Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 grudnia 2009

Mirosław Miniszewski

Medytacje o Obłędzie

Kategoria: Pytania i granice
Tematy/tagi: HarnerHeideggerNew AgeTarakawarsztaty w terenie

Dojrzewa czas PRZEMIANY. Jestem głęboko, intuicyjnie przekonany, że otaczający nas świat ZACHODU dobiega kresu. To jest definitywny i nieodwracalny koniec znanego nam stylu życia, czy się to komuś podoba lub nie. Upadek Rzymu, przy tym, co nas niebawem czeka, to zaledwie mała cywilizacyjna aberracja.

Styl życia człowieka Zachodu najlepiej opisuje słowo OBŁĘD; jednak nie należy go pojmować w kategoriach medycznych, to bowiem, co jest tym nim w istocie, jest zarazem normą świata, w którym żyjemy. Przy czym - co stanowczo podkreślam - nie poruszam się bynajmniej w kategoriach antypsychiatrycznych. Stan ten ma charakter letalny, to jest doprowadzi wkrótce do zagłady czyli unicestwi zwykłe egzystowanie ludzi w świecie oraz zagrozi życiu jako takiemu. Obłędu tego się nie da wyleczyć w żaden sposób, jest on bowiem głęboko zakorzeniony nie tylko w kulturze, polityce, ale przede wszystkim w tym specyficznym wytworze nowoczesności, którą nazywa się skrótowo człowieczeństwem, które jest wytworzonym technicznie stanem społecznym, zaś potencjalne procedury terapeutyczne, które roszczą sobie prawo leczenia tegoż stanu, same z niego wyrastają i w nim się samoutwierdzają. Tym, co go powoduje, jest zespół czynników z TECHNOLOGIĄ na czele, która umożliwia specyficzny sposób użycia świata i człowieka. Wszelkie dotychczasowe sposoby, które dotąd niwelowały ten proces, stają się dzisiaj bezużyteczne. Ani sztuka, ani literatura, ani duchowość nie są już dla nas podporą, lecz same stają się przedmiotami naszego użycia, przez co pogłębiają stan naszego obłędu. (Polskie słowo "obłęd" nie jest w tym miejscu zbyt adekwatne do nazwania tegoż stanu. Bardziej pasowałoby niemieckie pojecie Irresein. Składa się ono ze słów irre (pomylić, zbłądzić, oszaleć) oraz Sein (bycie, istnienie). W języku niemieckim termin ten odpowiada polskiemu szaleństwu i obłędowi, ale oddaje jego znaczenie w lepszy sposób, jako "zbłądzenie w byciu".)

Ponieważ sposób, w jaki się poruszamy po świecie: chodzimy, patrzymy, słyszymy itd. jest przejawem naszego obłędu, nie jesteśmy w stanie nawet zauważyć, że jesteśmy w nim pogrążeni. Nawet kiedy coś nas niepokoi i umiemy zorientować się, że coś jest nie tak ze światem i nami samymi, to sięgamy po złe środki zaradcze, takie jak choćby ekologia, umarła religia martwych bogów czy nowe formy fałszywej duchowości lub polityczności wraz z nową lewicą i neoapokaliptyzmem katolickim, które tylko pogłębiają stan kryzysu. Nie widzimy, nie słyszymy ani nie czujemy i nie chodzimy już po świecie, tylko zadeptujemy go, ponieważ sam sposób doświadczania świata jest jego zużywaniem.

Trzeba się zatem zastanowić czy w ogóle jest jeszcze przez nami jakakolwiek DROGA. Czy ROZUM TECHNOLOGICZNY poddany radykalnej krytyce, która powinna być aktem tej rangi, co Kantowski "przewrót kopernikański", jest w stanie sam siebie powstrzymać? Czy może technologiczną ZAGŁADĘ świata i człowieka udaremni, paradoksalnie, akt technicznego samozniesienia się technologii? Czy może w końcu zmuszą nas do tego sama Ziemia i Niebo, ucinając korzeń naszych możliwości dalszego ich użycia w ramach rozwoju naszej złowieszczej cywilizacji?

