Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 marca 2013

Diuk Skusikula

Laurka dla Lorenzów
O teorii chaosu i jak ona pomaga w życiu

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: chaosfizyka a ezoterykapsychologia

Konrad Lorenz i Edward Lorenz to dwaj wyprzedzający swoich kolegów naukowcy, którym chciałbym dziś złożyć należne im laury, nie tylko dlatego, że ich przypadkowo zbieżne nazwiska znaczą nie więcej niż bobkowy właśnie liść. Obaj już nie żyją, a pozostawili po swojej interdyscyplinarnej działalności wiele cennych odkryć i spostrzeżeń oraz dwa terminy cieszące się dziś niemałą popularnością zarówno w środowisku naukowym jak i popkulturowym. Konrad Lorenz, austriacki zoolog, ornitolog, noblista w dziedzinie medycyny i fizjologii za odkrycia w sferze mechanizmów kształtowania wzorców zachowań indywidualnych i społecznych, autor jednej z najważniejszych pozycji w dziedzinie behawiorystyki, książki Tak zwane zło oraz ojciec pojęcia wdruk, jako terminu związanego z mechanizmem mentalnym. Edward Lorenz, amerykański matematyk i meteorolog, prekursor badań systemów nielinearnych, jeden z pionierów matematycznej teorii chaosu, twórca twierdzenia: dowolny układ fizyczny, który zachowuje się nieokresowo, jest nieprzewidywalny, oraz określenia efekt motyla. I choć twierdzenie powyższe może nie brzmieć zachęcająco, udało się jego autorowi o tej nieprzewidywalności sporo powiedzieć. Obaj panowie, jak postaram się dowieść, prowadzili badania nad tym samym, mianowicie nad warunkami początkowymi i ich wpływem na rozwój układów dynamicznych, które wolno byłoby nam nazwać też inaczej - procesami rozwijającymi się w czasie. Kiedy Edward Lorenz stworzył dwanaście równań, określających zależności między poszczególnymi parametrami pogody, takimi jak ciśnienie, temperatura, wilgotność, prędkość i kierunek wiatru i wiele innych, sądził, podobnie jak większość matematyków, że im dokładniejsze dane początkowe, tym dokładniejsze dane wynikowe, tak jak w układach liniowych, deterministycznych. Tymczasem okazało się, że najdrobniejsza nawet zmiana parametrów początkowych powoduje wykładniczo rosnącą anomalię, która im dalej od źródła tym efektywniej zaburza całość układu. Dla metaforycznego zobrazowania płynących z tego wniosków w aspekcie badania zachowań pogody, czyli badanego układu nielinearnego, zwanego inaczej chaotycznym, Edward Lorenz miał powiedzieć, że trzepot motylich skrzydeł w Brazylii może stać się przyczyną tornada w Teksasie.

Nie należy mylić tego ze źródłem energii potrzebnej dla wytworzenia tornada. Badania wykazują jedynie, że najdrobniejsza nawet zmiana warunków początkowych może prowadzić do całkowitej zmiany trajektorii układu, a więc motyl nie byłby przyczyną tornada, ale mógłby być czynnikiem warunkującym możliwość jego powstania. Inną metaforą jest wizualizacja piłki staczającej się z wysokiej góry. To, na którą stronę spadnie, zależy od drobniutkich różnic w jej początkowym położeniu, a sposób, w jaki się będzie toczyła zależy od maleńkich kamyczków i dołeczków, na które trafi lub nie i które zmienią lub nie po raz kolejny kierunek jej nie-swobodnego spadku. Dziś wiemy, że każdy nielinearny układ dynamiczny, jaki udało nam się zbadać, w nieprzewidywalny sposób zmierza do stanu początkowego, który zostaje zapamiętany w postaci atraktora, czyli zbioru wynikowego, do którego układ zmierza. Badania takich zdarzeń jak spadająca ze wzgórza piłka, muszka owocówka poruszająca się po niewielkiej przestrzeni czy historia światowej ekonomii, wykazują, że choć z pozoru chaotyczne i nieprzewidywalne, podlegające zmieniającym się okolicznościom, dynamiczne układy ewoluują w matematycznie uporządkowany sposób.

