zdjęcie Autora

14 stycznia 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Leczenie woli manii samobójczej

Kategoria: Twórczość

« Jak zachować zdrowie i nie zgłupieć Jak zdobyć forsę metodą Sigili »

Swego czasu bliska mi osoba borykała się z myślą samobójczą, ale na szczęście odstąpiła od niej krok przed realizacją.

Mając dziewiętnaście lat i ja przeżyłam zawód miłosny, a może raczej brutalne powiadomienie, że nie mam żadnych szans u tej osoby, co skutkowało postanowieniem popełnienia samobójstwa. Na szczęście pojawił się w odpowiednim momencie starszy kolejarz wracający z nocnej zmiany i najpierw siłowo zapobiegł mojej desperacji, potem zaś opowiadał rozmaite rzeczy, które spowodowały, że nigdy więcej taki zamiar nie pojawił się w moich myślach, a wręcz przeciwnie zaczęłam lękać się śmierci.

Dane mi było także powstrzymać pewną zdesperowaną dziewczynę ściągając ją w ostatnim momencie ze skałki, z której zamierzała skoczyć w przepaść z przyczyny, oczywiście, zawodu miłosnego. Jej ukochany zebrał trzy dziewczyny przed sobą i zerwał z nimi hurtowo. Myśl, że dla takiego bęcwała mogła stracić życie młodziutka, wrażliwa dziewczyna, w dodatku dotknięta inną tragedią pół roku wcześniej spowodowała, że stąpałam za nią krok w krok, a że miałam wówczas zaprawę we wspinaczkach i że działo się to nocą w górach uważam to za swój prawdziwy sukces. W dodatku napisałam o niej piękny wiersz – zanim przestałam w ogóle pisać wiersze.

         Czytając odcinek bloga Teresti jakoś pomyślałam o tych, których może trzeba podtrzymać na duchu czy pomóc w inny sposób, by powstrzymać przed krokiem, od którego czasem nie widzą już odwrotu.

         Dlatego interesują mnie wszelkie metody jakim można zapobiec takim dramatycznym decyzjom. Szperając po cyfrowych bibliotekach w poszukiwaniach lektur ezoterycznych wygrzebałam pewną perełkę. Poniżej okładka tej książki:

W książce tej moją uwagę zwrócił rozdział o tytule jak w niniejszym odcinku.

Wstępem do właściwej kuracji jest ćwiczenie woli. W tym celu należy przez 2-3 dni powstrzymywać się od wszelkiej strawy ścisłej i od płynów pożywnych i pić jedynie wodę zimną. Post ten powtarzać trzeba aż do otrzymania pożądanego rezultatu dwa do trzech razy kolejno po dwudniowej przerwie każdorazowo (str.9). Autor wymienia nieprzyjemne objawy towarzyszące postowi i twierdzi, że zmienia się też wskutek niego stan duchowy nawet w wysokim stopniu.

         Mam więc myśli samobójcze i pojawia się osoba opatrznościowa, taka jak ja, obecna babcia na przykład, dobrze poinformowana, ale starsza wiekiem, zdająca sobie sprawę, że wspomniana M. mająca myśli samobójcze wymaga natychmiastowej pomocy. Nie mogąc już skakać za nią po skałkach, bez zwłoki nakłaniam ją do 3 postów razy 2 dni = 6 dni + 2 x 2 dni przerwy = razem 10 dni.

Biorąc pod uwagę okoliczności (przebywałyśmy na obozie wspinaczkowym) powyższe lekarstwo, nawet gdyby do jego zastosowania skłonić M. wówczas mogłoby mieć okropne skutki podczas normalnych zajęć.

         A jednak autor, twierdzi, że „nawet miłość, ten popęd zmysłowy z wrodzoną nieodpornością kładący jednym zamachem na ziemię całą intelektualność człowieka, popęd, któremu daremnie przeciwstawiany bywa rozsądek i względy praktyczne, któremu ani obawa sromu ani pohańbienie godności osobistej powstrzymać nie są w stanie — nawet „wszechwładna miłość” nigdy jeszcze nie pokonała próby wielodniowego głodu!” powołując się na autorytet psychiatry dra Störcha.

         Mimo to dla M. i jej  podobnych głodówka jest nie do zastosowania. A w tym okropnym XXI wieku bywają też głodówki prowadzące do śmierci, jak anoreksja. Zamieniłby więc stryjek siekierkę na kijek.

