Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

23 maja 2012

Piotr Jaczewski

z cyklu: Okiem Hipnotyzera (odcinków: 299)

Miejska mobilność i eko-osiadłość.

Kategoria: Techniki rozwoju

« Eco-zastraszanie i poli-amoryczne klany - komuny. Seks, przemoc, bezradność i OSŚ w komunie. »
Zacznijmy od próby zapytanie: "dlaczego ecko-wioski nie cieszą się popularnością, pomimo, że idea warta jest rozważenia?". I w obrębie tego zapytania od razu ciśnie się  odpowiedź: Bo jeszcze nas na to nie stać. Owe EKO-osiadłości są zbyt drogie.
Koszt czy ryzyko jest zbyt wysokie. Mówię o koszcie społecznym czy ryzyku życiowym. I nazywanie szacowania tego ryzyka lękiem, to co najmniej cios poniżej pasa..
Zacznijmy od początku tj. od tego, że to jest pomysł mieszczuchów* tj. całość tych idei eko (włącznie z całym workiem:zamiłowania do ekologii,  równouprawnieniem, tolerancją, feminizmem, komunikacją, pro-wspólnotowością i pracą wewnętrzną) wyrosła na przywilejach jakie daje miejska mobilność. W takich warunkach naturalnie Ja zyskuje na sile: można wybierać - nie tu pracujesz, to tam, wynajmujesz lub kupujesz, nie ta kobieta, to tamta, nie ten facet, to tamten. itd. Mogą też powstać  tak silne ja, które sugerują porzucić swoje ja w imię ratowania planety, poprawnej interpretacji jakiejś książki czy pójścia za głosem postaci z czyjejś fantazji. Efekt mobilności. Miejskiego śnienia. Owa w części iluzoryczna siła czy moc odejścia od stołu negocjacyjnego i powiedzenia: Nie-dziękuję.
W takim układzie utrata owej siły w ryzykownym przedsięwzięciu, to temat pt zawarcie związku małżeńskiego (znów poliamoryczność owej idei eco-osiadłości). Co się dzieje gdy po 15 latach będę chcieć się wycofać ? Tutaj odpowiedź naturalna i racjonalna brzmi z niczym: o to 15 lat życia zawodowego, cywilizacyjnego bezpowrotnie minęło. Nie można odejść od tego stołu.
Coś musi to ryzyko równoważyć, żeby ludzi było stać na jego poniesienie(eg: niemiecki socjal, ale ktoś/coś na ów socjal musi pracować).
Irracjonalnym zachowaniem przy tak wysokim czynniku ryzyka jest testowanie wiarygodności osoby. I równie irracjonalna tutaj jest odpowiedz: O nie, nie udało się w cywilizacji, to teraz chcemy stworzyć swój raj dla przegranych.
Jest to naturalny czynnik przy tak wysokiej stawce i nie dziwi mnie lekki obłęd promocji tych eco-idei, naturalnie nasilających przeciwdziałanie owemu oporowi zanim jeszcze on wystąpi. Efekt podobny do wywieszenia w biurze kartki "akwizytorom wstęp wzbroniony" - można być pewnym, że akwizytor i tak przyjdzie(taka kartka to komunikat "tu jest biuro") tylko z trzy razy większą motywacją i obłędem w oczach i wypowiedzi ;)

* Najbardziej paradoksalne dla mnie jest w tym wszystkim, że owe idee eko są przykładem odzwierciedlenia ekspansywności mainstreamu. Tym razem ta sama ekspansywność cywilizacji wyprowadza poza miasto i w takie warunki w których nigdy sama nie mogłaby powstać. Dla mnie to ewidentnie czynnik autodestrukcyjny owych pomysłów.

Okiem Hipnotyzera: wstęp na końcu

Pisane do Taraki - Magazynu Rozwojowego:
W wypowiedziach różnych mistrzów, autorytetów kryją się zabiegi perswazyjne przemycające idee w sposób zmieniający percepcję i zachowanie.
Nie mam nic przeciwko tym ideom, wiele z nich jest pożyteczne, pomocne. Jestem tylko za świadomością tego, co nas do nich przekonuje, za myśleniem i świadomym decydowaniem się na podążanie za nimi i odkrywanie, co z tego możemy wynieść dla siebie.
Wiele z idei ma hipnotyczny wpływ. Tworzy struktury przy niewiedzy i braku uważności omijające czynnik krytyczny, świadomy i zmieniający percepcję tak, że powstają samospełniające się przepowiednie, doświadczenia je potwierdzające oraz zachowania, które dla naszych własnych celów życiowych są nonsensowne i bezużyteczne.
Inaczej: Otwórz Oczy! Myśl Racjonalnie! Odczuwaj w pełni to co się dzieje! Działaj świadomie planując swoje przeżycia!
Oczywiście, w moich wypowiedziach też się będą kryły zniekształcenia. Taka jest natura komunikacji. Najbardziej interesuje mnie jak komunikacja określa relację i obecne w niej sugestie co do zachowań i percepcji. Prawdziwość komunikatów, co do informacji o świecie czy o subiektywnych interpretacjach tego świata raczej pomijam.
Skupiam się na elementach hipnozy konwersacyjnej.


