Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

19 marca 2015

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Moja droga przez sny i ustawienia systemowe 2

Kategoria: Własne doświadczenia
Tematy/tagi: coachingrozwój osobisty

« Moja droga przez ustawienia systemowe Czy warto ćwiczyć jasnowidzenie? »

Ponieważ skończył się mój prawie roczny cykl nauki ustawień systemowych , który był połączony z pracą nad własnymi sprawami czy też problemami, mówię sprawdzam. Sprawdzam, czy to działa. Łączę sny, zdarzenia synchroniczne, ludzi napotkanych po drodze, metody. Będę systematycznie kontrolować proces.

Ktoś mocno związany z kościołem powiedział mi wiele razy, że faktów nie należy łączyć. Zupełnie tego nie rozumiem. Przecież naturalnym sposobem rozsądnego postępowania w życiu jest logiczne wyciąganie wniosków ze swojego postępowania. Jeżeli się tego nie robi, możemy powiedzieć, że mamy do czynienia z osobą niedojrzałą. Ja zamierzam sprawdzić, jak działa logika kierowania się własną intuicją i korzystanie z nowych form terapii. Można powiedzieć właściwie, że chodzi o korzystanie z dawnej mądrości na nowe czasy. To wszystko przecież jest w nas od dawna, ale ludzkość zagubiła tą wiedzę i przestała szanować. To jest wiedza szamanów i uzdrowicieli, którą posługują się od wieków. Nie są to żadne czary ani magia wg mojej obserwacji. Ludzie o wyjątkowej wrażliwości, dużej wiedzy i doświadczeniu życiowym są pomocnikami w doprowadzeniu człowieka do własnego źródła. Współcześnie uzdrowicieli potrafiących leczyć na subtelnych poziomach możemy znaleźć również wśród lekarzy, psychologów, psychiatrów, coachów, szamanów, trenerów i wielu innych. Metody, którymi się owi "pomagacze" posługują są wg mnie do zbadania. Nowoczesne obserwacje pracy mózgu, działania świadomości, fizyka kwantowa i wiele innych dziedzin są w stanie albo będą wkrótce umiały pokazać nam, jak to leczenie działa. Wciąż jeszcze jest za mało dowodów. Ucząc się nowego-starego sposobu uzdrawiania, sprawdzam skuteczność na sobie i ludziach, którzy mnie otaczają. Wiele razy słyszałam od tak zwanych realistów: wydaje ci się, podziałało coś zupełnie innego. No więc szukam, kierując się własnym nosem. Tydzień temu śniło mi się, że byłam we własnym nowym mieszkanku. Przed przebudzeniem dostałam informację, że szamani mnie przyjęli. To może dotarłam do centrum samej siebie. Wiem, że to nie koniec pracy. Tam było jeszcze pięterko. Będę to obserwować. Parę dni wcześniej śnił mi się skok spadochronowy, do którego przygotowywałam się. Instruktor kazał mi wylądować koło Sieradza. Nie wiedziałam za ile minut mam otworzyć spadochron. Informowałam, że mam lęk wysokości, więc muszę dokładnie wiedzieć, bo będę lecieć z zamkniętymi oczami. Potem pomyślałam, że stracę piękne widoki. Z tą refleksją obudziłam się. Co to może być Sieradz? Sama sobie radzę, osierdzie?

Jednym z tematów ustawienia w maju, czyli dziesięć miesięcy temu, była praca. Zresztą później również było jeszcze robione coś na ten temat. Powolutku toczy się coś nowego. Konkretnego, mocnego rezultatu na razie nie zauważyłam. Ale niby nie dostrzegalnie dzieje się. Właśnie wspomniano o Wojtkowej zawijawie, która jest jednocześnie początkiem mojej pracy ze snami. Krótko po rozpoczęciu zapisywania snów na stronie, śniło mi się, że certyfikat w mojej pracy nie będzie mi potrzebny. Marzyłam wtedy o zrobieniu certyfikatu coacha.