Czytam więc dalej i dowiaduję się, że błędne jest mniemanie iż mogłabym jej pomóc znajdując i zatrudniając hipnotyzera. Autor przytacza przykład pewnego „38-letniego kupca, który zachorował na silne zdenerwowanie wskutek nieszczęśliwej miłości, ponurego usposobienia i melancholii; gnębiący i  beznadziejny stan jego duszy doprowadził go aż do myśli o samobójstwie. Przytem trapiła go absolutna bezsenność. Chory stracił wiarę w samego siebie; był bez humoru, niezdecydowany, podrażniony i na żadnym przedmiocie nie mógł zatrzymać swej myśli. Otóż poddał się on praktykom hypnotycznym; atoli wszelkie zabiegi hypnotyczne spełzły na niczem i wszystkie ośm posiedzeń nie doprowadziły do pożądanego skutku, owszem, jedynie zaszkodziły choremu”

Autor nie informuje czy na tyle radykalnie zaszkodziły, że zamiar swój zrealizował? Czy może powziął inne, gorsze zamiary? I w ogóle nie wiadomo co w takiej sytuacji jeszcze mogło mu więcej zaszkodzić. Bankructwo?

Pozostawia więc nas z nierozwiązaną zagadką, co można realnie zrobić dla zapobieżeniu samobójstwu i przechodzi do rozdziału o bezsenności. Phi, to wszyscy znamy, a osoby starsze najczęściej.

         Potoczna opinia głosi, że starszy potrzebuje mniej snu, co nie zawsze jest prawdą. Normalnie ja potrzebuję 10 godzin snu (teoretycznie powinno wystarczyć mi 6-8), chyba, że przytrafia mi się okres bezsenności, kiedy śpię trochę mniej ale muszę odbić sobie to w dzień. Bezsennością więc także jestem zainteresowana, choć summa summarum śpię za dużo.

         Ale rady są nudne i powszechnie znane, więc kartkuję dalej docierając do strony 23 traktującej o sposobach na regulowanie żołądka. No i wreszcie coś przyjemnego w leczeniu: sposób „E. Wypal z rana jedno cygaro przy kawie lub herbacie”. Wprawdzie cygar nie używam, ale palenie papierosów kiedyś uważałam za przyjemne. Też bym je doradziła – co mi szkodzi.

         A już dalej czytam przepis na „Utrzymaniu głowy w spokoju” Też bym chciała. Na pewno poczytam i sprawdzę, czy warto na sobie sprawdzać. Może jednak głowy ezoterycznych babć nie powinny zaznawać spokoju?


Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Jak zachować zdrowie i nie zgłupieć Jak zdobyć forsę metodą Sigili »

komentarze

1. Zastanawiające jest, że... • autor: Nierozpoznany#32012013-01-15 09:07:49


Zastanawiające jest, że skłonności smobójcze wyjatkowo często pojawiają się u osób, które przeżyły zawód miłosny. Jest wyraźne powiązanie między euforią miłosną i gdy się sypią jej podstawy, szybkim łapaniem "doła psychicznego",dyskomfortu tak silnego ,że pojawia sie chęć samobójstwa.. Dla takich osób przydałaby się zdrowsza perspektywa opisujaca to zjawisko,a chroniaca przed utratą życia.-  Najpierw człowiek jest zniewolony uczuciem, a gdy otrzymuje wolność, gardzi nią ,wybierająć samobójstwo, a przecież tylu ludzi straciło swe życie, walcząc o wolność.
[foto]

2. To nie tak z tą wolnością • autor: Przemysław Kapałka2013-01-15 19:25:49

Najpierw wytłumacz takiej osobie, że 1) najpierw była zniewolona 2) teraz jest wolna. Życzę powodzenia.

Na tej zasadzie, to w ogóle nie warto wchodzić w jakiekolwiek związki, bo wtedy tracimy wolność. Tak wielu ludzi oddało życie za wolność, a my z niej rezygnujemy tak lekkomyślnie.

To nie tak z tą wolnością.


