Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 listopada 2006

Wojciech Jóźwiak

Jak marnowała się szansa
czyli patriotycznie na 11 listopada

Kategoria: Historia i współczesność
Tematy/tagi: egregor

Będzie nie na temat (bo to żaden z tematów "Taraki") - czyli o polityce. Co się u nas dzieje? Mamy najlepszą koniunkturę od 400 lat i jednocześnie konsekwentnie marnujemy tę koniunkturę. Koniunktury kończą się i nie wracają, a za skutki własnych błędów płaci się zawsze, chociaż niekoniecznie w tym samym pokoleniu.

Na czym polega ta najlepsza koniunktura od 400 lat? Prawie tyle lat temu, 6 lipca 1610 roku pod Kłuszynem husaria Żółkiewskiego rozbiła czterokrotnie (tak!) silniejsze wojska moskiewsko-szwedzkie, po czym siły Rzeczypospolitej zajęły Moskwę. Był to szczyt potęgi dawnej Polski (i Litwy) i zarazem jej największy zasięg terytorialny, od którego zaczął się zjazd w dół, który mieli oglądać (1648...) jeszcze weterani tamtej bitwy. Od tamtego czasu nasza historia przebiegała w myśl schematu: "wydaje się, że już gorzej być nie może... - nie, właśnie, że zaraz przyjdzie kolejny szok i dalej zjazd w dół". Przyszły kolejno: najazdy i klęski potopów połowy XVII wieku, rozbiory i likwidacja państwa, klęski powstań, dziejąca się w kilku etapach eksterminacja rządzącej dziedzicznej elity czyli ziemiaństwa, eksterminacja Polaków na ziemiach wschodnich, w końcu rola marionetkowego bantustanu na kółkach, z przesuwanymi granicami.

W 1989 roku koniunktura się pozytywnie odwróciła. Nie wiemy jak długie będą te wakacje, które niniejszym ufundowała nam Historia. Obecna koniunktura dzieje się bez naszych zasług: to jest podarunek od losu i my na niego nie pracowaliśmy. Co się składa na tę koniunkturę? Po pierwsze, upadł Związek Sowiecki i światowy system komunistyczny.→1 Po drugie, w Europie jest pokój (pominąwszy epizody jugosłowiańskie, które nas nie ruszyły) i jest to pokój instytucjonalny; choćby z tego powodu należy cenić Unię. Po trzecie, trwa od kilkudziesięciu lat i rozkręca się koniunktura gospodarcza i cywilizacyjna w świecie i kolejne kraje i regiony dołączają do tych rozwiniętych. (Poprzedni okres takiego światowego ruchu w interesach był w latach, mniej więcej, 1870-1914.) W ramach wspomnianego pokoju europejskiego nikt serio nie ma wobec nas agresywnych zamiarów - zasadnicza różnica w porównaniu z międzywojennym dwudziestoleciem.

Jest więc dobrze zewnętrznie, za to źle wewnętrznie. Odnosi się wrażenie, że polski egregor nie dojrzał do sprezentowanej mu przez los koniunktury, nie potrafi wyjść jej naprzeciw, nie jest zdolny jej sprostać. Nie idziemy za okazją! Kilka dni temu pojawił się raport Banku Światowego, gdzie w rankingu sprzyjania biznesowi Polska zajęła 75 miejsce na 175 zbadanych krajów. Na naszą "ogonalną" pozycję składa się - streszczam z doniesień prasowych - trudny dostępu do kredytu, długi czas rejestracji własności (Polska: 197 dni, Słowacja: 17 dni, Norwegia: 1 dzień), długi czas egzekucji zobowiązań (Polska: 3 lata, Holandia: 48 dni), podatki (u nas 56 procent wynagrodzeń, wyższe od szwedzkich, niemieckich i francuskich), ogromna liczba płatności podatkowych w ciągu roku: 43 (w Słowacji: 31, w Czechach: 14, w Hongkongu: 1). Prowadzą na tamtej liście, jako państwa najbardziej sprzyjające prowadzeniu interesów: Singapur, Nowa Zelandia i USA.→2