Przypadkowe przeszkody wpływające na trajektorię układu występują w wykładniczo rosnących lub malejących punktach zdarzenia, odtwarzając jednocześnie, w rosnący lub malejący sposób atraktor formalny wynikający z sumy subtelności warunków początkowych. Dopiero w latach osiemdziesiątych Benoît Mandelbrot wykorzystując komputery do kolejnych niemożliwych dla człowieka obliczeń, zdefiniował fraktale, czyli funkcje matematyczne, które w nieskończenie subtelny, samopodobny czyli rekursywny czyli odwołujący się do samego siebie sposób, odtwarzają pewien wzór, który jest jak kształt przekroju króliczej nory, którą każdy z fraktali jest, bo jakbyśmy się nie przybliżali i jakbyśmy się nie oddalali od jego wykresu, będziemy w obie strony, w nieskończoność widzieć samoodtwarzający się ten sam kształt, tworzący swoje coraz większe lub coraz mniejsze odbicia. Okazało się, że funkcje te opisują formy, które nazywaliśmy chaotycznymi, choć już dawno dostrzegliśmy w nich powtarzalne matematyczne proporcje. Liście, galaktyki, linie brzegowe i chmury, układy naszych żył, synaps i ścięgien są opisywalne przez geometrię fraktalną, są matematycznie policzalne a ich harmonia jest wynikiem wykładniczo rosnących odtwarzanych atraktorów. Ta sama matematyka równie skutecznie opisuje kształty materii powstającej w czasie, co strukturę procesów takich, jak historia ekonomii, której powtarzające się prawidłowości wyglądają, jakby ktoś z góry zaplanował miejsca kryzysów, wojen, epidemii i wszelkich innych czynników, kształtujących hossy, bessy i krachy.

Wygląda na to, że wszystko, co dzieje się w czasie, odtwarza w wykładniczym rytmie samopodobne kształty. Wykładniczo, czyli rosnąco lub malejąco w sposób tym większy lub mniejszy im późniejszy. Sposób tego wzrostu jest obliczalny i można przewidywać punkty procesów, w których muszą nastąpić krytyczne przełomy, charakterystyczne dla rozwoju funkcji fraktalnych. Z matematycznego punktu widzenia, badania przewidywalności ruchu spadającej piłki, pogody i ludzkiego życia są topologicznie podobne, gdyż zjawisko nazywane wolą możemy traktować, jako jeden z nieprzewidywalnych czynników oddziałujących na układ. Nie trzeba studiować ani matematyki ani psychologii aby wiedzieć, że postanowienia naszej woli niekoniecznie wpływają na to, co robimy. To dobry moment na wspomnienie Konrada Lorenza. Etologia, socjobiologia i psychologia ewolucyjna to młoda, młodsza i młodziutka, nauki, zajmujące się badaniem zwierzęcych i ludzkich zachowań, jako wyniku ewolucji, zarówno biologicznej jak i kulturowej. Ogromne dziedziny badające niejako przysłowie: czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci. Okazuje się bowiem, że za oczywistymi skądinąd ludowymi spostrzeżeniami może stać wyrafinowana matematyka, której efekty badamy i obserwujemy w naukach biologicznych i społecznych. Konrad Lorenz zaobserwował i udowodnił, w jaki sposób dziewicze wdruki w obszary percepcyjne warunkują dalszy rozwój i zachowania, nie tylko zwierząt, ale też ludzi. Jung sformułował wniosek, że najpoważniejsze psychiczne choroby, nerwice i dewiacje mają swoje korzenie w pierwszych miesiącach życia człowieka.