3. samobójstwa nie tylko z miłości.... a co z tymi, którzy • autor: Nierozpoznany#33372013-01-15 19:33:58

popełniają samobójstwa w obliczu klęsk materialnych, w wyniku których mają "szansę" na utratę dotychczasowego statusu i komfortu? Jaka zdrowsza perspektywa zdołałaby ich uratować? Wydaje się, że w obliczu realnego dla nich dramatu są tak przerażeni, że nie widzą dla siebie szans....
strach, czarne wizje przyszłości wydają się zawładać  ich umysłem. Nie są w stanie pogodzić  się z możliwością, że można żyć skromniej i żadne małe sumy nie wchodzą w grę, bo nie dadzą im życia na stopie do jakiej sie przyzwyczaili....Zastanawiam się, czemu nie chcieli podjąć prób zmiany na coś innego...słyszałam jak ciągle powtarzali ..jak mantrę....ja nic innego nie potrafię..nic innego nie umiem a za 3 tyś zł  też nie potrafię żyć. Cóż...czułam się zażenowana po takich oświadczeniach, tym bardziej, że osoba ta wielokrotnie mnie wspierała...finansowo również ...regularnie przez rok czasu, dopóki nie stanęłam na nogi po przejściach...a i tak musze sobie radzić ze znacznie (dużo) mniejszą gotówką.. i nigdy nie przyszły mi do głowy myśli samobójcze. ..6 marca 2011 roku o godzinie 21;15  powiesił się w swoim warsztacie. Później dowiedziałam się, że już wcześniej próbował dwukrotnie..za drugim razem , po nieudanej próbie (źle uszczelnił pomieszczenie) tak straszliwie się wystraszył, że przysięgał nigdy więcej tego nie robić..Co ciekawe, że miał Marsa w Koziorożcu a to twardziel byc powinien (?) ale też Słońce w koniunkcji z Neptunem w Skorpionie..  rocznik 67..Czarna rozpacz mnie wtedy ogarnęła..to był dobry człowiek.
[foto]

4. Kalino! • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-01-15 19:52:31

To straszne, że nie znasz reguły. Chcesz komuś pomóc, z całego serca przelać weń wolę życia a masz tak niedużo czasu, żeby skłonić go do zmiany. Mnie się udało. Wysłałam sms, który skłonił tę osobę do przyjechania do mnie a potem długo ją tuliłam, płacząc razem z nią. Nigdy nie jest tak, że decyduje jedna rzecz. To wszystko razem. Jakieś miliony winne bankom, dzieci i żona które najpierw okradały, a potem doniosły do prokuratora, kochanek żony plajtujący i odmawiający wsparcia, małżona usiłująca przejechać samochodem męża na poboczu drogi - cały splot rzeczy, które nieraz ciebie przekracza. Wszystko jest splecione jak w antycznym dramacie i nie masz dobrego pomysłu, żeby węceł gordyjski przeciąć.

Więc nie musisz przecinać, ale o tym nie wiesz. To przedsięwzięcie na później. Mnie pomógł sen ze zmarłym mężem, dziwaczny, niezrozumiały. A potem miałam sekundy na zrozumienie sensu tego snu i nacisnęłam właściwy guzik (może przypadkiem)
. Potem już inne sprawy: sensowny prokurator, dokumenty obnażające spisek rodziny i księgowej, lekarstwa i pani doktor psychiatra, którą spostponował cały internet bo była brzydka i niemedialna,  a włosy jej sterczały jak czarownicy, ale ja jej zaufałamm bo polecił ją ktoś psychicznie chory i okazała się znakomitym lekarzem i człowiekiem. Ot, splot okoliczności. Być może, żyje się dal takiej jednej chwili, ale nigdy nie wiadomo czego od Ciebie oczekują.

Pozdrawiam serdecznie i życzę takiego wyczucia, jakie przejawiłaś wtedy.

W każdym razie głodówki i inne pomysły zasługują na wyśmianie.

[foto]

5. Teraz • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-01-15 20:04:14

mówią mi, że ta osoba wymusiła na mnie litość. Wykorzystała. Ale nawet gdyby tak było, jestem dumna, że moja naiwność na coś się przydała. Automiłość musi czasem ustąpić przed milością bliźniego (jakiekolwiek byłyby tego przyczyny - prawdziwe czy oszukańcze)

6. Oczywiście Kasiu..przecież .nie jesteśmy maszynami...robimy tak jak czujemy • autor: Nierozpoznany#33372013-01-15 20:59:24

..możliwe, że czasami bywamy naiwni..czasami zbyt obcesowi. ...czasami pocieszamy a czasami chcemy być pocieszani....
Mam wierszyk (gdzieś znalazłam dawno temu) na  okazje naiwności :) kawałeczek zacytuję .."

" Lubię konwalie, bo są biało - zielone jak moje życie.

Białe, tyle w nim naiwności.

