Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

21 listopada 2004

Michał (de) Molka

Mandala Michała czyli podróż...
Podróż do Stanów: Silver City w New Mexico, Indianie i ich ceremonie

Kategoria: Podróże i regiony

"Ani trochę nie wierzę w prawdziwość astrologii..."
- Aleister Crowley

Bardzo podobne słowa do Crowley'owych usłyszałem tego lata od Mirka Miniszewskiego. Mirek wyprzedawał wtedy książki astrologiczne i chyba postanowił zrobić sobie przerwę...
Cała nasza trójka (Marysia, Mirek i ja) była świeżo po przejściu Jowisza przez Słońce (jeden z milszych tranzytów który pojawia się co 12 lat) i żadne z nas chyba tego specjalnie nie odczuło. Może niebo było wtedy zachmurzone?

Kilka dni po wspomnianym tranzycie Jowisza miałem rozmowę w mojej fabryce (Ambasada Amerykańska w Warszawie) która mogła zaowocować awansem. Czułem że awans jest na wyciagnięcie ręki - przecież ten Jowisz a poza tym się ogoliłem no i mam podobno ładny uśmiech. Choć przyjaciel-astrolog z Gdańska uprzedzał że może być różnie... I miał rację. Gdy zadzwoniłem do Niego i poinformowałem o braku awansu powiedział : "Twój Jowisz najwidoczniej sięga poza Polskę".

Miesiąc później, na sierpniowym Nowiu, "opuściła" mnie moja narzeczona (Kasia) - musiała wracać na studia do Nowego Meksyku. Trochę zawiedziony astrologią postanowiłem odbyć moją własną podróż po Mandali Zodiaku. Wzorem był system stworzony przez profesora Leszka Weresa - od wojownika do mistyka (opisany w Jego książce Homo Zodiacus).
Podróż... Swego czasu Edi Pyrek wpisał mi się do jego czerwonej książki (Rytuały, wtajemniczenia, inicjacje - przewodnik): "Życzę Ci dobrych podróży, tych na zewnątrz i tych do wewnątrz. Bo przecież podróż to stan umysłu, a nie sprawa geografii". Pozwólcie że zabiorę Was w moją podróż...

1. Uparty jak Baran

Lecę do Nowego Meksyku! Rzucam pracę, zostawiam wszystko - lecę. Tak sobie pomyślałem i tak zrobiłem. Wylot zaplanowałem na magiczny dzień - 23 października. Nie dość że 23 to na dodatek mam Słońce w koniunkcji z Wenus i kwadraturze do Jowisza. Nic tylko lecieć... Nikt nie był w stanie mnie powstrzymać. I po 24 godzinach podróży Kasia wniosła mnie (prawie na Barana) do domu w Silver City.

2. Wziąć Byka za rogi

Chyba z Byka spadłem - co ja tu będę robił? Zadanie Barana zakończone - czas na kolejne kroki. Nie miałem wyboru - musiałem wziąć byka za rogi i zabrać się za typowo Bycze zajęcie - przeprowadzkę i urządzenie nowego mieszkania które Kasia wynajęła. Trwało to kilka dni - Byk musi mieć przecież ciepło i wygodnie a w lodówce powinno być coś więcej poza światłem.

3. Bliźnięta się rozkręcają

Od znajomych którzy szybko stali się przyjaciółmi dostałem rower. Dzięki temu zacząłem poznawać miasto i ludzi. Wystarczyło kilka dni żeby poznać kilkadziesiąt osób...
Telefon już nie jest "głuchy"...

4. Rak niebo-rak

Bliźnięta były w niebie ale nadeszły dwa deszczowe dni, zostałem w domu, zatęskniłem za Polską, sprawdziłem stan portfela i prawie zapłakałem. Otworzyłem mój kalendarz, przypomniałem sobie o urodzinach znajomych Skorpionów w Polsce i wysłałem im życzenia.
Było mi dobrze w nowym domu...

5. Lew salonowy

Wyszło Słońce. Wybraliśmy się z Kasią do jedynego kina w mieście na ciekawy film (http://www.whatthebleep.com), poznaliśmy nowych znajomych, zostaliśmy zaproszeni do ich domów. Znajomi z zaciekawieniem słuchali moich opowieści o Polsce - a przecież jest o czym opowiadać. Co prawda nie wszyscy wiedzą gdzie leży Polska ale nie przeszkodziło mi to w moich opowieściach o mojej kochanej ojczyźnie.

