Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

22 listopada 2019

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Koniunkcja Saturna i Plutona 2020 (odcinków: 30)

Kumulacja około 1990 roku i ruchy alternatywne


« Oddelegowani przez świat

Około roku 1990 i w latach sąsiednich miała miejsce kumulacja – czyli koniunkcja trzech długookresowych planet: Neptuna, Urana i Saturna. Więcej, była to faktycznie kumulacja czterech obiektów wielkiej wagi, ponieważ te trzy planety spotykały się (skumulowały) w pobliżu punktu kardynalnego ekliptyki: punktu kardynalnego Koziorożca, źródła żywiołu ziemi.

Specjalne słowo, kumulacja, jest tu potrzebne też do tego, żeby podkreślić, że miała wtedy miejsce synchronizacja sześciu cykli planetarnych: trzech cykli dwuplanetarnych i trzech cykli jednej planety względem ekliptyki.

Trzy cykle pojedynczej planety należy rozumieć jako przejścia najpierw Neptuna, następnie Saturna i potem Urana przez kardynalny punkt Koziorożca.

Trzy cykle dwuplanetarne, to cykle wzajemnych położeń Urana względem Neptuna, Saturna względem Neptuna i Saturna względem Urana. Poprzez koniunkcje, w tamtych latach te pary planet zsynchronizowały swoje cykle. Z pewna domieszką poezji można powiedzieć, że w tamtych latach czas ruszył jeszcze raz naprzód od nowa.

Na rysunku wkleiłem fragmenty kosmogramów, ilustrują one i przypominają, co wtedy się działo:

Ruszył światowy Internet (chociaż próby międzykomputerowej łączności istniały wcześniej): protokół HTTP Berners-Lee'ego umożliwił działanie tego wszystkiego, co dziś oglądamy w oknach przeglądarek.

Upadł komunizm, przynajmniej jego gałąź moskiewska, i w Europie śr.-wschodniej lawinowo potoczyły się reformy liberalne, wolnorynkowe i demokratyczne. Początkiem były tzw. ustawy Wilczka w Polsce, faktycznie kasujące socjalizm w gospodarce. Kosmogramy innych przełomowych wydarzeń, jak obalenie muru berlińskiego, aksamitna rewolucja w Czechach i Słowacji, bunt „republik nadbałtyckich” przeciw rządom Moskwy, uwolnienie Nelsona Mandeli i koniec apartheidu w RPA, wreszcie rozpad Związku Sowieckiego i niepodległość jego dawnych „republik” – są dostępne na stronach AstroAkademii. Złym tonem w tym koncercie była rozprawa władz Chin z protestującymi na placu Tienanmen, wskazująca, że Chiny robią swoje i wolność im nie pasuje.

Wkrótce po Internecie świat został połączony drugim epokowym wynalazkiem: telefonią komórkową. Fragment kosmogramu pokazuje moment startu sieci Era GSM w Polsce w r. 1996. W Finlandii sieć komórkowa działała już w 1989 r.

Nie mam w kolekcji odpowiednio przełomowych wydarzeń w życiu duchowym. Zastępuje je skromne wydarzenie z mojego/naszego podwórka: premiera internetowego magazynu Taraka w kwietniu 1997.

Na wszystkich tych kosmogramach widzimy trzy planety: Saturna, Urana i Neptuna, przechodzące przez znak Koziorożca, wkrótce potem, jak każda z nich przekroczyła punkt zero Koziorożca, czyli punkt kardynalny ziemny ekliptyki. W drugiej połowie lat 1990-tych Saturn przechodzi dalej i już go nie widać w powyższych fragmentach obejmujących sektory Koziorożca i Wodnika, za to w jego miejsce pojawia się Jowisz, który jakby podtrzymał tę kumulację i rozciągnął jej działanie (wpływ) właściwie aż do końca tamtej dekady. Nasza kumulacja zaczęła się też wcześniej niż w 1989 r., gdyż była obecna i odczuwalna już od połowy lat 1980-tych.