W tym samym czasie Konrad Lorenz uzależniając małego gąsiorka od piłeczki pingpongowej, którą ten przyswoił jako matkę, patrząc na nią w pierwszych godzinach życia i potem darzył afektem seksualnym jako wzorzec samicy, eksperymentalnie udowadniał jak to się dzieje. Dzięki pierwszym krokom postawionym przez zoologa Lorenza, dziś wiemy jakie mechanizmy odpowiadają za to, że zbyt wczesne doświadczenia na przykład seksualne jak również zbyt mała dywersyfikacja doświadczeń, na przykład seksualnych, prowadzą do patologicznych zwyrodnień, związanych z trwałymi wykrzywieniami odpowiedzialnych za percepcję obszarów kory mózgowej. Nie jest to metafora. Mechanizm tego zjawiska można wyjaśnić na gruncie integracyjnej działalności mózgu. Młody organizm pozostaje w stanie permanentnego pobudzenia eksploracyjnego, jego zmysły analizują i rejestrują w pamięci najważniejsze cechy obserwowanego obiektu czy też doznawanego po raz pierwszy doświadczenia. Bodźce przez włókna nerwowe aferentne i ośrodki recepcyjne są filtrowane i analizowane, dochodząc do pól percepcyjnych, czyli gnostycznych. Nowe bodźce w pustym gnostycznie mózgu zajmują znaczne obszary. Odciskają się dosłownie na dziewiczych obszarach i nakładają fundamentalny filtr, przez który dany rodzaj doświadczenia będzie percypowany. Wzorzec rodzica utrwala się szybko i w wielu ośrodkach mózgu, reprezentujących różne właściwości, to tłumaczy dlaczego jest taki trwały jako tak zwana jednostka gnostyczna.

Następuje habituacja - Konorski nazywa to immunizacją jednostki gnostycznej, bodźca, wzorca, wdruku, co zapobiega dalszym analizom i przeciwdziała różnicowaniu, co nie znaczy, że w miarę doskonalenia swoich zmysłów jednostka nie zauważa nowych elementów wzorca. Zauważa i dlatego gąsiorek kopulował z samiczkami gęsi, ale zawsze reagował na pingpongową piłeczkę. Podobnie jak pewne żyrafiątko, samczyk, darzył afektem seksualnym terenowe samochody safari, po tym jak we wczesnym niemowlęctwie jego matkę zastrzelił myśliwy. Typowy wdruk patologizujący percepcję, gdzie szok utraty matki powoduje wdrukowanie afektu do tego, kto ją odebrał, a więc i zastąpił. W przypadku wdrukowania o podłożu prokreacyjnym, szczególną rolę odgrywają hormony uaktywniające odpowiednie okolice mózgu, zmieniające zachowanie, często aktywujące tak zwane ubarwienie. Edward Lorenz, ten od teorii chaosu, nie przeszedłby jednak tak łatwo do historii nauki, za samo dowiedzenie, że im więcej o pogodzie wiemy, tym mniej możemy o niej powiedzieć. Efekt motyla nie byłby może popkulturowym gadżetem lingwistycznym, gdyby nie sam motyl, który się niebawem osobiście Lorenzowi objawił.

