Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 października 2018

Paweł Droździak

z cyklu: Psychologia i polityka (odcinków: 25)

Kwanty, geny i brunet wieczorową porą
Więcej niż o szczepionkach


« Pożegnanie jesieni. Cz. 5: Wspólnota winy i wstydu Wojna z Bułgarią w imię Boże »
W pewnym sensie system edukacji robi nam wszystkim wielką krzywdę. Przechodzimy osiem lat podstawówki, cztery lub pięć lat szkoły średniej i część z nas jeszcze pięć lat studiów. Siedemnaście lat zapoznaje się nas z dorobkiem nauki, po czym zostajemy z tym sami i cały ten dobytek – całkowicie pobieżna w świetle objętości współczesnej wiedzy znajomość matematyki, fizyki, chemii, biologii, astronomii leży odłogiem, zbędny w naszych głowach.. Coś tam nam świta. Słyszeliśmy o wszystkim. Pamiętamy jakieś słowa i frazy. Kod DNA, grawitacja, promieniowanie, cząsteczki, atomy, fale i teoria względności. Kwanty i geny. Czarne dziury. Czasoprzestrzeń. Izotopy. Pierwiastki. Ciągi Fibonacciego. Fraktale. Witaminy. Aminokwasy. Wiesz, że to wszystko istnieje i kiedyś nawet wiedziałeś, czym jest, ale i tak zostajesz księgowym, fizjoterapeutą, albo sprzedajesz markowe wino przez telefon w kartonach po sześć sztuk. Cokolwiek robimy w życiu, w gruncie rzeczy jest proste, bo rozrost naszych możliwości zawdzięczamy specjalizacji.

Nie wiem, jak się robi butelki, ale wiem, jak się robi wino. Nie wiem skąd się biorą butelki, ani do tego wina składniki. Wiem tylko jak zrobić wino z tych składników które mam, mając tę aparaturę, którą mam. Ale nie umiem zrobić takiej aparatury, ani nie wiem, kto ją wyprodukował. To wie kupiec mojej firmy, który z kolei nie wie, jak się to wino sprzedaje, bo to wie sprzedawca. Stajemy się coraz doskonalsi w tym, co jest coraz węższe, a im bardziej się specjalizujemy, tym dalej globalna wiedza dochodzi i tym dalej każdemu z nas z osobna do tego, by kiedykolwiek ogarnął tę całość. Ale lata szkolnej edukacji wydają się dawać tę obietnicę. Po co by nam przekazano te podstawy, jeśli nie po to, byśmy mogli coś pojmować? Tyle lat uczyć się biologii i nic kompletnie nie wiedzieć? Wykonujemy setki godzin pracy, a w efekcie nie mamy prawa się wypowiadać, bo mimo tego wysiłku w świetle współczesnej wiedzy gaworzymy jak dzieci.

Gdybyśmy człowieka z epoki średniowiecza uczyli z taką intensywnością przez siedemnaście lat, byłby skarbem na dworze każdego króla. Umiałby zaprojektować machinę oblężniczą, zrobić proch, obliczyć podatki, albo narysować mapę, Umiałby zrobić katalog ziół i usystematyzować ich działanie. Umiałby złożyć złamaną rękę i wyjaśniłby, czemu należy czyścić rany, czym uratowałby tysiące istnień i może odwrócił los niejednej wojny. My nie potrafimy żadnej z tych rzeczy, bo wiedza, którą nam przekazano, to jedynie abecadło bardzo złożonych dziedzin. Żaden współczesny człowiek samodzielnie nie zbuduje od zera samochodu, domu, nie zrobi lekarstwa, ani nawet nie uszyje ubrania, które by się mieściło w dzisiejszych standardach. Cały olbrzymi potencjał naszych mózgów musi zostać spacyfikowany. Nie bierz się, bo się nie znasz.