To jest jawny dowód na to, że polskie rządy i politycy nie mają woli, aby racjonalizować gospodarkę i w ogóle stosunki w państwie. Przyczyną nie jest głupota, niedołęstwo czy brak wykształcenia, choć z pewnością te wady rządzących mają swój udział. Polska indolencja nie bierze się z przyczyn negatywnych: że czegoś nie ma. Polska indolencja ma przyczyny pozytywne: istnieją znaczące siły, którym na takim stanie rzeczy zależy i które celowo działają tak, aby ten stan umocnić i utrwalić, i uczynić systemowym. Tak jak politycy w Singapurze, Hongkongu i Nowej Zelandii (tak sobie przynajmniej wyobrażam) pracują nad tym, by stan państwa usprawnić, by było lepiej, tak nasi politycy usilnie pracują nad tym, żeby było gorzej. I nie wynika to ani z ich głupoty, ani złośliwości, ani z tego, że są obcymi agentami. Że postępują właśnie tak, jest szczególnym przypadkiem zasady, że złożone systemy mogą funkcjonować na niższym poziomie sprawności - poziom zaś wyższy bywa z jakichś względów niekorzystny lub nawet zabójczy.

Dobrą analogią jest dziedziczna choroba krwi anemia sierpowata. Polega na tym, że w populacji ludzkiej w krajach tropikalnych - Afryka, Indie - występuje gen, który upośledza czerwone krwinki, które mają wtedy kształt sierpa, nie dysku. Krwinki tak wybrakowane gorzej zaopatrują tkanki w tlen, więc ludzi tym dotknięci żyją w zwolnionym tempie, są słabi i łatwo się męczą - jednakże krwinki te mają w zamian tę przewagę nad zdrowymi, że nie namnażają się w nich pasożyty wywołujące śmiertelną malarię. Ludzie z takimi genami i krwinkami żyją, choć marnie (i propagują swoje geny), podczas gdy ci z krwinkami pełnosprawnymi umierają w dzieciństwie; przynajmniej dawniej tak było. Jest to jeden z wielu przypadków, kiedy choroba jest korzystniejsza od zdrowia i wypiera zdrowie.

Nasza choroba jest podobnie systemowa i polega na sojuszu dwóch klas społecznych: biurokratów i "socjaliuszy". Ci drudzy to ci, którzy żyją z socjalu, szeroko rozumianego, a więc z emerytur, rent, zasiłków, rządowych dofinansowań do ich zakładów pracy (górnicy), dumpingu cen na ich produkty (rolnicy), uznaniowych zwolnień podatkowych oraz "rent europejskich" czyli dofinansowań w rodzaju tych, które, za nic, dostają właściciele ziemi ornej lub bydła. Do biurokratów wliczają się też nauczyciele (dlatego nie racjonalizuje się, czyli nie prywatyzuje szkół) i medycy (dlatego nie racjonalizuje się, nie prywatyzuje medycyny). Biurokraci i socjały mają jedno wspólne i przez to musieli się zwąchąć - żyją z podatków czyli pasożytują na cudzej pracy. Klasa polityczna w tym układzie staje się skutecznym wyrazicielem interesów ludzi żyjących nie z gospodarki, pracy i rynku, tylko z pasożytowania na pracy i rynku.→3 Przetasowania w obrębie klasy politycznej, a więc zamiany w cyklu "socjaldemokraci", "liberałowie", "solidarnościowcy" czyli SLD-PO-PiS - niczego w tym układzie nie zmieniają i polegają tylko na licytowaniu się różnych politycznych wyrazicieli darmozjadztwa o to, kto Pana Darmozjada lepiej obsłuży. Darmozjad urzędowy i socjalny dostaje od każdego pracującego 56 procent jego zarobków. W czasach najsroższej pańszczyzny dziedzic-ziemianin dostawał od chłopa 1/7 jego urobku, 14%. Teraz panu-socjałowi dajemy cztery razy więcej.

