Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

26 czerwca 2012

Bea Chorąży-Lech

z cyklu: Taniec po spirali (odcinków: 6)

Leśna droga


Mokosz »
Na początku był Las:)
Odkąd pamiętam las był dla mnie miejscem wytchnienia, przestrzenią, gdzie mogę być sobą w jakiś transcendetalny sposób. Czułam już w dzieciństwie, połączenie i prowadzenie właśnie podczas leśnych wypraw, tak jakby moje JA rozciągało się gdzieś w górze i wokół mnie. Wszystko było znane i mówiło do mnie. Lubiłam mieć swoje "dziuple" - miejsca w których siadywałam, przysypiałam na kilka chwil. O tym, że ktoś się zbliża "mówiły" mi ptaki, nieraz Watr przebudził w porę, abym na czas wróciła do domu. Miałam to szczęście, że w każdym miejscu w którym mieszkałam las był blisko, dawał spokój i jakby prawdziwy wymiar życia, cała reszta zdawała się dodatkiem. Nie znaczy to, że większość mojego czasu spędzałam właśnie tam, ale on zawsze był, wyprawa na grzyby była tak naprawdę niekończącym się zachwytem nad pajęczynami, czy norkami zwierząt, niż praktycznym jesiennym zbieraniem zapasów. Nie jestem w stanie sobie przypomnieć skąd się wzięła ta więź, więc pewnie z bardzo dawna... 
     W mojej rodzinie mówiło się że od praprababek i dziadków byli tacy co to: "spojrzą i wiedzą", na ból głowy babcia "odczyniała" wodę i chleba okruszki, mówiło się o snach i o tym co one oznaczają, przy tym nie było to jakieś dziwne czy tajemnicze. Dla mnie była to fascynująca codzienność. Od babci dowiedziałam się , że jeszcze jej babcia zbierała zioła,  robiła świece do uszu,  leczyła swoje dzieci i wnuki, po czym wiedza ta przechodziła "sama" na następne pokolenia. Coś w tym jest:) bo odkąd się o tym dowiedziałam, zbieram zioła i robię świece z lnu i wosku pszczelego. Fascynowały mnie od zawsze "magiczne" metody uzdrawiania. Z zapartym tchem wysłuchiwałam opowieści o szeptuchach, znachorach, czy wiedźmach. Instynktownie wiedziałam, że ta wiedza wciąż jest, że można do niej dotrzeć. Od siostry mojej babci dowiedziałam się, że jako młoda dziewczyna "dostała ust koło ucha"(jak się tylko domyślam, zapalenie nerwu trójdzielnego),  działo się to w okolicach rzeki Dniester w dzisiejszej Ukrainie. Wymęczona bólem wybrała się ze swoją przyjaciółką w długą podróż na pieszo do szeptuchy za lasem. Szły prawie cały dzień na piechotę. Moja ciotka otulona szczelnie szalami, trochę ze wstydu bo jak mówiła strasznie to wyglądało, usta całkiem na boku, ale i z bólu. Musiały na miejscu poczekać na swoją kolej, tylu było pacjentów, niekiedy z bardzo daleka. Szeptucha przyjęła je obie, uważnie się im przyglądała i jak relacjonowała mi ciotka, bardzo długo się modliła, obcinała końcówki jej włosów paliła nad ogniem, potem nad nią z czterech stron spalała sznurki z konopi, kropiła wodą. Szczegółów nie pamięta bo to całe wieki temu było, nocą wracały przez las jak we śnie, niczego się nie bały, a w przeciągu trzech dni ciotka wróciła do zdrowia i urody.
Nie miało dla mnie większego znaczenia, czy to wiara w uzdrowienie, czy moc uzdrowicielki pomagają, najważniejsze przesłanie jest takie, że to działa, nawet w tak drastycznych przypadkach. W miejscu w którym jestem teraz, wiem że znaczenie ma wszystko, nawet ten marsz nocą przez las - odmienne stany świadomości, w których nasz wszędobylski umysł nareszcie schodzi na drugi plan i nie przeszkadza w powrocie do równowagi. 
