Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

18 kwietnia 2017

Tim Freke

Misteria Jezusa: Czy pierwotny Jezus był bogiem pogańskim?
Fragment książki „The Jesus Mysteries”

Nieprawdopodobna myśl

Rzekł Jezus: „Misteria moje wyjawiam godnym moich misteriów”.
Ewangelia Tomasza

W miejscu, gdzie stoi teraz Watykan, stała kiedyś pogańska świątynia. Tutaj pogańscy kapłani odprawiali ceremonie, które dla pierwszych chrześcijan były tak szokujące, że próbowali zatrzeć wszelkie po nich ślady. Jakie to straszne rytuały miały tu miejsce? Czy były to krwawe ofiary bądź sprośne orgie? To właśnie próbowano nam wmówić. Prawda jest jednak o wiele bardziej niezwykła.

Tutaj, gdzie dzisiaj wierni czczą swego Pana Jezusa Chrystusa, starożytni czcili innego boga, który podobnie jak Jezus narodził się cudownie 25 grudnia w obecności trzech pasterzy. W tym starożytnym sanktuarium pogańskie wspólnoty wysławiały kiedyś pogańskiego odkupiciela, o którym tak jak o Jezusie twierdzono, że wstąpił do nieba i obiecał, że powróci przy końcu czasów, aby sądzić żywych i umarłych. W tym samym miejscu, gdzie papież odprawia katolicką mszę, pogańscy kapłani spożywali symboliczny posiłek składający się z chleba i wina na pamiątkę swego zbawiciela, który tak jak Jezus oświadczył:

„Ten, kto nie będzie jadł ciała mego i pił krwi mojej, aby być jedno ze mną, a ja z nim, ten nie pozna zbawienia”.

Kiedy zaczęliśmy odkrywać te szokujące podobieństwa pomiędzy opowieścią o Jezusie a pogańskim mitem oniemieliśmy. Wychowaliśmy się w kulturze, która przedstawiała pogaństwo i chrześcijaństwo jako zupełnie przeciwne poglądy religijne. Jak więc wyjaśnić tak zadziwiające podobieństwa? Byliśmy zaintrygowani i kontynuowaliśmy nasze badania. Im bardziej się zagłębialiśmy w temat, tym więcej znajdowaliśmy podobieństw. Aby wyjaśnić tę obfitość dowodów, które wydobyliśmy na światło dzienne, musieliśmy poddać całkowitej rewizji nasze spojrzenie na relację pomiędzy pogaństwem a chrześcijaństwem, zakwestionować poglądy, które uważaliśmy za niekwestionowane i wziąć pod uwagę możliwości, które na pierwszy rzut oka wydawały się niemożliwe. Niektórzy czytelnicy uznają nasze wnioski za szokujące, a inni za heretyckie, dla nas jednak są one najprostszym i najoczywistszym wyjaśnieniem materiału dowodowego, który zgromadziliśmy.

Przekonaliśmy się, że opowieść o Jezusie nie jest biografią historycznego Mesjasza, ale mitem opartym na ponadczasowych pogańskich podaniach. Chrześcijaństwo nie było w rzeczywistości nowym i unikalnym objawieniem, ale żydowską modyfikacją starożytnej, pogańskiej religii misteryjnej. To właśnie nazwaliśmy „teorią misteriów Jezusa”. Na pierwszy rzut oka może ona wydawać się naciągana i taką wydawała się z początku nam samym. O „prawdziwym” Jezusie napisano w końcu tak wiele bzdur, że do wszelkiej nowatorskiej teorii podchodziliśmy z dużą dozą sceptycyzmu. Jednak pomimo faktu, że książka ta stawia niezwykłą tezę, nie jest ona tylko ciekawą fantazją czy sensacyjną spekulacją. Opiera się na dostępnych źródłach historycznych i najnowszych badaniach naukowych. Chociaż mamy nadzieję, że napisaliśmy ją w języku zrozumiałym dla szerokiego kręgu czytelników, to zamieściliśmy też obszerne przypisy, podając źródła, odniesienia i dodatkowe szczegóły dla tych, którzy chcieliby dokładniej przeanalizować nasze argumenty.

Pomimo że wciąż radykalne i prowokacyjne, idee, które tu przedstawiamy nie są wcale nowe. Już w Odrodzeniu mistycy i uczeni dopatrywali się genezy chrześcijaństwa w starożytnej religii Egiptu. Wizjonerscy badacze przełomu XIX i XX wieku również stawiali tezy podobne naszej. W ostatnich dziesięcioleciach naukowcy akademiccy raz za razem wskazywali na ewentualności, o których mówimy. Jednak niewielu odważyło się sformułować wnioski, do jakich doszliśmy. Dlaczego? Ponieważ nadal jest to temat tabu.

Przez 2000 lat na Zachodzie panował pogląd, że chrześcijaństwo jest święte i unikalne, a pogaństwo prymitywne i diabelskie. Było nie do pomyślenia, że obydwa mogły być częścią tej samej tradycji. Dlatego też, chociaż łatwo można było odkryć genezę chrześcijaństwa, tylko niewielu tego dokonało, gdyż wymagało to radykalnego zerwania z uwarunkowaniami kulturowymi. Naszym wkładem w ten proces jest to, że ośmieliliśmy się pomyśleć o tym, co nie do pomyślenia i przedstawić nasze wnioski w formie książki popularnonaukowej, a nie jakiejś sztywnej, akademickiej publikacji. Książka nasza nie jest z pewnością ostatnim słowem w tym trudnym temacie, ale mamy nadzieję, że będzie ważnym impulsem do ponownego, gruntownego zweryfikowania genezy chrześcijaństwa.