Nie ma sensu, byś się zastanawiał nad medycyną, skoro jesteś tylko księgowym. Nie ma sensu, być rozważał, czy kwantowa fizyka może dawać jakieś wnioski dla codziennego życia, skoro jesteś taksówkarzem z zawodu i tak naprawdę znasz się tylko na tym, jak w twoim mieście dojechać na dworzec. Pod warunkiem, że wciąż jeździsz. Jeśli zrobisz sobie kilka lat przerwy, niewykluczone, że zmiany zajdą tak daleko, że nie będziesz się znał nawet na tym. Weź pięcioletni samochód z zamontowanym na stałe GPS-em, którego nikt nie aktualizował i przejedź się z tym po Warszawie, to się przekonasz.

Ten brak prawa do własnego zdania w sprawach, o których, jak nam się zdaje, powinniśmy mieć jakieś pojęcie, jest niezwykle frustrujący. Tym bardziej, że wiele osób wykonuje prace znacznie poniżej swych intelektualnych możliwości. Nasze mózgi nie mają co robić. Sprzedajemy wino przez kilka godzin dziennie, co jest mniej więcej tak samo złożoną czynnością, jak pasanie gąsek na polu. Przez resztę czasu nasz mózg mieli na próżno szczątki dawniej przekazanej wiedzy z całą mocą swoich 120 nikomu niepotrzebnych punktów IQ. Izotopy. Kwarki. Pole magnetyczne. Geny. Kot Schrodingera.. Ale nie składa się to w żadną całość, bo się na tym nie znamy i nigdy się znać nie będziemy. Chyba, że uznamy, że jednak się składa i że mamy własną teorię. Własną fizykę, własną biologię, własną medycynę, opartą na naszej, wcale przecież niemałej wiedzy. Bo naprawdę nie jest to mała wiedza, jak na jedną osobę. Jest zerowa jak na to, co wiadomo o tej dziedzinie całościowo, ale jak na to co może wiedzieć jeden człowiek wiemy maksimum tego, co możliwe.

I skutki tego nie dają na siebie długo czekać. Oto próbka. Jest DNA? Jest. Jest pole magnetyczne? Jest. No to pole magnetyczne zmienia DNA. Oto teoria, którą stworzyłem w ciągu dwóch sekund, zestawiając ze sobą po prostu te dwa elementy. Teraz wchodzę na gogle i wpisuję „pole magnetyczne zmienia DNA” i proszę – zmienia! Są ludzie, którzy twierdzą, że zmienia. A czy DNA zmienia pole magnetyczne? Wystarczy dodać jeden element. DNA to cząsteczki, a cząsteczki do atomy, a atomy mają kwanty. DNA to kod, kod wpływa na kwanty, to idzie dalej fizyką kwantową i zmienia pole. Magnetyczne. Oczywiście cały czas żartuję. Nie mam pojęcia o tych sprawach, a nie mając pojęcia mogę budować tego rodzaju szeregi w nieskończoność i jestem przekonany, że mnóstwo ludzi w coś z tego uwierzy. Bo słyszeli o tych pojęciach. Coś im świta. Coś tam jest na rzeczy. Niełatwo oddajemy pole mówiąc „zupełnie się nie znam”, skoro nas przecież po coś tych rzeczy uczono.

Jeśli cywilizacja rozwija się dostatecznie długo, to dochodzimy do punktu, w którym tak naprawdę nikt już nie zna się na niczym. Kilka dni temu przeczytałem rewelacyjne zdanie. Oto ono: jakim cudem lekarze mają się znać na wakcynologii? Przecież mieli ją tylko pobieżnie na studiach, bo to nie ich kluczowa dziedzina. Oczywiście pośrednik w sprzedaży nieruchomości, albo fryzjer mają jeszcze mniej danych, by znać się na wakcynologii, ale to zdanie i tak jest genialne, dotyka bowiem naprawdę traumatycznej prawdy. Nie tylko lekarze nie znają się na wakcynologii w takim sensie, jakiego domaga się autor. W sensie ogarniania c a ł o ś c i dziedziny. Nikt się nie zna. Nie ma człowieka, który by ogarnął całą wiedzę potrzebną do tego, by wakcynologia mogła funkcjonować. Nie ma jak takiej osoby znaleźć, bo ona nie istnieje. Każdy kto w tym uczestniczy, zna tylko kawałek. Tak nie jest tylko z tym oczywiście. Tak jest ze wszystkim.

