Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 kwietnia 2016

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Życie lokalne w okolicy Milanówka (odcinków: 40)

Małe żniwa topinamburu

Kategoria: Podróże i regiony

« O imionach I ty zostaniesz moim sąsiadem »

Wykopałem topinambury. Miałem kiedyś, trzy lata temu?, fazę na ich jedzenie i uprawianie. Niedaleko w Błoniu znalazłem rolnika, który je uprawiał masowo na paszę dla dzików, od niego je miałem. Jadaliśmy je na warsztatach, jako dar Ziemi, potrawę dostatecznie pierwotną, prymitywną, żeby nią świętować warsztaty. Drugą potrawą były placki dębowe, to znaczy z mąki z żołędzi, polecam. Uprawiałem topinambury w ogrodzie, jednak to roślina za bardzo wymagająca na przestrzeń, wyrasta na cztery metry w górę, co nie byłoby wadą, gdyby nie to, że wyglądem nie pasuje do rekreacyjnego miejsca, jawnie widać, że jarzyna.

Topinambury rosły w trzech kępach, zajmowały masę miejsca, po wykopaniu teraz wiele tych bulw nie było, raptem kilogram. Mała wydajność.

Topinambur fascynował mnie od małości. W „Przekroju”, tym starym za Eilego, był kalambur: topinambur – zalewa nam las. (Kalambur – zanieczyszczam las.) Jeśli masz którąś planetę w znaku Bliźniąt, docenisz.

Topinambury zamierają z zimą, mrozy warzą im liście, ale w ziemi pozostają bulwy. Są mrozoodporne, to ich przewaga nad ziemniakiem. Można je wykopywać kiedy tylko ziemia nie jest zamarznięta. Jednak mimo tej zalety, ta roślina – słonecznik bulwiasty, Helianthus tuberosus – wyraźnie nie jest z naszego klimatu. Dla niej okres wegetacyjny jest za krótki lub ma za mało światła latem; w ogóle środkowa Europa jest plamą ciemności w porównaniu z Ameryką Pn., skąd pochodzi. U nas nie kwitnie, a jeśli, to nie dojrzewają nasiona. Moje nie kwitły w ogóle.

Topinambury zjem, chociaż im współczuję: wyglądają jak embriony (garbha po sanskrycku), którymi są: embrionami roślin do urośnięcia. Zanim im przerwałem, zabierały się do życia, grubiały im kiełki, wypuszczały korzenie.


One.


Psy się zainteresowały, próbowały mi podbierać, rozkopały jamę.

Życie lokalne w okolicy Milanówka: wstęp na końcu

Mieszkam w mieście, którego nie ma na mapie. Powstało ono przez zrośnięcie miast i zmiejszczonych wsi w Paśmie Zachodnim, w którym są Piastów, Pruszków, Brwinów, Podkowa Leśna, Grodzisk Mazowiecki i dalej Żyrardów, plus Nowa Wieś, Kanie, Otrębusy, Owczarnia, Żółwin, Jaktorów, Książenice, Czarny Las - nie wymienię wszystkich; bliżej Warszawy Michałowice i Reguły, bardziej z boku Nadarzyn i Janki, z drugiej strony Błonie, Leszno, może i Teresin. Na horyzoncie Skierniewice. Mieszka tu ze 200 tys. ludzi. O lokalnych sprawach tego mini-regionu mam czasem coś do powiedzenia.


« O imionach I ty zostaniesz moim sąsiadem »

komentarze

1. jest do kupienia w biedronce • autor: Jerzy Pomianowski2016-04-02 23:32:22

Mam podobnie. Czyli takie fazy fascynacji roślinami, i innymi sprawami.
Podobno ludzie powinni jadać tylko lokalnie od wieków zbierane,  poławiane pożywienie.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)