zdjęcie Autora

01 września 2010

Maria Poziomska

z cyklu: Kamyki filozoficzne (odcinków: 19)

Medycyna naturalna i nienaturalna


« Przetwórstwo śmiecia W kolorze czakry sakralnej »
Czasem mam wrażenie, że medycyna konwencjonalna i niekonwencjonalna to dwie głowy tej samej hydry pieniądzożernej. Przykład - szukałam dziś w Internecie informacji na temat diet oczyszczających i co krok trafiałam na jakieś szaleńcze metody "naturalnego" oczyszczania organizmu. Prezentacja tychże metod zawsze przebiegała według jednego i tego samego schematu: po pierwsze nastraszyć klienta wizją jelit wypełnionych kamieniami kałowymi, wijącymi się robakami, gnijącą mazią zalegającą w żyłach, a następnie ukoić obietnicą skutecznego uleczenia za pomocą oferowanej metody (plastrów, płynów lub tabletek) za jedyne 199.99 PLN.
Wszystko to przypomina mi moje dwie bioenergoterapeutyczne przygody. Pierwsza miała miejsce na Jarmarku Dominikańskich w Gdańsku, zeszłego lata. Cierpiałam wówczas na tajemniczą przypadłość - puchły mi kostki u nóg. Przechadzając się pomiędzy "dominikańskimi" straganami natknęłam się na znaną mi z gazet bioenergoterapeutkę (nazwiska nie pamiętam, może to i lepiej). Postanowiłam poradzić się jej w sprawie moich dolegliwości. Podeszłam do jej stoiska, ale nim zdążyłam dobrze wytłumaczyć co mi jest, bioenergoterapeutka natarła na mnie i patrząc mi z bliska w oczy zaczęła mówić jednostajnym głosem:
- Wszystkie twoje choroby biorą się z problemu, który masz w duszy. Nosisz w sobie naprawdę wielkie cierpienie. Wiesz o czym mówię, dobrze wiesz prawda? - i dalej w tym stylu.
Przyznam, że bywam bardzo podatna na sugestię, a czasem wręcz naiwna jak cielę, więc na jej "Wiesz o czym mówię, prawda?" natychmiast przytaknęłam i zaczęłam w myślach przeglądać historię moich cierpień i krzywd, które mogłyby powodować opuchnięcie kostek. Wówczas uzdrowicielka wskazała mi krzesło i zażądała pieniędzy. Akurat nie miałam nic przy sobie, więc powiedziałam jej, że wpadnę później. Na szczęście w drodze do bankomatu zdążyłam otrzeźwieć i w drodze powrotnej ominęłam cudotwórczynię z daleka. Jakiś tydzień później dowiedziałam się przypadkiem, że tajemnicza opuchlizna była skutkiem ubocznym leku na nadciśnienie, który wówczas zażywałam. Po odstawieniu leku dolegliwość znikła.
Druga przygoda miała miejsce dobre kilka lat temu na targach ezoterycznych. Poddałam się wówczas bezkrwawej operacji mającej poprawić wydolność moich nerek. Bioterapeutka poinformowała mnie, że moje nerki funkcjonują źle, czego dowodem miał być obrzęk oczu. Dałam się więc wprowadzić za parawan, odrzeć z części odzienia i poddać zabiegowi. W trakcie zabiegu terapeutka, która była także jasnowidzącą zapytała mnie czy studiuję.
- Tak - odpowiedziałam skwapliwie, ciesząc się, że trafiłam w ręce fachowca, który nie tylko leczy, ale i dużo o mnie wie.
- Studiuje pani administrację, albo coś związanego z prawem, prawda?
- Nie, studiuję filozofię - odpowiedziałam i natychmiast zaczęłam się zastanawiać czy aby na pewno uzdrowicielka się myliła, bo przecież może i prawo ma coś wspólnego z filozofią?
- Czy pracuje pani jako tłumacz? - kontynuowała niezmordowana cudotwórczyni
- Nie, na razie nigdzie nie pracuję - odpowiedziałam
- To szkoda, bo byłaby pani świetnym tłumaczem - usłyszałam. (Ach parę lat później znałam już dobrze ten manewr: "Czy jest pan pisarzem?" "Nie, jestem handlowcem" "A szkoda, bo byłby pan świetnym pisarzem".)
Koniec końców zabieg został wykonany, a po paru dniach opuchlizna znikła. Znikły też moje dolegliwości nerkowe. Po jakimś czasie obrzęk oczy powrócił i wtedy oświeciło mnie, że był on reakcją na pewien kosmetyk. Kiedy to do mnie dotarło, czar prysł i dolegliwości nerkowe wróciły. Nie bez powodu pewien facet dawno temu mówił: "To twoja wiara cię uzdrowiła". Czyżby przewidział efekt placebo? W moim przypadku działa to idealnie tak jak w przykładzie z nerkami - dopóki wierzę - działa. Gdy przestanę wierzyć - kuracja przestaje działać.
Jeśli teraz ktoś zechce zarzucić mi, że popieram medykamenty konwencjonalne, radzę przeczytać mój tekścik jeszcze raz - obie moje opisane dolegliwości miały swoją przyczynę w kuracjach aptecznych ;)


