Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

02 kwietnia 2017

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia mniej ezoteryczna (odcinków: 82)

Mapa marzeń cz.2
Czyli moje postulaty do mnie samej

Kategoria: Twórczość

« Mapa marzeń cz.1 Mapa marzeń cz.3 »

Segment MOJE

To, czego pragnę choć wiem, że nie osiągnę

i to, co jest mi dostępne i mogę zrealizować, ale chwilowo tego nie robię

czyli moje postulaty do mnie samej

Obrazek z wczorajszego spaceru:


         Ta babcia to nie ja. Ja z takim chodzikiem poruszam się w domu. Nie mam dobrej duszy, która podążałaby za mną z wózkiem i czekała cierpliwie, aż się wygrzebię. Na spacerze mam lepszy, szwedzki chodzik na dużych kółkach z ławeczką dla odpoczynku i koszykiem na zakupy, więc jeszcze nie odczuwam tak bardzo braku cierpliwej córki. Wprawdzie dystans, którego przejście zabierało mi kiedyś 6 minut, teraz zajmuje blisko godzinę, ale jeszcze na razie jest w zasięgu moich możliwości. Właśnie wróciłam z wycieczki do nowo otwartego sklepu na osiedlu, piątego w moim zasięgu, do którego nie mogłam wejść, nawet nie z powodu schodków, których na szczęście, nie ma, ale z powodu zastawienia wolnych przejść między półkami zgrzewkami z wodą i napojami. Wszyscy w sklepach tłumaczą się, że nie mają miejsca, dlatego nie widać w nich takich osób jak ja, czy matki z wózkami. W końcu jest nas mniej. Po drodze oglądałam nowe ławki ustawione ostatnio przez moją spółdzielnię i nie mogłam, niestety, na żadnej z nich odpocząć. Wszystkie były za niskie, wysokości mniej więcej krzesełek w przedszkolu. W takich chwilach wzdycham do miasteczka Weerselo w Holandii, gdzie nie było miejsca niedostępnego dla takich osób jak ja, (a było ich na ulicy sporo) i gdzie można się było szwendać, przysiadając, gdy się zachciało na wystawionych na ulicę ogrodowych krzesełkach i nie czując się nieprzystosowanym do życia dziwadłem, tylko jedną z wielu liczących się osób, na które tu się czeka.

         Dlatego na pierwszym miejscu moich marzeń są nowiutkie, mało używane, w doskonałym gatunku, choć niekoniecznie takie śliczne, jak na zdjęciu.

http://www.biogenica.pl/wp-content/uploads/2016/02/sposoby-na-idealne-nogi-867x410.jpg


         Ponieważ jest to marzenie z gruntu nierealne, mogę tylko popatrzeć na obrazki. We wspomnianej książce na temat „mapy marzeń” sugeruje się, żeby używać symboli rozmaitych marzeń. Autorka pisze: „Obrazy w sposób symboliczny pokazują nasze marzenia. Dzięki temu możemy skoncentrować się na nich i umocnić przekonanie, że właśnie taki jest nasz cel. Pragnienia — dotąd pozostające w sferze myśli, a więc na poziomie mentalnym — teraz nabierają kształtu. Jesteśmy już pewni, że z natłoku różnych myśli wybraliśmy te, które pragniemy zrealizować.” Niestety, proponowany zestaw jakoś mnie odrzuca i wolę dosłowność. Oto on.

Sfera życia

Przykładowe symbole

Autorytety

Wizerunki osób, które darzycie szacunkiem i uznaniem, anioły, symbole ich zajęć

Bogactwo

pieniądze, złota rybka, biżuteria, srebrny talerz, samochód, dom, komputer, cedr, kamienie szlachetne, mleko, miód, wieniec, zamek

Centrum

własne zdjęcie,  osoba, do której chcielibyście być podobni, coś, co was symbolizuje, duże lustro, wachlarz,  to co kojarzy się z wolnością i zdrowiem

Dom

dom idealny- taki, jaki byście chcieli mieć, arka, ogród, otoczenie, poszczególne pomieszczenia, meble, kominek

Droga życiowa

jasne i proste drogi, woda, fontanna, klucze, dyplomy, puchary, kwiaty, statek, niebieski słoń

Dzieci

radosne dzieci, kołyska, pokój dziecinny, zabawki, bocian, bawiące się dzieci,

Komunikacja

zdjęcia rozmawiających ludzi, telefony, komputery, listy

Podróże

Ilustracje miejsc, do których byście chcieli pojechać, globusy, kompasy, mapy, zdjęcia z podróży, statki, stopa

Podświadomość

amulety, chmury, obłoki, gwiazdy, harfa, księżyc, most, tęcza, spirala, amulety

Praca/ Kariera

zdjęcie osoby przy konkretnej pracy, nagroda, akwarium, berło, klucz, pszczoła

Przyjaciele

zdjęcia konkretnych osób, anioły, delfiny, zwierzęta domowe, ilustracje dobrze bawiących się ludzi, lustro, pies