« Eco-zastraszanie i poli-amoryczne klany - komuny. Seks, przemoc, bezradność i OSŚ w komunie. »

komentarze

[foto]

1. Alternatywne wioski, miasta i cmentarze • autor: Wojciech Jóźwiak2012-05-24 00:30:07

Trochę tu się dopisuję pod Piotrem, a trochę pod przyczyną zamieszania czyli Robertem ("Wizja eko-społeczności"). Piotrze, Twoje argumenty są pod pewnym względem znakomite! - Ale też reagujesz trochę tak, jakby Cię Robert miał za chwilę na 15 lat zaciągnąć do swojej wioski. :)

Ja patrzę na ten projekt jak na przykład robienia czegoś alternatywnego. Tutaj alternatywnego wobec pospolitego modelu „rodzina-na-swoim”. Kiedyś działałem w alternatywnych religiach (i trochę mi z tego zostało), kibicowałem alternatywnej sztuce, a teraz działam w alternatywnym spędzaniu weekendów i urlopów. I jeszcze w alternatywnej edukacji (astrologicznej).

Też zwróciłem uwagę na te lęki czy niepokoje czy niepewności towarzyszące zakładaniu takiej wspólnoty, o których napisał Robert. Jedna z przyczyn jest taka, że prywatna własność, poczucie prywatnej własności jest u nas w Polsce mało ugruntowane. Nie mamy pewności, czy kolejna Władza nie przyjdzie i nie odbierze nam tego, co teraz uważamy za własne. A jeśli swoją własność połączymy z własnością innych osób, to władza wiele łatwiej i chętniej nam to może kiedyś zabrać – bo co wspólne to niczyje, a co niczyje to państwowe.

Naturalną formą własności przy takich wspólnych przedsięwzięciach powinno być stowarzyszenie. Ok. 10 lat temu zakładaliśmy, kilkanaścioro osób, w tym Robert i ja, stowarzyszenie, które miało być organizacyjną „czapką” dla Taraki, warsztatów i innych działań w tym stylu. W trakcie rejestracji orientowałem się stopniowo w co się pakujemy: prawo o stowarzyszeniach w Polsce jest takie, że stowarzyszając się - ubezwłasnowolniamy się. Tracimy podmiotowość, bo całe „życie” stowarzyszenia wisi na łasce urzędu, któremu to stowarzyszenie podlega. Stowarzyszenie w myśl tego prawa jest naprawdę agendą administracji, czyli rządową. Zostaje z zasady upaństwowione. Powinno być inaczej, że stowarzyszenia są prywatną własnością ich członków – i koniec. Akt założenia zostaje zawarty w obecności notariusza. W razie sporów można odwołać się do sądu, jak przy każdym sporze. Po co jakichś nadzór wojewody, rejestracja przez sąd, obowiązek składania raportów itp.?

Zmierzam do tego, że żeby powstawały takie i inne KOMUNY, konieczne jest silniejsze prawo prywatne, silniejsza ochrona ŚWIĘTEJ PRYWATNEJ WŁASNOŚCI.

Czy wspólnota koniecznie musi być „wioską”? Wioska, rozumiem, w tym zawiera się samowystarczalność: że na ziemi, coś uprawiamy, zdrowo, nie produkując w nadmiarze odpadów, nie emitując za wiele CO2 itd. Sami się żywimy. - OK. Akurat mnie to nie podnieca, pracy rolnika nie lubię, mam kawałek ziemi, ale „użytkuję” ją tylko „rekreacyjnie”. (Tfu, co za obrzydliwe urzędalskie słowa!) Pominę argument, że rolnictwo stało się przemysłem i przez te przemysłowe metody żywność jest taka tania. Wydaje mi się, że gospodarowanie na roli jakimiś „małymi metodami” okaże się wielokrotnie kosztowniejsze niż agro-przemysłówka; u Roberta czytam o własnej produkcji bio-diesla jako paliwa, to też mi pachnie jakąś fikcją; podobno w produkcję bio-diesla wkłada się więcej energii niż uzyskuje z tego paliwa. Ale to pomijam. Chodzi mi o to, że myślenie o wspólnocie jako o „wiosce” blokuje, zawęża, zbyt wąsko „tematyzuje” takie ewentualne przedsięwzięcia. Projektów wspólnotowych i (zarazem) alternatywnych może być dużo więcej.

