Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

20 grudnia 2008

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Auto-promo Taraki Zero (odcinków: 14)

Księga Welesa jako rekonstrukcja "niebieska"


« Homo przypadkiem Sapiens Do boju, dziewice czekają! Czyli literackie przedłużenia genów »

Napisałem o „Księdze Welesa”, chociaż samej Księgi nie czytałem, prócz paru małych fragmentów, ponieważ za trudno mi przebrnąć przez archaizowany rosyjski, na który jest przekładana. Ale ponieważ Księga Welesa jest u nas prawie nieznana, jak i okoliczności jej znalezienia i spory o jej autentyczność i faktyczne pochodzenie, więc postanowiłem jednak spisać to, co się dowiedziałem. Może kogoś to zachęci do zajęcia się Księgą na serio.

W sporze o to, czy „Księga Welesa” jest autentycznym zabytkiem słowiańskim z wczesnego średniowiecza, czy późnym falsyfikatem (pytanie, czy raczej z ok. 1800r. czy 1950?), bardziej prawdopodobne jest jednak, że to falsyfikat – lecz być może falsyfikat dość stary na to, żeby darzyć go szacunkiem. Gdyby była autentyczna, to z jej treści wynika (podobno), że pisano ją około 875 r. – więcej niż dwieście lat przed pierwszą zachowaną ruską kroniką, słynnym „Nestorem” lub „Powieścią minionych lat”. Oczywiście wiele przemawia za tym, że wtedy tego tekstu nie napisano: wątpliwe jest już to, żeby pismo cyrylica, właśnie wtedy wynalezione, tak szybko trafiło do Słowian nad Dniepr. Wątpliwe, żeby orędownicy ówczesnej Rodzimej Wiary w swoich świętych tekstach użyli alfabetu swoich ideowych śmiertelnych przeciwników. Podobno też język Księgi jest historycznie niemożliwy: jakby ktoś do słowiańskich słownych rdzeni (branych z różnych języków) doklejał przypadkowe końcówki, brane  z różnych epok. Najeża do tekstu używanie słowa „Rusowie” czy „Rusiczy” na określenie Słowian naddnieprzańskich, jako że pewne jest, że w tamtych czasach ten etnonim oznaczał Normanów, nie Słowian. Tamtejsze terytorium było nazywane „ziemią ruską”, tzn. podległą i płacącą daniny Rusom-Waregom-Normanom, a zamieszkujący ją poddani Rusów „ludźmi ruskimi”, co jako własna nazwa Rosjan (russkije) pozostało do dziś.

Dla „Księgi Welesa” ważne jest nie umieszczenie jej w tamtych czasach, w średniowieczu, bo zapewne ma to równie mały sens, jak znalezienie odpowiedniej epoki, w której toczyłaby się powieść Nienackiego „Ja Dago”, albo manieryczne fantazje „Kroniki polskiej” mistrza Kadłubka. Ważne jest ustalenie czasu i okoliczności, w której została sporządzona faktycznie, czyli zfalsyfikowana. Bo też dzieje neopoganizmu są dziejami jego rekonstrukcji, wśród których są te białe, czynione z naukową metodą i dystansem, i te czarne, podające się za autentyki – czyli falsyfikaty. (Żałuję, że nie mamy słowa w rodzaju angielskiego forgery, gdzie w słowie na falsyfikat zawarty jest poza tym trud i spryt rzemieślnika.) Pomiędzy nimi są rekonstrukcje niebieskie (James Hillman pisze, że niebieski jest pośredni między bielą a czernią) czyli fikcyjno-literackie. Wszystkie trzy nurty składają się na historię rekonstrukcji, z których wywodzi się współczesny poganizm – rzecz warta przemyślenia.

Auto-promo Taraki Zero: wstęp na końcu

Teksty najpierw zamieszczone w tarakablog.wordpress.com, w latach 2008-10.


« Homo przypadkiem Sapiens Do boju, dziewice czekają! Czyli literackie przedłużenia genów »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)