Odkrył on bowiem i dowiódł istnienia dziwnych atraktorów, determinujących pozycję końcową dynamicznych układów nielinearnych, choć pozostawiających nieskończoną ilość możliwości osiągnięcia tej pozycji. Atraktor, przypomnę, to zbiór lub punkt czy też kształt, do którego zmierza układ, a który rodzi się wraz z początkiem procesu i jest sumą subtelności stanu początkowego, wykładniczo rozwijaną w czasie dynamiki rozwoju układu. Prostym dla wyobraźni przykładem są narodziny atraktora w kształcie wiru, w momencie rozpoczęcia procesu wypuszczania wody z wanny. Od samego początku ten wir istnieje choć nie można go zobaczyć. Wszystkie cząstki wody, nawet najdalej położone od wylewu zaczynają powolne wirowanie w momencie jego otwarcia. Gdyby miały świadomość, byłyby zbyt daleko od ścieku, czyli źródła ich ruchu, żeby pojąć co go powoduje. To w tym miejscu teoria chaosu zaczyna podważać dogmatyczność koncepcji: najpierw przyczyna, potem skutek. Zanim używanie angielskiego słowa atraktor* (ang. to attract – przyciągać, pociągać, wabić) weszło na dobre do języka matematyki, używano w języku polskim słowa ściek. Dwa zdania wcześniej napisałem, że ściek jest źródłem ruchu. Atraktor ma swoje przeciwieństwo w układzie dynamicznym i jest nim repeler (ang. to repel – odpychać, odrzucać, odstręczać). To stały, odpychający punkt czy też rejon układu, kiedyś w po polsku nazywany źródłem. Zawsze frapowała mnie ta oczywista skądinąd konstatacja, że źródło ze swojej natury jest odpychające, a żeby do niego dojść należy zmierzać pod prąd, a im silniejsze źródło tym więcej siły potrzeba żeby do niego dotrzeć. Repeler wywiera pewną niepowtarzalną formę nacisku, która jest odpowiedzialna za kształt atraktora, który przyciąga do siebie to, co jest odpychające. Matematyka chaosu jest nieskończonym źródłem cennych metafor, a ludzkie życie jest bez wątpienia dynamicznym układem nielinearnym. Tak jak w wannie atraktorem jest punkt, tak w układach zwanych chaotycznymi atraktorem jest fraktal, który ze swej natury samopowtarza się w nieskończonym wykładniczym pulsie. Wciąż się replikuje i nigdy nie jest identyczny, a jedynie podobny, jest ciągłym procesem, jak nasza twarz w lustrze, która choć codziennie wygląda podobnie jeśli nie tak samo, na przestrzeni lat zmienia się często nie do poznania. Dziś wiemy już, że istotny wpływ na kształtowanie się naszej osobowości mają nie tylko pierwsze miesiące życia, ale również czas, jaki spędzamy w łonie matki. Wszędzie na świecie rozwijają się obecnie ruchy rodziców, przywracające między innymi porody do domów, czyli tam, gdzie ich miejsce, bo zaczynamy przebudzać się jako ludzkość do świadomości ogromu krzywd jakie wyrządzamy sobie i swoim dzieciom przez ignorancję systemów medycznych i edukacyjnych, kształtując jednocześnie chore, materialistyczne, niedojrzałe, poblokowane w dzieciństwie społeczeństwa przerażających niemowlaków w garniturach i makijażach, którzy rządzą jakościami naszych życiowych potrzeb. Dwie najmłodsze córki z pięciorga moich dzieci odebrałem na własne ręce bez udziału lekarza ani położnej. Na pytania czy się nie bałem odpowiadam, że przytrafia nam się to czego się boimy i dane jest nam to na co się odważymy. Pomimo tego naukowego uzasadnienia, nadal często jesteśmy postrzegani jako nieodpowiedzialni rodzice.

Dzięki wieloletniej pracy ze swoim umysłem, w której niemałą rolę odegrały enteogeny, udało mi się wyczyścić niektóre z głębokich wdruków, warunkujących na przykład zjawisko nazywane strachem. Dokonałem też kilku nowych wdruków, które efektywnie, choć czasem powolnie, zmieniają jakość moich doświadczeń. Człowiek może bowiem swoje wdruki wyczyścić i zmienić. Choć nie jest to nigdy łatwe ani zawsze możliwe. Przykładowy, schematyczny psychiatra zapyta swojego pacjenta o relacje z rodzicami. Następnie zrobi taki czy inny test, pokazując chociażby dziś już prawie nie używane plamiaste kształty testu Rorschacha. Usłyszy wtedy jakie znaczenia pacjent nadaje temu co znaczeń jako takich nie ma. Jeśli jest doświadczony, rozpozna okoliczności powstania wdruków i ich jakości. Wytrawny psychoterapeuta zaprowadzi człowieka w jego pamięci, hipnozie albo regresywnej terapii do momentów ich powstania. Jeśli jako dorośli przypomnimy sobie wyolbrzymiane często krzywdy, jakie spotykały nas od świata i przeżyjemy w pamięci niejako na nowo pewne ważne chwile z dzieciństwa, możemy zmienić w ten sposób przeszłość, poprzez zmianę percepcji jakości doświadczenia, a w ten sposób zmieniamy też i kształt atraktora, który towarzyszy nam od narodzin bo zmieniamy formę odpychającego nacisku na układ. Każdy lęk, zmartwienie lub obawa, ma swój odpowiednik w biochemii mózgu. Wszyscy jesteśmy narkomanami, uzależnionymi od warunkowanych wdrukami emocji, których w zaprogramowany sposób w życiu poszukujemy. Dziś wiemy, że techniki medytacyjne, oddechowe, jogiczne, transowe i inne, związane z aktywną praktyką religijną, zmieniają biochemię naszego mózgu, powodując stany poszerzonej percepcji, nieróżne biochemicznie od tych wywoływanych niektórymi substancjami pochodzenia roślinnego.