6. Syzyfowa praca Panny

Jedna z nowo poznanych znajomych poprosiła żebym pomógł Jej posprzątać ogród i przy okazji zaopiekował się kotem i rybkami podczas Jej kilkudniowej nieobecności w Silver City. Zwierzaki dostawały jeść codziennie o tej samej godzinie a ogród został dokładnie wyczyszczony z opadłych liści.

7. Rozważna Waga

Z wdziękiem i dyplomacją starałem się odpowiadać na wszystkie pytania dotyczące dopiero co zakończonych wyborów prezydenckich, wojnie w Iraku i znajomości geografii studentów amerykańskich. Zaoferowałem pomoc przy organizacji Pow-Wow (www.redpaintpowwow.net) co dało mi poczucie że mogę coś zrobić dla społeczeństwa.

8. Rybo-Skorpion

Rybka którą się opiekowałem niestety chyba miała dość życia ziemskiego (a raczej wodnego) i zdechła... Od razu odważnie zadzwoniłem do właścicielki, szczerze opisałem okoliczności zgonu i wyraziłem moje kondolencje. Czułem że tak będzie - rybka od początku nie była zbyt żywotna...

9. Strzelec w dziesiątkę

Na Jowisza! Nie będę się przecież stresował rybką przez resztę mojego życia zwłaszcza że już za 8 lat i miesiąc koniec świata. Dlatego pojechaliśmy sobie z Kasią na wycieczkę do pewnego uroczego miejsca zwanego Gila Cliff Dwellings (www.nps.gov/gicl). Mieliśmy piękną pogodę i zrelaksowaliśmy się w uroczym miejscu...

10. Obowiązki Koziorożca

Okazało się że dach naszego domu jest trochę dziurawy, wysiadł nam akumulator w samochodzie i jeszcze dużo innych rzeczy jest do załatwienia. Po opłaceniu wszystkich rachunków mam ochotę na coś nowego, ciekawego.

11. Ciekawa znajomość

W czwartek, 18 listopada, z okazji pobytu Księżyca w Wodniku i nie tylko wybrałem się na wykład Randolpha Thompsona Juniora, szamana Navajo na którego mówi się Medicine Man.
Bardzo miły z Niego Man, przyjechał do Silver City z Shiprock (także Nowy Meksyk) i opowiadał o tym jak leczy chorych. Jego uzdrawianie polega na kontaktowaniu się z duchami, a narzędziem pomocnym w tym procesie jest specjalny kryształ.

12. Jak Ryba w wodzie

Dzień później Księżyc zdążył już przemieścić się do znaku Ryb. Z tej okazji intuicyjnie wybraliśmy się na Sweat Lodge prowadzony przez Chestera Floresa (Tohono O'odham) mieszkającego obecnie w południowej Arizonie. W saunie wziął także udział Randolph Thompson Jr. Udało nam się wytrzymać wszystkie cztery rundy i na koniec zostaliśmy zaproszeni na sobotnią ceremonię peyotlową...

W sobotę rano wybraliśmy się do Meksyku - do miasta Palomas. Kasia już od kilku dni planowała wizytę u dentysty - w Palomas podobno można leczyć zęby dużo taniej niż w Stanach. Podobno... Po prawie dwóch godzinach czekania okazało się że żaden z lekarzy nie mówi po angielsku. Kasia zrezygnowała i dla pociechy kupiła sobie butelkę Kahluy. Ponieważ czas w Meksyku płynie trochę inaczej urzędnicy (amerykańscy - bowiem chyba tylko tacy tam byli) na przejściu granicznym w Columbus postanowili zatrzymać nas na kolejne dwie godziny - według ich danych Kasia już nie jest studentką... Delikatnie udało nam się wynegocjować możliwość ponownego przyjechania na granicę w ciągu najbliższych kilkunastu dni - celem wyjaśnienia całego nieporozumienia...

