Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

25 lutego 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Manipulacje (2)

Kategoria: New Age

« Manipulacje (1) Odjechane teksty o Ukrainie »

         O naukowcach i twórcach opowiada się mnóstwo anegdot mających wskazywać na niepoczytalność wynikającą z ich niektórych zachowań. Ostatnio w czasopiśmie „Hermaion” nr 2  „Sztuka i ezoteryka ” (wyd Okultura) znalazłam wiele takich informacji, m.in. w artykule Jacka Sieradzana. Niektóre z zachowań dziś nie wydają się specjalnie szaleńcze — jak dysleksja lub polski akcent Niżyńskiego — niektóre jednak i dziś budzą podejrzenia o „niepełnosprawność umysłu” jak przekonanie Artauda, że jest istotą nienarodzoną powstałą bez pomocy ojca i matki. Bardziej znane przykłady można bez trudu znaleźć w internecie.

         Z tej racji zakłada się, że każdy twórca ma więcej prawa do postępowań dziwacznych i niezrozumiałych niż zwykły człowiek, zapomina się jednak o tym, że autor nie może być dodatkiem do swojego dzieła. Niezależnie od tego, jakiego charakteru jest jego twórca, człowiekiem dobrym czy złym, poukładanym czy bałaganiarzem, rozsądnym czy „odjechanym”, jego dzieło z chwilą opuszczenia drukarni i udostępnienia szerszemu gronu czytelników niż bliskim znajomym, niejako przerywa pępowinę łączącą go z rodzicem, zaczyna żyć samodzielnym życiem. Osoba autora, jego charakter, sposób tworzenia, przestają mieć większe znaczenie niż wykwity plotkarskich serwisów – mogą pomóc zrozumieć jakieś fragmenty dzieła czy ogólną jego wymowę, nie stanowią jednak pełnego jego wyjaśnienia i prawdziwego dowodu na wiarygodność. Tę ostatnią dzieło musi zdobywać sobie bez pomocy, czy przeszkód osoby autora. I nie ma tu znaczenia, czy był on na przykład przestępcą (jak Karol May), czy posługując się planem akcji ze swojej książki zabił kogoś wg własnego przepisu (jak pewien autor, oznaczany zamiast nazwiska  literą, którego proces aktualnie trwa). Napisał i oddał innym.

         To, że na kimś dzieło zrobiło wrażenie, że wywołało pozytywne zmiany w jego osobowości, że nakierowało jego uwagę i zainteresowanie w kierunku, który do dziś uważa za obiecujący nie oznacza wcale, że autor miał słuszność, a dzieło jest wartościowe. Przecież to czytelnik wykonał całą zasadniczą pracę dla swego życia; interpretując i przemyśliwując jego fragmenty, odnosząc się do nich i porównując doświadczenia, a zwłaszcza postanawiając żyć według wskazań.

         Ta, właściwie błaha sprawa wymaga nieustannego podkreślania, bowiem najłatwiej się o niej zapomina. Ludzie, którzy poświęcają wiele uwagi i wysiłku posiadanym przez siebie (albo dzierżawionym) gruntom, pracujący na ziemi, cieszący się jej plonami, nawet dorabiający do swojego przywiązania rozmaite ideologie, zasługują na uznanie, ponieważ podjęli trud działania praktycznego (podobnie jak uczestnicy „twardej ścieżki” poszukujący w działaniach praktycznych takich jak np. szałasy potu, Yoga, medytacje, praktyki szamańskie itp. drogi do głębszych przeżyć). Nie oznacza to jednak, iż autorzy dzieł, którzy skierowali ich na tę drogę, są ludźmi uczciwymi, wartościowymi czy sympatycznymi, a ich dzieła wykwitem najwyższego geniuszu.