Te stany poszerzonej percepcji, stany zwielokrotnionej gęstości próbkowania, kiedy nasze zmysły przyswajają nawet miliony razy więcej informacji niż podczas standardowego programu można określić stanami podatnymi na wdruki. Dlatego podkreślany przez takich psychiatrów jak Leary czy Grofset and setting – czyli przygotowanie i nastawienie, są determinujące dla jakości doświadczenia zwanego religijnym i jego brak podczas podejmowania takich praktyk w nieuświęcających okolicznościach jest oczywistym następstwem utworzonego atraktora czyli sumy subtelności stanu początkowego. Budda nauczał ośmiostopniowej ścieżki prowadzącej do wyzwolenia od cierpienia. Dziś rozróżniamy osiem obwodów neurologicznych naszego mózgu i osiem aspektów holarchii poziomów naszej świadomości mentalnej. Edward Lorenz niedługo przed śmiercią postawił ważne pytanie, które niech pytaniem pozostanie. Czy kształt atraktora nazwanego od jego nazwiska – atraktorem Lorenza, byłby kształtem przypominającym motyla, gdyby nie użył na kilka lat przed jego odkryciem takiego a nie innego porównania. Z kolei na pytanie, które postawił przed śmiercią Konrad Lorenz już odpowiedziano. Jak ptaki nawigują. Jak znajdują drogę do swoich gniazd w Europie, wracając z Afryki. Skąd wiedzą, że i jak należy nadrabiać kierunku w związku ze znoszącymi atmosferę na wschód siłami Coriolisa, co powoduje, że powietrze w którym lecą obraca się wokół planety szybciej od niej samej. Samolot lecący z Johannesburga cały czas na północ nie doleciałby wcale do Europy ale na Syberię. Budowa ptasich mózgów nie wskazuje na potencjalną możliwość zapamiętania trasy i analizy danych. A więc jak. Współcześni naukowcy odpowiedzieli na to pytanie, przynajmniej z biochemicznego punktu widzenia, monitorując wszystkie możliwe procesy u lecących ptaków.

Umiejętność nawigacji podczas lotu, jak się okazało, jest związana z wydzielaniem endorfin w ptasim móżdżku, odpowiedzialnych jak i u człowieka za błogie samopoczucie. Okazało się, że ich wydzielanie spada wraz z utratą kierunku. Ptak zaczyna skręcać, aż poczuje się znów błogo, co będzie znaczyło, że zmierza do domu. Nie odpowiedziano na pytanie skąd ptasi móżdżek wie, kiedy endorfiny wydzielać, ale w kontekście tego, co napisałem powyżej można się próbować domyśleć. Nie trudno też postawić hipotezę, że my ludzie też czujemy błogość, kiedy zmierzamy we właściwym kierunku, błogość, którą tak łatwo odróżnić od zwodniczych, zmysłowych potrzeb i niezaspokojeń, warunkowanych odciśniętymi na obszarach mózgu formalinami wdruków. Żeby jednak móc uwolnić się od magnetycznej i zniewalającej grawitacji wdrukowanych form, żeby uwolnić się od karmicznego koła powtarzalności atraktorów trzeba podjąć w życiu odważny wysiłek wzniesienia się ponad to, poprzez ćwiczenie swojej koncentracji, czujności i uważności, mających na celu uświadomienie sobie iluzoryczności projektowanego przez nas świata, dzięki przesunięciu pozycji własnej świadomości z uczestnika na świadka i zarazem ujarzmienie swojego umysłu jako aktywnej jednostki kreującej. Czuwaj i czuj duch.