W myśleniu o tym problemie możemy wyjść na przykład od lektury tekstów Martina Heideggera. W moim odczuciu uchwycił on istotę tego kryzysu w czasie intensyfikacji procesu ekspansji technologii i amerykańskiego sposobu (u)życia świata i człowieka. Należy mu zatem poświęcić szczególną uwagę, ponieważ mało kto, tak radykalnie jak on, dokonał krytyki współczesności, nie wyprzedzając jednocześnie myślenia i nie dając recept działania a nawet teorii, co różni go na przykład myśli lewicowej, nawet tej w najszlachetniejszym wydaniu, jaką zaproponowała swego czasu Szkoła Frankfurcka z Theodorem Adorno, Walterem Benjamienem i Maxem Horkheimerem na czele. Po drugie jego filozofia nie może być podstawą jakiejkolwiek etyki - i tutaj oddala się on także od myśli chrześcijańskiej. Ktokolwiek więc chciałby ratować ten świat wieku technologii, odwołując się do wartości, cnót i kodeksów etycznych (chociażby ekologicznych) jest, według Heideggera skazany na porażkę. Niemniej jednak uważa on zarazem, że na tym etapie spełniającej się grozy technologicznej dokona się ZWROT ku "strzeżeniu istoty BYCIA". Nikt jednak nie wie - sądzi Heidegger - kiedy i w jaki sposób mogłoby to nastąpić. Jednego jest jednak pewien, że w samej istocie niebezpieczeństwa tkwi zarazem "łaska zwrotu" ku "prawdzie bycia", która oznacza RATUNEK - i tu powołuje się on na słynne słowa Hölderlina - Lecz gdzie jest niebezpieczeństwo, tam Rośnie także ratunek.


Taraka od wielu lat proponuje alternatywne sposoby widzenia świata i chodzenia po nim bez zadeptywania go. Pozostaje dzisiaj w naszym kraju jednym z niewielu w pełni wolnych forów wymiany myśli, gdzie bez jakiejkolwiek cenzury można mówić o tym, co nas trapi, jakie mamy marzenia i jakimi ścieżkami podążamy. Przez tę otwartość została poniekąd zatruta różnymi przejawami fałszywej duchowości (New Age, udawany szamanizm), pseudomedycyny i pseudoterapii. Zarazem pozostała tym, czym miała być w założeniu i zatrucie to zawiera jednocześnie antidotum, którym jest zgoda na samokrytycyzm w obrębie proponowanego przez nią dyskursu. Ta możliwość krytycznego myślenia jest tym, co czyni przestrzeń Taraki możliwą przestrzenią poszukiwania dróg dla człowieka w świecie. Jednocześnie mamy do czynienia z paradoksem, bowiem Taraka, jako wytwór czysto technologiczny, jest zarazem tworem potencjalnie antytechnologicznym. Jest to warte zastanowienia się, na ile technika sama w sobie zawiera klucz do samorozwiązania się. Stąd też piszę te słowa właśnie tutaj, a nie gdzie indziej.

Warsztaty Wojciecha Jóźwiaka, w których miałem wielokrotnie okazję brać udział, dzisiaj, z perspektywy ośmiu już lat, postrzegam jako całkiem udaną próbę wyjścia z OBŁĘDU. Tam na chwilę uczyliśmy się patrzeć, słyszeć, czuć oraz normalnie chodzić po Ziemi i pod Niebem. Potem zastanawiałem się, jak utrzymać ten stan, jak go ugruntować. Sądzę, że nie tylko ja zadawałem takie pytania.

Moje rozważania na temat czasu końca naszej ery technologicznej kierują się ku temu, co można robić, a raczej czego nie robić. Jak możemy wyzwolić się z OBŁĘDU i znów widzieć, słyszeć i chodzić nie zadeptując świata? Jak możemy nie tworzyć: 1) "technik" pracy z umysłem i ciałem; 2) (psycho)terapii opartych na racjonalności rozumu technologicznego, zwłaszcza w swej odsłonie Freudowskiej, będącej przecież symptomem później nowoczesności (wraz z poprzedzającym ją protestantyzmem oraz kapitalizmem); 3) fałszywych duchowości typu New Age, będących jedynie zakamuflowaną postacią kapitalistycznej piramidy finansowej i jedną z najbardziej fałszywych ścieżek, jakie kiedykolwiek wymyślił człowiek? Problemem jest też 1) jak nie tworzyć rekonstukcjonistycznych form udawanego szamanizmu; 2) jak nie jeździć po "nauki" na Syberię lub gdziekolwiek indziej, gdzie żyją jeszcze niepobłąkani ludzie, którym zadeptujemy ich ziemię niczego nie rozumiejąc i niczego tam nie widząc; 3) jak wyzbyć się postkolonialnej maniery post-anropologów, czyli jak nie być pogrobowcem Eliadego lub/i naśladowcą założyciela obrzydliwej, kapitalistycznej korporacji Michaela Harnera, który zadeptał już niejedno święte miejsce i oszukał niejednego człowieka, przekonując, że proponowana przez niego metoda jest "szamanizmem"? W końcu zaś 4) jak nie tworzyć nowej gnozy, nie wskrzeszać gnostycyzmu i całej tej manichejskiej grozy, która jest z kolei inną fałszywą ścieżką, tyle że starożytną?

