zdjęcie Autora

08 marca 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Kuchenne błędy nieprzystawalnego transferu.

Kategoria: Twórczość

« Przyszłość wyczytana w gazecie Deklaracja zgody »

Zastanawiałam się czasem, co każe wielu kobietom tkwić w zachowaniach autodestrukcyjnych. Jeżeli dla niektórych z nich (raczej starszego pokolenia) kuchnia jest formą i symbolem uwięzienia, przymusu całego otaczającego świata, bo to w PRL bez gotowania mężowi i dzieciom nie sposób było żyć, to kiedy konieczność ta  ustała, wraz ze sklepami pełnymi żywności, nieraz zadziwiająco taniej, choć niezłej jakości, łatwo byłoby się od tego uwolnić.

         Pewna moja znajoma w wieku średnim, bardzo ładna kobieta, ale nie mogąca znaleźć pracy, choć uporczywie jej poszukująca, biegnie na telefon syna do domu, żeby przygotować mu jeść, choć „dziecko” mające około dwudziestki nie uczy się i nie pracuje (też nie może znaleźć pracy, ale specjalnie się nie stara), wieczory i część nocy spędza z kolegami, ale gdy zdecyduje się pojawić w domu i jest głodny...

Teoretycznie rzecz biorąc owa matka, praktycznie samotna, działa kompletnie wbrew swojemu interesowi. Na zdrowy rozsądek, skoro owe „dziecko” w niczym jej nie pomaga, a wiele żąda, a o jeszcze więcej ma pretensje, powinna dać mu nauczkę. Przyszła do mnie z wizytą, a jednak tkwi przypięta na końcu jakiegoś bungee, które na dźwięk telefonu uruchamia swoisty silniczek i wymiata ją niezależnie od tego, jak ciekawą rozmowę prowadziłyśmy.

Mogę to wytłumaczyć tylko w jeden sposób — jako chronienie się w kuchni, tym bastionie, okopie, nielubianym, często znienawidzonym, ale traktowanym jako jej terytorium — oznaczone zapachem, narzędziami, wytworami pracy własnej.

Czasami spotykam się z takim przejawem: — udaję się do kogoś z wizytą imieninową, ostatkową albo tzw. „kobiecym wieczorkiem”. Następuje powitanie, prezentacja gości. Drzwi od mieszkania się otwierają lub zamykają (w zależności od tego czy właścicielka przyjmuje gości sama czy z mężem)  – i gospodyni pędzi do kuchni. Taki odruch, jak u psa Pawłowa, który początkowo na widok jedzenia, a potem po tresurze, ślinił się na sam dźwięk dzwonka. Solenizantka odkłada wręczone jej kwiatki i prezenty (nie zaglądając nawet do nich) i przepraszająco stwierdza, że musi jeszcze zajrzeć do piekarnika. W moim pokoleniu takie zachowanie jest raczej obowiązującą normą, u kobiet najmłodszych na szczęście na ogół nie występuje. Wiele z nich nawet nie ma zamiaru uczyć się gotować, choć nie mają nic ważniejszego do roboty. I oby tak było dalej!

         Wracam jednak do żon mojego pokolenia, usługujących mężowi i dzieciom – często dorosłym – wspierających dzielnie swoją rodzinę przed złym światem. Czasami wydaje mi się, że ten mit złego świata mężczyźni wychowani w PRL podtrzymują celowo, bowiem uzasadnia to ich istnienie i żądania. Sytuacja rozwija się dalej według określonego schematu, który nie przewiduje wyrażania jakiejkolwiek wdzięczności, wręcz przeciwnie. Dlatego potem wszystko jest nie tak.