Ciekawe jest, a właściwie zdumiewające, że astrologowie w czasach, kiedy ta kumulacja się odbywała, nie byli jej świadomi: widzieli te planety w horoskopach, ale nie potrafili ich „czytać” – brakowało im wiedzy i pojęć, aby istniejące koniunkcje interpretować. Co nie jest dziwne, ponieważ badacz, który odsłonił cykle i kumulacje planetarne, Richard Tarnas, dopiero wtedy pracował nad zagadnieniem i zbierał materiały, a swoją książkę, która dopiero rzuciła światło, opublikował w 2007 r. – książkę „Cosmos and Psyche. Intimations of a New World View” (Kosmos i psychika, wskazówki nowej wizji świata).

Składową (w tej kumulacji) koniunkcję Saturna i Neptuna można rozumieć jako grę między tworzeniem, trwaniem i konserwacją sztywnych opresyjnych form – „coagula” na ramieniu 15-Diabła w talii Wirtha, czyli tym, co robi Saturn – a rozpuszczaniem, rozpraszaniem tych form i łączeniem się bytów według woli – co głosi hasło „solve” na drugim ramieniu tamtej postaci, a co jest pracą Neptuna. „Coagula et solve”, czyli skawalaj i rozpraszaj. Tej pracy koniunkcji Saturna i Neptuna przypisujemy rozpad ZSRR, podobnie jak dwie koniunkcje wcześniej odbyła się rewolucja bolszewicka, a jedną koniunkcję wcześniej umarł Stalin i tamto imperium poważnie zmieniło swoje formy. (Następna koniunkcja będzie w r. 2026 i radziłbym tamtejszym ważnym organizować sobie przerzut do Argentyny.) Neptun działając na Saturna przyniósł wolność; ważny w tym przekształceniu był też wpływ trzeciej planety, Urana, i jej wybitnie wolnościowego archetypu.

Współdziałanie Urana i Neptuna przyniosło połączenie świata – skomunikowanie niemal wszystkich ludzi na Ziemi we wspólną sieć, najpierw przez komputery i Internet, wkrótce też przez sieci telefonii mobilnej. Zrazu entuzjastycznie widzieliśmy dobre strony tej operacji, później okazały się równie poważne zagrożenia. Epokowa zmiana, jaką przyniosły obie te rewolucje techniczne: komputerowo-internetowa i komórkowa, jest trudna do przecenienia: właściwie do tej pory jej nie ogarniamy umysłami, a konsekwencje zaskakują.

Energia połączenia planet (planetarnych archetypów) Saturna i Urana przejawia się w historii jako wzmożenie woli decyzji: sprzyja „stawianiu wszystkiego na jedną kartę”; sprzyja rozwiązaniom skrótowym i przeskakiwaniu etapów. Historyczne przykłady za daleko odwiodłyby od naszego tematu.

Neptun i Uran, jednoczesna aktywacja tych planet, przyniosły też i wreszcie ożywienie duchowe; okres ich wspólnej aktywności w latach 1980-tych i 1990-tych przyniósł rozkwit różnych duchowych alternatyw, zwykle nazywanych „New Age”, chociaż to hasło krążyło (niby duch komunizmu po Europie wg Marxa, 1848) już od późnych lat 1960-tych. (Wtedy działała inna kumulacja planetarna: Uran plus Pluton, okresowo wzmacniana Saturnem i Jowiszem – kumulacja też nabrzmiała przemianami, być może jeszcze bardziej niż ta „nasza” tu omawiana z ok. 1990 r.)