W moim przekonaniu tylko filozofia, jako sztuka myślenia radykalnie krytycznego, takiego, które nie boi się myśleć wbrew sobie samemu, wytworzyć może przestrzeń do pomyślenia tych pytań i tych problemów. Tylko filozofia może powstrzymać od działania, które w obecnych warunkach już nic nie zmieni. Nie da się podać ani recept, ani metod, ani jakichkolwiek technik postępowania, ponieważ czas działania się skończył. Jedyne, czego możemy oczekiwać, to RATUNKU, przy czym nie mam tu na myśli żadnego oczekiwania mesjasza, Chrystusa czy innego proroka. Chrześcijaństwo także, wraz z pozostałymi ścieżkami monoteizmu, jest współodpowiedzialne za obecny stan świata. Zużywanie go jest jednym z pierwszych praw biblijnych, danych przez Jahwe.

Tylko myślenie może dzisiaj zatoczyć pełen krąg cyklu przemiany. Nie możemy przywrócić dawnego czasu, ale możemy czekać nowego.

Będą ten tekst czytać ludzie, którzy się ze mną zgodzą i uznają go za "prawdę", co pchnie ich ku pogłębieniu ich praktyk duchowych i nadziei opartej w tejże fałszywej duchowości - ci są ludźmi spod znaku New Age i nie do nich piszę moje słowa. Będą też tacy, co się ze mną nie zgodzą i zarzucą mi, jak niedawno to uczyniła jedna z moich Czytelniczek, że "rozszerzam kręgi ciemności" swym pesymizmem - także nie do nich, tych tropicieli demonów i rzeczników pozytywnego myślenia, się zwracam. Inni entuzjastycznie zawołają "zróbmy coś zatem!" - podobnie oni są mi obcy i nie mam im nic do powiedzenia. Będą też tacy co stwierdzą, że bredzę i wrócą zadowoleni do swych monitorów łączących ich z fałszywym światem - ci powinni przede wszystkim sobie uświadomić to, że pierwsza padnie SIEĆ, a potem będą musieli szybko nauczyć się rozpalać ogień...

Myślami mymi dzielę się z tymi tylko, którzy wiedzą, że nasza Ziemia dotyka Nieba, Niebo dotyka Drogi, Droga zaś dotyka samej siebie. Oni wiedzą, że przegrałeś już wtedy, kiedy chciałeś (przeciw)działać.


Mirosław Miniszewski



komentarze

1. Nie mogę przestać płakać • autor: Nierozpoznany#60182013-08-13 09:08:04

za chwilę odeślą mnie z pracy do domu.
Masz wielki dar mówienia prosto o sprawach trudnych.
Bardzo dziękuję.

2. Nieadekwatnie powiedziałam • autor: Nierozpoznany#60182013-08-13 12:12:22

To, w jaki sposób mówisz, przemawia do mnie.

Pod koniec ubiegłego tygodnia byłam na filmie "Hannah Arendt" reż. Margarethe von Trotta
Wierność sobie w słuchaniu siebie. Mówienie o tym, co usłyszysz głośno. Wbrew jakimkolwiek więzom.
[foto]

3. Przypominam o odpowiedzi i dyskusji z tym tekstem • autor: Wojciech Jóźwiak2019-07-29 23:51:50

Ten tekst Mirosława Miniszewskiego sprzed ponad 10 lat dostał odpowiedź i dyskusję, tu:

2010-01-04. Wojciech Jóźwiak. Obłęd i wylewanie połowy wody. O genetycznych defektach człowieka i jego kultury

Zachęcam do czytania obu.
Ciekawe, że wtedy, 2009-2010, jeszcze nie było rozpowszechnionej świadomości "antropocenu" czyli dobijania do granic pojemności Ziemi na populację i cywilizację człowieka. Teraz, od paru lat, tę świadomość mamy, a kto nie ma jeszcze, wkrótce dostanie.
Ale wtedy, 10 lat temu, dziejące się szerokoskalowe zło wydawało się zaledwie "zwyczajnym złem". Teraz jesteśmy bystrzejsi i widzimy, że to nasze dobro tak się przeinaczyło.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)