Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 marca 2013

Wojciech Jóźwiak

Po lekturze "Trudnych początków Polski" Przemysława Urbańczyka

Kategoria: Słowiańskie starożytności
Tematy/tagi: historiaPolskaSłowianie

Pięć lat temu, 2008, przegapiłem wydanie książki prof. Przemysława Urbańczyka „Trudne początki Polski”; dopiero teraz przeczytałem ją i to w ułomnej postaci zliteryzowanego skanu, bo książki jako takiej dotąd nie udało mi się kupić. O tytule: oznacza on tyle, że początki Polski są trudne do uchwycenia i uzgodnienia przez badaczy, stanowią dla nich trudny problem – a nie to, że państwo Piastowiczów rodziło się w jakichś mękach większych niż inne ówczesne polityczne formacje.

Książka w dużym stopniu zajmuje się rewizją i prostowaniem zastarzałych stereotypów związanych z tym wycinkiem historii. Autor pokazuje na przykładach, jak początkowo nieśmiałe hipotezy i przypuszczenia przez ich powtarzanie latami stawały się obowiązującym kanonem i jak autorzy tych przypuszczeń, słysząc ich odzewy, sami w nie zaczynali z przekonaniem wierzyć. Do mnie najbardziej dotarły cztery punkty, o których niżej.


Słowianie a Awarowie

Autor przedstawia ciekawy pogląd na sposób i przyczyny dziwnej kariery Słowian w wiekach VI-VII-VIII n.e. Łączy ją z państwem Awarów, którzy w r. 568 zajęli Kotlinę Węgierską (tzn. dzisiaj nazwaną węgierską), w ramach „wymiany terytorialnej” z Longobardami, którzy zajęli pożywniejszą dla nich kotlinę Padu, czyli późniejszą i dzisiejszą Lombardię (Longobardię). Byli więc drugim w sukcesji państwem stepowców nad środkowym Dunajem, po Hunach, a przed Węgrami. Zauważmy, że te trzy kolejne próby były coraz bardziej udane: Hunowie żyli nad Dunajem ok. stu lat i byli „państwem” doraźnych zbójeckich akcji; Awarowie trwali 250 lat i stali się „wyższą klasą” w dość stabilnym układzie sił, gdzie Słowianie byli etniczną większością; wreszcie Węgrzy po krótkiej fazie zbójeckiej przekształcili się w normalną europejską monarchię i trwają już, mimo kilku kryzysów, ponad 11 stuleci.

Państwo Awarów (jeśli nazywać je „państwem”...) było symbiozą stepowych konnych koczowników Awarów i rolniczych Słowian. Długotrwałość tej formacji świadczy o tym, że obie strony czerpały z tego układu korzyści – które nietrudno sobie wyobrazić. Awarowie zapewniali sobie „bazę” czyli żywność i chętnych rekrutów-piechurów (w ówczesnym świecie inny udział w wojnach jak dobrowolny czyli z myślą o korzyściach, był niemożliwy), Słowianie zyskiwali tarczę „ochroniarzy”, którzy zapewniali im spokój i wolność od ingerencji Bizancjum z południa, Franków z zachodu, innych stepowców ze wschodu. Koszt tej „współpracy” dla Słowian był taki, że Awarowie najwidoczniej pilnie dbali, żeby wśród samych Słowian nie wyrosła jakaś konkurencja dla nich; wspierali „płaską strukturę społeczną” wśród nich. Jak to robili, być może pozostanie na wieki ich słodką tajemnicą. Informacji mogłyby dostarczyć analogiczne przypadki symbiozy koczowników i rolników; sam niestety mało o tym wiem.

Przypuszczalnie Awarowie wspierali słowiańską kolonizację i upowszechnienie języka Słowian wśród swoich klientów. Zapewne język ten tak gwałtownie rozszerzył swój zasięg właśnie dlatego, że służył jako wehikularny i ponadetniczny w całym władztwie Awarów. Zanik Awarów miał też pewnie coś wspólnego z ich slawizacją i postępującym rozpuszczaniem się ich w „żywiole” słowiańskim, który sami w jakimś stopniu „wychowali”.

Nie jest jasne (i książka P. Urbańczyka też tego nie wyjaśnia) jak daleko na północ sięgały wpływy Awarów i czy kontrolowali także ziemie „Wisły” czyli obecnej Polski.

W każdym razie państwa czy wodzostwa Słowian zaczynają się formować dopiero po upadku Awarów i jakby w reakcji na to.