         Większość ludzi nie wie czego chce, dopóki nie zobaczy tego w kontekście, nie mają nawet pojęcia, co zrobić ze swoim życiem, dopóki ktoś im tego nie powie lub nie pokaże wzoru. Nie oznacza to jednak, że odwzorowanie jest lub powinno być doskonałą kopią. To, co zrobią ze swoim życiem, zależy wyłącznie od nich, a nie od tych, którzy na wzór ten nakierowali. Przepraszam, przejęzyczenie — na czyj wzór sami się nakierowali.

         Dlatego ocenianie wzorców jest i powinno być powszechne i aprobowane, bowiem krytyka może uczulić na słabe punkty proponowanego wzorca, a tym samym oszczędzić osobom mniej samodzielnym i mniej efektywnie myślącym błądzenia i podejmowania decyzji, które mogą (choć nie muszą) obrócić się przeciwko nim. Wiara w fałszywe wzorce nie jest niczym zdrożnym, poza tym, że może (ale nie musi) komuś zaszkodzić.

         Niestety, dyskutowanie nad wzorcami przez ich zwolenników nie jest dobrze widziane. Uważa się, że krytyka czegoś, co aprobujemy jest niedopuszczalna i godzi w nas. Przeczytałam gdzieś takie dwa zdania:

         „Niemal każdy profesor przekłada swoje własne teorie ponad prawdę. A dzieje się to dlatego, że jego teorie to własność prywatna, a prawda należy do wszystkich (Ch. C. Colton)”  i „Racjonalne tłumaczenie godzi w poczucie naszej własnej ważności – umiłowanie cudów opiera się na egoizmie (Evans)”.

         Niech stanowią one podsumowanie mojego stanowiska w sprawie „Kursu Cudów” i „Anastazji”. Jako dodatek i ćwiczenie zachęcam do lektury aprobującej dzieło i wyszukanie w pochwalnym przecież tekście niekonsekwencji i przemilczeń : http://kurs-cudow.pl/wokol-kursu/poczatek-dziela

         Podobnie źle, jak krytykę ludzie przyjmują informacje, że są oszukiwani i sposoby, jakie wobec nich oszuści stosują. Powinni raczej być wdzięczni, a przynajmniej neutralni i sami sprawę przemyśleć na własnoocznie zaobserwowanych przykładach. Dla tych, którzy wolą wiedzieć, kilka przykładów, poza omówionymi już powtórzeniami i mnożeniem zagadek (tłumaczeniem niejasnego przez niejasne).

—  Wykorzystywanie techniki magicznej polegającej na tym, że część zastępuje całość. Przekonanie to, choć błędne w zwyczajnym życiu, tak głęboko wrosło w umysł ludzki, że często odbiorca nie zdaje sobie sprawy, że jest manipulowany. Typowym przykładem reklama bankowa z grupy: „czy Eskimos który ma cztery psy” lub „Czy Masaj, który ma...” Na zdrowy rozum niewiele może być analogii między skomplikowanym systemem bankowym, sterowanym najczęściej przez wielkie międzynarodowe korporacje, a wyznacznikami zamożności u przedstawicieli ludów prymitywnych. Ludzie często myślą „zdroworozsądkowo” upraszczając zbyt mocno skomplikowane ich zdaniem informacje, nie znaczy to jednak, że takie rozumowanie, przydatne na co dzień w drobiazgach, powinno być stosowane w sprawach  zarządzania swoim majątkiem. Zresztą reklama ta jest też innym antyprzykładem – jak nie należy konstruować reklam. Jej pierwsza część na długo utkwi odbiorcom w pamięci (Eskimos i Masaj ze zwierzętami na wielkomiejskim tle), cała reszta jednak, jako o wiele mniej efektowna, szybko wyparuje z pamięci. W dziedzinie ezoteryki manewr zastępowania całości częścią często spotykamy: „uprawiając takie czy inne ćwiczenie staniesz się lepszym lub szczęśliwszym człowiekiem”. Nieprawda! Jedno ćwiczenie czy jeden rodzaj działania nie oznacza, że odmieni się cały człowiek, z jego wszystkimi genami, przymiotami i życiorysem.

