zdjęcie Autora

12 lutego 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna (odcinków: 128)

Lodowe duchy

Kategoria: Twórczość

« Proroctwa i przepowiednie na następny rok Eksperymenty zdrowotne »

Mój ciężko pracujący kolega napisał mi, że wstaje o 3-4 rano a dalej czeka go ciężka praca do późna. Prosi o to, bym napisała czasami jakieś osobne zdanie dla tych co czytają blog czarnym rankiem. Twierdzi, że są to inni ludzie i że jest wtedy najbardziej wyostrzony, a czasami ma swoje satori  i wydaje mu się, że wszystko rozumie i wszystko jest takie proste, jasne, że widzi prawdę absolutną. Później coraz bardziej wszystko się przymula. Swój mail zatytułował „lodowe duchy” i załączył doń fotografie zlodowaciałego śniegu na cienkich gałązkach drzew. Niektóre z kawałków tego lodu w dużym zbliżeniu istotnie przypominają jakieś potwory albo dziwaczne zwierzęta.

         W niektóre dni zimy, zwłaszcza rankiem, dzieje się tak, że świat dookoła przestaje być światem znanym i zrozumiałym, a staje się czymś nieodgadnionym i symbolicznym. Nie ma to związku z urokiem przyrody w zimowej szacie, świeżością powietrza i szokiem zmiany temperatury po wyjściu z ciepłego mieszkania, choć te czynniki mogą pogłębić takie wrażenie. Wydaje się, że przyczyna tkwi w samym człowieku. Nasze myślenie podlega ograniczeniom, zwłaszcza wówczas, gdy mamy przed sobą jakieś zadanie i musimy się dostosować do czekających nas obowiązków. Ta chwila dla lekko zszokowanego umysłu – zanim przystąpimy do działania – traktowana jest przez nas jako coś własnego, osobistego i prywatnego, aż tak bardzo uporczywie i zajadle, że wszystko w nas przyspiesza wyrywając się do tego olśnienia, na które oczekujemy przewidując, że już za chwilę nic nie będzie takie samo.

         W takim stanie widok czegokolwiek albo jakakolwiek myśl wydaje się niesłychanie ważna, istotna i znacząca. Lodowe duchy w warstwie wizualnej komuś, kto widzi więcej i inaczej; dźwięki stłumione opadającą szadzią komuś, kto słyszy lub tworzy muzykę Kosmosu i Sfer; frazy słów, których brzmienie nie osłania sensu, a przeciwnie, uwypukla go stanowiąc odkrycie na miarę świata — nie są tylko złudzeniem.

         To nasza przyziemna konieczność zmuszająca nas do nudnej pracy i porannego wstawania, pajęcza sieć zależności wymuszająca wyłuskiwanie z osi czasu chociaż drobnego momentu dla siebie, niweczy sens tych chwil. Zupełnie niepotrzebnie. One mają w sobie coś z transu, w którym świat przemawia do nas, a my zamiast go słuchać tchórzliwie uciekamy w codziennie odgrywane role. Przecież żaden szaman nie spieszył się do podpisywania listy obecności albo podbijania karty zegarowej. Gdyby to robił – utraciłby swoje zdolności.

         Wiem, o czym piszę. Teraz nie potrzebuję wstawać rano, ale wiele lat tak wstawałam i wychodząc po ciemku z bramy swojego bloku ulegałam rozdwojeniu. Jedna część mnie szykowała się do roli niewolnicy, druga z każdą chwilą wyrażała bunt, niestety, bezprzedmiotowy. Gdybym się tylko postarała, odrzuciła skrupuły mogłabym wsiąść na miotłę i polecieć. Ale nie przyszło mi to nigdy do głowy.

         Teraz czasem też podobnie odczuwam, ale za sprawą bólu. Ból poruszania się rozdwaja mnie  — jedna ja jest kuśtykającą staruszką, druga ja zrywa się do lotu szybuje z ptakami i kracze z wronami na zaśnieżonym trawniku, wynajdując nowy, wspólny z nimi język.

         I tu jest to przesłanie do wstających rankiem. Musicie zapamiętywać te swoje olśnienia! Nie wiadomo kiedy i do czego, ale jestem pewna – przydadzą się. One i tak nie przepadają w przestrzeni waszych umysłów, ale lepiej je utrwalić – tak jak zrobił to mój kolega fotografując lodowe duchy. Kto wie, w co się mogą kiedyś obrócić!

Babcia ezoteryczna: wstęp na końcu

Ten blog ma opisywać zwyczajne doświadczenia w zwyczajnym życiu. Świadomie sterując swoimi zachowaniami (np. tzw. świadome śnienie) czy narzucając sobie pewne praktyki, zazwyczaj ma się na oku jakiś cel, w ostateczności zmierzenie się z nowymi doświadczeniami. W naszym wysterowanym do przesady życiu, możliwość naturalnych, nowych i silnych doznań jest ograniczona, poszukuje się ich wszakże dla lepszego zrozumienia siebie. W moim życiu przeszłam wiele krańcowych doświadczeń i dlatego, być może już ich nie poszukuję. Prosto mówiąc: boję się ich gorzej, niż diabeł święconej wody. Życie nauczyło mnie, że żadnym procesem nie można bezkarnie sterować. Niewinne wysłuchanie „kasety odchudzającej” zaproponowanej przez psychologa czy udział w tzw. „muzykoterapii” może pociągnąć za sobą nieoczekiwane skutki, z których niepożądanymi wpływami walczyć trzeba nawet kilka miesięcy. Jednak zarówno mnie, jak i innym ludziom doświadczenia takie przytrafiają się niosąc ze sobą NIEZROZUMIANE I NIEOCZEKIWANE, co próbujemy zrozumieć i ocenić już po fakcie. Często jednak ocena ta jest nieudolna z braku wiedzy. W tym blogu zajmuję się tylko opisem, niech ocenia ktoś inny. Dlaczego więc ezoteryczna babcia? W tym roku kończę 70 lat, jestem Słonecznym Strzelcem i Księżycowym Rakiem. Neptun, który właśnie wszedł do znaku Ryb niedługo będzie tranzytował mój ascendent i od jakiegoś czasu odczuwam potrzebę porządkowania pewnych zjawisk w moim życiu. Kilka lat studiuję astrologię ale ona nie wystarcza mi do interpretacji niektórych zjawisk czy wydarzeń w moim życiu. Każde z nich osobno daje się zazwyczaj wytłumaczyć, ale razem, jako całość... Z podsumowaniem ich już znacznie gorzej. Pozostaje więc na razie tylko opis.


« Proroctwa i przepowiednie na następny rok Eksperymenty zdrowotne »

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)