zdjęcie Autora

26 listopada 2012

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Czy leworęczni mogą medytować?

Kategoria: Twórczość

« Sprawozdanie z imprezy Bezbarwna sekretarka »

Najpierw zadam pytanie, które może wydawać się dziwaczne, ale stawiam je na serio: Czy osoby leworęczne mogą medytować?

Wychodzę od doświadczeń własnych, które próbowałam przeprowadzać kilkakrotnie. Od razu powiem, że mnie żadna próba medytacji nie udała się. Nigdy. Najpierw protestowało ciało, zaczynało coś swędzieć, boleć, szczypać, kłuć; pojawiała się konieczność natychmiastowej zmiany pozycji ciała. Nigdy nie było takiej, która okazałaby się odpowiednia.

Potem następna sprawa: odprężenie. Niemożliwe. Jeśli mówię sobie: „moje ciało jest ciężkie” ono robi się aż tak ciężkie, że napinam mięśnie, wbijając ręce i nogi w materac z całej siły. Jeśli mówię sobie „moje ciało jest lekkie”, wcale nie unoszę się ani nie fruwam, tylko walczę z poczuciem, że jestem zbyt ciężka i próbuję zrobić się lżejsza, co oczywiście do niczego nie prowadzi. Powtarzanie mantr, sylaby OM czy innych, wcale nie powoduje oczyszczenia umysłu, a wręcz przeciwnie, prowokuje gonitwę myśli. W każdym razie po pół godzinie takich zmagań, rezygnuję. Podobnie zresztą było z modlitwą, gdy jeszcze chciałam się modlić. Nie potrafiłam się skupić na modlitwie, a jak za bardzo się skupiłam, uciekały mi jej słowa.

Na przykład chciałam się pomodlić o coś; natychmiast przychodziło mi na myśl wątpliwe prawo do zgłaszania mojej modlitwy w myśl zasady, że ja będę się modlić o deszcz, a ktoś inny o suszę.

Usłyszałam gdzieś zdanie: „Uprawianie ogródka też jest modlitwą”. Jednak grzebanie pazurami w ziemi, wyrywanie tkwiących korzeni chwastów przeradzało się w miarę czasu i zmęczenia w jakąś dziwaczną namiętność, jakby ukryta wola niszczenia, tkwiąca wewnątrz mnie wypełzała na wierzch niczym nie powstrzymywana. Chwasty są o wiele silniejsze i twardsze niż rośliny uprawne czy kwiaty i dlatego aby je chronić trzeba bezlitośnie wyrywać. Jednak czasami są tak splecione, lub my nieuważni, że niszczymy i to co chcieliśmy ochronić. Czasami ogarniała mnie przynajmniej chęć, żeby powyrywać wszystko, do gołej ziemi, nie zawracać sobie głowy tym, co warto zostawić, a co zniszczyć. Nie da się ukryć, że tak postępuje i z nami siła wyższa. Potem na zrytej ziemi można na nowo coś ciekawego posadzić i tym się cieszyć (póki się znowu nie zachwaści).

Sami zrozumiecie, że uprawianie mojej działki bynajmniej nie było modlitwą, tylko walką z siłami wyższymi i bardziej rozpędzonymi w swej nieustępliwości niż ja.

Czasami w stanie odprężenia znajduję się na granicy snu i jawy, ale wówczas, jeśli nie zasnę, pojawiają się słowa i myśli obce, tak jakbym dawała dostęp do siebie czemuś nieprzewidywalnemu i strasznemu. Boję się mu ulec i wybudzam się.

Czytałam kiedyś o tym, że w czasie medytacji osłabieniu u człowieka ulega lewa półkula mózgu (zawiadująca prawą stroną ciała) i dopuszcza do głosu, zazwyczaj podporządkowaną prawą półkulę, odpowiedzialną między innymi za doznania transcendentalne. U mnie, jako u osoby leworęcznej jest na odwrót, dominującą półkulą jest prawa półkula. Czy nie jest tak, że osłabienie lewej półkuli powoduje tylko nierównowagę, a więc doznania przykre? Oddanie okrętu pozbawionego steru i możliwości żeglugi na pastwę fal?

Kiedyś, nie pamiętam już w jakim opowiadaniu SF, jego bohater, chłopiec, dziecko zmarłych kosmonautów, wychowany przez bezcielesne siły na obcej, niegościnnej planecie styka się po raz pierwszy z ludźmi z innej wyprawy. Jego doznania są czymś spomiędzy doznań ludzkich i doznań owych obcych, którzy nim się opiekują. Nie należy do żadnego świata i musi samotnie zostać na tamtej planecie, ponieważ na ziemi nie umiałby żyć.

Uderzyło mnie w tej historii jedno: dziecko otrzymywało zawsze odpowiedzi na swoje pytania nieznaną drogą. Nie rozumowało, nie zastanawiało się. „Jest pytanie, jest odpowiedź” – opowiada chłopiec Ziemianom. Podobnie jak i ja. Ważne odpowiedzi i zdarzenia przychodzą z zewnątrz. Nie potrafię wskazać drogi w której rozumne postępowanie doprowadziłoby mnie do jakiegoś poważnego, postawionego sobie celu. Nie rezygnuję, ale nie ono jest decydujące.

Dlatego też zadaję pytanie: Czy leworęczni mogą medytować? I jak mają to zrobić, żeby nie było szkodliwe i groźne? I żeby nie przeradzało się w jakąś potworną wersję słusznych przedsięwzięć — jak większość pięknych idei.

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Sprawozdanie z imprezy Bezbarwna sekretarka »

komentarze

[foto]

1. Mogą medytować. • autor: Piotr Jaczewski2012-11-26 14:35:29

Dlaczego nie? Częścią medytacji (mówię ogólnie o większości metod - nie wszystkie bazują na relaksie) jest rozwijanie koncentracji pozwalającej na przezwyciężenie takich rzeczy jak niewygoda ciała, przykre odczucia, rozproszenie myśli. Przy czym metod na robienie tego, jest całe multum - tych łagodnych(typu:wzmocnij mięśnie kręgosłupa to część niewygody minie) i tych twardszych ("przejdź przez trzytygodniowy sesshin - przez pierwszy tydzień wszystko będzie boleć, później przejdzie").

Z medytacją jak z seksem. Większa część tego co opisują ludzie i czym chętnie się dzielą to zachęcające do seksu "jeju, kochanie się jest takie cudowne", wycinając częsty "krew, pot i łzy" (czy poczucie winy i wstydu ;)). Podobnie z medytacją, najczęściej ludziska gadają o "jeju, uważność jest taka cudowna" z zapałem neofitów powtarzając teksty z książek, za to zupełnie wycinając fragment pt. "obolałe ciało, bolący kręgosłup, obolała d...a".
Można to sprowadzić do tego, że na świecie pełno jest zarówno "Erotomanów gawędziarzy" jak i "Medytatorów gawędziarzy".

Serdeczności,
Piotr

Ps. PISANIE też jest formą medytacji. I ktoś tutaj jest całkiem dobry w tej dziedzinie.
[foto]

2. Odpływanie • autor: Katarzyna Urbanowicz2012-11-26 15:23:04

No właśnie! Gdy piszę zdarza mi się odpływać. Dlatego tak ważne staje się skrupulatne sprawdzanie tekstów po jakimś czasie - gdy się odleżą. Jądro sensu zazwyczaj bierze się z tego, co nazywamy "natchnieniem" czy "odpływaniem" ale reszta może położyć wszystko. Czasami nazywa się to "przedobrzeniem".

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)