MISTERIA POGAŃSKIE

W tragediach greckich chór wyjawia los głównego bohatera zanim zacznie się sztuka. Podróż wydaje się łatwiejsza, jeśli znasz jej przebieg i cel. Dlatego zanim zagłębimy się w szczegóły, chcielibyśmy prześledzić proces naszego odkrycia i w ten sposób przedstawić krótki zarys książki.

Przez całe życie mieliśmy obsesję na punkcie wszelkich form mistycyzmu. W ostatnim czasie skoncentrowała się ona na eksploracji duchowości świata starożytnego. Ogólna wiedza społeczeństwa o pogaństwie pozostaje daleko w tyle za nowatorskimi badaniami naukowymi i dlatego, jak większość ludzi, mieliśmy z początku bardzo niedokładne i przestarzałe poglądy na jego temat. Byliśmy nauczeni postrzegać je jako pełną przesądów, pogrążoną w oddawaniu czci bożkom i składaniu krwawych ofiar kulturę, czasami kojarzącą się też z nudnymi filozofami w długich togach po omacku szukających drogi ku temu, co dzisiaj nazywamy „nauką”. Znaliśmy też wiele greckich mitów, które ukazywały stronniczą i kapryśną naturę bogów i bogiń Olimpu. W ostatecznym rozrachunku pogaństwo wydawało się nam prymitywne i generalnie obce. Jednak po wielu latach badań zmieniliśmy to zdanie.

Duchowość pogańska była w rzeczywistości wyrafinowanym owocem wysoko rozwiniętej kultury. Państwowe religie, takie jak grecka cześć bogów Olimpu, były niczym więcej niż przejawem zewnętrznej pompy i ceremonii. Prawdziwa duchowość narodu wyrażała się w tętniących życiem, mistycznych „religiach misteryjnych”. Misteria te, będące z początku ruchami podziemnymi i heretyckimi, rozprzestrzeniły się i rozkwitły na całym obszarze śródziemnomorskim, inspirując największe umysły świata pogańskiego, które uznawały je za samo źródło cywilizacji.

Wszystkie tradycje misteryjne posiadały egzoteryczne misteria zewnętrzne, w których skład wchodziły znane wszystkim mity i dostępne dla każdego, kto chciał w nich wziąć udział rytuały. Istniały też ezoteryczne misteria wewnętrzne, które były świętą tajemnicą znaną tylko tym, którzy przeszli rygorystyczny proces wtajemniczenia. Adepci misteriów wewnętrznych poznawali mistyczne znaczenie rytuałów i mitów misteriów zewnętrznych, przez co doświadczali osobistej przemiany i duchowego oświecenia.

Filozofowie świata starożytnego byli duchowymi mistrzami misteriów wewnętrznych. Byli oni mistykami i cudotwórcami, którym bliżej było do współczesnych guru, niż nudnych naukowców akademickich. Wielki filozof grecki Pitagoras, na przykład, kojarzy się nam dzisiaj tylko ze swoimi matematycznymi teoriami i niewielu potrafi wyobrazić go sobie takim, jakim był naprawdę – ekstrawaganckim mędrcem, który wierzył, że potrafi cudownie wstrzymać wiatr i wzbudzać umarłych.

Centrum misteriów był mit o znanym pod wieloma imionami umierającym i zmartwychwstającym bogu. W Egipcie był to Ozyrys, w Grecji Dionizos, w Azji Mniejszej Attys, w Syrii Adonis, we Włoszech Bachus, w Persji Mitra. Generalnie wszyscy ci bogowie byli tą samą mityczną postacią. Tak jak było w zwyczaju już w III wieku p.n.e, w książce tej będziemy używać złożonego imienia „Ozyrys-Dionizos”, aby podkreślić jego powszechną i wieloaspektową naturę i określonego imienia, kiedy odnosić się będziemy do konkretnej tradycji misteryjnej.

Już w V wieku p.n.e. filozofowie tacy jak Ksenofanes i Empedokles wyśmiewali literalne rozumienie opowieści o bogach i boginiach. Widzieli oni w nich alegorie duchowego doświadczenia człowieka. Mity o Ozyrysie-Dionizosie nie powinny być postrzegane więc tylko jako ciekawe opowieści, ale jako zakodowane w języku symbolicznym mistyczne nauki misteriów wewnętrznych. Z tego powodu, chociaż jego szczegóły były rozwijane i przystosowywane z upływem czasu do różnych kultur, sam mit o Ozyrysie-Dionizosie pozostawał zasadniczo taki sam.

Wszystkie te opowieści o bogach religii misteryjnych łączy coś, co słynny mitolog Joseph Campbell nazwał „wspólną anatomią”. Tak jak każdy człowiek jest wyjątkowy pod względem fizycznym, a jednak można mówić o ogólnej anatomii ludzkiego ciała, tak te różne mity można postrzegać zarówno w kategoriach ich unikalności, jak i fundamentalnej identyczności. Pomocnym porównaniem może być relacja pomiędzy „Romeem i Julią” Szekspira a „West Side Story” Bernsteina. Pierwszy utwór jest szesnastowiecznym angielskim dramatem o bogatych rodach włoskich, a drugi współczesnym amerykańskim musicalem o gangach ulicznych. Na pierwszy rzut oka bardzo się różnią, a jednak jest to zasadniczo ta sama opowieść. Podobnie, opowieści o bogach misteriów pogańskich są w gruncie rzeczy tym samym mitem, chociaż przyjmują różną formę.

