Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 kwietnia 2017

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Mapa marzeń cz.1
Bliskość, porozumienie i zrozumienie, czyli rozważania o mapie marzeń przy krojeniu sałatki

Kategoria: Twórczość

« Słowiańska duma i słowiańska gimnastyka Mapa marzeń cz.2 »

         Przeczytałam gdzieś, że mając marzenia nieskonkretyzowane, do niczego w życiu nie dojdę. Mimo mojego słusznego wieku, chcę jeszcze do czegokolwiek dojść, ponieważ dochodzenie jest objawem życia, w przeciwieństwie do odchodzenia, które jest jego żegnaniem. Zastosowałam się więc do zaleceń modnych psychodoradców i przystąpiłam do sporządzania swojej mapy marzeń, będąc w zasadzie świadoma faktu, że wielu tych marzeń to już ja nie mam, a te, które mam, albo są zupełnie nierealne, albo wydumane, albo wyciągnięte w ostatniej chwili, jak królik z kapelusza. Mimo to brnę dalej w tę mapę, podobnie jak kiedyś ćwiczyłam w pewnej firmie burzę mózgów, dochodząc do rezultatów tak dziwacznych, że aż wartych podzielenia się nimi z publiką, bowiem chociaż nie miały nic wspólnego z konstruktywnymi wnioskami, niepokojąco zbliżały się do przedsięwzięć obecnych rządów, z czego wnioskuję, że takie psychozabawy zawsze zmierzają w kierunku dającym się z góry przewidzieć.

         Sporządzając mapę marzeń (nazywaną czasem także wyspą skarbów, kartą życzeń, umową z losem, tablicą celów itp. – choć cele, a marzenia, to, moim zdaniem zupełnie nie to samo), zapoznałam się z instrukcją zawartą na stronie

http://koprowska-glowacka.blogspot.com/p/mapa-marzen_26.html?m=1 stanowiącą tekst książki, napisanej przez Annę Koprowską i postępowałam zgodnie z zawartymi w niej wytycznymi. Jeśli pominąć typowe dla współczesnej duchowości wodolejstwo i banały w rodzaju „Człowiek to nie tylko ciało, człowiek to także jego marzenia, a człowiek bez marzeń to człowiek bez przyszłości”, książka zawiera dużo przydatnych informacji, z których nie omieszkałam skorzystać. Najważniejsze z nich dotyczyły struktury takiej mapy, która jest niezbędna, aby uporządkować swoje myślenie o celach, marzeniach, czy tam co jeszcze się nawinie, ponieważ według ogólnie panującego poglądu, myślenie musi być uporządkowane. Bałagan w myślach jest takim samym wykroczeniem, jak bałagan w szafie, czy w lodówce. Rzeczy świeże mieszają się z przeterminowanymi, czy wręcz śmierdzącymi, a nabiał z warzywami i mięsem, co jest oczywiście ze względów higieny niedopuszczalne. Trochę ten pogląd o konieczności porządkowania przypomina mi zawołanie z czasów słusznie minionych (ale jak widać po rozmaitych symptomach wcale nie minionych), — Prognoza, Program, Plan. Bez nich rzekomo postęp byłby nieosiągalny, a bez postępu nie moglibyśmy istnieć (podobno), czemu przeczy historia wielu wynalazków

         Muszę od razu uprzedzić, iż moja mapa marzeń nie zawiera zestawu autentycznych tęsknot, tylko te, które mogą zostać ujawnione publicznie, a właściwie te, nad którymi rozmyślałam, nie zawsze decydując się na włączenie ich do prywatnego zestawu. Macie więc do czynienia z zestawem publicznym, ogólnodostępnym, teoretycznym, zawierającym czasem elementy prywatnie odrzucone.

         Wracam jednak do mojej mapy. Istnieje kilka wzorcowych struktur, które nadają się do zastosowania w przypadku sporządzania wykresu, kolażu lub zestawu rysunków (forma dowolna). Ja, jako że nie jestem wzrokowcem, a myślakiem (pisałam o myślactwie w odcinku bloga:

 http://www.taraka.pl/myslenie_a_myslactwo ),

preferuję słowa/hasła – co nie oznacza, że nie potrzebuję struktury.