Pięknie pokazuje podobny proces uzdrawiania,  film "Błękitny motyl", oparta na faktach opowieść o nieuleczalnie chorym 10-letnim chłopcu, który prowadzony chęcią złapania błękitnego motyla, otrzymuje znacznie więcej od Duchów Amazońskiej Dżungli. Don Carlos Barrios, szaman Majów mówił mi, że Las ma delikatniejszego, subtelniejszego Ducha, natomiast Dżungla o wiele mocniejszego. Nie byłam jeszcze w Dżungli, ale z Lasem faktycznie łączę się właśnie w taki subtelny sposób.  Przypomniałam sobie opowieść Richarda, przewodnika po Dżungli, asystującego przy ceremoniach, świadomego człowieka. Opowiadał jak to znał doskonale drogi i ścieżki którymi prowadził turystów setki razy, aż zdarzyło się tak, że nie miał najmniejszej ochoty na jeszcze jedną wyprawę akurat tego dnia. Klienci byli nieustępliwi, proponowali podwójną stawkę, więc ustąpił, prowadził ich, przez Dżunglę bez przyjemności, zły i zmęczony. W połowie drogi poczuł ból na dłoniach i ramionach, zauważył, że jest cały w bolesnej wysypce. Gdy doprowadził turystów na miejsce noclegu, sam wybrał się do znajomego szamana po pomoc. 
Leżał w chatce, przy śpiewie i modlitwach, zanurzając się w ciszy po czym usłyszał diagnozę: "Dżungla cię zna, wpuściła cię wiele razy, ale tym razem wkroczyłeś ze złą chemią, broniła się od tego". Często nie zdajemy sobie z tego sprawy jak nasze nastawienie, emocje wpływają na otoczenie. Dżungla potrafi na swój sposób dawać sygnały, które Richard zrozumiał, wyciszył się wszedł w kontakt ze sobą i uleczenie przyszło niebawem.  Las jest zbyt subtelny aby się obronić, a i tak czasem potrafi gałązką strzelić w oko, pouczając by być bardziej uważnym. Przestrzeń pełna subtelnych energii, Duchów roślin i zwierząt sprzyja, wtedy kiedy jesteśmy na nią gotowi. Gdy szanujemy to miejsce i jakby znamy zasady bhp:)
Kiedy mam do rozwiązania problem, a WIEM, że jest nie rozwiązywalny na tym poziomie na którym się manifestuje, wybieram się do Lasu. Najpierw czekam na znak kiedy i w jakie miejsce mam się udać. Jak kiedyś - teraz również mieszkając w "Trzech Źródłach" - mam swoje "dziuple" i znajomych, np. potężny Buk - bliźniak, Wzgórze Kruków, Cichy las, Babcia Brzoza itd. to jak sąsiedzi, którzy czasem zapraszają do siebie, więc czekam aż mnie zawołają. Nieraz wybieram się na parę godzin, nieraz czuję, że powinnam spędzić tu całą noc. 
Na nocne spotkanie idę przygotowana, ze śpiworem i potrzebnymi materiałami do rozpalenia Ognia. Przygotowuję przestrzeń, prosząc o opiekę - zamykam ją Kamiennymi Strażnikami Kierunków. W środku przygotowuję miejsce dla siebie i Ognia. Rozmawiam z Ogniem całą noc, widzę w płomieniach obrazy, wsłuchuję się w dźwięki, wszystko, co się wtedy wydarzy jest informacją, wystarczy tylko otworzyć serce, zaufać. Bywało tak, że Jeleń ryczał niedaleko, Koziołki Sarny przekrzykiwały się, walcząc o terytorium, albo o świcie Myszołów przysiadł tuż obok, przyglądając mi się bez żadnego spłoszenia w oczach. Wszystko w takich okolicznościach "mówi" do mnie. Wracam syta z wdzięcznością w sercu. 
Las przemawia wtedy, kiedy jesteśmy w stanie wejść w moment wewnętrznej ciszy, aby mógł  nas prowadzić, dobrze jest wybrać się samotnie, wtedy łatwiej się dostroić do wibracji, poczuć jedność. Nic nas nie ogranicza, zdarzyło nam się z mężem spędzać w Lesie sylwester, przy ognisku w okopach śniegu, oraz prowadzić szałas potów 21 grudnia w przesilenie zimowe. Wystarczy zaufać.
 