Im dalej więc idziemy w rozwoju, tym więcej osób przekonanych, że mogą mieć wątpliwości i zastrzeżenia i mogą je mnożyć, obalać całe dziedziny wiedzy za pomocą prostych, błyskotliwych rozumowań opartych na częściowej znajomości faktów. Im bardziej całościowa wiedza rozbudowana, tym większa pewność, że tych rozumowań nikt nie zdoła wywrócić. A jeśli nawet zdoła, nikt tego nie zauważy. Tym bardziej w świecie, w którym króluje prawo do własnego zdania, jako jedno z kluczowych praw ludzkich.

Pierwotnie „prawo do własnej oceny” dotyczyło wyłącznie kwestii etycznych i było częścią ludzkiej emancypacji. Czy seks przed ślubem jest dopuszczalny czy nie? Dawniej nie. Bo nie i już i to „nie” obowiązywało każdego na równi. Nie było dyskusji. Dziś „każdy ma prawo do własnego zdania”. To w kwestiach etycznych. Jednak wiele osób traktuje reguły etyczne w sposób konkretny, tak jakby były przedmiotami fizycznymi. W czasach, gdy seks przed ślubem był „złem obiektywnym” z pewnością wiele osób odczuwało to tak samo mocno, jak to, że upuszczone przedmioty spadają. Tego się nie kwestionuje. To jest i już. Gdy to sie zmienia, umysłom bardziej przywiązanym do konkretu może chwiać się wszystko.

Skoro więc każdy może mieć zdanie w kwestiach etycznych, to z czasem przenosi się to na poczucie, że ta zasada dotyczyć może także twardej ontologii. Czy płód jest człowiekiem? Każdy ma prawo do własnego zdania. Czy istnieją UFO-nauci? Każdy ma prawo do własnego zdania. Czy szczepionki szkodzą? Każdy ma prawo do własnego zdania. W niektórych przypadkach to przejście między etyką a ontologią jest zresztą całkiem płynne, jak choćby w przypadku aborcji. Człowiek, czy nie człowiek? A jak definiuje się człowieka? Co jest kluczowe dla definicji człowieka? Każdy ma prawo do swojego zdania.. Czyż w domaganiu „bądź człowiekiem” nie zawiera się pogląd, że niektórzy całkiem dorośli obywatele wcale nie są ludźmi?

Sejm obraduje o zniesieniu obowiązku szczepień. Ileż to niezwykłych sił składa się na tę obserwowaną dzisiaj rewolucję. Od wielu lat tropi się trucizny, fetyszyzuje i rafinuje jedzenie i popularyzuje najróżniejsze środki ostrożności. Wszystko bowiem szkodzi. Silniki diesla, cukier, sól, kawa, płytki PCV, tłuszcz, papierosy, gluten, alkohol, cholesterol.. Wszystko szkodzi i wszystko zabija. Sztuka życia jawi się coraz bardziej jako sztuka unikania „nieczystego” i poszukiwanie „czystego”. Powiedzieć, że prym w tym wiodą kobiety, to wystawić się na strzał, bo „są takie, które nie wiodą”. No jasne. A jednak utrzymam tę tezę. Przekaz dietetyzmu i zdrowotnych uników obejmujących wszelkie dziedziny życia kierowany jest głównie do kobiet. Im bardziej wolno im wszystko, tym bardziej rośnie lista rzeczy, których absolutnie im nie wolno i im bardziej mogą sobie na każdy czyn pozwolić, tym więcej jest rzeczy, których pod żadnym pozorem nie mogą spróbować. Prosta zasada równowagi – ilość kontroli musi się zgadzać. Prababka kobiety współczesnej powiedziałaby, że zaszalała, gdyby dała się porwać jakimś bohemiarzom i piła z nimi absynt. Współczesna powie, że zaszalała, jak zje czekoladę.