« Przetwórstwo śmiecia W kolorze czakry sakralnej »

komentarze

1. Placebo • autor: Nierozpoznany#15542010-09-04 14:24:58

Wbrew pozorom ludzi o takich zdolnościach jest dość dużo. Mniej więcej tyle ile jest dobrych powołań kapłańskich, ile jest dobrych lekarzy, psychologów. Mogę tak mówić z całkowitą pewnością, bowiem wynika to z kształtu krzywej Gaussa, która odzwierciedla pewne statystyczne zależności w populacji. Na wahadełko reaguje około 95% populacji, ale, oczywiście, nie jest to równoznaczne z ezoterycznymi zdolnościami tych ludzi. Wypada mi się tylko zgodzić z Panią w tej kwestii, iż jednak dużo jest w tym nurcie różnorodnych hochsztaplerów, bo ludzie dużo zapłacą nawet za miraż powrotu do zdrowia, a spryciarze to wykorzystują. No, niestety, psują oni opinię pozostałym, czasami ludziom o dużych walorach moralnych, bo jak pisałem w swoim artykule, aby dobrze wróżyć, aby dobrze pomagać chorym, trzeba mieć wręcz krystaliczną duszę. Po czasie tylko jednak ci dobrzy ostają się. I to jest pocieszające. Pozdrowienia

2. bywają różni • autor: Barbara2014-07-30 21:19:33

Lubię próbować wszystkiego, więc i u bioenergoterapeutów tez byłam. Z miernymi efektami. Ale pojechałam do kręgarza ( ciągłe problemy z kręgosłupem) i zabrałam ze sobą koleżankę, która miała skierowanie na zabieg do szpitala. Namówiłam ją - przecież niewiele straci. Kręgarz wyjątkowo małomówny - koleżankę nacisnął w kilku miejscach i nie mówiąc nic skasował swoją kwotę. Mój kręgosłup też specjalnie go nie zafrapował - powiedział tylko abym spała podpierając potylicę, a nie szyję. No i abym się wzięła za swoje nerki. I teraz dwie reakcje: nic nie zauważyłam spektakularnego więc zlekceważyłam zalecenia. Koleżanka po godzinie od wyjścia od kręgarza stwierdziła fantastyczne samopoczucie - brak bólu w okolicy żołądka, znikł refluks. Lekarz - ten akademicki - potwierdził, że zabieg jest zbędny. Natomiast ja po kilku latach stwierdziłam, że zalecenie kręgarza co do spania okazało się zbawienne, natomiast nerki "odwdzięczyły" mi się za brak zainteresowania kamieniami.
Więc faktycznie bywają różni uzdrawiacze i ci akademiccy i ci od medycyny naturalnej. I dobrze jest trafić do takich z "krystaliczną duszą". Niezależnie czy po AM czy po domowych naukach.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)