Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 lutego 2015

Radek Ziemic

z cyklu: Literatura i mity (odcinków: 2)

Masowe dzieciobójstwo


« Harder nut to crack, albo mit o żeglarzu
Motto: "czy konieczność jest tylko odmianą przypadku / a sens tęsknotą słabych ułudą zawiedzionych" (Zbigniew Herbert)

W poprzednim swoim tekście opowiedziałem sztukę Jerzego Szaniawskiego pt. „Żeglarz”, nie pozostawiając jej przy tym bez komentarza. Umknął mi jednak jeden dość istotny wątek, w kulturze zresztą obecny od dawna, a wspominany też czasem na Tarace pod nazwą „wewnętrznego dziecka”. Sztuka Szaniawskiego (nie będę jej streszczał od nowa, zainteresowanych odsyłam tu: Harder nut to crack, albo mit o żeglarzu), opowiada o przemianach świadomości naiwnej (nie problematyzującej samej siebie, nie pytającej o swoje własne granice) w jej mitycznej postaci. O utracie tej świadomości i jednoczesnym jej zachowaniu (co na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać niemożliwe, ale kto wie, czy nie jest to stan właściwy dla niejednej czytelniczki Taraki). 

Otóż główny bohater tego dramatu, młody historyk Jan, staje w pewnym momencie przed wyborem: być bardzo bogatym za cenę nie wyjawiania prawdy o lokalnej legendzie kapitanie Nucie, albo tę prawdę wyjawić, nic przy tym nie zyskując. (W mieście trwają przygotowania do odsłonięcia pomnika morskiego bohatera, czyli kapitana). W momencie kulminacyjnym – samego odsłonięcia – Jan nie wyjawia jednak prawdy, ale zdejmuje nakrycie głowy i salutuje wyrzeźbionej postaci marynarza. W sztuce jest to gest symboliczny, Jan oddaje cześć bohaterowi swojej młodości, o którym już wie, że jest nieprawdziwy, że nie zginął bohatersko, że był daleki od wykreowanego przez mit ideału. Zanim do tego dojdzie, rozmawia z marynarzem Pawłem Szmidtem, który nie dość, że okazuje się kapitanem, to jeszcze dziadkiem Jana. Nie kto inny, ale Szmidt chce przekupić młodego historyka, aby ten nie wyjawiał prawdy. Kiedy jednak Jan nie przyjmuje fortuny za milczenie, Nut stwierdza, że widział w swoim życiu niejednego twardziela, ale takiego jeszcze nie spotkał; że Jan jest bohaterem jak z bajki. 

Szaniawski jest świadom, że ludzie zazwyczaj nie są skłonni do poświęceń, wręcz przeciwnie, raczej skorzy do wygody, ułatwiania sobie życia, małych lub większych oszustw; konstruując zatem postać takiego idealisty daje nam ironicznie do zrozumienia, że trochę sam w nią nie wierzy, że to naprawdę rzadkie, prawie niespotykane. Jan zresztą, zastanawiając się w tej rozmowie, po co na odsłonięcie pomnika sprowadzono dzieci i jakby w nich widząc nadzieję, stwierdza w pewnym momencie, że te dzieci – jak ich rodzice, też się sprzedadzą, też będą kupczyć mitem kapitana, jak czynią to urzędnicy, akademicy, wydawca itd. Bierze pod uwagę, że kapitanem tak naprawdę zafascynuje się być może jedno z tych dzieci, nie więcej. W gruncie rzeczy pyta więc Szaniawski, czy w sprzedajnym świecie możliwe jest zachowanie swojej niewinności (także w jej moralnym sensie). Czy możliwe jest uratowanie przed zagładą swojego wewnętrznego dziecka?

Mój przyjaciel mawia, że większość ludzi umiera w wieku mniej więcej 25 lat i tylko z pogrzebem czeka do 70-tki. Szaniawski w „Żeglarzu” opowiada o takim martwym społeczeństwie, martwym za życia, i kruchej nadziei na coś prawdziwego i autentycznego. Ostatnio, być może dlatego, że przeżywam nieco trudniejszy okres, odnoszę wrażenie, że właściwie wszystkie prawie instytucje mniej lub bardziej wychowawcze – szkoła, rodzina, religia, media, politycy, chcą w nas zabić nasze wewnętrzne dziecko. A właściwie, że warunkowana genetycznie kultura właśnie na tym polega, na tępej socjalizacji, na dostosowaniu się, na zamordowaniu w sobie swojego wewnętrznego dziecka, na zgodzie na tę „rzeź niewiniątek”, przy jednoczesnym wmawianiu, że jest na odwrót.     

I że nie dzieje się nic, dosłownie nic, kiedy silniejszy niszczy słabszego, kiedy się nad nim pastwi, kiedy przegrany przełyka gorycz upokorzeń, bo liczy się moc, potęga, sukces, pieniądze, a nie dziecko  zazwyczaj skrzywdzone i poranione  które każdy z nas, przynajmniej do czasu, gdy je zamorduje, nosi w sobie. A tacy Janowie są faktycznie postaciami z bajki, bo w rzeczywistości sprzedają się za bardzo niską cenę, pragną się sprzedać, dołączyć do silniejszego, a niemała część głośno potępiających ich za to, w skrytości serca im tak naprawdę zazdrości i żałuje, że to nie im nadarzyła się taka znakomita okazja. 

Na szczęście ciemne chwile mijają i powraca świadomość, że na tym ciężkim i obojętnym świecie zdarzają się prawdziwe cuda, że są dobre duchy, że czasem ktoś komuś "zwyczajnie" pomaga, że wykonuje bezinteresowny gest, niekoniecznie zaraz tam heroiczny, ale to i tak przecież niemało.



« Harder nut to crack, albo mit o żeglarzu

komentarze

[foto]

1. W sumie... • autor: Przemysław Kapałka2015-02-06 09:30:27

W sumie to we mnie też próbowano zabić wewnętrzne dziecko. Nie wszyscy, ale znacząca część.
[foto]

2. Przemku • autor: Radek Ziemic2015-02-06 12:42:52

dopiero po czterdziestce odkrywam, że kultura jako taka, mam na myśli kulturę patriarchalną, jest kulturą przemocy, kulturą niwelowania odmienności. Ale uczę się też, to zresztą nie jest takie proste, cieszyć się tym, że nie wszyscy się temu poddaję. Kto wie, może dlatego właśnie dobre duchy przywiodły mnie na Tarakę. Choć tu mam mały wyrzut, bo kurde, ani na astrologii, ani na tarocie się nie wyznaję. :-)
[foto]

3. Patriarchalna? • autor: Przemysław Kapałka2015-02-06 20:36:13

Nie wiem, czy to rzeczywiście cechy kultury patriarchalnej. Ja z najzacieklejszymi próbami niwelowania mojej odmienności zetknąłem się ze strony kobiet. I w ich wykonaniu przemoc może być zupełnie inna, ale jeszcze gorsza.
[foto]

4. Kultura patriarchalna • autor: Radek Ziemic2015-02-06 20:41:34

obejmuje również kobiety. To jest kultura władzy, silniejszego, "rodzica" (szefa, Boga, sierżanta), który włada. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)