Powyższy jawnie chorobliwy system powstał nie w drodze rewolucji ani w wyniku jakiegoś pojedynczego dekretu. Ewoluował stopniowo, złożyły się nań pozostałości komunizmu plus wynalazki państwa opiekuńczego. Sojusz biurokratyczno-socjalny brał i twórczo adaptował sprzyjające mu elementy z różnych źródeł. System ten wie (tzn. wiedzą obsługujący go ludzie, w tym ludzie inteligentni, wykształceni i kompetentni), że nie wolno mu poluzować urzędowej kontroli - bo niepotrzebni będą wtedy biurokraci, i nie wolno mu zmniejszać podatków - bo zbiednieje socjał. Zatem całkiem logicznie trzyma się jedynej dostępnej mu strategii: tak steruje "nawą państwową", żeby trzymać gospodarkę i rynek w ogóle, w pobliżu punktu zdechnięcia - starvation point - jakby się to pojęcie nazywało po angielsku, czyli pozwalać gospodarce ledwie zipać, by nie padła, a zdzierać się dawała. Na podobnej zasadzie szlachta w dawnej Rzeczypospolitej podtrzymywała subracjonalny system gospodarki pańszczyźnianej, choć wolny chłop wytwarzałby większe bogactwo niż folwark.

Bieda polega na tym, że nie ma komu przełamać i przerwać tego racjonalnego (tak! - choć raczej subracjonalnego) błędnego koła, i zastąpić go systemem bardziej wydajnym. Jest to tym bardziej żałosne, że nie musimy, my w Polsce, czynić żadnych oryginalnych i przez to trudnych wynalazków.→4 Wynalazki są zrobione. Jesteśmy na polu organizacji ustrojowo-prawnej w położeniu Japonii za Cesarza Meiji, kiedy brano gotowe recepty z zewnątrz. Japończycy wtedy nie obmyślali w wynalazczym trudzie ani przemysłowej technologii ani własnej konstytucji, tę ostatnią skopiowawszy z pruskiej. My też moglibyśmy skopiować rozwiązania singapurskie, hongkongskie, norweskie, nowozelandzkie czy choćby estońskie. Nie robimy tego, ponieważ obie klasy panujące nie są tym zainteresowane. Nie robimy także, ponieważ nie ma komu tego zrobić. Drugi biegun społecznego układu, czyli ludzie rynku faktycznie zainteresowani postępem kapitalizmu i racjonalności, nie mają swojej politycznej reprezentacji - ba! nie mają nawet "języka" w którym by swoje potrzeby wyekspresjonowali.→5

Nie ma komu, czyli w końcu przyczyną okazuje się być brak odpowiedniej elity, która mogłaby konkurować z tą grupą czy klasą, która obecnie uformowała się w roli wyraziciela interesów układu biurokrata-socjał. Brak elity jest skutkiem i elementem procesu, który przeszedł egregor Polska, który to proces polegał na wyłanianiu się poprzez dezintegrację, połączonym z eliminacją elit istniejących lub potencjalnych, z woli zewnętrznej-obcej lub wewnętrznej-własnej.