Im lepiej poznawaliśmy różnorodne wersje mitu o Ozyrysie-Dionizosie, tym oczywistszym stawał się fakt, że opowieść o Jezusie posiada wszystkie cechy tego ponadczasowego podania. Zobaczyliśmy, że wydarzenie po wydarzeniu, byliśmy w stanie odtworzyć rzekomą biografię Jezusa z mitycznych motywów, które wcześniej odnosiły się do Ozyrysa-Dionizosa:

  • Ozyrys-Dionizos jest Bogiem, który stał się ciałem, zbawicielem i „Synem Bożym”.
  • Jego ojcem jest Bóg, a matką dziewica – śmiertelniczka.
  • Rodzi się w jaskini bądź skromnym żłobie 25 grudnia w obecności trzech pasterzy.
  • Oferuje swoim wyznawcom szansę powtórnych narodzin poprzez rytuał chrztu.
  • Przemienia cudownie wodę w wino na ceremonii ślubnej.
  • Wjeżdża triumfalnie do miasta na osiołku, podczas gdy lud wita go palmami.
  • Umiera w Wielkanoc, jako ofiara za grzechy świata.
  • Po śmierci zstępuje do piekła, a trzeciego dnia zmartwychwstaje i wstępuje w chwale do nieba.
  • Jego wyznawcy oczekują jego powrotu jako sędziego w czasach ostatecznych.
  • Jego śmierć i zmartwychwstanie jest świętowane poprzez rytualny posiłek składający się z chleba i wina, symbolizujących jego ciało i krew.

To tylko niektóre ze wspólnych motywów „biografii” Jezusa i Ozyrysa-Dionizosa. Dlaczego te podobieństwa nie są wszystkim znane? Ponieważ, jak później odkryliśmy, wczesny Kościół rzymski zrobił wszystko, co w jego mocy, abyśmy ich nie poznali. Systematycznie niszczył on pogańską literaturę sakralną w ramach brutalnego planu wymazania misteriów z historii – cel ten zrealizował tak gruntownie, że dziś pogaństwo uznawane jest za „martwą” religię.

Choć dzisiaj może to zaskakiwać, nie zaskakiwało to pisarzy pierwszych wieków naszej ery. Byli oni świadomi podobieństw pomiędzy nową religią chrześcijańską a starożytnymi misteriami. Pogańscy krytycy chrześcijaństwa – tacy jak satyryk Kelsos – narzekali, że nowa religia jest zaledwie bladym odbiciem ich własnych starożytnych nauk. Ze zrozumiałych względów poruszeni tym wcześni „ojcowie Kościoła”, Justyn Męczennik i Ireneusz, desperacko twierdzili, że podobieństwa te są rezultatem „diabelskiej imitacji”. Używając jednego z najbezsensowniejszych argumentów, jakie kiedykolwiek wymyślono, oskarżyli diabła o „proroczy plagiat”, o przebiegłe naśladowanie prawdziwej historii o Jezusie zanim ta faktycznie miała miejsce. A wszystko po to, aby zwieść łatwowiernych! Gdy już mówimy o przebiegłości diabła, to ci ojcowie Kościoła wydają się w niczym mu nie ustępować. 

Inni egzegeci twierdzili, że mity te były „pre-echem” literalnego przyjścia Jezusa, czymś na kształt przeczuć bądź proroctw. To łaskawsza wersja teorii „diabelskiej imitacji”, ale nie mniej śmieszna. Nic poza kulturowym uwarunkowaniem nie daje podstaw, aby widzieć w opowieści o Jezusie literalne wypełnienie jej wielu mitycznych zapowiedzi. Patrząc bezstronnie wydaje się ona jeszcze jedną odsłoną tego samego mitu.

Najprostszym wyjaśnieniem jest to, że kiedy wczesne chrześcijaństwo stało się dominującą religią w pogańskim uprzednio świecie, popularne motywy jego mitologii zostały zaadaptowane na potrzeby biografii Jezusa. Jest to możliwość, którą dostrzega nawet wielu chrześcijańskich teologów. Dziewicze poczęcie, na przykład, jest często uznawane za późniejszy wtręt, który nie powinien być w ogóle rozumiany dosłownie. Takie motywy „pożyczano” z pogaństwa w ten sam sposób, w jaki pogańskie święta adoptowano jako święta chrześcijańskie. Ta teoria jest bardzo popularna w kręgu badaczy poszukujących „prawdziwego” Jezusa ukrytego pod ciężarem mitologicznych rudymentów.

Choć pociągająca na pierwszy rzut oka, teoria ta nie spełniała naszych oczekiwań. Zgromadziliśmy tak wiele podobieństw, że w opowieści o Jezusie nie pozostało prawie nic, co nie miałoby swojej prefiguracji w misteriach. Na domiar tego odkryliśmy, że nawet nauka Jezusa wzorowana była na słowach pogańskich mędrców! Jeśli gdzieś pod tym wszystkim ukryty był „prawdziwy” Jezus, to musieliśmy przyznać, że kompletnie o nim nic nie wiemy, ponieważ wszystko, co po nim pozostało to późniejsza pogańska naleciałość! Taki pogląd wydawał się absurdalny. Z pewnością musiało istnieć jakieś sensowniejsze rozwiązanie tego problemu.