Zmęczeni wracaliśmy do Silver City. Po drodze zatrzymaliśmy się w chińskiej restauracji w Deming. Kasia zamówiła kawę z mlekiem i po chwili otrzymała małą czarną i szklankę mleka... Ach ten Księżyc w Rybach... Dotarliśmy do Silver. Byliśmy niezdecydowani - jechać na ceremonię czy zostać w domu... W ciągu kilku sekund zapomnieliśmy o zmęczeniu i udaliśmy się w stronę Mimbres. Niedaleko tego miejsca znaleźliśmy tipi. W środku siedziało już kilka osób. Ceremonia zaczęła się po godzinie 21 i miała trwać do rana... W tipi siedzą 24 osoby (23 dorosłe i 2 miesięczne dziecko). Na szczęście prowadzący (Randolph Thompson Jr.) powiedział że nie ma sztywnych zasad - można wyjść wcześniej i nie trzeba zażywać peyotla. Moja wiedza o peyotlu dotyczyła głownie jego smaku - wszyscy mówili że jest bardzo gorzki... Nie miałem zamiaru próbować - nie potrzebowałem wizji - jestem szczęśliwy i zadowolony z mojego życia... Choć z drugiej strony chciałem skosztować tej świętej rośliny. Najpierw modlitwa z tytoniem. Po słowach wprowadzenia i modlitwie peyotl zaczął krążyć pod postacią rośliny, proszku i herbaty. Najpierw Kasia - potem ja. Roślina ma okropny smak, biorę jak najmniejszy kawałek i pomału żuję. Następnie trochę proszku i łyk herbaty. Kątem oka patrzę co robią inni - zapychają sobie usta peyotlem, biorą dużo proszku i piją po kilka łyków herbaty. Już po kilku minutach wiem że to moja pierwsza i ostatnia runda. Wiem że nie będę wymiotował, że uda mi się wytrzymać... Zaczynają się pieśni - peyotlowe i nie tylko. Mówię do Kasi że może my coś zaśpiewamy - przychodzi mi do głowy hymn polski ale Kasia chyba nie chce śpiewać hymnu...

Druga runda. Nie wiem jak można dalej jeść peyotla, w dodatku po kilka kawałków... Kasia bierze jeszcze jednego, ja podaję dalej miskę z kaktusem, następnie proszek i herbatę. W środku mnie słyszę jakiś wewnętrzny głos: NIE. Mówię nie peyotlowi i całej ceremonii. To piękne i mistyczne przeżycie ale czuję że to nie dla mnie. Większość ludzi siedząca wokół mnie nie wygląda na szczęśliwych. Nie czuję się dobrze w tym miejscu, na dodatek bolą mnie nogi od siedzenia w jednej pozycji i jest zimno. Nawet szalik Legii Warszawa niewiele pomaga :)

Modlitwy przeplatają się ze śpiewami, prowadzący gwiżdże też na swojej fujarce (Kasia mówi że to gwizdek z kości orła). W tipi jest czysto - co jakiś czas wyznaczone osoby sprzątają i pilnują praojca ognia. Nie mam zegarka ale za to mam już dosyć. Mówię Kasi że poczekam na Nią w samochodzie; prosi żebym jeszcze chwilę wytrzymał. Nadchodzi moment w którym mogę podejść do prowadzącego.

- Brother... (wiem, że nie powinienem tak do Niego mówić, ale tak też jest ok.)
- Yes?
- It's time for us...
- Time for what?
- Time to go...
- Go where?
- Home...
- Home? Are you going back to Poland now?
- No... Silver City... (uśmiecham się z jego żartu)
- Ok. Can you drive?
- Yes.
- Good. Get your stuff ready and come to me.

Podchodzimy do Medicine Mana. Modli się za Nas, wrzuca cedr do ogniska. Na koniec uśmiecham się i mówię że wychodzimy ale zostajemy z Nimi w modlitwie i "jesteśmy" z Nimi w tipi: "You know, people from Poland are called Poles and this tipi is made of poles... So we'll be with you till the end..." Uśmiecha się do mnie I odpowiada: "hope to see you again... one day..."

Też mam taką nadzieję... Może jeszcze nasze ścieżki kiedyś się skrzyżują...

Michał de Molka

Słońce jeszcze w Skorpionie, Księżyc już w Baranie
mihalski@hotmail.com

P.S. Aleister Crowley oczywiście żartował...


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)