Wyłanianie się poprzez dezintegrację - co to było? Polska, mam tu na myśli nie państwo ani naród, tylko właśnie egregor, czyli zbiór ludzi połączonych wspólnymi ideami i kanałami wymiany idei i informacji (termin "naród" zakłada jakieś wspólne biologiczne pochodzenie, a to w kontekście niniejszych rozważań nie jest ważne) - powstała w wyniku rozpadu, więc dezintegracji, wcześniej istniejącej całości, jaką był egregor Pierwszej Rzeczypospolitej. Tak! Jesteśmy wynikiem nie tradycji, kontynuacji i rozwoju Pierwszej Rzeczypospolitej, lecz jej rozpadu. I to należy dobrze sobie uświadomić. Pierwsza Rzeczpospolita była polityczno-cywilizacyjnym bytem, który obejmował liczne składowe społeczności: szlachtę, chłopów i mieszczan. Mówiących po polsku, ale i mówiących po rusku, litewsku lub niemiecku. Żydów, Ormian, Tatarów, katolików, protestantów i prawosławnych. Rzecz jasna, nie było równości: katolicka polskojęzyczna szlachta dominowała i tworzyła klasę polityczną. Ale byty cywilizacyjno-polityczne nie ocenia się pod kątem równości; każdy czas i region ma własną miarę. Egregor Polska powstał przez wyłonienie się z rozpadu tamtej całości. Polska poszła swoją partykularną drogą, podobnie jak poszła Litwa i Białoruś, lub jak poszli wygnani i zdziesiątkowani Żydzi dawnej Rzeczypospolitej. Dawny ogarniający, szeroki wzór przynależności do społeczności został zastąpiony wzorem wąskim i wykluczającym, czego wyrazem były - wszystkich nie wyliczę - hasła "odwiecznej" i "wrodzonej" rzekomo plemiennej nienawiści polsko-niemieckiej, wyrażone choćby w "Rocie" Konopnickiej, hasło Polak-Katolik endeków od Dmowskiego, antysemityzm dawny i nowy, ten kulminujący w gomułkowskich wypędzeniach z 1968 roku; skwapliwie przyjęte przez pospołu komunistów i narodowców przesunięcie Pe-er-elu - bantustanu na kółkach - w geopolityczna fikcję "odwiecznych granic piastowskich"; wysiedlenia Niemców, Łemków, Mazurów i Ślązaków - ta akacja trwała przecież jeszcze 30 lat temu. Do nazwanego procesu wyłonienia przez dezintegrację należy też, i to zapewne na pierwszym miejscu, komunistyczna eksterminacja spadkobierców dawnej Rzeczypospolitej, czyli polskiego ziemiaństwa. Tu trzeba dodać, bo zrazu pominąłem, te przysługi, które w nazwanym dziele wyłonienia przez oddzielenie wyświadczyli nam sąsiedzi: tu należy zarówno eksterminacja Polaków na ziemiach obecnej Litwy, Białorusi i Ukrainy za sprawa najpierw rządów Rosji carów, potem, nieporównanie skuteczniej, przez sowieckich komunistów, ale także przez tamtejszych nacjonalistów, a więc, jakby, braci w procesie.→6, →7

W rolę elity w tej ogłowionej, odczłonkowanej i skadłubowanej społeczności, trutej przy tym strumieniem marksistowskich, narodowych i populistycznych kłamstw, wszedł, skutecznie i z własnego punktu widzenia chwalebnie - Kościół Katolicki, który stał się trzecią "nogą" lub osią w sojuszu darmozjadzko-biurowym i skwapliwym sojusznikiem każdego, kto w tym układzie ma chęć na władzę.

Na tle świata Polska czyni obraz "zwierzęcia" idącego pod prąd. Konserwując sub-racjonalny układ społeczny, nie jest zdolna zaabsorbować przemian w technologii, czego anegdotycznym wyrazem jest uporczywa niemożność zbudowania dróg dla samochodów i drożyzna telekomunikacji. Skonfrontowana ze światowym rynkiem, zamyka się w protekcjonizmie, cłach i licencjach.→8 Na tle integrującego się świata, przynajmniej Świata Biało-Żółtego Człowieka, wykonuje ruchy przypominające ucznia, który na lekcji demonstracyjnie dłubie w nosie lub sika pod ławkę, bo takie skojarzenia budzą akcje krewnych i kolegów premiera Giertycha w roli speców od ewolucji. Po co dłubie, że dokończę myśli? - Żeby z rozmysłem pokazać, że on jest kim innym i że jego to nie dotyczy.