Państwa jako „prywatne przedsięwzięcia”

Zacytuję: „Czechy, Polska, Ruś, Węgry i Szwecja powstały w X w. jako „prywatne" przedsięwzięcia Przemyślidów, Piastów, Rurykowiczów, Arpadów i Skjoldungów, którym udało się pokonać lokalnych konkurentów, powstrzymać ekspansję sąsiadów, przeforsować legitymizującą jedynowładztwo ideologię chrześcijańską, zorganizować sprawną eksploatację podporządkowanych im terytoriów i uzyskać uznanie geopolityczne. Państwa te nie były żadną „emanacją” dążeń politycznych jakichś narodów. Wręcz przeciwnie, to średniowieczne narody Czechów, Polaków, Rusinów, Węgrów i Szwedów powstały przede wszystkim dzięki ramom stworzonym przez [te] państwa...”


Nie było plemion

Autor sprzeciwia się utartemu poglądowi, że przed powstaniem państwa Mieszka i Bolesława Słowianie zamieszkujący ziemie późniejszej i obecnej Polski dzielili się na plemiona, które tworzyły przed-państwowe organizmy polityczne czy wspólnotowe. Pokazuje długą listę przesłanek mówiących coś przeciwnego: że żadnych plemion nie było, a zamieszczane na mapach historyków nazwy „Wiślan”, „Ślężan”, „Polan”, „Mazowszan” itd. są fikcją, która wzięła się ze zwyczaju anachronicznego przenoszenia w przeszłość administracyjnych podziałów istniejącego już państwa polskiego. Szczególnie ważny jest przypadek Polan, których też nie było, więc nazwa Polonia nie od nich się wzięła – o czym dalej.


Nazwa „Polonia” jako celowy projekt

Autor szczegółowo analizuje występowanie nazwy Polonia w ówczesnych (około 1000 roku) dokumentach i dochodzi do wniosków przewrotnych względem tego, co dotychczas było przyjęte. Nazwa ta pojawiła się w 998 r. jako – najwyraźniej – wynik celowego zamiaru oznaczenia dominium Chrobrego jedną wyrazistą, dobitną nazwą-etykietą. Prof. Urbańczyk nawet identyfikuje prawdopodobnego autora nazwy Polonia: był nim mnich Benedykt, słowiańskie imię Bogusza, uczestnik tragicznie zakończonej misji św. Wojciecha, który po śmierci swojego mistrza udał się do Włoch. To on również zdumiewająco poprawnie (po łacinie) zapisał nazwę Gdańska, jako Gyddanyzc. Nazwa Polonia pierwszy raz pojawia się w tekście pisanym we Włoszech i stamtąd przesuwa się na północ. Zapewne sam Chrobry dowiedział się, że panuje nad „Polonią”, dopiero od swoich przebywających z zagranicy emisariuszy.

Polonia początkowo wystąpiła w tekstach łacińskich, jako nazwa łacińska, chociaż oparta o słowiański rdzeń „pole”. Nie z powodu żyjących tam „Polan”, których nie było i autor książki ich nieistnienie przekonująco udowadnia, ale dla odróżnienia „dobrych” bo „naszych” ludzi z „naszej” strony Odry, żyjących jak Bóg przykazał pośród pól – od „złych” i wrogich „nam” mieszkańców „ciemnych lasów” zza Odry, nazwanych też w tym samym czasie i być może przez tego samego nomenklatora - „Lutykami” czyli „lutymi” - złymi, srogimi, zaciekłymi.

„Polska”, co jest skrótem od „polska ziemia” czyli „ziemia pól”, jest więc etymologicznie reslawizacją pierwotnej nazwy łacińskiej, a nie odwrotnie! (Zabrakło mi w tej książce prawdopodobieństwa, że Polonię urobiono po części na wzór italskiej Kampanii i frankijskiej Szampanii – obie te centralne w obu krajach prowincje pochodzą od „pola” w tamtejszych językach.)

Nazwa Polonia przyjęła się tak szybko, w ciągu ledwie kilku lat, ponieważ odpowiadała pilnej potrzebie wyrazistego i „ładnego” nazwania liczącej się jednostki politycznej, którą stało się władztwo Bolesława.


Zabrakło mi w książce Przemysława Urbańczyka jakichkolwiek wzmianek o roli Normanów („Wikingów”) w formowaniu państwa Siemomysła, Mieszka i Bolesława. Tym bardziej, że autor jest specjalistą od wczesnego średniowiecza nie tylko słowiańskiego, ale i skandynawskiego.


Wojciech Jóźwiak



komentarze

[foto]

1. komentarz • autor: Arthur.Ludwiczak2013-03-15 04:16:13

Książka jest świetnie napisana.  Lekko i przystępnie. Pokazuje Jak potrafimy fałszować naszą historię, żeby tylko dopasować ją do własnego "widzimisię". Niestety pomimo moich  usilnych starań nigdzie Nie mogłem książki kupić.  Pozostaje tylko wersja pdf. Mam nadzieję,  że wydawca wznowi nakład... 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)