Diuk Skusikula



*Słowo ostatecznie z łaciny: attrahere < ad-trahere – ciągnąć, przyciągać. Przypis Taraki.


komentarze

[foto]

1. Poszukiwanie natury jako repelent • autor: Łukasz Łuczaj2013-03-12 19:03:48

"Zawsze frapowała mnie ta oczywista skądinąd konstatacja, że źródło ze swojej natury jest odpychające, a żeby do niego dojść należy zmierzać pod prąd, a im silniejsze źródło tym więcej siły potrzeba żeby do niego dotrzeć." - nagle uświadomiłem sobie że próba powrotu do nieskażonego stanu pierwotnej naturalności jest repelentem, źródłem...
[foto]

2. Gratulacje • autor: Przemysław Kapałka2013-03-12 20:36:28

za ujęcie zagadnień.

Diuk, masz wykształcenie matematyczne?

[foto]

3. Natural-Nie • autor: Diuk Skusikula2013-03-20 13:49:08

@ Łukasz

Idealne spostrzeżenie, pozwolę sobie dołączyć do wachlarza metafor, dzięki.

@ Przemysław

Dziękuję. Tym bardziej, że moim konikiem nie jest żadna dziedzina wiedzy ale samo zadanie jej przekazywania. Moje ku źródłom ciągoty od wczesnego dzieciństwa kazały mi weryfikować co się da, a moją licealną pasją było zbieranie kamieni. Te kamienie u szyi poznawczej skutecznie uchroniły mnie przed kolekcjonowaniem dyplomów, gdyż te zbiera się niestety na płyciznach wiedzy i udowadnianie komukolwiek, że owe płycizny wystarczająco spenetrowałem nigdy mnie nie pociągało. Za to początkowo nieświadomie a teraz już całkiem celowo poszukuję źródeł wiedzy, czyli takiej głębokości, gdzie nie ma już podziału na dziedziny, a im bliżej źródła tym wszystko staje się prostsze, a im od niego dalej tym bardziej skomplikowane, jak często przypominają znawcy mądrości huny. Czyli jednym słowem nie mam matematycznego wykształcenia ale mam zapał i determinację do przekazywania z pozoru trudnych fragmentów tego co wiedzą nazywamy i podejmując się takich jak ten esejów, staram się konsultować swoje spostrzeżenia ze specjalistami. Z uwagi na dostrzegalną, samopodobną strukturę wszystkiego, obrazowaną jako sieć Indry, w której jeden diament odbija wszystkie inne diamenty a wszystkie inne diamenty odbijają także ten jeden, zasadne jest studiowanie metanauki, czyli wybieranie sobie pól i dziedzin, na których odbicia danych zagadnień są dla nas najbardziej przystępne. Dlatego metafora zawsze była boskim narzędziem natchnionych nauczycieli, a współczesne systemy edukacyjne, rozdrabniające wiedzę miast ją scalać - ku piekłu całkowitego podzielenia, a nie ku źródłom wiedzy, popychają poszukujące natury zrozumienia, kształtujące się umysły. Matematyk Charles Dodgson, jako Lewis Carroll, napisał niezastąpione metafory pojęć matematycznych w formie przygód Alicji, niestety współcześni ministrowie nauczania podzielenia, przydzielili te dzieła do lekcji literatury i nie mogą one dzieciom pomagać zrozumieć matematyki, bo ich nauczyciele nie mają o tym pojęcia, że po to między innymi były stworzone. Będąc ojcem i starając się stać na straży elastyczności, podlegających formatowaniu umysłów moich dzieci, dziś nie zbieram już kamieni, kolekcjonuję za to metafory i poszukuję źródeł słów – metajęzyka. Pozdrawiam i życzę równej równonocy.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)