Oni:

1) niedobrze, źle przyrządzone, przesolone, niedosolone, za mało tłuste, za dużo tłuste, sypkie, twarde, rozgotowane, zimne, po co makaron, po co te śmiecie (koperek); wiesz, że nie lubię tego tamtego i owego,

2) nie jestem głodny, po co mi to, na co mi to, powinnaś oszczędzać, pieniądze nie rosną na drzewach, nie mam kopalni złota,

3) demonstracja wrogości w ogóle: siedzą we wrogim oczekiwaniu: czy w tym domu jeść nie dają!? Rażące wydaje się niektórym osobom użycie w sejmie określenia W tym kraju nie jest możliwe... ale nie wydaje się rażące „Czy w tym domu jeść nie dają”  To z powodu podkreślenia: jeśli na kraj patrzę z pozycji obcego i to jest naganne, na dom pewnie też, ale to jest naturalne. Dom nie jest mój. Moja jest praca, polityka i moje sprawy. Kuchnia i dom jest kobiety. Słowa zdradzają intencje i wygłaszają je zarówno wykształceni jak i niewykształceni mężczyźni, mężowie i synowie, a czasem i wnuki.

Teraz one:

1) albo zostają same w kuchni z niepotrzebną, przesoloną, zbyt zamakaronowaną zupą, choć mogłyby ją na przykład demonstracyjnie wylać przez balkon (dezercja)

2) albo to, co jest, to nie jest to, co powinno być, więc pędem przystępują do poprawienia swoich wad (bronią okopu, bastionu), kaszę jaglaną zastępują kartoflami, ale wolno się gotują i trzeba czasu na obranie, więc spieszą się; zniecierpliwienie zwiększa się w tym stopniu, w jakim ich pośpiech; rezultat — jeśli nie pokaleczą się nożem, to zaczyna je boleć serce (okop obroniłam, ale straty własne przekroczyły dopuszczalne) – choć strategia obrony za wszelką cenę jest dobra, gdy ta cena jest niewielka. Czasami, w nocy dostają zawału albo wylewu, albo rano, w drzwiach łazienki, jak pewna moja znajoma, padają na ziemię martwe (nie zdążyły wziąć porannych proszków — opiniuje lekarz).

3)     albo idą do pokoju i pytają łagodnym tonem: czy można już podawać obiad? wiedząc, że usłyszą złe słowa i otrzymają nieprzychylne spojrzenie. Idą po to, żeby naprawić sytuację, choć nie one ją zaogniły (posłowie walczącej strony, uważającej się za słabszą dążą do zgody).

A przecież najrozsądniejsze wyjście: wyłączyć wszystko, pójść i oglądać telewizję lub czytać książkę. Można wyjść na spacer. Dlaczego tego nie stosują? One mogą być świadome wojny, przeciwnik nie; instynktownie rozdziela ciosy, jakby kopał kamienie. Jeśli spytasz, czy wydał wojnę kamieniom, zdziwiony zaprzeczy. Niemniej wojna jest, głównie w kobiecej świadomości, ale jej bomby, wybuchy i ataki są zjawiskiem obiektywnym. Patrząc na to szerzej — powinny być lepszym strategiem od przeciwnika, on atakuje na oślep, niczym niedźwiedź opędzający się łapą przed niewidzialnym wrogiem, a one pakują mu się przed oczy ściągając na siebie ciosy łapy. Czy przed niedźwiedziem może być lepsza obrona, niż udawać nieżywą? Nie, ale ten niedźwiedź w każdej chwili może zacząć myśleć i zadawać ciosy skierowane. Pewnie dlatego nie wyłączają wszystkiego i nie idą gdzieś. Tkwią, jak moja mama trzymając rękę na pulsie.

         Ta strategia działa od wieków. Pokolenia starszych kobiet mojej i innych rodzin, zapracowane w domu i przy garach, odzywają się we mnie twierdząc, że baba z założonymi rękami siedząca w fotelu to wynaturzenie, bliska śmierć i grzech. „Tylko umierający kładą się do łóżka” – mówiła moja mama „byle się nie położyć”. Położenie się dla kobiety pracującej fizycznie, to brak sił podołania obowiązkom, a brak sił, to choroba i śmierć. Trudno odmówić im racjonalnego jądra w ocenie sytuacji. Możliwe, że to racjonalne jądro tkwi w sposobie zaradzenia złu: nagła zmiana trybu życia na bezczynny, poddanie się, to depresja i śmierć. Nie ćwiczone życie przestaje mieć smak; lęgnie się przekonanie o zbędności i braku przydatności kobiety, a za łóżkiem już czai się śmierć. Czy jednak teraz ta strategia, gdy wyzwania, obowiązki, stosunki i wojny są inne, ma jakikolwiek sens?