— technika zbliżona: eksponowanie jednej cechy, nazywane „efektem aureoli” lub „efektem diabła” W reklamach odplamiaczy pokazuje się plamy z buraczków (które łatwo spiera się bez żadnych odplamiaczy), tłuszczu (które można wywabić za pomocą gorącego żelazka i mąki kartoflanej). a nie pokazuje się np. plam z jabłka, którym nawet odplamiacze nie dają rady. Autorka „Harrego Pottera” opublikowała jedną z książek pod pseudonimem , zresztą zupełnie dobrą, która nie sprzedawała się i dopiero po „ujawnieniu” rzeczywistego autora na skrzydełkach okładki oraz informacji w prasie sprzedaż ruszyła. Inny przykład: straszenie efektami rzadkich zdarzeń typu: porwanie dziecka z wózka zostawionego przed sklepem, zachorowanie wskutek ukąszenia kleszcza i wykorzystywanie tego lęku do zachowań przez kogoś pożądanych.

—  Posługiwanie się przedmiotami skonstruowanymi i fotografowanymi w taki sposób, że akcentują istnienie jednej, potężnej i aprobowanej cechy, którą (w domyśle) można uzyskać korzystając z danego przedmiotu. To jedna z najdawniejszych manipulacji jakie znamy – należą do nich np. kobiece klejnoty, których błysk wyraża i sugeruje energię, którą promieniować ma posiadaczka. Obecne metody są jeszcze bardziej wyrafinowane: tu za przykład może posłużyć kształt wykrzyknika nadany flakonowi perfum, mającym przywołać obraz kobiety stanowczej i dominującej.

—  Naszpikowanie tekstów wyrażeniami i słowami powszechnie nie znanymi ale brzmiącymi mądrze i fachowo. Tu ten oklepany przykład „systemu TEAD” w proszkach do prania. Co komu do tego jaki system zastosowano w produkcie, który ma bardzo przyziemną funkcję! W internecie przeczytałam jako przykład takiej pseudonaukowej gadaniny : „Laserowo Indukowany Paramagnetyzm Antyprotonowy”. W dodatku działa tu znane powszechnie z reklam pisanie wyrazów wielkimi literami — nie znanym regułom pisowni języka polskiego. Co do reguł języka polskiego: istnieje konstrukcja, która kojarzy się w języku polskim z darowniem komuś czegoś, otrzymywaniem, polegająca na użyciu słowa „od”. Stąd te sugestie, że dane produkty są od...

— W interakcjach z drugą osobą jak wróżbach, zabiegach bioenergoterapeutycznych technika „Colt reading” polegająca na  używaniu określeń wieloznacznych, obserwacji reakcji klienta na nie i w zależności od niej uściślaniu swoich sugestii. Ponieważ ludzie szybko zapominają to, co nie pasuje do całokształtu, diagnoza wydaje im się pełna, wyczerpująca i prawdziwa.

         Przykłady można mnożyć, jest ich bardzo wiele w naszym otoczeniu, że przestajemy je zauważać. Jesteśmy konformistyczni, wierzymy autorytetom wbrew zdrowemu rozsądkowi, który działa w obie strony: na rzecz oszukiwania, a czasem na rzecz jego demaskacji, więc nie nadaje się na ostateczną instancję. W sprawach ezoterycznych jest tego szczególnie dużo, ponieważ istnieje przyzwolenie na pewną dawkę szaleństwa. Wydarzenia dowodzące istnienia „czegoś innego” są rzadkie, nie zawsze spektakularne ani efektowne, więc dodaje im się „mocy” przy pomocy fantazji. Sama ilość wróżek w Polsce odbiera zaufanie wielu z nich, być może niesłusznie, ale wiadomo, że zjawiska rzadkie występują na szczycie liczebnej piramidy, a nie u jej podstawy.