Przez całe lata trwa eskalacja tego procesu poszukiwania niebezpieczeństw, które należy eliminować, a jest ich więcej i więcej, nie może bowiem temu być końca. Grodzone place zabaw to mało. Muszą być wyłożone korkiem. Korek to mało. Muszą być kaski. I tak dalej. Dzieciom zagraża wychodzenie samodzielnie na podwórko, chipsy, mówienie im, że były niegrzeczne, zadania domowe, fluor na zęby, brak fluoru na zęby. stopnie w szkole, biały chleb, pszczoły, mleko, pryskane owoce, kleszcze.. Nigdy, nawet na dwie sekundy troskliwa mama nie może stracić czujności. Każde niezręczne sformułowanie może sprawić, że „dzieci nie będą do nas mówiły” już nigdy więcej i wyrosną na niemyte dusze. Ich delikatne zdrowie zniszczyć może na zawsze jeden posiłek w McDonalnds, jedna zabawka o niewłaściwym moralnym przekazie, lub składzie materiałów zaiste zabójczym, jedno skrzywienie ust nie takie, jeden pryskany owoc spoza biobazarku i jeden weekend spędzony przez czterolatka bez przyjaznej dzieciom wystawy nowoczesnej sztuki. To obłęd. I same matki coraz bardziej są nim udręczone, bo nie ma końca temu żądaniu niemożliwego.

Ale działa tu mechanizm opisany w Mistrzu i Małgorzacie. Im bardziej się nie zgadzali z tym, co im kazano pisać, tym bardziej byli wściekli, że muszą to pisać, a zatem tym bardziej złośliwie, zajadle pisali. Tak tam było. I tutaj podobnie – im bardziej te udręczone przez ekspertów matki są przez nich wykańczane kolejną porcją ostrzegawczych mądrości i kolejnymi sugestiami koniecznych udoskonaleń, tym więcej w nich determinacji i z tym większą pasją sobie same i otoczeniu to robią. Im bardziej tego nienawidzą, tym bardziej w to brną i robi się już tak, że ani jeden element normalnego ludzkiego zachowania wobec, lub w obecności dziecka nie jest już nieszkodliwy, a wszystko, ale to absolutnie wszystko trzeba odtoksycznić, ekspercko skołczować i dla pewności ze dwa razy jeszcze wykrochmalić.

I tak oto, gdy paru cwaniaczków, co robią na tym naprawdę niezły interes, zorientowało się jak dobry mają target, podsunięto tym matkom metatruciznę. Truciznę trucizn. Pratruciznę, praźródło wszelkiego zła i skalania, opartą na zbrodniczej, co nam każdy ekspert powie, szkodliwej w wychowaniu zasadzie, że co cię nie zabije, to cię wzmocni. Szczepionki. Narazić na lekką trudność, która wygląda jak prawdziwa, by w ten sposób uodpornić na tę późniejszą prawdziwą – oto medyczna zasada ich działania,, będąca zarazem kwintesencją tego, czego wszyscy współcześni eksperci wobec dzieci zabraniają czynić. W wychowaniu, nie w medycynie, lecz w świecie metafor, w głębinach naszej nieświadomości robią się to rzeczy pokrewne. Nie narażać – oto hasło kluczowe. Nie wystawiać na trudność, bo nie przetrwa dziecko trudności żadnej, przeszkoda je straumatyzuje i zaszkodzi mu na rozwój empatii, dźwigni przyszłych społecznych sukcesów. Tak oto przerażona matka dowiaduje się, że jest coś straszniejszego niż gluten, kleszcze, komary, słońce, łobuzy, gry, GMO, niepryskane owoce, mówienie „byłeś niegrzeczny”, odrabianie w domu lekcji i jeżdżenie rowerem bez kasku naraz. Nawet gdyby te wszystkie koszmary jedno dziecko przeżyło jednego dnia, to jednak może przetrwa jakoś przy wsparciu matczynej bliskości, melisy i trzech terapeutek, ale jednego nie przeżyje. Szczepionki. To jest klucz.