GNOSTYCY

Kiedy tak analizowaliśmy nasze odkrycia, zaczęliśmy wątpić w prawdziwość powszechnie przyjętego obrazu wczesnego Kościoła i dlatego postanowiliśmy samodzielnie przyjrzeć się jego historii. Odkryliśmy, że wczesna społeczność chrześcijańska nie była wcale jednolitym zgromadzeniem świętych i męczenników, jak tradycyjna historia chciałaby, abyśmy wierzyli, ale mozaiką różnorodnych grup. Grupy te można zaś było podzielić na dwie główne szkoły. Z jednej strony mieliśmy tych, których będziemy nazywać „literalistami”, ponieważ charakteryzuje ich to, że przyjmują opowieść o Jezusie za dosłowną relację historyczną. To właśnie tę szkołę chrześcijaństwa adoptowało Cesarstwo Rzymskie w IV w.n.e. i to ona stała się rzymskim katolicyzmem z wszystkimi jego późniejszymi odgałęzieniami. Z drugiej strony mieliśmy diametralnie od nich różnych chrześcijan zwanych gnostykami.

Ci zapomniani chrześcijanie byli tak skutecznie zwalczani przez literalistyczny Kościół rzymski, że do niedawna poza kilkoma wzmiankami w pismach ich krytyków prawie nic o nich nie wiedzieliśmy. Przetrwało tylko kilka oryginalnych pism gnostyckich, z których żadne nie zostało opublikowane przed XIX wiekiem. Tę sytuację dramatycznie zmieniło jednak nieprawdopodobne odkrycie arabskiego wieśniaka, który w 1945 roku natknął się na całą bibliotekę ewangelii gnostyckich ukrytych w jaskini niedaleko Nag Hammadi w Egipcie. To dało uczonym dostęp do wielu tekstów, które były w obiegu wśród pierwszych chrześcijan, ale które zostały świadomie wyłączone z kanonu Nowego Testamentu – ewangelii przypisywanych Tomaszowi i Filipowi, tekstów relacjonujących dzieje Piotra i 12 uczniów, apokalips przypisywanych Pawłowi i Jakubowi i wielu innych.

Wydawało się nam niewiarygodne, że odkryto całą bibliotekę pism wczesnochrześcijańskich, zawierających jak się twierdzi naukę Chrystusa i jego uczniów, a jednak tak niewielu współczesnych naśladowców Jezusa wiedziało o ich istnieniu. Dlaczego chrześcijanie nie kwapili się, aby przeczytać te nowo odkryte słowa ich Pana? Co sprawia, że ograniczają się do tej garstki ewangelii wybranych, aby wejść do Nowego Testamentu? Wydaje się, że chociaż minęło prawie 2000 lat od czasu czystki na gnostykach, w okresie których z Kościoła rzymskiego wyłonił się protestantyzm i tysiące innych alternatywnych grup, to jednak gnostycy wciąż nie są uznawani za prawowierny głos chrześcijaństwa.

Ci, którzy badają ewangelie gnostyckie, odkrywają formę chrześcijaństwa zupełnie obcą religii, którą znają. Zagłębiliśmy się więc w dziwne, ezoteryczne teksty o takich tytułach jak: „Hipostaza Archontów”, czy „Oda do Norei”. Czuliśmy się, jakby był to odcinek Star Treka – i w pewien sposób był. Gnostycy byli bowiem prawdziwymi „psychonautami”, którzy odważnie badali granice wewnętrznego kosmosu, poszukując początków i sensu życia. Byli oni mistykami i twórczymi wolnomyślicielami. Stało się dla nas oczywiste, dlaczego hierarchia kościoła literalistów tak ich nienawidziła.

Dla literalistów gnostycy byli niebezpiecznymi heretykami. W opasłych tomach antygnostycznych dzieł – niezamierzonym świadectwie mocy i wpływu gnostycyzmu na wczesne chrześcijaństwo – przedstawiano ich jako chrześcijan, którzy „zasymilowali się” z rdzenną ludnością. Twierdzono, że zarazili się oni otaczającym ich pogaństwem i porzucili czystość prawdziwej wiary. Gnostycy, z drugiej strony, postrzegali siebie jako prawdziwych chrześcijan, a ortodoksyjnych biskupów jako „imitację Kościoła”. Twierdzili, że znają tajemnicze misteria wewnętrzne chrześcijaństwa, których nie znają literaliści.

Kiedy tak badaliśmy wierzenia i praktyki gnostyków, przekonaliśmy się, że literaliści mieli rację przynajmniej w jednej kwestii: gnostycy niewiele różnili się od pogan. Jak filozofowie misteriów pogańskich, wierzyli oni w reinkarnację, czcili boginię Sofię i całym sercem oddani byli greckiej filozofii Platona. Słowo „gnostyk” oznacza „wiedzącego”, jest to nazwa, którą przyjęli, ponieważ podobnie jak adepci misteriów pogańskich wierzyli, że ich tajemna nauka posiada moc udzielania „gnozy” – bezpośredniej, opartej na doświadczeniu „wiedzy o Bogu”. Tak jak celem pogańskiego adepta było stać się bogiem, tak celem gnostyków było stać się Chrystusem.

Uderzył nas szczególnie fakt, że gnostycy nie przejmowali się historycznością Jezusa. Postrzegali oni opowieść o Jezusie w ten sam sposób, w jaki pogańscy filozofowie postrzegali mit o Ozyrysie-Dionizosie – jako alegorię, w której zaszyfrowane było tajemne, mistyczne nauczanie. Po tym odkryciu wyklarowała się nam niewiarygodna możliwość: Być może cały czas mieliśmy przed oczami odpowiedź na pytanie o podobieństwa pomiędzy pogańskimi mitami a biografią Jezusa, ale tak ugrzęźliśmy w tradycyjnym sposobie myślenia, że nie potrafiliśmy jej dostrzec.