Na czym polegała ta duchowa przemiana lub rewolucja? I znów, tym razem nie astrologowie, ale teoretycy kultury przegapili ją, nie zauważyli jej, chociaż stała przed nimi jak ten słoń przed grupą ślepców. Przeoczyli, ponieważ nie mieli narzędzi, by percypować i opisać tę formację, a nie mieli, ponieważ poznawczych narzędzi dostarczył dopiero Philip Descola w 2005 r., książką Par-delà nature et culture czyli „Poza naturą i kulturą”, na angielski przełożoną w 2013 r. jako Beyond Nature and Culture. (Polski przekład, obym był złym prorokiem, znając „nasze” zainteresowania, zapewne nie powstanie nigdy.)

„Te” ruchy lat 1980-1990-tych polegały – przez optykę Descoli patrząc – na próbach wyjścia poza dominującą na Nowoczesnym Zachodzie ontologię. Tu żeby cokolwiek zrozumieć musimy wziąć głębszy oddech.

Zarys poglądów Descoli streściłem (tak jak je zrozumiałem...) w tekście w Tarace pt. „Descola” i radzę tam teraz Czytającemu zajrzeć. W jeszcze większym skrócie, francuski autor wyodrębnił cztery ontologie, występujące lub „uprawiane” przez różne kultury-etnosy i inne noosfery – lub raczej ich rodzaje. Te cztery rodzaje ontologii powstają przez to, że ich wyznawcy widzą wnętrza lub zewnętrza różnych istot jako podobne lub niepodobne. Gdy (uważa się, że) istoty mają podobne wnętrza („wewnętrzne strony”) pomimo niepodobnych zewnętrzności-fizyczności, mamy ontologię animizmu, gdzie w różnych ciałach (ludzi, tukanów, jaguarów, roślin manioku...) żyją łudząco podobne dusze, praktykujące swoje rodzinne i gospodarskie życie, rozmowy, spotkania, waśnie i uroczystości. Jak u nas w bajkach dla dzieci. Gdy (uważa się, że) w pewnych grupach (w totemicznych klanach) istoty mają te same zarówno ciała i dusze, gdyż i czyli są konsubstancjalne ze swoim totemem, mamy już nazwany totemizm. Gdy widzi się w świecie podobieństwa fizyczności (te same pierwiastki, geny, impulsy elektryczne w mózgach itd.) z których broń boże nie wynika żadne podobieństwo stron (lub przeżyć) wewnętrznych, dostajemy nowoczesną i naukową ontologię, którą Descola nazywa naturalizmem.

Czwarty wariant polega na tym, że ani fizyczności ani strony wewnętrzne różnych bytów nie są podobne, ale podobieństwa te ukazują się, gdy jedne i drugie ( fizyczności oraz strony wewnętrzne) podzielić na fragmenty, które dopiero będą podobne i będą układać się przed poznającym w łańcuchy analogii. Ten gatunek ontologii Descola nazwał analogizmem.

Alternatywy lat 1980-90-tych były buntem przeciw dominującej w Nowoczesnym Zachodzie ontologii naturalizmu, której „propaganda” lub uporczywa dydaktyka była przez niektórych odbierana jako symboliczna przemoc i ograniczenie wolności. Niektórzy alternatywiści poszli, można rzec, na całość, konwertując się na poglądy lub wiedzę, która jest nie-naturalistyczna – lecz analogistyczna – jawnie. Tak widzimy z perspektywy recepcję astrologii, Księgi Przemian, tarota, feng-szui, majańskiego kalendarza (tradycyjne Chiny i Meksyk wielkimi twierdzami analogizmu są!), hermetyzmu i kabały (analogistyczna gnoza Orientu: „jako w niebie tak i na ziemi”...). Bardziej radykalni sięgali dalej, wchodząc w animizm lub nawet totemizm; ci nazywali siebie „neo-szamanami”.