I za niezaszczepienie idzie się do więzienia, gdyż państwowy moloch chce dziateczki z rąk matczynych wyrwać i prosto w paszczę Potwora je rzucić. Po latach eksperckiej tresury i oduczania wszystkiego, co nie zostało przez doradców wcześniej zatwierdzone, taka matka tej sugestii po prostu nie może odrzucić. Coś zaniedbać – oto grzech największy i ona im bardziej na to ma właśnie ochotę – wreszcie mieć to wszystko gdzieś i zacząć normalnie się przy swym dziecku zachowywać, normalnie mówić do niego po ludzku, nie zastanawiać się wreszcie nad niczym, iść po linii mniejszego jakiegoś oporu z tym wychowywaniem i wreszcie zacząć żyć, tym bardziej ona tego nie może. I pójdzie nawet do sejmu z tym, tak bardzo bowiem nienawidzi tej niemożności uznania, że coś jest bez znaczenia kompletnie i tak bardzo ją ta ciągła czujność i wywołana nią neurastenia do walki uskrzydla.

Czy odejście od obowiązku szczepień wywoła epidemie? Może tak, może nie. Jeśli by ludzie i bez obowiązku szczepili, jak to do niedawna czynili w wielu krajach Europy, nie byłoby żadnego problemu. Chyba jednak nie będą, bo histeria wokół „zmuszania”, „obowiązku” i „dobrowolności” jest tu tylko przykrywką do tego, by nie szczepić, gdyż stoi za tym wiara, że odkryto właśnie samego diabła w tych szklanych ampułkach. Ostatnio aluminium. Ponoć ludzie dorośli z autyzmem mają go w mózgach sporo więcej. Połączono to zaraz z faktem, że jakieś związki glinu w szczepionkach występują i mamy kolejną batalię, tym razem już nie o rtęć, a o aluminium właśnie. Między spostrzeżeniem, że mózg dorosłej osoby autystycznej zawiera czegoś więcej, a orzeczeniem, że wziął to ze szczepionek w normalnych warunkach leży ocean większy, niż Atlantyk i Pacyfik razem. I trzeba go przebyć gromadząc miliony danych. Społeczność jednak zrobiła to jednym mgnieniem myśli i myśl ta, przeniknąwszy spisek światowy dotarła od razu do sedna. Mamy to. I walkę o rząd dusz najpewniej wygrają, jasne jest bowiem, że im więcej ludzi zastanawia się nad czymś w tym samym momencie, tym krótszych zdań używają w swych ciągach myślowych i tym bardziej tłumaczenie złożoności świata staje się niewykonalne.

Wszystko to odbywa się rzecz jasna pod hasłem wolności. Wolność bowiem każdy „kocha i rozumie”, choć cała ta historia o rzekomym zniewoleniu jest fikcją. Obowiązek szczepienia jest tak samo opresyjny w Polsce jak obowiązek płacenia abonamentu RTV. To fikcja prawna, niemożliwa kiedykolwiek do wyegzekwowania, na tyle nieważna, że nawet by się nie chciało nikomu jej zmieniać, bo po co, skoro to nie obchodzi po prostu nikogo. Mniej zorganizowani rodzice mają dzięki temu obowiązkowi jakiś gotowy kalendarz i nie zapominają. I to wszystko. Nikt nikomu żadnej sprawy za to zrobić nie może, jeśli się na szczepieniu dziecko nie pojawi.