TEORIA MISTERIÓW JEZUSA

Tradycyjna wersja historii, którą pozostawił nam w spadku Kościół rzymski, jest taka, że chrześcijaństwo rozwinęło się z nauczania żydowskiego Mesjasza, a gnostycyzm był późniejszym jego wypaczeniem. Co stałoby się, zastanawialiśmy się, gdyby ten obraz odwrócić i uznać gnostycyzm za prawdziwe chrześcijaństwo, tak jak twierdzili sami gnostycy? Czy mogło być tak, że ortodoksyjne chrześcijaństwo było późniejszym wypaczeniem gnostycyzmu, a sam gnostycyzm syntezą judaizmu i religii misteriów pogańskich? To właśnie był początek teorii misteriów Jezusa.

Mówiąc otwarcie, obraz jaki się nam wyłaniał był następujący: Wiedzieliśmy, że najstarsze kultury obszaru Morza Śródziemnego adoptowały starożytne misteria, dostosowując je według narodowych potrzeb i tworząc własną wersję mitu umierającego i zmartwychwstającego boga. Być może niektórzy Żydzi także adoptowali pogańskie misteria i stworzyli własną ich wersję, którą znamy obecnie jako gnostycyzm. Być może adepci żydowskich misteriów dostosowali potężny symbolizm mitów o Ozyrysie-Dionizosie do własnych potrzeb, tworząc mit, którego bohaterem był umierający i zmartwychwstający żydowski bóg Jezus.

Jeśli to prawda, to opowieść o Jezusie nie była wcale biografią, ale świadomie stworzonym nośnikiem zaszyfrowanego, duchowego nauczania żydowskich gnostyków. Tak jak w misteriach pogańskich, wtajemniczenie w wewnętrzne misteria objawiło alegoryczne znaczenie mitu. Być może ci, którzy nie byli wtajemniczeni w wewnętrzne misteria gnostycyzmu, błędnie uznali mit o Jezusie za fakt historyczny i w ten sposób powstało literalistyczne chrześcijaństwo. Być może wewnętrzne misteria chrześcijaństwa, których uczyli gnostycy, a istnienia których zaprzeczali literaliści, objawiały, że opowieść o Jezusie nie była historycznym zapisem jedynej w swoim rodzaju wizyty Boga na planecie Ziemia, ale mistyczną opowieścią dydaktyczną, stworzoną, aby pomóc nam stać się Chrystusem.

Skoro opowieść o Jezusie posiada wszelkie znamiona mitu, może więc właśnie nim jest? W końcu nikt, kto czytał nowo odkryte ewangelie gnostyckie, nie bierze ich fantastycznych opowieści za literalną prawdę, są one bez problemu postrzegane jako mity. Tylko przyzwyczajenie i kulturowe uwarunkowanie nie pozwala nam widzieć ewangelii Nowego Testamentu w tym samym świetle. Jeśli te ewangelie również zaginęłyby i zostały dopiero niedawno odkryte, czy ktoś czytałby te opowieści i wierzył, że są historycznym zapisem życia człowieka narodzonego z dziewicy, który chodził po wodzie i powrócił do życia z umarłych? Dlaczego uważamy opowieści o Ozyrysie, Dionizosie, Adonisie, Attysie, Mitrze i innych zbawicielach misteriów pogańskich za bajki, a gdy chodzi o w gruncie rzeczy tę samą opowieść, tylko osadzoną w żydowskim kontekście, wierzymy, że jest to biografia cieśli z Betlejem?

Zaskoczyło nas to, że pomimo wielu lat bezstronnych, duchowych poszukiwań nasze chrześcijańskie wychowanie sprawiało, że czuliśmy się niezręcznie nawet dopuszczając taką myśl. Dziecięca indoktrynacja sięga bardzo głęboko. W praktyce twierdziliśmy, że Jezus był pogańskim bogiem, a chrześcijaństwo heretyckim owocem pogaństwa! Wydawało się to skandaliczne. Jednak ta teoria wyjaśniała podobieństwa pomiędzy opowieściami o Ozyrysie-Dionizosie a Jezusem Chrystusem w prosty i sensowny sposób. Są one częścią jednej rozwijającej się mitologii.

Teoria misteriów Jezusa dawała odpowiedź na wiele kłopotliwych pytań, jednak stawiała też nowe. Czy nie ma niepodważalnych historycznych dowodów istnienia człowieka Jezusa? Jak gnostycy mogą być prawdziwymi chrześcijanami, skoro św. Paweł, pierwszy znany nam chrześcijanin, jest tak wyraźnie antygnostycki? Czy wiarygodne jest, że tak odizolowany i przeciwny pogaństwu naród jak Żydzi, mógł adoptować misteria pogańskie? Jak to się stało, że świadomie stworzony mit zaczął być uznawany za wydarzenie historyczne? Jeśli gnostycyzm reprezentuje prawdziwe chrześcijaństwo, to dlaczego literalistyczne chrześcijaństwo zdominowało świat, stając się najbardziej wpływową religią wszechczasów? Na wszystkie te trudne pytania musieliśmy znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź zanim szczerze zaakceptowalibyśmy tak radykalną teorię, jak teoria misteriów Jezusa.