Przykłady:
Wspólnota zamieszkania: pewna liczba osób lub rodzin zamieszkuje w jednej „kolonii”. Taka wspólnota sąsiedzka. Między domami nie ma płotów, ktoś chętny dla pozostałych prowadzi stołówkę - albo nie tylko dla nich; jakieś przydomowe usługi są załatwiane wspólnie. Oczywiście jeszcze warunek podstawowy: jest jakiś wspólny DUCH, który sprawia, że ci ludzie chcą być w bliższym kontakcie niż telefon, e-mail, wakacje.

Wspólnota pracy. Są formuły różnych kooperatyw, spółdzielni, spółek z oo i bez oo – mam wrażenie, że nie wszystko jeszcze tutaj wynaleziono. Wcale nie musi być od razu wspólnotą zamieszkania. O Tarace tak zdarzało mi się myśleć – jak dotąd taki DRIM nie chce przełożyć się na real.

(Piszmy/mówmy „drim” zamiast „śnienie”, bo nie ma przecież czegoś takiego, jak „amerykańskie śnienie” ani „kalifornijskie śnienie”. A drim czyli dream jest. Drim to nie to samo co śnienie, tak jak haj to nie to samo co podwyższenie, pałer to nie to samo co siła, itp.)

Kooperatywny cmentarz! - To jest mój drim od długiego czasu i jeśli znajdę kogoś, kto ma to samo na uwadze, to w to wejdę. Bo nie mam zamiaru leżeć, tzn. moje pozostałości, razem z normalsami w ich betonowych bunkrach, itd.

Tylko że do tego wszystkiego potrzebna jest kasa, kasa. Problem, że polska rzeczywistość gospodarcza jest tak urządzona, że diabelnie ciężko jest zebrać jakieś nadmiarowe pieniądze, ponad życiowe minimum. Można mieć pieniądze na prowadzenie interesu, można mieć na duży samochód, ale nie można ich mieć na FANTAZJE i ALTERNATYWY. W każdym razie jest to dużo trudniejsze. System bardzo nie lubi sytuacji, kiedy pieniądze mogłyby być użyte alternatywnie.

A uważam, że odpowiednio zorganizowani obywatele powinni móc (mieć materialną siłę) zakładać nie tylko alternatywne i ekologiczne (lub inne) wioski, ale i całe MIASTA.

Dlaczego miasta buduje się tylko doklejając kolejne osiedla do miast już istniejących? W średniowieczu budowano NOWE miasta masowo. Może warto pomyśleć o alternatywnym mieście? Tym bardziej, ze częściej mieszkamy w miastach, a nie w wioskach.
[foto]

2. Wspólnoty • autor: Piotr Jaczewski2012-05-24 09:00:40

Ale też reagujesz trochę tak, jakby Cię Robert miał za chwilę na 15 lat zaciągnąć do swojej wioski. :)

Ani chybi dlatego, że mi się pomysł podoba. Sam bym się zaciągnął do swojej wioski. Podoba mi się ten element budowania alternatywnej wspólnoty. Siłą rzeczy mocniej rozbieram w nim te elementy - które ten pomysł obalają tj. anty-cywilizacyjną retorykę czy zarzuty, że ludzie nie robią tego z lęku.
Równie mocno jak gdzieś w tle coś się pyta: Jak to zrobić?
Czy to jest możliwe ?

I bardziej też podoba mi się sztandar: ALTERNATYWA niż EKO.
Jakoś mocno siedzi we mnie skojarzenie: Ekologia jest nieekologiczna. Choćby dla ludzi, bo ideę ekologii stawia ponad nimi.

Choć w kwestiach wspólnotowych w ogóle ideowy sztandar jakoś mi się nie mieści w głowie tj. żeby to funkcjonowało, to w tym musi być LEPIEJ. To musi być wartość dodana, a nie czarowanie (hipnotyzowanie) ludzi ideą. Prędzej czy później taki czar pryska i wtedy zaczyna się ...

np. ten "kooperatywny cmentarz" czy "alternatywny cmentarz" ma już tą wartość dodaną.

Wspólnoty sąsiedzkie z kolei to już nic nowego. Ba, są podręczniki jak to robić, jak aktywizować ludzi itd.

Ja dla odmiany społecznie widzę wartość dodaną we wspólnotach typu "komuna" 4-6 czy więcej osób(też: wielopokoleniowe rodziny) . Patrząc ekonomicznie takie twory klanowe mają dużo większe możliwości niż jednostki.
I mnie zastanawia : jak sobie poradzić z nierównowagą sił w takich tworach? Jak to musiałoby być zorganizowane, żeby przeciwdziałać rozpadowi? Jakim zmianom podlegałoby to w czasie? Jak z tymi zmianami można sobie radzić? itd. A wreszcie jak pogodzić ową klanowość z nowym tworem cywiliazacyjnym jakim jest indywidualność, czy siła jednostki...
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)