         Tak więc można stosować strukturę feng shui, dzieląc obszar na 9 kwadratów odpowiadających sterom życia jak: 1. Kariera, droga życiowa, praca; 2. miłość, małżeństwo, związki, partnerstwo; 3. rodzina, autorytety, nauczyciele, przełożeni, przeszłość itp. aż do 9, rozmieszczając je zgodnie z prawidłami tej sztuki. Można zastosować strukturę 12 domów, zaczerpniętą z astrologii lub/i jednocześnie strukturę mandali.

         Ja do swojej mapy marzeń zastosowałam inną strukturę. Podzieliłam sfery zainteresowań mapy na 3 grupy/światy: Świat TU, Świat NAD i Świat POD, Światy te nie są identyczne z podziałem na rodzaje świadomości, znanym skądinąd; zawierają tylko grupy wyobrażeń i marzeń związanych z realnością codzienności, sprawami wyższej rangi i swego rodzaju lekturą snów, których bym sobie życzyła, świata oglądanego w nich przynoszącego ukojenie i satysfakcję, ale odłączonego od rzeczywistości i w zasadzie niepotrzebnego. Oczywiście w centrum mapy umieściłam swoją podobiznę, co podobno jest nieodzowne. Widać siły wyższe mogą się, jak każda biurokracja, pomylić, potrzebna jest więc legitymacja ze zdjęciem identyfikacyjnym.

         Z wytycznych fachowców wynika, że przy sporządzaniu mapy należy używać określonych kolorów, ale ja sobie to odpuściłam, działając intuicyjnie.


         Wewnętrzna struktura tych 3 światów jest także inna, niż powszechnie preferowana. Wspomniałam kiedyś —http://www.taraka.pl/pamiec_seryjnego_zabojcy

że moje myślenie układa się podobnie do sztachetek w płocie i tu także ten schemat zastosowałam. Za wzór biorę płot mojego domu na działce (już nieistniejący, zastąpiony nowym, ale nieco innym). Na mojej mapie płot, składający się z podobnych struktur, mimo różnych długości sztachet, nie hierarchicznych, a równouprawnionych, ma 2 strony – jedna pokazuje to, co MOJE, druga INTERAKCJE z innymi. Są to więc jakby dwie strony sztachet – od strony posesji i od strony drogi. Przedstawione na zdjęciu segmenty łagodnie falują – z dołkiem po środku i przy podtrzymujących słupkach. Takie segmenty (w przeciwieństwie do najczęściej spotykanych) nie obrazują optymistycznego wznoszenia się, po to by i tak upadać, a właśnie falowanie. Stąd też i na mojej mapie marzeń cele realne przeplatają się z marzeniami, czyli pragnieniami nierealnymi.


Zacznę więc od segmentu INTERAKCJE 

Bliskość, porozumienie i zrozumienie

czyli rozważania o mapie marzeń przy krojeniu sałatki

 

Oto bliskość ucieleśniona:


         Zazwyczaj ona nam nie wystarcza. Mimo że w obliczu unicestwienia (śmierci), gdy noże miksera zbliżają się nieuchronnie, może zdawać się lekarstwem i jest najbardziej pożądanym marzeniem, to gdyby się zastanowić, wiadomo, iż nie chodzi o konkretną osobę, o jej wnętrze, a o mój egoizm. Chcę, żeby ktoś był ze mną, obojętnie kto. Ma mnie wspierać, to najważniejsze. Seler czy por, rzecz drugorzędna, fenkuł nadaje się dla obu. Nie mamy zbyt wielu wymagań. Dobrze wychodzimy razem na zdjęciach, pokazujących stare, wieloletnie małżeństwa w czasie brylantowych czy diamentowych godów.


         Ale gdy nóż miksera nam nie zagraża, inaczej rozumiemy bliskość. To już nie wspieranie się, ono schodzi na dalszy plan, to porozumiewanie się i zrozumienie. Możemy być jak dwa bakłażany, podobne pochodzeniem, wychowaniem i stylem, ale takie porozumienie nieuchronnie staje się nudne i jałowe. Jesteśmy zawsze razem, jesteśmy podobni, rozumiemy się bez słów, bo myślimy tak samo. Jesteśmy wygodni, wolimy nudę od niepewności, a spokój od ryzyka. Za plecami mamy innych, ale cóż nas oni obchodzą?! Są przeszkodą, zaburzeniem, nieporządkiem, choć czasem musimy tolerancyjnie robić dobrą minę do złej gry.