WIELKIE ZACIERANIE ŚLADÓW

Nasza wizja początków chrześcijaństwa wydaje się nieprawdopodobna tylko dlatego, że jest sprzeczna z przyjętą. Kiedy rozszerzyliśmy nasze badania, tradycyjny obraz chrześcijaństwa rozpadał się na naszych oczach. Pogrążyliśmy się w świecie schizm, walki o władzę, fałszowania pism, listów, których treść przeredagowywano i w świecie masowego niszczenia dowodów historycznych. Jak w przypadku analizy kryminalistycznej skupiliśmy się na kilku faktach, których byliśmy pewni, jak byśmy byli detektywami na krawędzi sensacyjnego odkrycia „kto to zrobił”, albo wyrażając się dokładniej, jak byśmy odkrywali dawną i nierozpoznaną pomyłkę sądową. Raz za razem, kiedy krytycznie analizowaliśmy pozostałe, realne dowody, odkrywaliśmy, że historia chrześcijaństwa, którą przekazał nam w spadku Kościół rzymski, była rażącym wypaczeniem prawdy. W rzeczywistości materiał dowodowy całkowicie wspierał Teorię Misteriów Jezusa! Było coraz bardziej oczywiste, że świadomie wprowadzano nas w błąd i że gnostycy naprawdę byli prawdziwymi chrześcijanami, a nad ich anarchicznym mistycyzmem przejęła kontrolę autorytarna instytucja, która stworzyła z niego religię dogmatyczną – a później zatarła po tym ślady na skalę niespotykaną w historii.

Jednym z głównych architektów tej operacji był człowiek, który nazywał się Euzebiusz, który na początku czwartego wieku stworzył, wykorzystując legendy, zwykłe wymysły i własną fantazję, jedyną dostępną dziś historię wczesnego chrześcijaństwa. Wszystkie późniejsze historie chrześcijaństwa zmuszone były opierać się na wątpliwych twierdzeniach Euzebiusza, ponieważ nie było na czym innym się oprzeć. Wszyscy ci, którzy inaczej widzieli chrześcijaństwo, byli nazywani heretykami i usuwani. W ten sposób fałsz zapoczątkowany w czwartym stuleciu dotarł do naszych czasów jako prawda historyczna.

Euzebiusz był na utrzymaniu rzymskiego cesarza Konstantyna, który uczynił chrześcijaństwo religią państwową cesarstwa i dał chrześcijaństwu literalistycznemu moc, której potrzebowało, aby dokonać ostatecznej czystki pogaństwa i gnostycyzmu. Konstantyn pragnął, aby hasło „jeden Bóg i jedna religia” umocniło jego dążenie do „jednego cesarstwa i jednego cesarza”. Przewodniczył on opracowaniu kredo Nicejskiego – wyznania wiary powtarzanego w kościołach do dnia dzisiejszego – a chrześcijanie, którzy nie zgadzali się z tym kredo zostali wypędzeni z cesarstwa bądź w inny sposób uciszeni.

„Chrześcijański” cesarz wrócił następnie z Nicei do domu i kazał udusić swoją żonę i zamordować właswego syna. Świadomie nie przyjął chrztu, aż do późnej starości, aby mógł kontynuować swoje zbrodnie i nadal otrzymać rozgrzeszenie i miejsce w niebie, kiedy przyjmie go na łożu śmierci. Chociaż jego „specjalista od wizerunku” Euzebiusz napisał pochlebną jego biografię, był on w rzeczywistości potworem – tak jak wielu rzymskich cesarzy przed nim. Czy naprawdę można się dziwić, że „historia” chrześcijaństwa stworzona przez urzędnika na usługach rzymskiego tyrana okazuje się być stekiem kłamstw?

Elaine Pagles, jeden z największych autorytetów naukowych w kwestii początków chrześcijaństwa pisze:

„To zwycięzcy piszą historię – po swojemu. Nic dziwnego więc, że tradycyjny opis początków chrześcijaństwa najpierw określa terminologię (określając się „ortodoksją”, a swoich przeciwników „heretykami”), a następnie przechodzi do pokazania – przynajmniej dla swego zadowolenia – że ich triumf był historycznie nieunikniony, albo wyrażając się w terminach religijnych, był „dziełem Ducha Świętego”. Jednak odkrycie [gnostyckich ewangelii] w Nag Hammadi ponownie stawia fundamentalne pytania”.

Rzeczywiście historię piszą zwycięzcy. Tworzenie właściwej historii zawsze było częścią arsenału politycznej manipulacji. Kościół rzymski stworzył historię triumfu literalistycznego chrześcijaństwa w taki sam stronniczy sposób w jaki dwa tysiąclecia później Hollywood stworzyło opowieści o „kowbojach i Indianach”, aby zrelacjonować „jak zdobyto Dziki Zachód”, a nie „jak stracono Dziki Zachód”. Historii nie relacjonuje się tak po prostu, historię się tworzy. W idealnym świecie motywacją byłoby pragnienie wyjaśnienia dowodów historycznych i dokładne zrozumienie w jaki sposób przeszłość wpływa na teraźniejszość. Jednak przeważnie jest nią tylko chęć gloryfikacji i usprawiedliwienia statusu quo. Tak tworzone historie ukrywają tyle samo, co ujawniają.

Kwestionowanie przyjętej wersji historii nie jest łatwe. Ciężko jest uwierzyć, że coś, co wpajano ci od dzieciństwa jako prawdę, może okazać się zwykłym fałszerstwem i wymysłem. Jakże trudno musiało być Rosjanom wychowanym na opowieściach o życzliwym „Wujaszku” Stalinie zaakceptować fakt, że był on w rzeczywistości odpowiedzialny za śmierć milionów. Twierdzenia przeciwników jego reżimu o tym, że zamordował on wielu bohaterów rosyjskiej rewolucji musiały wydawać się im urojeniami. Śmiali się, kiedy twierdzili oni, że wymazywał on nawet swoich przeciwników ze wspólnych zdjęć i całkowicie fabrykował wydarzenia historyczne. A jednak wszystko to było prawdą.