         Siostra mojej teściowej, też Katarzyna, samotna gospodyni wiejska, po zawale wraca ze szpitala do domu z zaleceniem lekarza, aby dużo odpoczywała i robiła tylko to, co konieczne. Nie umiała odpoczywać i nie wiedziała, jak tego się nauczyć. Siadała na twardym, niewygodnym krześle na środku kuchni, odsuniętym od stołu (zaraz wyjaśnię po co). Przez otwarte drzwi pokoju widać było łóżko z piętrzącymi się stertami poduszek w świeżych, białych powłoczkach, każdy załomek pościeli był wygładzony do przesady, koronka wyprostowana, na czubku najmniejszej poduszki siedziała lalka. Ciotka Katarzyna zasypiała na tym krześle, cały wysiłek przez sen wkładając w to, żeby z krzesła nie spaść. Czasami jednak spadała i dlatego krzesło było odsunięte od stołu, bo mogłaby się bardziej potłuc. Nie podpierała się na stole łokciami, nie rozsuwała szeroko nóg, bo przypuszczam, podobnie jak moja mama uważała, że łokciami na stole podpierają się tylko mężczyźni — siedzisz jak chłop w knajpie — mówiła.. Po pół roku dopadł ją drugi zawał, tym razem przerwał jej zmęczenie wiecznym odpoczynkiem na leżąco, w wyściełanej trumnie.

         Nieprzystawalne korzystanie z doświadczeń przeszłości psychologia nazywa błędem nieadekwatnego transferu. Co nie zmienia faktu, który można wyrazić bardziej poetycko:

I zatopiły nas  fale czasu

I jako mgnienie był nasz los

(nagrobny napis na cmentarzu w Pieriediełkinie w powieści Wasilija Aksionowa „Nowy słodki styl”)

         Mężowie zazwyczaj już poumierali (żyją krócej), kobiety też dołączają sukcesywnie do nich i na szczęście te obrazki przejdą do historii. Ale umierają z nimi i nami także rzeczy piękne i dobre, gdy niewiele trzeba było, żeby odczuć radość, gdzie nikt nie udawał się do psychologa, psychiatry albo na jakąś terapię, bowiem wystarczyło zasiąść wieczorem na werandzie wraz z sąsiadkami i przy ćwierkaniu świerszczy i odgłosach nocnego  lasu, oprzeć spuchnięte nogi na stołeczku i rozmawiać z żywymi kobietami, siostrami własnego losu.

I tak widzę Ciebie, moja nieżyjąca przyjaciółko, stojącą późnym wieczorem pod lampą, w stronę której lecą kąśliwe komary, nieszkodliwe ćmy, obrzydliwe żuki i innego rodzaju niezidentyfikowane paskudztwo. Piękne motyle, niestety, śpią. Starasz się odganiać komary (żeby nie pogryzły), ratować nieszczęsne ćmy przed samozagładą, obserwować żuki i zrozumieć całą tę owadzią mnogość. Chwilami odmieniasz się: starasz się zrozumieć komary, odgonić żuki i bronić się przed ćmami. Czasami odwołujesz się w tym do swoich wcześniejszych doświadczeń, ale albo wówczas owady były inne, albo pora roku nie ta... Niekiedy pojawia się potwornie wielki szerszeń, zwabiony światłem i czasami lęk przed nim i próba przewidzenia, co zrobi, przykuwa Twoją uwagę. Odczuwasz zbliżające się zagrożenie. Zastanawiasz się, czy nie masz zbyt słodkiej krwi i czy nie jest to Twoją winą. Ale mówisz sobie: To wszystko jest częścią natury, to wszystko ma prawo być. Niestety, nie potrafię znaleźć SŁOWA wynikającego z tego obrazu. To Ty w końcu byłaś poetką, nie ja.