Zielone, tyle w nim nadziei.." Pozdrawiam Cie Kasiu

7. Przemysław Kapałka cytat:... • autor: Nierozpoznany#32012013-01-16 12:37:45


Przemysław Kapałka cytat:

Najpierw wytłumacz takiej osobie, że 1) najpierw była zniewolona 2) teraz jest wolna. Życzę powodzenia.

Na tej zasadzie, to w ogóle nie warto wchodzić w jakiekolwiek związki, bo wtedy tracimy wolność. Tak wielu ludzi oddało życie za wolność, a my z niej rezygnujemy tak lekkomyślnie.

To nie tak z tą wolnością.

 

 

                                           Wolność , czyli niezależność, niezawisłość , suwerenność, swoboda, możliwość swobodnego decydowania o sobie. Jeśli swoje życie uzależniamy od czegoś lub kogoś , to czyż nie tracimy wolności? O ile bez jedzenia trudno wyżyć, o tyle bez miłości da się obyć:) Oczywiście rozumiem, że dla osób zakochanych utrata miłości jest strasznym przeżyciem i trudno im wytłumaczyć, że można się bez tej konkretnej miłości obyć, bo czyż narkomanowi(przepraszam za gruboskórne porównanie) łatwo jest wytłumaczyć by przestał brać narkotyki? Nic tak skutecznie nie zniewala niż to, co jest jednocześnie dla nas przyjemnoscią., a miłosć z pewnością jest przyjemnym doznaniem.Oczywiscie ja bym się nie podjął tłumaczenia osobie zakochanej dlaczego wolność jest równie przyjemna jak miłosć, jestem chyba zbyt mało empatyczny i za bardzo konkretny, a tu trzeba być delikatnym i wyrozumiałym oraz przeprowadzić cały proces w sposób właściwy, godny osób doswiadczonych i predestynowanych do czegoś takiego. Wchodzi też w grę inny czynnik, jakim jest naturalna predyspozycja., dla jednych czymś pożadanym jest ciągłe szukanie przyjemności, choćby kosztowało to zniewolenie, a inni potrafią wyzbyć się przyjemności, gdyby za nią kryła sie utrata wolności.

 

 

 

 

[foto]

8. Fajny narkotyk • autor: Piotr Jaczewski2013-01-16 13:45:39

Wolność , czyli niezależność, niezawisłość , suwerenność, swoboda, możliwość swobodnego decydowania o sobie.
Nieistniejące: niezależność, niezawisłość , suwerenność, swoboda, możliwość swobodnego decydowania o sobie. - nawet na bezludniej wyspie jesteśmy uzależnieni od żywności i warunków pogodowych.
Ja z dwóch złudzeń i trucizn: wolność(po zastanowieniu dopisane: mieszance mocy i humoru)i i miłości wybrałbym miłość, jest mniej toksyczna i ostatecznie mniej totalitarna. By być wolnym trzeba pozabijać innych, choćby śmiechem czy cynizmem odebrać im prawo do realności, by być kochającym wystarczy ich zniewolić lub  pozwolić siebie zniewolić ;)
Taka drobna uwaga.

9. To prawda-nie ma... • autor: Nierozpoznany#32012013-01-18 16:11:57


To prawda-nie ma czegoś takiego na tym świecie jak wolność absolutna.

 

Napisałem dość długi tekst o miłosci i wolności, ale w  międzyczasie doszedłem do ciekawej konkluzji i okazało się to niepotrzebne.

 Miłość i wolnośc to jest to samo, tylko inaczej ukierunkowane. Miłość, czyli uczucie skierowane ku komuś lub czemuś, a wolnośc, to uczucie skierowane ku sobie. Im bardziej kochamy kogoś lub coś, tym bardziej się zniewalamy. /I jednocześnie im bardziej kochamy samych siebie, tym bardziej czynimy się wolnymi.

 

[foto]

10. Miłość i wolność • autor: Przemysław Kapałka2013-01-19 17:21:00

Ciekawe stwierdzenia tu padają i dla mnie dość szokujące. Powiem tyle, że w naukach niejednego mistrza czytałem, że prawdziwa miłość to taka, która daje nam wolność. Inna to co innego, przyjmującego pozór miłości.

11. Tego co mi... • autor: Nierozpoznany#32012013-01-22 11:35:02


Tego co mi wyszło, też się nie spodziewałem. Egoizm, czyli miłosć skierowana ku sobie czyni wolnym,- odcina więzi, liczymy się tylko my, stajemy się nieprzystępni jak lodowa wieża, a każda próba podczepienia się pod nią, kończy się ześliźnięciem. 

