowo, jak by chciała.

         To było kilka lat temu. Dawna sympatia gdzieś zniknęła, bo pani nie zdecydowała się zaprosić go do wspólnego zamieszkiwania, możliwe że na skutek sugestii kart, a może sama tego nie chciała (w końcu mieszkanie w mglistym Avalonie to nie to samo co wspólne przebywanie w nawet dużym M-6) i tak to wyglądało.

         Jednak po tych kilku latach ten sam pan pojawił się na nowo. Był już w jakimś związku i nic od pani nie chciał poza tym, żeby od czasu do czasu spotkać się i porozmawiać. Chodzili na spacery, czasem wpadali na kawę. Zaczął od Rycerza Kielichów; skończył na Giermku Kielichów, więc posuwał się pod prąd. Tego już nie mogłam wykoncypować; nie pasowało do mojej teorii, wyszło po prostu z kart.

         Więc byłam oszukańczym sztukmistrzem czy rzeczywiście karty przemówiły przeze mnie?

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Siedzi baba na cmentarzu Nic nie jest takie, jakim się wydaje »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)