Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

07 stycznia 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Droga Tarota (odcinków: 28)

Manichejsko-ujgurski ślad

Kategoria: Tarot

« Pytania przed wrześniowym kursem tarota w Sadach pod Ślężą Karty komfortowe i stresowe »

W książce Kurta Rudolfa „Gnoza” (wyd. Nomos, 1995) na stronach 224-5 są ilustracje przedstawiające manichejskich electi. Łacińskie słowa electus/electa, wybrany/wybrana, określają manichejskich mnichów bądź mniszki, żyjących ściśle według surowych norm tej religii. Ilustracje te pochodzą z chorągwi świątynnych z ruin istniejących koło miasta, którego nazwa w książce Rudolfa spolszczona jako Choczo, po angielsku pisana Khocho, a po chińsku Gaochang. Miasto to leży w chińskiej prowincji Sinciang czyli Ujguristanie, niedaleko większego miasta po polsku nazywanego zwykle Turfan, po ang. i ujgursku Turpan, chiń. Tulufan, na dawnym Szlaku Jedwabnym. Zdjęcia z książki są czarno-białe, kolorowych reprodukcji tych zabytków nie znalazłem w Internecie, o czym niżej; po zeskanowaniu wyglądają biednie, ale lepszych nie mam.

Najpierw obraz „elekty” z podpisem:

3

I cała postać:

2

„Na piersi postać trzyma tabliczkę z pismem albo książkę.” Miłośnikowi tarota to zdanie kojarzy się jednoznacznie: tak przecież wygląda, i to czyni, tarotowa II-Papieżyca!

Faktycznie, gdy przyjrzeć się powyższej postaci, to prócz tego szczegółu widać ogólne podobieństwo Elekty do Papessy. Także dalekoazjatycki styl malowania, „komiksowy” - z grubymi liniami wydzielającymi kolorowe pola, bliski jest tarotowym kolorowanym drzeworytom, marsylskim i podobnym; na pewno bliższy niż równoczesne „wysokie” malarstwo europejskie.

Na sąsiedniej stronie jest, z tego samego znaleziska, męska postać, manichejski electus:

4

Prócz wąsów, tureckich warkoczy i fantazyjnej czapki mało się różni od swojej koleżanki. Też trzyma księgę (lub tabliczkę) na podołku. Ale tarocistę inna rzecz uderza: tych dwoje wyznawców, którzy klęczą u jego stóp. Razem z elektem tworzą kompozycję całkiem jak z karty V-Papież:

5

Dwójka wyznawców była też zapewne u stóp elekty, widać kobiecą postać po prawej, lewa strona uszkodzona.

Gdy Ktoś chciał odszukać kolorowe reprodukcje obu zabytków: znajdują się w Museum für Asiatische Kunst w Berlinie. Ale na stronie prezentującej jego zbiory - The Turfan Collection – akurat tych dwóch chorągwi nie ma.

Manichejsko-ujgurski ślad w historii tarota (a może cała manichejsko-ujgurska linia przekazu?) czeka na zbadanie.

Droga Tarota: wstęp na końcu

O kartach tarota, pracy z nimi i o tym, jak poszerzają widzenie świata.


« Pytania przed wrześniowym kursem tarota w Sadach pod Ślężą Karty komfortowe i stresowe »

komentarze

1. Mocne • autor: Nierozpoznany#2082012-01-07 16:58:14

Szczegolnie wizerunek Papieza. Byc moze to tylko taki mem, ze przez x set lat rysowalo sie swietego z wyznawcami po bokach (zeby pokazac niegramotnym, ze zasluguje on na szacun). Nie wiem, jednak metoda fenomenologiczna otwiera niesamowite pola dla wyobrazni i skojarzen.

ps. niesamowicie wyglada tez ta postac nad kobieta. Nie wiem kto to jest - Sofia? Ale konwencja jest taka sama jak (do dzis) przy malowaniu bodhisattwow na tankach. Tymczasem tu pojawia sie w zupelnie innym kontekscie.
[foto]

2. Stara Ujguria i tarot • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-07 20:35:46

Inqbusie,
te zabytki staroujgurskie są śliczne. W tej krainie, która nawet dobrze nie wiem, jak się nazywa - kotlina Takla-Makan, kotlina Tarymu? - żyli obok siebie buddyści-mahajaniści, manichejczycy i nestorianie. Ich malowidła i inne dzieła graficzne są tak łudząco podobne, że podziwiam fachowców historyków sztuki, że potrafią określić, co do której religii należy. (Przez jakiś czas tamta ujgurska kotlina była podbita przez Tybetańczyków i niewykluczone, że również stamtąd, nie tylko z Indii, uczyli się oni buddyzmu.) A zanim mieszkańcy przeszli na ujgurski (z tureckiej rodziny), to mówili po tocharsku (z rodziny IE).
Faktycznie, ta "szczytowa" postać nad głowami "świętych manichejskich" łudząco przypomina postaci "nadrzędnych buddów" nad głowami bidhisattwów. Wygląda na to, że w Kotlinie Tarymu kościoły manichejskie i buddyjskie stały po sąsiedzku i mieściły bardzo podobne malowidła.
Coraz więcej widać przesłanek, że ikony tarota przybyły do Europy "ze wschodu". Kłopot w tym, że w XV wieku i później "wschód" był islamski, a islam nie popierał obrazów. Więc trzeba szukać pre-tarota w ikonografii starszej niż islam lub istniejacej równolegle. Brakuje mi wiedzy, czy średniowiecznych krajach Islamu istniały manichejskie (lub podobne) sekty lub tajne stowarzyszenia. Gdyby takie były, to poprzez nie ikony tarota mogły być przywiezione do Europy.
Coraz bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że tarot zaistniał jako graficzny wykład tajemnej religijnej doktryny. Której ikony dla niepoznaki domieszywano do zwykłej talii giernej.
Manicheizm był tępiony (i został wytępiony) przez islamistów. Ale nosicielami kart tarota lub pre-tarota niekoniecznie musieli być oni, manichejczycy; bardziej prawdopodobne, że była to inna sekta, ale też z tego kręgu kulturowego.
Ubolewam, że tak mało wiem o historii odpowiedniego okresu (średniowiecze) tego regionu-cywilizacji (Bliskiego Wschodu).

