Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

15 marca 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie Sheldrake'a (odcinków: 17)

Magiczne myślenie? Mit sympatii i mit początku

Kategoria: Pytania i granice

« Wpływ przeszłości. A jeśli przyszłości? Nie jest łatwo pozbyć się energii »

Gdyby jakiś uparty scjentysta-redukcjonista chciał Sheldrake'a zdyskredytować (raczej jego teorię, którą autor skromnie i konsekwentnie nazywa hipotezą) mógłby mu wytknąć magiczne myślenie, zawierające dwa magiczne aksjomaty: Sympatii i Początku. Lub – przesądy!

„Przesąd” Sympatii jest w ogóle osią i podstawą całej koncepcji Sheldrake'a. Zasada sympatii głosi, że „podobne przyciąga podobne”. Zgodnie z tą zasadą kiedy kobieta miała rodzić, rozwiązywano w jej domu wszelkie węzły i supełki, żeby ich związanie i zaciśniecie nie potęgowało zaciśnięcia jej „kanału rodnego” czy jak inaczej elegancko nazwać tę świętą część ciała, z której wszyscy wyszliśmy. Zgodnie z Zasadą (lub mitem, lub przesądem!) Sympatii do tej pory wiele osób uważa, że jedzenie orzechów poprawia myślenie i pamięć, bo orzech włoski przypomina kształtem mózg. Zasada ta „uzasadnia” idiotycznie zbrodniczą praktykę Chińczyków używania proszku z rogu nosorożca na zwiększenie męskiej potencji, no bo przecież róg nosorożcowi stoi jak ch...j, czy jak inaczej nazwać tę dostojną część męskiego ciała. (Nie wiadomo już jak bronić ostatki tych nieszczęsnych zwierząt przed kierowanymi na ich zabijanie milionami kasy od tych bogacących się i starzejących, i do tego przerażająco głupich Chińczyków. Ale wracam do tematu.)

Główna zasada Sheldrake'a, w istocie magiczno-symaptyczna, powiada, iż „coś” co ma powstać, a jest w pewien sposób „podobne” do czegoś, co już było lub już jest gdzie indziej, przybierze kształt (formę) właśnie tego, co już było lub jest. To „coś” to materialny układ, którego przestrzenno-czasowy rozkład czyli (po Sheldrake'owsku) forma, nie jest jednoznacznie zdeterminowana energetycznie, inaczej mówiąc, może się znajdować w wielu stanach mających tę samą energię. Kwantysta powiedziałby fachowo, że stany tego układu są „zdegenerowane” lub bardziej z polska, „zwyrodniałe”. W przypadku nawet nie komórek, tkanek czy organizmów, ale zwykłych cząstek białka, np. enzymów, stopnień tej „degeneracji” czyli liczba energetycznie równomożliwych stanów jest liczbą astronomiczną, przypominającą liczbę atomów we wszechświecie lub coś takiego. Gdzie determinacja energetyczna nie radzi sobie z uporządkowaniem materii, tam wkracza rezonans morficzny, który sprawia, że z miriadów możliwych stanów układ wybiera ten, który już kiedyś-gdzieś zaistniał. Ścieżka przemian tego układu idzie torem tego, co już istnieje/istniało. Istniejące formy przyciągają się i nawzajem stabilizują. To jest właśnie nowoczesny odpowiednik tamtej starej magicznej zasady, że podobne przyciąga podobne. (Może nie wszystko w niej było fałszywe/fikcyjne/mityczne?)

Teraz Zasada (aksjomat, mit, przesąd?) Początku. Pytanie to stawia sam autor: A co w takim razie się, dzieje, kiedy powstaje układ, jakiego nigdy wcześniej nie było? Na przykład kiedy chemicy zsyntetyzują nowy związek, który wcześniej nie istniał w przyrodzie? Jaką, czyją, czego formę on przybierze? Jak się skonfiguruje np. podczas krystalizacji? Rupert Sheldrake sam odpowiada:

„Hipoteza [formatywnej przyczynowości] dotyczy powtarzania się form i wzorców organizacji; [natomiast] pytanie o pochodzenie owych form i wzorców wykracza poza jej zakres.”

I rozwija dalej:

„Co [...] determinuje pojawienie się owej formy za pierwszym razem? Nie można na to pytanie udzielić żadnej naukowej odpowiedzi: kwestia dotyczy unikalnych i energetycznie niezdeterminowanych zdarzeń, które ex hypothesi, gdy raz mają miejsce, są niepowtarzalne, gdyż same wpływają na wszystkie kolejne podobne do nich zdarzenia. Nauka może zajmować się jedynie regularnościami, więc obiektami, które są powtarzalne. Wstępny wybór jakiejś określonej formy mógłby zostać przypisany przypadkowi, lub kreatywności wpisanej w naturę; bądź jakiemuś transcendentnemu kreatywnemu czynnikowi. Jednakże nie ma sposobu, żeby tamte możliwości odróżnić, jedną od drugiej, przy pomocy eksperymentu. Rozstrzygnięcia między nimi można by dokonać wyłącznie na gruncie metafizycznym.”

A więc powstanie nowej formy wraz ze stowarzyszonym z nią polem morficznym, pozostaje tajemnicą! Tajemnicą „metafizyczną”. Każdy początek jest wyjątkiem. A to jest przecież dokładnie ten mit początku. Który domaga się uzupełnienia, że wszystko co następuje dalej, później, już jest jakoś jeśli nie zawarte i zdeterminowane w tym początku, to przynajmniej jest od niego jakoś istotnie „zawisłe”.

Ciekawe, że oba te aksjomaty (lub mity, przesądy) zarówno tradycyjnej magii jak i Sheldrake'a, są obecne w astrologii, i więcej: stoją u jej podstaw. Zasada Początku każe badać początkowy moment istnienia pewnego „bytu”, np. narodziny człowieka lub podpisanie umowy tworzącej spółkę. Zasada Sympatii każe zwracać uwagę, kiedy pozycje planet w pewnej chwili pod jakimś względem powtarzają się w porównaniu z inną chwilę, np. właśnie z tamtą chwilą Początku. Na tej zasadzie funkcjonują w astrologii tranzyty, progresje i synastrie. Czyli, właściwie, cała astrologia.

Czytanie Sheldrake'a: wstęp na końcu

O koncepcjach Ruperta Sheldrake'a na tle innych poglądów.

Książki czytane: Rupert Sheldrake, A New Science of Life, III wyd. 2009, The Presence of the Past, 1988.



« Wpływ przeszłości. A jeśli przyszłości? Nie jest łatwo pozbyć się energii »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)