     
     


Taniec po spirali: wstęp na końcu

Mam takie poczucie, że gdybym mogła opisać energetycznie moją ścieżkę byłby to taniec po spirali. Ten symbol pokazał mi się w dzieciństwie wtedy nie rozumiałam, nie wiedziałam, że oto otrzymuję pierwszą wizję i że będzie ich w przyszłości więcej. Wszystko jest w ruchu, w przenikającej się kreacji, wszystko tętni Duchem, tak postrzegam świat. Szamanizm jest dla mnie częścią życia, głębokim szacunkiem i niekończącą się przygodą. Dane mi było doświadczyć wielu ceremonii i inicjacji z różnych zakątków świata, wszystko to splatam w jedno, uśmiechając się i celebrując świętą prostotę codzienności.


Mokosz »

komentarze

1. Tańcząc po spirali:) • autor: Nierozpoznany#6552012-06-27 07:30:14

To niesamowite!!!

Kolorowe, tęczowe spirale towarzyszyły mi w snach całe moje dzieciństwo. Czułam też bliski kontakt z naturą, dzięki dziadkowi, wiejskiemu uzdrowicielowi. Kiedy idę do lasu na spacer, dostrzegam znaki, język którym do mnie mówi i wyciszam się. A kiedy spotykam sarny, wiem ,że wszystko dobrze się ułoży. Czytałam i przypomniałam sobie wspaniałe momenty z dzieciństwa, jakże często zapominamy o pięknie, które nas otacza i przenika. Dziękuję:)
Pozdrawiam ciepło,
Ala
[foto]

2. Tradycja Europejska - Medicine Man/Woman • autor: Mettanokit2012-06-29 17:38:12

Witaj serdecznie
Niezwykłe jest to co piszesz o przekazie rodzinnym o kimś w rodzaju medicine man/woman, tylko w naszej kulturze

Jest to dla mnie tym bardziej niezwykłe, ponieważ wspólnie ze znajomymi mamy zamiar zrealizować projekt z tym związany. Chcemy odszukiwać i docierać do takich ludzi, bowiem wierzymy i ufamy że nasz Europejski szamanizm związany z kulturą słowiańską, germańska, kultura Karpat nie zaginął tylko zszedł do podziemi, może trochę bardziej niż duchowość Indian Amerykańskich (Native People) w USA.

DA NAHO - WADO
Pozdrawiam

3. Ala • autor: Nierozpoznany#63412012-07-11 09:23:39

Jestem wdzięczna, poczułam się tak ciepło, że jest nas więcej;) Którzy czujemy podobnie. U mnie Sarny ostatnio w ogródku, więc dobry znak, ale wyjadły buraczki, widać zdrowe są na surowo.

pozdrawiam

Bea

4. DA NAHO - WADO • autor: Nierozpoznany#63412012-07-11 09:32:23

Witaj!

Tak zgadzam się, że nie wymarły tradycje, bo szamanizm w potocznie pojętej formie, jest przede wszystkim praktyczny.
Ze spotkań z szamanami z Syberii z Gwatemali, Peru, odkryłam podobieństwa do naszych słowiańskich praktyk. Doszłam do wniosku,że choć mamy inne kalendarze;) to posługujemy się tym co działa. Katarzyna Majak zaprosiła mnie do przedsięwzięcia "KOBIET MOCY", jest to ciekawy zbiór różnorodności kobiet, które posługując się różnymi tradycjami, niekiedy ich mieszanką działają lokalnie w różnych zakątkach Polski. Cieszę się, że zaczynamy pokazywać to co nasze.

pozdrawiam

Bea

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)