[Polecam Manicheizm, aut. Mariusz Dobkowski.]

3. Islam • autor: Nierozpoznany#2082012-01-08 02:29:36

>>a islam nie popierał obrazów. Więc trzeba szukać pre-tarota w ikonografii starszej niż islam lub istniejacej równolegle.

Ale przez islam dotarly do Europy karty Naib ktore mialy tez ponoc zwiazek z powstaniem talii. Kto wie co przyszlo razem z tymi kartami, moze wersja egzoteryczna i ezoteryczna : )
[foto]

4. A. Naib? B. Chorągwie z Choczo • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-08 08:34:37

A) Nie znalazłem w Sieci jak właściwie wyglądały te karty naib, co na nich było wyrysowane. Jeśli były (jak piszą) prototypem Małych arkanów (bo nikt nie pisze, że Wielkich!), to zawierały emblematy i ornamenty, nie przedstawienia ludzi lub bogów, więc dla islamu NIE były bałwochwalstwem.

Przy okazji ładny tekst o nazwie kart:
Il nome dei Tarocchi.

B. Obrazki chorągwi z Choczo (Khocho), te które wyżej, niewykluczone że są jedynymi, nie ma kolorowych i nie ma samych przedmiotów. Ponieważ z berlinskiego Muzeum Sztuki Azji zostało to, czego nie zbombardowali Alianci.
Bo n.p. to piękne malowidło, zob. niżej, - przedstawiające Maniego na czele wyznawców-elektów - nie istnieje prócz obrazków, zniszczone w II wojnie, w 20 lat po wydobyciu z ruin Khocho i przewiezieniu do Berlina.
~W.
[foto]

5. znalazłem coś takiego • autor: Maciej Nabiałek2012-01-10 13:35:35

O jest mam to czego szukaliście :) postacie kobiety i mężczyzny w kolorze :)

http://dsr.nii.ac.jp/toyobunko/LFc-42/V-1/page/0037.html.ja

w dużej rozdzielczości około 1600x1800pix :
,http://dsr.nii.ac.jp/toyobunko/LFc-42/V-1/images/900x900/0037.jpg

Pozdrawiam,
Maciej Nabiałek
[foto]

6. Tak, to oni! • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-11 09:23:44

Chorągwie z Choczo z wizerunkami elektów.

A tu ich miniaturka podlinkowana:
miniatura

Nie mam tylko pewności, czy te obrazki przedstawiają oryginalne chorągwie, czy są próbą sztucznego podkolorowania ich czarno-białych fotografii sprzed II wojny, podczas gdy oryginałów nie ma od zbombardowania muzeum.
Dzięki, Macieju, za znalezienie!
[foto]

7. * * * • autor: Maciej Nabiałek2012-01-11 19:35:48

W tej niezwykle rzadkiej Książce Alberta von Le Coq widzimy wyraźnie kolorowe reprodukcje i myślę, że to jedyne fotografie zachowane do naszych czasów przedstawiające w oryginalnych kolorach personifikacje electa i electus.Zauważmy, że książka wydana została w Berlinie przed wojną w 1913 roku, tak więc można zaryzykować i wykluczyć ewentualne podkolorowanie na podstawie tylko opisów z treści, bowiem sam Albert przyczynił się do znajdywania tych skarbów Manichejskich i na pewno zadbał o jak najwierniejsze oddanie szczegółów.

Pozdrawiam,
Maciej
[foto]

8. Le Coq 1913 • autor: Wojciech Jóźwiak2012-01-11 19:55:15

Macieju, O tej książce jest wzmianka w niemieckiej Wiki:
Chotscho Dietrich Reimer, Berlin 1913.

Link prowadzi do strony:
dsr.nii.ac.jp/toyobunko/LFc-42/V-1/
z tamtego japonskiego serwisu digitalizującego Jedwabny Szlak. Księga Le Coqa faktycznie omszała! Ale - i tu główny problem - czy w 1913 była kolorowa fotografia?
Znam kolorowe fotografie sprzed I wojny rosyjskiego wynalazcy Sergieja Prokudina-Gorskiego - ale jak było w Niemczech?
Chodzi mi o ogólniejszy problem: CO właściwie jest na tych obrazkach? Jaki związek z oryginałami chorągwi? Jedno się wyjaśniło: tych chorągwi już nie ma, przepadły w bombardowaniu Berlina. (Inaczej by ich nie odtwarzano ze starej książki.)
Pozdrawiam i dzięki jeszcze raz - Wojtek Jóźwiak


PS. Sprawdziłem - była już kolorowa fotografia, tyle że była wszędzie rzadkością. Niemcy też nad tym pracowali.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)