Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 maja 2011

Asia Green Star Z Wody Strażniczka Głosu Drzewa

z cyklu: Zawijawa: sny i wizje (odcinków: 2397)

Modlitwa wstawiennicza

Kategoria: Sny i wizje
Tematy/tagi: dzieckokapłanreligiaświątyniawnętrze

« Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra... Indianie, świece i dźwięki »
Byłam w mieszkaniu w jakiejś starej kamienicy. W przedpokoju były 2 pary zamkniętych drzwi, po prawej i lewej stronie, na wprost były drzwi wahadłowe, przez które weszłam. Tam, w wielkim pomieszczeniu, które wydawało się być ogrodem pod gołym niebem, na zboczu pokrytym piaskiem i kamieniami bawiły się dzieci, które śpiewały jakąś piosenkę, z której pamiętam tylko słowa: "Chcemy znów mieć czyste progi".
Do przedpokoju zawołała mnie koleżanka ze studiów, Ania, która chciała, żebym szła z nią do dziewczyny (lub kobiety) o imieniu Magda, ale zostałam w tym mieszkaniu. Jakiś czas później Ania wróciła a ja pytałam, czemu się na mnie gniewa. Chwyciłam ją za rękę, ale wyrwała ją i odeszła bez słowa. Wtedy wyszłam z mieszkania i znalazłam się na wielkiej sali.
Wydawało się, że jestem w kościele, ale nie widziałam ani ołtarza, ani obrazów. Pamiętam białe ściany, zwykłe ławki bez oparcia ustawione rzędami i mnóstwo ludzi. Wszyscy siedzieli skierowani twarzami w tą samą stronę, jakby właśnie w stronę ołtarza. Usiadłam wśród nich. Po jakimś czasie ludzie w co drugim rzędzie odwracali się twarzami do tych siedzących za nimi i wszyscy siadali na podłodze, jakby na czas kazania. Dla mnie zabrakło miejsca na podłodze, więc zdecydowałam, że położę się na ławce.
Usłyszałam wtedy głos księdza Andrzeja (którego znam w realnym świecie), który mówił: "Rano nie było z nami 5 osób (wymienił imiona), w tym Joasi" (czyli mnie). Później pewien Franciszkanin (którego też znam osobiście) rozmawiał głośno z księdzem Andrzejem, czy do ceremonii modlitwy wstawienniczej wystarczy jedna osoba. Franciszkanin i ksiądz Andrzej mieli nałożyć na mnie ręce i modlić się o moje uzdrowienie. Później nagle znalazłam się na początku sali, jakby przed samym ołtarzem, którego dalej nie widziałam. Zamiast kamiennej posadzki była tam ziemia, do której starsza kobieta wsadziła dwa suche krzewy. Zaczęłam nad nimi szlochać, podlewać je łzami a starsza kobieta powiedziała: "Już nie płacz, teraz już wszystko będzie dobrze". Po tym wszystkim wycierałam się ręcznikiem, na którym zostały ślady jakby po zielonej mazi, soku lub wodzie.

Obudziłam się zalana łzami, z trudem łapałam oddech.

***
Śniłam w nocy z 7 na 8 maja 2011 r.

Zawijawa: sny i wizje: wstęp na końcu

Sny.
Każdy, kto ma profil w Tarace, może swoje sny i wizje tu zapisywać.
Każdy, kto jest zalogowany, może sny i wizje komentować.


« Ni pies, ni wydra, coś na kształt świdra... Indianie, świece i dźwięki »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)