         Dzisiaj babciom oferuje się naukę obsługi komputera i pogaduszki za pomocą komunikatorów.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Przyszłość wyczytana w gazecie Deklaracja zgody »

komentarze

[foto]

1. Wreszcie • autor: Przemysław Kapałka2013-03-08 11:33:23

Wreszcie kobieta napisała mądrze o tych całkowicie głupich babskich zwyczajach. Dodam do tego jeszcze: 

- Przesiadywanie z gośćmi w kuchni. Ja wtedy wychodzę nie patrząc na to, czy to grzeczne czy nie, bo od siedzenia jest pokój. 

- Narzekanie, co to one dla nas nie robią. Ale na sugestię, żeby dały sobie spokój bo my aż tak dużo nie potrzebujemy (wielu szczególików po prostu nie zauważamy) reakcja taka, jakbyśmy podważali sens ich istnienia.

- Sprowadzanie istoty spotkań koleżeńskich do jedzenia. Kompletne niezrozumienie tego, że na koleżeńskim spotkaniu nic nie jedliśmy, i kompletne niezrozumienie wytłumaczeń, że nie spotkaliśmy się po to żeby jeść, a rozmowa była na tyle ciekawa, że zwyczajnie nie było czasu na jedzenie.

Tyle mi przychodzi do głowy w tej chwili. Oczywiście nie dotyczy to wszystkich kobiet, ale niestety jest to trend powszechny i na szczęście zanikający. Ale jeszcze długo. Cieszę się, że jest kobieta, która potrafiła to właściwie ująć.



[foto]

2. W drodze samokrytycyzmu męskiego. • autor: Piotr Jaczewski2013-03-08 11:57:27

I okazyjnego sypania popiołem głowy:

Jak się siedzi w pokoju, - to z reguły ktoś musi latać do kuchni, czyżby często robiła to kobieta?

Osoby, które robią, a nie czują się doceniane w sposób w jaki by chciały - robią i narzekają, czyżby często robiła to kobieta ?

Ktoś na spotkaniu musi podtrzymywać temat, tworzyć tą atmosferę, choćby zaopatrując czy robiąc za wdzięcznego słuchacza. Czyżby często robiła to kobieta?

Mi się George Carlin skojarzył: Kobiety są szalone, a mężczyźni głupi. A powodem dla którego kobiety są szalone, jest to, że mężczyźni są głupi.  Cytat bynajmniej nie o kobietach...
w każdym razie w obrębie dnia mniejszej głupoty:
Wszystkiego najlepszego Drogie Panie!

[foto]

3. Bez przesadnego samokrytycyzmu • autor: Przemysław Kapałka2013-03-09 14:52:53

Jak się siedzi w pokoju, to czasami trzeba pójść do kuchni i prawie równie dobrze może to zrobić kobieta, jak i mężczyzna. Najlepsze moje spotkania to były takie, że przez kilka godzin nawet nie pomyśleliśmy o jedzeniu i piciu i gdyby pojawił się ktoś, kto nam to przynosi, raczej by zepsuł atmosferę niż ją poprawił. A gospodyni domu uznała spotkanie za wynaturzone, skoro nic nie zjedliśmy.

A jeśli ktoś nie czuje się doceniany w tym, co robi - cóż, to popyt powinien kształtować podaż, a nie odwrotnie. W takich przypadkach należy albo zająć się czymś, co docenione będzie, albo dowartościować się w inny sposób, a nie zmuszać innych do zachwytu. Czyżby psychoterapeuta miał na ten temat inne zdanie?

A z tym "Wszystkiego najlepszego" całkowita zgoda.


[foto]

4. Chłopie • autor: Piotr Jaczewski2013-03-09 15:03:30

Trzeba jakiegoś zapytać o zdanie w temacie:) Ale zamiast wypisywać takie rzeczy o gospodyni, zwłaszcza w dzień kobiet, porozmawiał bym z gospodynią. Może zwyczajnie chciała usłyszeć ciepłe słowo. Fajnie, że komuś przydarzyła się miła rozmowa.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)