Rodzina

zdjęcia rodziców, drzewo, kolumny, kominek z płonącym ogniem, herb, woda, bocian,

Rozwój

jednorożec, dyplomy, symbol wiedzy duchowej- może to być kwiat lotosu, góry- szczyty do zdobycia, świeca, książki, gwiazda,

Sława/ Sukces

dyplomy, nagrody, trofea, dzieła sztuki, górskie szczyty, strzeliste wieże, czerwone przedmioty, elementy sakralne, lampa, berło, dąb, granat/ granatowiec, gwiazda, korona, laur

Twórczość/ Hobby

książki, kadr filmowy, aparat fotograficzny, znaczki, modele, sztalugi, farby, obrazy, rzeźby, dłuto, pędzle, maszyna do pisania, komputer, serwetki, instrumenty muzyczne, kwiaty doniczkowe, kolorowe lampki, zdjęcia własnej twórczości, ogień, studnia

Wiedza/ Nauka

książki, zeszyty, dyplomy, sowa lub lis, komputer, budynek szkoły, nauczyciele, cyrkiel, latarnia, oko, tarcza

Zdrowie

dąb, zdjęcie idealnego siebie, wizerunek narządu, który chcemy widzieć zdrowym 

Związki/ Miłość

Zakochane pary, dwa gołąbki, dwa złączone serca, obrączki, pierścień, czerwone róże, delfiny, rodzinne zdjęcia, brzoza, ogień, pochodnia,

         Ale może komuś się przyda. Chociaż ja bym nie odgadła, że symbolem związku/miłości może być np. brzoza, ogień, pochodnia (tylko jeśli obejrzałam wcześniej znaną reklamę braveranu — chyba tak się ten lek nazywa, z płonącym w ognisku konarem i trzęsącą się z zimna dziewczyną).

         Kolejną sztachetą w moim płocie jest realny odpowiednik nierealnego poprzedniego marzenia, o którym napisałam kiedyś wiersz, ba, cały poemat, jedyny jaki napisałam od czasów młodzieńczych, co świadczy o moim wielkim pożądaniu.


         Chociaż, żeby nie iść w marzeniach zbyt daleko, napomknę o pewnym, raczej niedostępnym dla mnie wynalazku, na pograniczu wózka inwalidzkiego i robota opiekuńczego, którego działania oglądałam w internecie.

         Trzecia sztachetka wiąże się z moją


biblioteką.

         Pożądam stale nowych książek, tymczasem muszę rozstawać się ze starymi. Oddałam więcej niż połowę mojej biblioteki z powodu konieczności likwidacji regałów dla udrożnienia ścieżek w mieszkaniu, ale nieodmiennie ich żałuję. Co i raz przypomina mi się jakaś książka, którą oddałam, a do której właśnie teraz chciałabym zajrzeć, żeby coś sobie przypomnieć. Niestety, jak to bywa z marzeniami, rzeczywistość zawsze jest gorszego gatunku. Niewiele dzieł powoduje we mnie tak silne emocje, jakich doznawałam czytając znacznie wcześniejsze. Najważniejsze zachowałam, ale stale okazuje się, że te, które uważałam za mniej ważne i oddałam, zasługiwałyby na ponowną uwagę. Jest to oczywista ilustracja spostrzeżenia, że to co nieosiągalne, bardziej kochamy. Jako marzenie. taki nieosiągalny obiekt miłości jest wręcz idealny, nosi w sobie tylko jedną skazę: przynosi czasem smutek i zwątpienie.

         Ja tak mam, że rozmawiam z książkami. Nie na głos oczywiście. Ominęło mnie na szczęście to starcze przyzwyczajenie osób mieszkających samotnie do głośnego mówienia, a potem mamrotania. Nie dlatego, że uważam to za coś złego (czasem jest objawem choroby), ale dlatego, że w ten sposób mówi się na ogół zupełne głupstwa.:

         „— Niech no ja pomyślę, teraz muszę wziąć nóż i ukroić sobie chleba, nie ten, tamten nóż, on ma lepsze ostrze, ale, ale, jest brudny, muszę go umyć przedtem, aha czy ja czegoś nie zapomniałam, tak, tak, nie wyłożyłam wczoraj masła z lodówki i jest twarde, ajaj będę musiała czekać.”

         Co prawda w ten sposób Joyce napisał swoje wiekopomne i ponoć niezrozumiałe dzieło „Ulisses” jednak jego literackie mamrotanie nazwane „strumieniem świadomości” zapładniało wielu pisarzy po nim (ja także próbowałam tak pisać) jednak zapewniam, większość staruszek nie ma nic do powiedzenia ważnego w tej konwencji literackiej.