Od szczytu, jakim była huzarska szarża pod Kłuszynem 1610, historia Polski poszła w dół. Nie zatrzymała się w tym ruchu do dziś. Bieżące lata różnią się od innych mniej szczęśliwych tylko pomyślną koniunkturą, którą los dał nam darmo - bez krzty naszych starań ni zasług. Przejadamy ten kredyt dany od międzynarodowego losu. Za kilkadziesiąt, może już kilkanaście lat rozdziały o naszych czasach - tych po 1989 roku - będą nosić tytuł: "Jak marnowała się szansa".

I tym patetycznym akcentem kończę tę patriotyczną rocznicową→9 pogadankę.

Wojciech Jóźwiak
taraka@taraka.pl
10 listopada 2006


Przypisy

1) Także skończyła się zimna wojna, która wyniszczała kraj biedą i pociągała nieustanne zagrożenie atomową zagładą.→

2) To oczywiście tylko jeden z tysięcy sygnałów i obserwacji podobnej treści. Razem składają się na obraz Polski jako kraju, który w nowym podziale na rozwijającą się część świata "A", oraz tę drugą "B", ewidentnie znalazł się po stronie "B".→

3) Podział społeczeństwa na dwa podukłady, z których pierwszy swój byt zawdzięcza wymianie i rynkowi, a więc wzajemnie korzystnym umowom, drugi zaś (podukład) żyje z podatków lub w ogóle z przymusowych danin, zawdzięcza więc swój byt przymusowi i przemocy, zatem relacjom korzystnym tylko dla jednej strony, czyli nadużyciom - uważam za bezwzględnie pierwszy i najważniejszy podział wewnątrz społeczeństwa. Rynek jest z Wenus, państwo jest z Marsa. Podział ten łudząco przypomina "antagonistyczne klasy społeczne" według Marksa i naśladowców. Oczywiście nie chodzi o to, żeby jeden z tych podukładów usunąć i zniszczyć i zastąpić drugim, budując spoleczeństwo-monolit. Radykalni libertarianie chcieliby wszystkie funkcje państwa zastąpić rynkiem. Komuniści wielokrotnie próbowali rynek zastąpić przymusowymi działaniami państwa, jak wiadomo ze skutkiem gorszym niż wojna. Chodzi o to, gdzie umieścić punkt równowagi pomiędzy podukładem Umowy-Rynku i Przymusu-Państwa. W Polsce obecnej ten punkt jest przesunięty niewiele mniej daleko na stronę Przymusu-Państwa niż to miało miejsce "za komuny", tej późnej. Podukład Umowy-Rynku rzecz jasna żyje i w jakimś stopniu prosperuje, jednak chorobliwe jest to, że w polskiej demokracji prawie nikt go nie reprezentuje w polityce.→

4) Dobrobyt narodu (ludności pewnego państwa) nie zależy, jak wiadomo i jak wielokrotnie uczyła historia, ani od klimatu, ani od dostępu do morza, ani od żyzności gleby, ani od złóż złota, węgla, ropy czy metali. W krótkiej perspektywie czasowej, jednego pokolenia, zależy od edukacji, od poziomu wykształcenia ludzi. W bliższej i dalszej perspektywie zależy jednak przede wszystkim od prawa - zależy od dobroci systemu prawnego. Czyli od rzeczy, która, zdawałoby się, jest najłatwiejsza do ustanowienia i w całości podlega woli ludzi. I znów doświadczenie narodów uczy, w jakim stopniu dobre prawo jest trudne do ustanowienia, a często uporczywie niemożliwe. (Kraje arabskie są jeszcze bardziej uderzającym przykładem niż Polska.)→

5) Obserwując polski dyskurs polityczny zauważamy, że kapitalizm i rynek są powszechnie znienawidzone, od lewicy po narodowców i "naukę społeczną" Kościoła.→

