Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

29 października 2019

Paulina Lucyna Danecka

Między żalem a asertywnością – technik uwalniania ciąg dalszy
Co jest cenniejsze: czucie miłości i radości, czy trzymanie się żalu i złości?

Przewlekły żal, którego doświadczamy z powodu jakiejś straty [albo lęku przed nią], jest spowodowany oporem przed akceptacją swojego stanu emocjonalnego i oporem przed pozwoleniem, by żal się skończył. Uporczywe trzymanie się żalu wynika z oporu by go puścić („wypłakujemy oczy”) – pisze w „Technice uwalniania” Hawkins, a ja widzę, że używałam tej emocji, jako sposobu na… dystansowanie się w relacjach.

Mogłam mieć żal o to, że coś w relacji nie działa. Wraz z żalem szła wina, którą często brałam na siebie – bo przecież potrafię zrozumieć wszystko… I tutaj po jakimś czasie pojawiała się złość – że ja mogę, ja się poświęcam, a ktoś mi coś albo ktoś mi czegoś nie. No to dość! Mam powód, żeby wyjść i skończyć to, zanim samo się skończy. I była to cicha pętla, bo „odpuszczając”, „poświęcając się” lub „biorąc na siebie”,  rzadko informowałam o tym osoby, z którymi byłam w relacji – z każdym żalem i poświęceniem wycofując się z tej relacji jak rak i tylko czasami trzaskając drzwiami. Częściej nie. Częściej przestawałam się odzywać – żeby nie zakłócać ciszy i nie musieć się konfrontować. Bo w moim odczuciu nie było już czego. Oprócz żalu, który zostawał ze mną znacznie dłużej, niż wspomniane relacje i był jak fantomowy ból po uciętej kończynie – zamrażał czucie tego, co pozytywne.

Mogę wyjść bez tłumaczenia i bez trzaskania drzwiami

Tymczasem od niedawna, obok strategii cichego żalu i cichej złości (które co raz częściej widzę jako passive-agressive), pojawia się w mojej głowie możliwość asertywności – czyli mówienia o potrzebach i stawiania granic. Bez potrzeby tłumaczenia się, dlaczego. Mogę wytłumaczyć, jeśli ktoś zapyta a ja poczuję, że ta osoba naprawdę potrzebuje wiedzieć. I że ja naprawdę czuję się przez tę osobę słuchana.

Częściej zaś mogę postawić moje „nie” tam, gdzie potrzebuję i pracować nad lękiem odrzucenia i bycia ocenioną jako „zła”. Bo ludzie często nie chcą wiedzieć, chcą tylko coś ugrać – wtedy na „nie” reagują agresywnie.

Bo to zła kobieta była… ;)

„Zła”, czyli ta, która nie spełnia oczekiwań i która ma potrzeby; która się stawia i która siebie stawia najpierw; która się opiera, nie ma czasu i tak dalej. Dochodzę do punktu, w którym wolę nie zawsze być „dobra”, żeby być zawsze szczera – ze sobą.

Bo nie spełniając czyichś oczekiwań, tworzę przestrzeń i czas, w których wychodzę naprzeciw własnym potrzebom. Bo „stawiając się” (zauważ, ile w tym języka wychowania, szkoły i relacji rodzic-dziecko) komuś – staję za tym, co czuję. I wcale nie muszę przy tym tupać nogą (choć czasami mogę) – mogę w tym być spokojna i kochająca. Najpierw siebie – bo jeśli dam sobie, to moje relacje z innymi będą mniej roszczeniowe. I takich relacji pragnę.

Uczę się więc mówić „nie” – i jest to podobno okres trzylatka, czyli taki po trzydziestce. Uczę się też mówić „tak” – wsłuchiwać w to, czego naprawdę potrzebuję. Żeby to „tak” miało znaczenie, a moje decyzję – energię zaangażowania.

Puścić ster

Zauważyłam, że było do mnie dużo żalu o to, że relacje mijają i coś się zmienia. Że zmieniają się ludzie wokół mnie i brak zauważenia, że ja też się zmieniam i to też się może komuś nie podobać. Co nie sprawi, że przestanę się zmieniać. Dlaczego więc mam pretensję o to, że zmieniają się inni? Bo ja się przecież poświęcałam – dawałam więcej, niż miałam ochotę. Nie czułam jeszcze, na co mam ochotę, więc: „tak…”

Proporcjonalnie więcej żalu pojawiało się w relacjach, w których od jakiegoś czasu brałam na siebie rolę tej, która „utrzymuje”, „dba”, „daje więcej”, „czeka cierpliwie”, „rozumie sytuacje” itp. Tutaj żal pojawiał się za każdym razem, kiedy moim zdaniem było nie po równo. Oraz za każdym razem, gdy ktoś miał wobec mnie oczekiwania – że coś mogę, a czegoś nie. Żal pojawiał się, a ja zamiatałam go pod dywan. Bo przecież jestem cierpliwa… A ludzie mogli myśleć, że jeśli nie mówię „nie!”, to wszystko ok.

„Nie”, „tak” i winnych brak

Każda ze stron relacji ma prawo i rodzicielski obowiązek (lub raczej przywilej) względem własnego wewnętrznego dziecka, powiedzieć swoje „tak!” i „nie!” – postawić granice tam, gdzie w danym momencie potrzebuje. I każda ze stron bierze na siebie emocjonalną odpowiedzialność konsekwencji.

