Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 maja 2005

Danuta Pawłowska

Miłość a rozwój duchowy
Najważniejszą rzeczą między narodzinami a śmiercią jest miłość

Najważniejszą rzeczą, jaka przytrafia się człowiekowi pomiędzy narodzinami, a śmiercią jest miłość.
Czasem myślę, że to jedyny powód, dla którego żyjemy.
Człowiek nie może przeżyć bez choćby odrobiny miłości. W najbardziej zamrożonym i zamkniętym sercu jest choćby wspomnienie miłości.

Jeśli chcemy odnieść miłość do rozwoju duchowego to zauważamy, że wspólną dla nich cechą jest szukanie SPEŁNIENIA. Człowiek ma potrzebę bycia spełnionym w miłości i potrzebę spełnienia swojego duchowego przeznaczenia, wyrażenia w świecie rzeczywistym swojego potencjału, swojej duszy.

Rodząc się doznajemy miłości rodziców. Dziecko ma otwarte serce, jest zależne i bezbronne. Kontakt z matka jest podnieceniem i przyjemnością. Wszystko, co wiemy o miłości z okresu niemowlęctwa to czy ten stan błogości jest czy go nie ma.
Brak kontaktu z matką objawia się najpierw nieutulonym płaczem, potem apatią i smutkiem, a następnie, gdy matka się pojawia, jeśli brak kontaktu jest długotrwały, zostaje zignorowana. Ileż razy w dorosłym życiu powtarzamy, tę reakcję.
Kontakt pełen miłości utrzymujemy poprzez fizyczny dotyk, ciepły ton głosu i spojrzenie. Tęsknota za taką miłością wynika z braku bliskości.

Aby dorosnąć, dojrzeć trzeba zbudować bliski kontakt z samym sobą. Najważniejszą potrzebą duszy jest bliski związek z samym sobą. Jeśli odwołujemy się do zapisu " poznaj siebie", to dopisałabym na drzwiach wyroczni "pokochaj siebie".
"Siebie kocham i dla siebie pragnę żyć".
Jest to zrodzona z pełni serca dojrzałość do miłości.
Nie ma nic wspólnego z narcyzmem czy egocentryzmem.
Choć psychologowie zbadali, że tylko spełniony egoista zdolny jest do miłości altruistycznej.

Pokochanie siebie oznacza zaspokajanie swoich rzeczywistych potrzeb i realizowanie ich w życiu.
Taka osoba wie, co w jej duszy gra i kieruje się sercem, gdyż zna wszystkie jego zakamarki. Wie, że rozum służy zaspokajaniu potrzeb serca, a ciało reaguje spontanicznie na fale przyjemności płynące z odczuwania miłości.
Człowiek tak kochający jest wolny i daje wolność. Uważa się za godnego miłości, bez względu na to czy jego zachowanie byłoby akceptowane czy nie. ( Wyrażanie wszystkich uczuć w tym złości.) Odczuwana w sercu radość i miłość, a w ciele przyjemność i błogość jest dla niego wskazówką, że idzie dobrą drogą.

W dorosłym życiu budujemy związki z partnerami, powtarzając matryce emocjonalne z dziecięcego życia. Ponieważ więź z matką ulega zerwaniu, ( bo musi), nasze związki z partnerami powtarzają ten schemat i kończą się rozstaniami.
Oczywiście nie wszystkie. Są też związki, które utrzymywane są z powodu otrzymywania w nich choćby odrobiny miłości lub też wspomnienia miłości.
Budowanie dojrzałego, satysfakcjonującego związku wymaga świadomości samego siebie. Jest to układ synergiczny. W pewnym sensie, poprzez zorientowanie na rdzeń pozwala zachować pierwotność (wilk i wilczyca). Prototypem intymnego, bliskiego związku jest akt seksualny.

Potrzeba zbliżenia jest impulsem w sercu życia. W seksualnym oddaniu serce zyskuje SPEŁNIENIE miłości i otwiera się na całość ŻYCIA. Spełnienie wykracza poza sam orgazm. Jest to coś, o czym marzymy - ekstaza i spełnienie w miłości.
Jaka szkoda że doznajemy tego tak rzadko a niektórzy z nas nigdy. Nasze serca tęsknią za miłością, ale nie odważamy się oddać boskiemu szaleństwu.
Często powstrzymuje nas obawa przed utratą kontroli, gdyż musielibyśmy jeszcze raz przeżyć zapamiętany w ciele ból utraty matki w niemowlęctwie. Dziś jako dorosłym swobodny, pełny, uwolniony oddech pozwoliłby nam przejść przez tę blokadę. Być może silniejszy jest strach przed pełnym oddaniem się, obawa przed zniknięciem, pochłonięciem i utratą siebie.

Tymczasem (Miłość, seks i serce, Alexander Lowen ) oddanie się w miłości nie jest poddaniem się drugiej osobie, ale własnej jaźni, własnemu sercu i własnemu pragnieniu miłości. Angażuje to wszystkie nasze uczucia.
Nasze ego musi osłabić swą rolę kontrolera ciała i uczuć. Musimy zaakceptować strach przed porzuceniem, potencjalny ból związany z utratą miłości i złość z powodu ewentualnej zdrady. Musimy również zaakceptować swoją bezradność wobec podstawowych wydarzeń życia: narodzin, miłości, choroby, śmierci.
Na tę bezradność mamy na szczęście sposoby. Natura obdarzyła na szczęście ludzi umiejętnością reagowania i odpowiadania na zniewagi i urazy. Mamy zdolność samoleczenia. Kiedy zostaliśmy zranieni możemy płakać, kiedy zostaliśmy zdradzeni możemy reagować złością, kiedy stajemy w obliczu zagrożenia możemy walczyć lub uciekać. Te reakcje gwarantują naszą integralność tak, że potrafimy sobie dawać radę ze zmiennymi kolejami życia.

Wielu z nas gna w rozwoju duchowym, coraz dalej i dalej szukając nowych sposobów na oświecenie w poczuciu wiecznego niespełnienia.
Są i tacy którzy mają już dostęp do wysokiego poziomu energii, potrafią poruszać się w świetle jaźni i z łatwością uzdrawiają innych, a w swym własnym sercu tęsknią za miłością odczuwaną osobowo. Jeśli w naszej duchowej drodze nie osiągniemy spełnienia w fizycznym wymiarze tu na ziemi to wydaje mi się, że osiągniecie spełnienia w niebie, raju lub gdziekolwiek poza Sobą samym jest mrzonką.
Żyć na ziemi z otwartym sercem i wyrosnąć z dziecięcych (egocentrycznych) lęków być może jest drogą do spełnionej miłości i szansą na pełnię duchową.



Danuta Pawłowska

corkanieba@interia.pl

16 maja 2005





Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)