         Ja rozmawiam z książkami inaczej, bez słów. Staram sobie wyobrazić i przetworzyć intelektualnie przeczytane treści, zastanowić się, jak by wyglądała inaczej prowadzona akcja, wyławiam podteksty (lub ich brak), tropię niekonsekwencje i ślady blokad mentalnych autora, usiłuję odczytać to, czego wyraźnie nie napisał, a co wynika z jego tekstów. W lot odczytuję to, co usiłuje nam wmówić. Jestem więc jednocześnie czytelnikiem i krytykiem, najczęściej na zmianę; chłonę tekst jak naiwna czternastolatka, wierząc we wszystko, co napisano, do momentu, kiedy coś mnie nie uderzy obuchem; potem już czytam inaczej, a czasem książkę w połowie lektury odrzucam na stertę do oddania.

         I dochodzę do następnej sztachetki. To ROZMOWA. Myślałam o niej wcześniej i jak często się zdarza, przed chwilą życie poszło w ślad za myślą. Wywołałam jedno z moich pragnień. Odebrałam telefon i umówiłam się na dzisiejsze spotkanie z kimś, kogo nie widziałam od blisko dwóch lat. Mieliśmy się spotkać w dniu, kiedy zabrano mnie do szpitala, więc on miał mnie w tym szpitalu odwiedzić kiedy poczuję się lepiej, niestety w dniu, gdy mieliśmy się spotkać, on trafił do szpitala (innego), a potem wrócił do swojego miasta na dalsze leczenie. To taki chichot losu, który mi się zdarza (prawdopodobnie – pocieszam się – za sprawą tranzytującego Urana).

         Muszę więc przybliżyć ten rodzaj rozmowy, który mam na myśli i o którym marzę. Na co dzień rozmawiam z wielu osobami, mam dobrych znajomych, mam znajomych mądrych i mam znajomych ciekawych ludzi. Wszystkim z nich coś zawdzięczam i z wszystkimi chętnie się spotykam, zwłaszcza, że podejmują trud przyjechania do mnie. Nikt z nich jednak nie jest tym, kto zna mnie od wielu lat i z kim mogę mówić o wszystkim bez udawania, krygowania się, pomijania tego czy tamtego. Są osoby, które wiele mówią o sobie, są też takie, które o sobie nie mówią nic, ja jednak tęsknię do równowagi. Przypominają mi się lata studiów i te nieustające dyskusje przy każdej okazji na każdy temat (z wyjątkiem bieżącej polityki) przy papierosie i kartkowej, marnej wódce, ze szczególnym naciskiem na zagadnienia oderwane od ponurego życia. Do takich rozmów czasem pragnę wrócić.


         Anna Koprowska w swojej książce podaje daty w roku 2017, w których powinno się sporządzać takie mapy marzeń, aby się spełniły. Takimi terminami są nowie Księżyca, a zwłaszcza pierwszy nów w znaku Barana, przypadający na 28 marca, a więc przedwczoraj, gdy zaczęłam sporządzać swoją mapę. Pisze ona, że nów taki jest „idealny, bo po wiosennym przesileniu i w znaku dającym siłę i rozmach”. Zaręczam, że o tym nie wiedziałam, ale tak samo wyszło.

         Moje falujące sztachetki zaczęły przechodzić od rzeczy realnych, namacalnych do ważniejszych, mniej konkretnych.

         Kolejną sztachetką po rozmowie jest WIEDZIEĆ. Tak już mam, że zawsze chcę wiedzieć więcej i więcej i z powodu tego pragnienia nie zawsze umiem wiedzieć dokładniej. Przez swoje życie zawodowe koncentrowałam się na doskonałym opanowaniu jednego segmentu wiedzy i to opanowaniu ze wszystkimi szczegółami, niuansami; pamiętaniem konkretnych artykułów prawa, tokiem myślenia przy uzasadnieniach i umiejętności natychmiastowego przywołania współrzędnych danego rozwiązania. Nawet obudzona w nocy mogłabym podać źródła, działy i rozdziały oraz uzasadnienia — a to wszystko w stosownym, urzędowym języku.

         Dlatego teraz, gdy ze wszystkim jestem już wolna, staram się być wzorowym dyletantem. Wiedzieć i pamiętać tylko to, co chcę wiedzieć, a nie zaśmiecać sobie głowy źródłami. Dlatego też nie piszę artykułów do Taraki, tylko bloga. W obecnych czasach nikt nie jest w stanie wiedzieć wszystkiego, a jeszcze mniej wykorzystywać swoją wiedzę. Wszystkoizm to zaułek bez wyjścia, choć nęcący i dlatego zwłaszcza, że pozostało mi już niewiele czasu, przyświecać mi więc musi jakiś racjonalny wybór oparty o osobiste preferencje. Wiedzy swojej nie będę miała okazji wykorzystać, więc pamiętanie o źródłach jest jedynie ograniczeniem i zawracaniem głowy (chyba, że muszę się na nie powołać).

         Kolejna sztacheta to KOMUNIKATYWNOŚĆ. To moja idee fixe. Dlatego zajmę się nią w oddzielnej, III części.



« Mapa marzeń cz.1 Mapa marzeń cz.3 »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)