Patrząc nie na fabuły tamtych alternatyw, czyli na ich barwną powierzchnię, tylko głębiej w ich struktury, zobaczymy próby przekroczenia lub naruszenia pewnych dogmatycznych granic lub brzegów naturalizmu, jego krawędzi-egdes (mówiąc Mindellem) lub jego warunków brzegowych (mówiąc fizyką). Przychodzi mi tu na myśl Rupert Sheldrake, który rzucił wyzwanie naturalistycznemu rozdzieleniu wnętrza i zewnętrza, obmyślając teorię, według której z jednej strony „wnętrze”, czyli rzeczy zwykle zaliczane do psychiki, rządziłyby się prawami, którym podlega również twarda materia, ale za to z drugiej strony owo wnętrze miałoby prawo oddziaływać na twardą materię, formując ją. Podobne wyzwanie rzucił Roger Penrose posługując się bardziej wyrafinowaną „fabryką” fizyki kwantowej. Obaj zostali odrzuceni lub zamilczeni przez naturalistyczny mainstream. Sheldrake bywał wyśmiewany, Penrose'a uchronił jego ogromny uznany dorobek naukowy, ale nie uchronił przed, jak się rzekło, zamilczeniem. Tak więc, promowana przez nich „polowa” lub „kwantowa” rewolucja w pojmowaniu związków i oddziaływań między Descolowskim wnętrzem i zewnętrzem pozostała nieudana i nieprzyjęta.

Nie- lub anty-naturalistyczni alternatywiści lat 1980-90-tych opierali się na pewnych starszych przyczółkach. Takim była psychoanaliza, szczególnie w wersji Junga, stąd aż taka rewerencja dla Junga w tamtych kręgach. Z drugiej strony, patrząc na Junga i Freuda też, przez soczewki Descoli, widzimy w nich jawnych analogistów, słabo usiłujących się zamaskować pod scjentyczną terminologią. (Jak pisze Descola, z gruntu analogistycznym konceptem jest wielość dusz, co zgadza się z cebulową wizją psyche u Freuda i Junga.) Analogizm psychoanalizy wyjaśnia też jej niepewny status w uniwersytetach i furię, jaką budzi u swoich krytyków. W ogóle uczące jest obserwowanie, które rzeczy gniewają naturalistów: jest to dobry sposób na wykrycie nie-naturalistycznych luk, lub raczej zabytków kulturowych w nowoczesnym świecie. Kto nie rozumie, ten nie ma innego wyboru, jak się wściekać... Albo wyszydzać, wyśmiewać, dworować sobie z... To też jest dobry wskaźnik miejsc, gdzie naturalizm nie przyjął się.

Ale... gdy ktoś widzi i w jakimś stopniu rozumie wszystkie spierające się strony, wyznawców różnych Descolowskich ontologii, doświadcza innej przykrej sensacji: samotności. Ano tak.

Jak może być naruszony naturalistyczny i nowoczesny rozziew, nieciągłość, hiatus, space lub gap pomiędzy tym, co Zewnętrzne a tym, co Wewnętrzne? Np. tak, że przyjmuje się, że myśl lub intencja (Wewnętrzne) mogą poruszać materialnymi przedmiotami lub ciągami oddziaływań i działań wśród ludzi (Zewnętrzne). Stąd w alternatywach zamiłowanie do magii i jej lajtowego wariantu: tzw. psychotroniki. Stąd oczekiwanie, że „nasze” życzenia, intencje i oczekiwania będą realizowane przez samo ich wyrażenie, lub że ich wyrażenie pociągnie wsparcie dla ich materialnych realizacji; tu wszystkie te „niech tak się stanie”, właściwie nie różne od „tak mi dopomóż Bóg”. Dalej przekonanie, że własne dobre prowadzenie w jakiś subtelny sposób wpływa na realizację naszych zamiarów; za czym idzie w drugą stronę obawa przed klątwami i urokami. (Naturalizmowi trzeba oddać tę sprawiedliwość, że chociaż odarł nas z magii, to zarazem uwolnił od strachu przed magią. Jak nie bać się magii pozostając nie-naturalistą, oto jest pytanie.)