Przy czym nie ma winnych – są tylko współwinni lub raczej współodpowiedzialni. Relacje to przepływ. A ból i żal często pojawiają się tam, gdzie już nie płynie. Gdzie czegoś już nie ma. Gdzie zabrakło szczerości, więc żywa relacja zamienia się w coś wyobrażonego, z czego we własnej głowie rozliczam się przed sobą i światem. W atmosferze żalu i winy. A może z perspektywy miłości?

Soczewka żalu

Na relację lub sytuację można spojrzeć przez soczewkę dowolnej emocji. Tak – i przeważnie patrzymy z perspektywy tej emocji, którą świadomie (a częściej nieświadomie) uwalniamy. Niektórzy mówią, że jakaś emocja się „odpala” – to dobra metafora dla typów ognistych. W moim przypadku zalewa – jak wielka fala i przez jakiś czas, nasiąkając nią, nie widzę ani dalej ani więcej. Coś mi się zmienia w ciele, zaczynam być głucha na to, co przecież wiem. I jedno jest pewnie: jest żal! Albo coś innego – nazwanie może być początkiem procesu uwalniania.

Jest żal. Czucie go nie jest przyjemne, pojawia się więc pokusa, żeby się od tego oderwać. Ale też żal jest wielki – tym razem. Wraz z tym, co czuję, pojawiają się dziesiątki przykładów z przeszłości – kiedy pojawiał się żal, a we mnie nie było zgody na to, żeby go czuć. Bo nie wypada, bo przesadzam albo nie mam na to teraz czasu. I wiem, że jeśli tym razem postąpię podobnie, to za jakiś czas żal wróci do mnie jeszcze większą falą… Usiadłam więc, żeby poczuć – w klatce piersiowej i odcinku lędźwiowym. Żal-złość

Wszechświat przyszedł z pomocą ;) Przyciągałam sytuację i rozmowy, w których na nowo mogłam poczuć lub współodczuwać ten żal. Przyciągałam tych, co potrzebują się wyżalić i reagowałam na nich alergicznie. Jeszcze słowo o żalu, i… I powiem Ci „nie!!!” – bo nie chcę tego słuchać. Mam prawo nie chcieć, bo decyduję żyć w stronę radości. Ale też podziękuję Ci – za kilka dni, kiedy zrozumiem, że nie mogłam znieść Twojego żalu, bo przypominał mi o moim własnym…

Cienie w sercu

O od kilku lat realizuję jedną z myśli Junga: oświecenie nie polega na myśleniu o jasności, tylko na dawaniu światła temu, co w nas nieświadome.

Czuję, że to działa w dwie strony jednocześnie – u Hawkinsa jest to uznawaniem (dawaniem światła temu, co wcześniej odrzucone) i odpuszczaniem wraz z otwieraniem się na to, co biegunowo przeciwstawne danej emocji. Dla żalu jest to wdzięczność, radość i miłość.

Nie bez powodu wszystkie te emocje zamieszkują w sercu i klatce piersiowej. I trudno otworzyć się na miłość, kiedy z powodu żalu nie potrafimy oddychać pełną piersią. Czuję, że żal sprawia, że moja klatka piersiowa zapada się do środka. Jest w tym dialog wewnętrzny „nie dam, nie puszczę, tyle już w tym tkwię, to teraz nie puszczę, bo to wy jesteście winni, a ja jestem skrzywdzona”. Tak, i tylko ja mogę puścić, bo ta sytuacje żyje już tylko we mnie. Czasami też w osobie współodpowiedzialnej, zwanej „winną”, którą próbuję ukarać moim żalem.

A potem ktoś podaje mi pomocną dłoń i zadaje pytanie: Co jest cenniejsze – czucie miłości i radości czy trzymanie się tego żalu i złości?

Uznanie ran i zobaczenie schematu

Kiedy już wiem, że mam w sercu sporo cieni i nieuznanych spraw (i one wpływają na relacje, które teraz buduję) – mogę z odwagą i cierpliwością zająć się odpuszczaniem żalu. Do granic zmęczenia….

Zmęczenie może oznaczać opór i rezystencję, ale też troskę o własne serce i jego rytm oraz szacunek do własnych granic. Czuję, że na tym etapie są mi bardzo potrzebne. Teraz często przypomina mi o nich ból, a o ich autentycznym i zgodnym ze mną poszerzaniu się może przypominać radość. Taki kierunek.

Żal wyczerpuje się z czasem. Uświadomienie sobie, że to fakt, daje odwagę i gotowość, by się z nim skonfrontować. Jeśli nie będziemy się opierać i całkowicie się mu poddamy, wyczerpie się w ciągu 10–20 minut, następnie na jakiś czas zniknie. Jeśli za każdym razem, kiedy ponownie będzie się pojawiał, poddamy się mu znów, wyczerpie się w końcu zupełnie. Po prostu pozwalamy sobie w pełni go doznawać. Musimy jedynie przez 10–20 minut znieść to wszechogarniające uczucie, to wszystko, czego potrzeba, by samoistnie i nagle w końcu zniknęło. Jeśli będziemy się mu opierać, wtedy będzie trwał i trwał. Tłumiony żal może utrzymywać się przez lata.

Bibliografia

David R. Hawkins, „Technika uwalniania. Podręcznik rozwijania świadomości”, przeł. Anna Rutkowska, Virgo 2015.


Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)