Swego czasu było modne określenie -asertywność, czyli umiejętność powiedzenia nie, gdy ktos czegos od nas oczekuje.. Gdy kogoś kochamy, trudno nam odmówić, ale jeśli w równym stopniu kochamy siebie  jak i innych , wtedy możemy czasami odmówić osobie proszącej o coś i powiedzieć o sobie, że jesteśmy asertywni. A jeśli kochamy tylko siebie, to jesteśmy egoistami, odmawiamy zawsze, jeśli przysługa nie jest w naszym interesie..

[foto]

12. Perspektywa czasowa • autor: Piotr Jaczewski2013-01-22 11:57:22

Podpowiem Panowie :) Z tym jest problem z wartościami(nota bene: będącymi nadmiernymi generalizacjami )- i dlatego stają się śmiertelnie/społecznie groźne i nie-ludzkie. Brak perspektywy czasowej i uwzględnienia różnych form doświadczania czasu.

Przez to chwilowe Nie lub Tak - staje się wyrazem miłości lub wolności w długiej perspektywie czasu życia. A poglądy nt. czym jest miłość? czym jest wolność? - stają się totalitaryzmem - ideowym określeniem jak ludzie powinni się zachowywać, co myśleć i jak postrzegać sprawy TERAZ.

Brakuje podejścia ze zmiennej perspektywy czasowej "jak zmienia się doświadczenie miłości w czasie i przestrzeni" czy "w jaki sposób uczę się wolności", "jak zmienia się sposób wyrażania miłości z wiekiem" a nawet czasoprzestrzennej "w jaki sposób wędrujemy pomiędzy różnymi doświadczeniami miłości" "co powoduje poszerzanie się pola-czasoprzestrzeni miłości (i/lub) wolności".

A ów brak najprościej można wytłumaczyć niechęcią do zmiany(potrzebą stabilności), lękiem przed nieznanym(he he sukcesem lub porażką) czy(tu bym się przychylał) paniką w obliczu śmierci.

13. A czy ów... • autor: Nierozpoznany#32012013-01-22 14:59:45


A czy ów brak miłości względem innych usprawiedliwiany niechęcią do zmiany, lękiem przed nieznanym, paniką w obliczu smierci, nie jest jednoczesnie przechyłem w stronę miłosci do siebie samego? Przecież mamy tu kalkulację-moje potrzeby-kontra cudze potrzeby, a w tym przypadku wygrywają wyraźnie potrzeby własne.

Ludzie różnie interpretują miłośc, czasem jest tak, ze ktoś mówi- o... ale się zakochałem, a później okazuje się ,ze tak naprawdę, to chodziło o przyjemną chemię we własnym organizmie, wywoływaną przez obiekt uczuć i gdy owa chemia przemija, mówi taka osoba ,ze już się odkochała:) To jest ten najzwyklejszy przykład źle rozumianej miłosci, który bazuje tak naprawdę na egoizmie, gdyż chodzi o dostarczanie sobie przyjemnej chemii.

[foto]

14. Bodhicitta • autor: Piotr Jaczewski2013-01-22 15:22:34

Powiem szczerze, od wrodzonej głupoty, narcyzmu, ignorancji nie jesteśmy w stanie się uwolnić. Można to nazwać miłością własną czy rozpoznaniem własnych potrzeb,
To raczej zrozumienie przemijalności, śmiertelności, kruchości jest zdolne nas poruszyć na tyle, by docenić innych ludzi. I to daje się rozwijać, ćwiczyć.
W skrajnych przypadkach (eg. formalny nadaktywny buddyzm ze schizem antyżyciowym) można to zarzucić: Jestem tak przesiąknięty miłością własną, że z tej pozycji współczuję innym i (parafrazując) walę was wszystkich, wiem lepiej. Jestem perłą oświecenia w oceanie samsarycznego absurdu.
Jednak jako "droga środka" jest to jakiś sposób intuicyjnego pobudzania własnego myślenia do racjonalności, uczuć do wrażliwości, zmysłów do pracy, a zachowań do proaktywnie wspierających i empatycznych. Niekoniecznie miłych, bo to też zakłąda ostre działania ku przeciwdziałaniu destrukcji i autodestrukcji np. wytykanie palcem głupoty owych tendencji.
Lepiej nie potrafię tego wytłumaczyć :/

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)