         Czy zrozumiemy buraka? Nie, precz z burakami! Wprawdzie barwę mają zbliżoną, ale są jakieś zabrudzone, sterane życiem, nie lśnią i zapewne inaczej smakują. Nie pasują do nas. Między nami mówiąc, są jedynie półproduktem do barszczowego zakwasu; nigdy nie będą główną potrawą. Odrzucamy tę buraczą możliwość, także i dlatego, że my, bakłażany, nie komponujemy się dobrze z czosnkiem, który buraki cenią (podobnie jak czosnek niedźwiedzi). Buraki tracą tylko czas na szukanie czegoś, co je tylko przyćmi, a potem mają pretensje i żal. Dlatego są burakami i nigdy nie będą równouprawnione.


         W dodatku burakom brakuje wdzięcznej formy, jak na tej fotce ściągniętej z internetu

http://www.demoty.pl/bliskosc-65078


         Chętnie związalibyśmy się z papryką, ale tej akurat zabrakło. Obecna w słoju czuszka, to paprykowe wynaturzenie, nie bierzemy go pod uwagę. Odnotowujemy tylko dla porządku. Zamknięta w innym świecie, zbyt paląca, lepiej już zostańmy sami, a ona niech tkwi samotnie na swojej odległej półce i zadaje szyku.


         To przegląd postaw. W różnych okresach mojego życia teoretycznie preferowałabym różne opcje (niezależnie od realnych związków), ponieważ jednak pozostawałam tylko w jednym, nie miałam możliwości przećwiczyć kolejnych wariantów. Wydawać by się mogło, że na starość powinnam wybrać któryś z zestawów z fenkułem (wspierający) ewentualnie dwubakłażanowy jako najbezpieczniejszy. Niestety, żaden w przedstawionych mi nie odpowiada. U schyłku życia, gdy podniet, energii i możliwości jest zbyt mało, warto by się przyjrzeć burakowi. Niestety, w związku z burakiem można doznać zadrapań albo uszkodzeń, najlepiej byłoby więc trzymać się w pewnej odległości, bo przecież na starość poczucie bezpieczeństwa i wygody jest niesłychanie ważne.

         Tak więc zostaje oddzielna pólka z kiedyś skomponowanym bukietem, bynajmniej nie kwiatowym. To zioła, którymi można przyprawić wszystko, nadające smak byle jakiemu warzywu. Jak polec, to w dobrym stylu. Nie skończyć w śmietniku. Lepiej zostać przydatną dekoracją, zblakłą, ale z pozorami pożyteczności.


         Czy to jednak nadaje się na marzenie? Zostawić wszystko jak jest? Nie dążyć do niczego, a zwłaszcza odmiany?

         Może dzieje się tak, bo w poszukiwaniu bliskości chyba nie chodzi o realną bliskość. Możliwe, że wystarczy jej złudne odczucie lub wyobrażenie. Przykładem może tu być miłość do Boga. Ja znam ludzi, którzy odczuwali prawdziwą bliskość zmarłych i sama też taką kiedyś odczułam. Cała literatura SF oscylująca wokół kontaktów z Obcymi i życiem na innych planetach jest jednym wielkim zakamuflowanym wołaniem o bliskość.

         Ostatnio, rozmawiając z kimś o bliskości, usłyszałam piękną historię odnalezienia prawdziwej bliskości z psem ze schroniska po tym, gdy zawiodły inne bliskości. Historię tę zilustrowano mi obrazem Beksińskiego pana i jego psa wtapianego w ławeczkę przez przemijanie.


         Taką bliskość trudno uznać za złudzenie, niemniej jednak nie dla wszystkich taki kontakt będzie autentyczną bliskością. Dla mnie jest skrytym wołaniem o ten rodzaj bliskości, którego nie można otrzymać od ludzkich partnerów, prostym, oczywistym, pozbawionym kalkulacji i żądań.




« Słowiańska duma i słowiańska gimnastyka Mapa marzeń cz.2 »

komentarze

1. każdemu wolno marzyć • autor: Jerzy Pomianowski2017-04-01 21:38:46

Ponoć "marzenia przystoją tylko kobietom", cytat z jakiegoś mędrca, którego nie pamiętam. Albo słowa człowieka czynu: "nie mam marzeń, mam cele i plany".
Ludzie czynu (przestępcy, politycy, biznesmeni) nie mają marzeń. Ludzie pracy (nauczyciele, ochroniarze, wyrobnicy z montowni) boją się mieć marzenia. Marzą ludzie tapczanu.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)