Łatwo uwierzyć, że coś jest prawdą, ponieważ wszyscy w to wierzą. Prawdę jednak poznajemy zwykle tylko wtedy, kiedy ośmielamy się zakwestionować niekwestionowane, kiedy powątpiewamy w poglądy, w które wierzy się tak powszechnie, że są przyjmowane za pewnik. Teoria Misteriów Jezusa jest owocem takiej właśnie otwartości umysłu. Kiedy po raz pierwszy ją wysunęliśmy, wydawała się absurdalna i nieprawdopodobna. Teraz wydaje się oczywistością. Watykan został zbudowany na na miejscu starożytnej świątyni pogańskiej, ponieważ nowe buduje się zawsze na starym. W ten sam sposób fundamentami chrześcijaństwa jest duchowość pogańska, która je poprzedzała. Co jest bardziej prawdopodobne niż założenie stopniowej ewolucji idei duchowych, z chrześcijaństwem wyłaniającym się ze starożytnych Misteriów pogańskich w jednolitym historycznym kontinuum? Ta idea wydaje się heretycka i szokująca tylko dlatego, że przez tak długi czas wierzyliśmy w tradycyjną wersję wydarzeń. 

ODZYSKIWANIE MISTYCZNEGO CHRZEŚCIJAŃSTWA

Kiedy wszystkie elementy łamigłówki układały się w całość, natknęliśmy się na mały obrazek ukryty w aneksie starej książki. Był to rysunek amuletu z trzeciego wieku naszej ery. Użyliśmy go na okładce naszej książki. Ukazuje on ukrzyżowaną postać, w której większość ludzi natychmiast rozpozna Jezusa. A jednak grecki napis identyfikuje tę postać jako „Orfeusza Bachusa”, co jest jednym z pseudonimów Ozyrysa-Dionizosa. Dla autora książki, w której znaleźliśmy ten obrazek, ten amulet był anomalią. Do kogo mógł należeć? Czy był to krzyżowany pogański bóg, czy też swego rodzaju gnostycka synteza pogaństwa i chrześcijaństwa? W obu przypadkach było to bardzo zastanawiające. Dla nas jednak całkowicie jasne. Było to nieoczekiwane potwierdzenie Teorii Misteriów Jezusa. Obrazek mógł przedstawiać zarówno Jezusa jak i Ozyrysa-Dionizosa. Dla adeptów misteriów obydwa były imionami zasadniczo tej samej postaci.

„Przypadkowe” odkrycie tego amuletu sprawiło, że czuliśmy, jakby sam wszechświat zachęcał nas, aby opublikować nasze odkrycia. Na różne sposoby Teoria Misteriów Jezusa była wysuwana od wieków przez mistyków i uczonych, jednak zawsze była ignorowana. Teraz czuliśmy, że nadszedł jej moment. Mieliśmy jednak obawy, aby napisać tę książkę. Wiedzieliśmy, że z pewnością rozdrażni część chrześcijan, czego nie chcieliśmy czynić. Oczywiście ciężko jest nie odczuwać pewnej dozy gniewu wobec kłamstw, niesprawiedliwości i negatywnego obrazu jakie otaczają gnostycyzm.  Podobnie trudno nie odczuwać smutku z bezsensownego zniszczenia bogactw kultury pogańskiej. Nie mamy jednak żadnego uprzedzenia wobec chrześcijaństwa. Wręcz przeciwnie.

Ci, którzy czytali inne nasze książki wiedzą, że nie jesteśmy zainteresowani dalszymi podziałami, a raczej jednością, która leży u źródeł wszystkich tradycji duchowych – i ta książka nie jest tu wyjątkiem. Pierwsi literalistyczni chrześcijanie błędnie wierzyli, że opowieść o Jezusie różni się od innych opowieści o Ozyrysie-Dionizosie, ponieważ tylko Jezus był historyczną, a nie mityczną postacią. To sprawiło, że chrześcijanie uważali, że ich wiara stoi w opozycji do wszystkich innych wiar – co nie jest prawdą. Mamy nadzieję, że poprzez zrozumienie swoich prawdziwych początków w trwającej ewolucji uniwersalnej duchowości ludzkości, chrześcijaństwo zdoła uwolnić się z tej izolacji, do której samo doprowadziło.

Chociaż Teoria Misteriów Jezusa wyraźnie przeredagowuje historię, nie uważamy, że podważa ona chrześcijaństwo, raczej sugeruje, że jest ono w rzeczywistości bogatsze niż sobie wyobrażaliśmy. Opowieść o Jezusie jest ponadczasowym mitem, który ma moc udzielić zbawiającej Gnozy, która może przekształcić każdego z nas w Chrystusa, a nie tylko zapisem historycznych wydarzeń, które miały miejsce 2000 lat temu. Wiara w opowieść o Jezusie była pierwotnie pierwszym krokiem w duchowości chrześcijańskiej – Misteriami Zewnętrznymi. Jej znaczenie miało być wyjaśnione przez oświeconego nauczyciela, kiedy poszukujący był duchowo gotowy. Misteria Wewnętrzne udzielały mistycznej Znajomości Boga wykraczającej poza zwykła wiarę dogmatyczną. Chociaż wielu natchnionych mistyków chrześcijańskich na przestrzeni historii intuicyjnie dostrzegało te głębsze, symboliczne poziomy zrozumienia, jako cywilizacja odziedziczyliśmy tylko Misteria Zewnętrzne chrześcijaństwa. Zachowaliśmy formę, ale straciliśmy treść. Mamy nadzieję, że ta książka odegra choć małą rolę w odzyskiwaniu prawdziwego mistycznego dziedzictwa chrześcijaństwa.