Wielość dusz (w analogizmie) lub tożsamość dusz (w totemizmie), lub „rodzinne podobieństwo” tego co robią różne „dusze” czyli wewnętrzne strony różnych istot (w animizmie) stwarza szansę na cichą – wewnętrzną – komunikację różnych istot. W tym miejscu zaczyna się cała parada zjawisk i działań, odrzucanych przez naturalistów, a rewerowanych przez alternatywistów, zaczynając od poczciwej telepatii, aż po posiadanie duchów-przewodników (tutelary spirits) i zwierząt mocy, przekazy od aniołów i czenelingi od Plajadan lub od samego Boga.

Do tego zakresu należy też taka poczciwa wiara, że skoro niektórzy ludzie są genialni, to zapewne – po zastosowaniu analogistycznej fragmentacji duszy na cebulowe warstwy – i „u mnie” też da się wyodrębnić, wyłowić genialny podzespół, który potraktowany odpowiednimi ćwiczeniami, pozwoli także „mnie” na genialność.

Tych kilka bardzo niekompletnych przykładów pokazuje całe przestrzenie spraw czekające na przebadanie przy pomocy Descolowskich narzędzi.

Tymczasem obserwowaliśmy i obserwujemy, jak po rozpadzie tamtej koniunkcji-kumulacji około 2000 roku alternatywy zaczęły tracić impet i świeżość, wychodzić z mody, sztywnieć. Ich guru'owie zaczęli być łapani na tym, że powtarzają się i nic dalej nie tworzą. Czenelerzy – a częściej czenelerki, kobieca specjalność – odpisywały jedne do drugich; followers poszczególnych lineaży coraz bardziej okopywali się w swoich klanach i coraz drobniejsze różnice przeszkadzały im skolegować się z tymi, którzy inny kolor chorągiewek wieszają w sweatlodżach... Czyli typowy obraz schyłku.

Co w alternatywach Wielkiej Kumulacji lat 1980-90-tych zostało wypracowane (objawione?) cennego? Pozostawiam to pytanie.

Koniunkcja Saturna i Plutona 2020: wstęp na końcu

Ścisła koniunkcja Saturna i Plutona będzie 12 stycznia 2020. Ten układ planet dominuje jednak nad szerszym okresem: nad czteroleciem 2018-2022.


« Oddelegowani przez świat

komentarze

[foto]

1. Czy masz jakąś... • autor: Mirosław Czylek2019-11-22 22:59:55

Czy masz jakąś możliwość Wojtku, by znaleźć jakiś kamień węgielny, tj horoskop początku Taraki? Zaintrygowało mnie to. 
[foto]

2. Horoskop początku Taraki na stronie AA • autor: Wojciech Jóźwiak2019-11-23 08:32:52

...jest w galerii Wydarzenia historyczne:
Założenie Taraki 1997-04-23 17:00 Milanówek.
Niestety, godziny nie zanotowałem dokładnie, zbyt byłem zajęty.
[foto]

3. No no, zatem... • autor: Mirosław Czylek2019-11-23 11:53:02

No no, zatem dużo tranzytów Urana zachodzi obecnie!
[foto]

4. Faktycznie: • autor: Wojciech Jóźwiak2019-11-23 18:05:13

Uran chodzi po Słońcu Taraki, Merkurym i Wenus.
Ciekawe jest położenie Neptuna w horo. pocz. Taraki: Neptun Koz 29°57’ = 0 Wodnika.
[foto]

5. kilka dat • autor: Wojciech Suchomski2019-11-24 21:23:45

20 listopada 1989 Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło Konwencję o prawach dziecka
24 kwietnia 1990 na orbicie okołoziemskiej został umieszczony Kosmiczny Teleskop Hubble’a.
25 sierpnia 1991 23:57 Linus Torvalds wysyła e-mail o utworzeniu systemu Linux

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)