W zeszłym tygodniu wybrałam się na pogłębiające zajęcia z zen coachingu. Tematem była dojrzałość. Przypomniałam sobie sen sprzed kilku lat, gdy latałam nad polem róż. Kierowałam się w stronę własnego domu. Nad nim unosił się brat i bratowa. Tak sobie myślę, że oni spełnili w moim życiu rolę nauczycieli. Nie rozumiejąc mojej odmienności, robili rzeczy zgodne ze starymi zasadami funkcjonowania świata. Zmuszało mnie to czasem do bolesnego dojrzewania, ale jednak to był mój wzrost. Te róże to symbol dojrzewalni róż. Dojrzewalni kobiet, które naprawdę piękne są, gdy rozkwitną całą swą mądrością, wiedzą, intuicją. Nie wszystkie kobiety do tego dochodzą. Nie czują potrzeby i po prostu śpią, siedząc w starych schematach. Przyznać jednak muszę, że częściej w tę podróż wybierają się kobiety, pozwalając sobie iść za głosem serca, rozwijając się. To one przeważają na większości kursów dokształcających i rozwojowych.

Ze dwa tygodnie temu byłam na warsztacie pracy ze snem. Byłyśmy tylko we trójkę. Ta trzecia wchodząc krzyknęła: pamiętam Twój sen o różach, to moje motto. Chyba z pięć lat minęło, a ten sen nie tylko mnie służy. Super! To spotkanie, to była dobra praca kobiet. Śniła mi się noc wcześniej postać kobiety w lśniącej brązowej sukience.

Na zen coachingu nasz nauczyciel Kore mówił o nowej siedzibie, którą otworzył w Szwecji wraz z  zaprzyjaźnioną szamanką. To kolejny przykład, jak bliskie siebie są środowiska ludzi myślących i czujących inaczej. Mówił dużo o uzupełniającej się energii żeńskiej i męskiej. Pod koniec warsztatów narysował wielki symbol jing-jang  połączenie pierwiastka męskiego i żeńskiego. W powrotnej drodze do domu mój wzrok nagle padł na niewielki napis na kurtce jakiejś dziewczyny: „core”. Takie centrum to fajna rzecz!

Na warsztatach spotkałam kolegę, który otwiera ludzi na pracę zgodną z własnym sercem – anty-karierę. Kilka lat temu podczas jego warsztatów przyśnił mi się gołąb uwięziony między okiennicami. Skojarzyło mi się to ze mną, nie mogącą znaleźć swojego miejsca. To jedno z tych dziwnych przypadkowych spotkań z ludźmi.

W przerwie przy pomocy karteczek zrobiłam ustawienie coachingowe spraw dwóch koleżanek. U jednej z nich, że coś ruszyło i to mocno, widać było natychmiast. Z nosa zaczęła się lać krew, co nie jest jakimś zwykłym problemem dziewczyny. Ktoś powie – emocje. Z całą pewnością one również zostały poruszone. Obserwuję jednak u wielu wyraźną zmianę w postaci jakby zwrotu akcji życiowej. Moja koleżanka z Anglii po kolejnym drugim ustawieniu podjęła decyzję o sprzedaży domu. Tak czy inaczej, spowoduje to zmianę w jej życiu. Inni zarobili pieniądze lub są na etapie mocnych zmian. Transakcje finansowe domknęły się ludziom w ostatniej chwili. Dokładnie tak, żeby nie wydarzyła się wielka katastrofa w ich życiu. Ja czuję w tym moc ustawienia. Tak na milimetry coś zagrało? Dowodu jednak nie ma.

Śnię i zapamiętuję swe wizje, jeśli mocne zmęczenie mi na to pozwoli. Kilka tygodni temu we śnie wyszłam z komórki na podwórku rodzinnego domu mojego ojca. Była mała i rozlatująca się ze starości. Zupełnie nie wiem, dlaczego w niej stałam. Po wyjściu zobaczyłam w ręce pierścień. Teraz w wizjach mam więcej morderstw i wybuchów. Sprawdzamy z koleżanką z Wysp Brytyjskich, czy działa i dojrzewamy. Nasze spojrzenie na świat bardzo się zmieniło.

Odwróciłam się w ostatnim ustawieniu od cudzych spraw, patrząc przed siebie na własną drogę. Mentalnie czuję zmianę. Jak się ona objawi na głębszych poziomach, czas pokaże, bo obserwacja trwa.

Uwikłani jesteśmy wszyscy. Niezależnie od tego, czy zdajemy sobie z tego sprawę, czy nie. Nasze życie to droga do dojrzałości. Właściwie to ciągłe dochodzenie do swojej esencji. Jeśli oczywiście zechcemy do niej dotrzeć, a potem otulać ją coraz to nowymi doświadczeniami i wglądami.


Korekta przez: Radek Ziemic (2015-03-22)



« Moja droga przez ustawienia systemowe Czy warto ćwiczyć jasnowidzenie? »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)