6) Wyliczając zjawiska, które złożyły się na dezintegrację, w wyniku której powstał współczesny egregor Polska, pominąłem jedno bardzo ważne i główne w tym procesie zjawisko integracyjne: to ów "cud - z Szlachtą polską polski Lud" (Zygmunt Krasiński), czyli włączenie do narodu klasy chłopskiej; dodajmy koniecznie: z małymi wyjątkami tylko jej katolickiej i polskojęzycznej części. Dobrze - ubolewać jednak, że przy tej okazji upadła i zanikła tradycyjna kultura wsi. Chłop do nowoczesnego narodu wszedł, ale swojej kultury już nie doniósł. Jeśli będzie taka potrzeba, rozwinę ten temat.→

7) Wyłanianie egregoru Polska z wcześniejszej formacji Pierwszej Rzeczypospolitej przez jej dezintegrację było procesem, w którym swój udział mają składowe działania przynajmniej trzech rodzajów: (1) presja zewnętrzna, a więc wojny, najazdy i rozbiory ze strony krajów sąsiednich, tu należą także celowe akcje depolonizacyjne podejmowane przez rządy Rosji po powstaniu styczniowym, po zaborze 1939 i po roku 1944; (2) odśrodkowe ruchy "braci w procesie", więc zarówno nacjonalizm ukraiński, litewski, białoruski, jak i syjonizm Żydów; (3) własne-polskie ruchy i programy na rzecz narodowego, ale i klasowego integryzmu; tu przecież pospołu należy eksterminacja ziemian przez komunistów: grupę ludzi, od których nie było "lepszych Polaków" ówcześni kacykowie postanowili odkroić. Na tle tej klasyfikacji dziwnym okazem jest powojenne przesunięcie Polski na ziemie Śląska, Pomorza i Prus, które przedstawiane bywa jako prezent jednego człowieka: "wujaszka Stalina". Warte jest tu zauważenia, że nazwany proces czy raczej wiązka procesów zawiera przypadki, kiedy nacjonalistycznie rozumiany naród polski odnosił korzyści z, primo, decyzji cudzych, secundo, działań jawnie przez nikogo nie pochwalanych, a mówiąc wprost, zbrodniczych i plugawych. Tu należy zagłada Żydów przez nazistowskie Niemcy, wysiedlenie mieszkańców-Niemców ze Śląska, Pomorza i Prus, wysiedlenie ukraińskich górali karpackich z ich siedzib. W każdym z tych przypadków (których wpływ na kształt dzisiejszej Polski jest konstytutywny!) możemy powiedzieć: to nie my! - Winni są Niemcy, Rosja, wreszcie komuniści, ale na pewno nie "my". Żeby tym pewniejszym głosem wołać "to nie my", Polacy szczelnie owinęli się w płaszcz cierpiętnictwa i poczucia krzywdy. My - skrzywdzeni a dobrzy! Kto inny wszak kogoś krzywdził z naszą korzyścią. Dziesięciolecia mijają, a wspomniane tu rzeczy jak były tabu, tak są.→

8) Tym, co mnie najbardziej gniewa, jest całkowity u naszej klasy politycznej brak ambicji doskonalenia kraju, któremu (owa klasa) przewodzi. Wyrazem braku tej ambicji jest zgoda na (pogłębiającą się) marginalność, gorszość i nieudanie Polski. Nikogo wśród naszych liderów nie niepokoi poważnie fakt pozostawania Polski w ogonie statystyk europejskich i światowych. Są jak trójkowy uczeń, który pogodził się ze swoim średniactwem. Bo właściwie dlaczego Polska, nawet zrazu biedna, nie miałaby się znaleźć w czołówce krajów, gdzie łatwo jest i opłaca się robić interesy?→

9) Polska walka o wolność miała jeden fatalny rys: zawsze była walką z obcym. Wolnościowe dążenia były wyrażane wyłącznie w języku walki o wolność narodową z obcym ciemiężycielem. Co budziło złudzenie, że jeśli tylko władza będzie polska i niezależna od zewnętrznego okupanta, wtedy wolność będzie zapewniona. Minione 17 lat wykazało, że Polacy uwolnieni wreszcie od nacisków obcych, tym gorliwiej zabiorą się za gnębienie się nawzajem.→




komentarze

1. bla bla bla • autor: Nierozpoznany#79092017-07-21 07:38:08

Szanowny Wojciechu, w tekście mnóstwo ciekawych spostrzezeń, ale brakuje w nim hierarchii wartości. Jest to kłębek problemów, a potrzebny nam koniec nici, aby go rozsupłać.