         Dlatego też w przeważającej liczbie koloryzowania, naciągania, złudzeń w które się samemu wierzy lub nie, czy wręcz manipulacji i oszustw zachowanie sceptycyzmu powinno być wymogiem dotyczącym każdego człowieka. Może bowiem ocalić on to, co unikalne i warte zastanowienia.
         Każdy z nas ma możliwości prawidłowej oceny manipulacji w swojej dziedzinie. Ekonomista łatwo rozpozna oszustwo finansowe, pisarz zdemaskuje człowieka po jego słowach, lekarz wie, które lekarstwa są wyłącznie placebo. Gdyby połączyli swoje siły pewnie ograniczyliby ilość manipulacji, także z ezoteryce. Ale ekonomista wierzy w uzdrawianie, lekarze i pisarze zakładają lokaty w Amber Banku, naukowcy i pisarze chcą zarobić na swoim intelekcie i jeśli łatwiej im to osiągnąć, nie cofają się przed doznawaniem objawień.


« Manipulacje (1) Odjechane teksty o Ukrainie »

komentarze

1. reklamy • autor: Nierozpoznany#66342014-02-26 21:33:02

Ja o tych reklamach troszeczkę. Oczywiście jak każda winna ofiara staram się ocalić resztki cnoty... Tak więc ilość chłamu jest bezsprzecznie przerażająca, a docierające zewsząd płachty pornografizacji przestrzeni publicznej celem podniesienia konsumpcji, które całkiem udanie korespondują z najmniej wybrednym gustem w kulturze masowej wręcz przytłaczają...

Ale nie mogę też uwolnić się od pozostałych aspektów tej sztuki rynku, jak np. estetyki i formy. Bo nie można zaprzeczyć, że znikoma co prawda, ale pewna część reklam, to są po prostu mini arcydzieła rzemiosła. Cel naturalnie jest jednoznaczny, ale nie pomnę już przykładów choćby samych aktorów, których taki reklamowy epizodzik wydobył z kompletnej anonimowości i zapoczątkował ich rosnącą popularność.

Swego czasu modny był (głównie wśród młodzieży) taki masakryczny festiwal pod nazwą "Noc reklamożerców". Rzecz doczekała się kilku edycji i polegała na oglądaniu najlepszych filmów reklamowych z całego świata przez dwie doby non stop. (Jeżeli to kogoś nie zabije, to chyba nie sposób sobie wyobrazić lepszej odtrutki na reklamy...).
 
Niestety nigdy nie zdobyłem się na podobny akt bohaterstwa. Ale oglądałem zapowiedzi i skróty z imprezy, więc przemknęło mi przed oczami kilka spotów. I akurat teraz przypomniałem sobie jeden z nich. Kleju (chyba super glue). Młoda siostra przemierza klasztorny korytarz i nagle dostrzegamy jej zatrwożone spojrzenie, które rzuca na stojącą w korytarzu rzeźbę malutkiego Jezuska w ramionach matki. Następne ujęcie ma miejsce w pokoju surowej przeoryszy, której młoda siostra składa na biurku jakieś zawiniątko w jedwabnej i haftowanej chusteczce. Przełożona odwija chusteczkę i przez chwilę widzimy tam kawałek czegoś, a zaraz potem smakujemy wpierw jej groźne spojrzenie, a następnie podyktowane mądrością doświadczenia, miłością i akceptacją skinienie. Spot kończy się tryumfalnym - bo skutecznym - aktem ponownego przyklejenia malutkiej męskości Jezuskowi, która tak niefortunnie uprzednio z rzeźby odpadła (nawiasem mówiąc, z tym klejem trzeba bardzo uważać, bo wystarczy jedna kropla na skórze palców i nie dość, że nie można ich rozkleić, to potem klej schodzi z naskórka przez najbliższy tydzień...).
 
Oczywiście nie mam żadnych szans w obronie tandetnej, ordynarnej i chamskiej w swej napastliwości manipulacji, na którą jesteśmy skazani przez wszechobecne reklamy... Ale czasem tęsknię w tym natłoku do po prostu fajnego pomysłu, humoru, odmiennej estetyki itd. Wyższego poziomu profesjonalizmu, za którym czai się ślad jakiejś inwencji i inteligencji

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)