Oczywiście przyczyną niechęci do szczepionek nie jest brak wiedzy, ani dokładanie jeszcze więcej wiedzy niczego tu zmienić nie może. Ta niechęć jest efektem szerszych zjawisk kulturowych, które zresztą generowane są przez te same części społeczeństwa, którym z ogólnym narastaniem niechęci do szczepionek najtrudniej się godzić. Eksperci nakręcali spiralę ostrożności, więc mamy wyniki. Ilość rzeczy pozbawionych najmniejszego znaczenia, które w ostatnich latach uznano za zagrożenie, jest olbrzymia. Każde z tych „odkryć” ma motywować matkę, by się jeszcze bardziej starała i ma czynić eksperta postacią bardziej jeszcze nieodzowną.. Jeśli przekonaliśmy matki, że każdy intuicyjny sposób mówienia do dziecka jest szkodliwy, a w zwykłym ludzkim jedzeniu czai się milion pułapek, to nie dziwmy się, że ktoś po kilku latach przekonał je, że szczepionki mogą zabić. Kto sieje strach, zbiera panikę. Wraca do nas, cośmy sami zasiali.

Często mnie proszono, bym się opowiedział w kwestiach takich, jak szczepionki, albo ocieplenie w jakiś konkretny, wiążący i rozstrzygający sposób. Ociepla się, czy się nie ociepla? Szkodzą, czy ratują? Niestety nie znam się na takich sprawach. Mogę obserwować, jak to się dzieje, że pewni ludzie wybierają sobie do wierzenia te, czy inne opcje, ale mogę to sobie wyjaśniać jedynie na psychologicznym poziomie. Nigdy nie zwariowałem na tyle, by się wdać w merytoryczny spór o tych dziedzinach. Mogę uwierzyć nawet w to, że organizm pod wpływem szoku, wywołanego pobudzeniem układu odporności uczy się zapamiętywać substancje zawarte w szczepionkach, takie jak aluminium i zamiast się ich pozbywać po otrzymaniu ze środowiska zachowuje je, bo drogą szoku się tego wyuczył. Napisałem „mogę uwierzyć”, ale nie wierzę. Ani nie odrzucam. Po prostu wymyśliłem to wczoraj wieczorem jako żart. Dla mnie – osoby bez pojęcia – taka opowieść jest tak samo prawdopodobna, jak opowieść o kosmicznym żaglowcu, który porusza się, bo światło pcha jego wielkie żagle, a samo światło pochodzi z jego własnej lampy. Możliwe, czy niemożliwe? No bo światło przecież nie ma wagi, ale z kolei odbite już ma energie.. No to jak? Żartowałem.

Wybieramy takie rzeczy do wierzenia, lub do wyśmiewania, poruszani własnym pragnieniem. Niczym więcej. Jeśli się to raz dostrzegło, słuchanie sporów staje się całkiem innym zajęciem, niż dawniej.

Oryginalnie w blogu Autora pod tym samym tytułem 13.X.2018. W Tarace za uprzejmą zgodą.

Psychologia i polityka: wstęp na końcu

Re-publikowane z bloga Autora pod tym samym tytułem.


« Pożegnanie jesieni. Cz. 5: Wspólnota winy i wstydu Wojna z Bułgarią w imię Boże »

komentarze

1. "System" bowiem chce i kasków, i szczepionek • autor: Jerzy Pomianowski2018-10-16 20:23:00

Był już w Tarace artykuł o antyszczepionkowcach. Autora nie odnalazłem w katalogu autorów. Rzeczywiście, ludzie ogłupieni oficjalną propagandą  szkodliwości wszystkiego co nienowoczesne i nie sterylizowane łatwo  łapią się na propagandę antyszczepionkową, ale to są różne ośrodki propagandy.

2. zasłyszane • autor: Sławek2018-10-17 09:24:21

Wczoraj słuchałem jakiejś audycji w której rodzice dzieci mających być szczepione wnioskują o zakup szczepionek w Izraelu. Tam bowiem muszą spełniać ,,koszerność" a więc być wolne od szkodliwych dodatków jak metale, itp. Wspomniane też było o sklepach z żywnością ,halal" dla muzułmanów na zachodzie.Zasłyszane.Choć sklepy z ,,halal" faktycznie widziałem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)