Piszesz "tak steruje "nawą państwową", żeby trzymać gospodarkę i rynek w ogóle, w pobliżu punktu zdechnięcia - starvation point - jakby się to pojęcie nazywało po angielsku, czyli pozwalać gospodarce ledwie zipać, by nie padła, a zdzierać się dawała. Na podobnej zasadzie szlachta w dawnej Rzeczypospolitej podtrzymywała subracjonalny system gospodarki pańszczyźnianej, choć wolny chłop wytwarzałby większe bogactwo niż folwark."

Zastanawiam się, skąd tak częste u polskich autorów pomawianie szlachty o bycie elita kompradorską. Może to jakiś kompleks chłopski, a może efekt PRL-owskiej edukacji. ;-) Ile trzeba tłumaczyć, że folwark miał służyć wychowaniu i utrzymaniu konnego wojownika??? A to niewątpliwie jest droga impreza. Kawaleria jest kosztowna, ale przy tamtej gęstości zaludnienia nie dało się inaczej pokonać barbarzyńców ze wschodu. Tak więc gospodarka folwarczna jako społeczne podłoże dla wychowania i utrzymania kawalerzystów była na wskroś racjonalna. Zrozumiał to już Zygmunt Stary, który nie walczył z poszerzaniem swobód szlacheckich, a zwłaszcza z rozszerzaniem obszaru folwarku kosztem gruntów chłopskich. Raczej popierał ten proces.

Wracając do czasów już dzisiejszych (tekst jest z 2006 roku), ten styl rządzenia, to typowy styl rządzenia elity pasożytniczej. Piszesz, że nasze elity nie są niczyimi agentami. A ja powiadam, że nasza forma rządu jest odzwierciedleniem ustroju rosyjskiego. Tyle tylko, że w mniejszej skali i z rozlicznymi kompromisami oraz maskowaniem prawdziwych intencji. Najlepszym przykładem tego maskowania jest wycieranie sobie twarzy

2. ...Unią Europejską, które... • autor: Nierozpoznany#79092017-07-21 07:42:08

...Unią Europejską, które nasze "jelity" robią bezpośrednio (Platforma Łobywatelska) oraz pośrednio (Kukiz’15). To znaczy Po ciągle lamentuje, żeby "broń Boże" nic nie zmieniać, nic nie ruszać, bo Unia się obrazi, a Kukiz’15 lamentuje, że UE wszystkiemu winna. Obie te postawy są siebie warte.

I coś jeszcze. Ten biurokratyczny styl rzadzenia ma też racjonalne jądro. Kraje o ustrojach bardziej liberalnych mają zwykle dostęp do oceanów i prowadzą handel dalekomorski. łatwiej im pozyskiwac kapitał. Państwa kontynentalne maja z tym trudności. Kapitał jest albo obcy-importowany, albo budżetowy-państwowy. Ciężko uciec od praw fizyki, sam o tym wiesz ;-)
[foto]

3. Po 11 latach wciąż aktualne • autor: Wojciech Jóźwiak2017-07-21 08:31:49

Tekst pisałem prawie 11 temu i jest wciąż aktualny, chociaż w międzyczasie był kryzys finansowy 2008, katastrofa smoleńska 2010 i fala zaburzeń w świecie 2013-2016 podczas kwadratury Urana do Plutona.
Jesteśmy już w innej epoce niż wtedy... ale wady formacji Polska pozostały; być może są one niezmiennikami.
Twoje (Jakubie Brodacki) krytyki są (na mój rozum) bezzasadne. Nieelegancki tytuł Twojej notki mógłby brzmieć inaczej... gdyby to kogokolwiek obchodziło.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)