W Tarace dzięki uprzejmej zgodzie Autora – In Taraka by courtesy of the author. Tłumaczenie/translation: Artur Olczykowski.
Ten tekst jest fragmentem książki: The Jesus Mysteries: Was the "Original Jesus" a Pagan God?, autorów: Timothy Freke i Peter Gandy, 1. wydanie 1999.


Korekta przez: Artur Olczykowski (2017-04-24)


komentarze

[foto]

1. Cytat • autor: Radek Ziemic2017-04-19 11:36:36

"Mamy więc do czynienia z trzema nurtami mądrości religijnej, które istniały w okresie powstawania chrześcijaństwa: z samym chrześcijaństwem, jakie znamy z Nowego Testamentu, wraz z jego odniesieniami do nauk ezoterycznych; z judaizmem rozwijanym przez rabinów; z jawnie ezoterycznym światem pogańskich Misteriów i gnostyków. Jeszcze do niedawna wydawało się, iż trudno jest dopasować do siebie te trzy nurty, tak aby tworzyły jednolity obraz. Wielki przełom nastąpił wraz z pewnymi nowymi odkryciami i nowym spojrzeniem na niektóre dawne dokumenty - i, jak to pokażę, obraz ten można dopełnić uwzględniając duchowe badania Rudolfa Steinera." (Andrew Welburn, "Początki chrześcijaństwa. Esseńskie misterium, gnostyckie objawienie, chrześcijańska wizja", tłum. T. Mazurkiewicz, J. Prokopiuk, Warszawa 1998, s. 18).  
[foto]

2. Steinera?! • autor: Wojciech Jóźwiak2017-04-19 13:34:09

Chciałem odpowiedzieć ironią, w rodzaju: "...i Barbara Marciniak czeka w kolejce". Ale ponieważ mało kto by poznał się na tym, więc napiszę w tonacji serio:
Zacytowana propozycja Welburna, żeby do dyskursu o początkach chrześcijaństwa dołączyć Rudolfa Steinera, wymaga objaśnień. Steiner, mimo swojej niewątpliwej genialności, w pewnych dziedzinach działał jak szaleniec. W tym jego pogląd na chrześcijaństwo był szalony: uważał mianowicie, że jego fantazje -- bardzo podobne, chyba?, do channelingów w rodzaju Barbary Marciniak -- są wartościowym źródłem do badań nad historią.
Więc musimy ustalić, czy prócz tekstów i zabytków materialnych, jako źródło dla badań historycznych dopuszczamy channelingi i inne jasnowidzenia.
[foto]

3. Chanellingi • autor: Przemysław Kapałka2017-04-23 17:06:45

Ja bym powiedział, że do channelingów, jasnowidzeń i podobnych spraw nigdy nie powinno należeć ostatnie słowo, ale powinno należeć słowo pierwsze. To może być dobry materiał naprowadzający, ale z konieczną weryfikacją naukowymi metodami.

4. Zbieżność • autor: Nierozpoznany#87012017-05-07 18:53:14

Zbieżność faktów przypisywanych narodzeniu i działalności Jezusa jest o wiele szersza jeśli chodzi o ilość różnych wyznań.https://vod.pl/filmy-dokumentalne/ukryte-dzieje-jezusa-online-za-darmo/qmdvw0k

5. Jezus ma malo wspolnego z egipskim Horusem. • autor: Rzabsky792018-07-23 19:13:02

A) Jezus nie został zrodzony z dziewicy.


Mit o dziewiczym narodzeniu/poczęciu Jezusa opiera się w głównej mierze na proroctwie Izajasza:


14 Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.


Objaśnienie do kłamliwej Biblii Tysiąclecia (tłumacze byli zjarani) mówi:


Iz 7, 14 – “Znak”: jedno z głównych proroctw mesjańskich, wygłoszone przez Izajasza do króla Achaza w r. 734 przed Chr., zapowiadające dziewicze poczęcie i narodzenie Mesjasza, Jezusa Chrystusa, jak rozumie Ewangelia cytująca ten tekst w Mt 1,22n oraz cała tradycja Kościoła. Znak dany Achazowi obejmuje dziewicze narodzenie Mesjasza i okoliczności współczesne Izajaszowi, przedstawione w wizji i perspektywie proroczej jako okoliczności dzieciństwa Mesjasza.


Jest to jednak bardzo naciągany argument. Otóż w oryginalnych pismach hebrajskich słowo, o które nam chodzi to “הָעַלְמָ֗ה” albo “hā·‘al·māh“. Oznacza ono  młodą kobietę, która jeszcze nie urodziła dziecka, i która może być (ale nie musi) niezamężną dziewicą lub zamężną młodą kobietą. Słowo samo w sobie nie oznacza czy kobieta jest dziewicą czy nie.


Tyle hebrajski, który następnie był tłumaczony na grecki – Ewangelie synoptyczne były napisane greką. Ewangelie Marka i Jana nie mówią nic o dziewiczym poczęciu, natomiast Mateusz (napisany najpierw po hebrajsku a następnie przetłumaczony na grekę) oraz Łukasz tłumaczą הָעַלְמָ֗ה jako parthenos. Greckie słowo parthenos miało podstawowe znaczenie ‘dziewczyna‘, a znaczenie ‘dziewica‘ posiad

6. Calosc tutaj, bo jest limit znakow ;p • autor: Rzabsky792018-07-23 19:14:18

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)