zdjęcie Autora

06 sierpnia 2014

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Moja droga przez sny i poszukiwanie ukrytego porządku

Kategoria: Sny i wizje

« Muzyczno-wakacyjne refleksje O co chodzi z z egzorcystami? »

Pierwszy mój dobrze zapamiętany sen, to ten z dnia poprzedzającego Maturę z historii. Przyśniło mi się wówczas, że odpowiadam o Krzyżakach. Zastanawiałam się, co to znaczy, a sprawa była bardzo prosta. Dawano nam do przejrzenia przed egzaminem zestawy trzech pytań. Takie na temat Zakonu zamieszkującego niegdyś Polskę, było tylko jedno. Gdybym połączyła wszystkie 3 znajdujące się na kartce, miałabym gotowy zestaw pytań maturalnych. Przed wejściem rzuciłam tylko okiem na papier. Matura z historii poszła na szczęście nie najgorzej.

Nigdy nie przywiązywałam wagi do moich snów. Chociaż dziadek ze strony ojca zawsze zwracał uwagę na te, w których pojawiała się jego zmarła żona. Mój ojciec podobno wyśnił niegdyś pożar, jaki strawił dom jego wujka. Prababcia była zielarką. Siadywała przed domem z kumami i piła kawę. Na pewno radziła im. W tamtych czasach wydawało się to jednak dziwne.

Pomaganiem zajmowała się również babcia mamy. Ona dla odmiany była akuszerką. Nic dziwnego, że lubię wspierać ludzi. Zawsze otaczały mnie osoby, które potrzebowała pomocy. Nawet w czasach kiedy to mnie należało jej udzielić. Można powiedzieć, że mam nadmiernie rozwiniętą empatię. Dzięki zdobytemu kilka lat temu zawodowi coacha nauczyłam się chronić moją energię, którą otoczenie bezlitośnie spijało. Ja leciałam z nóg i chorowałam, a inni mieli się coraz lepiej. Postanowiłam pomaganie uczynić moim zawodem, ponieważ mam do tego najwyraźniej wrodzony talent.

Wrócę jednak do snów. Przez lata zmagań z trudnościami i chorobami czasami coś mi się śniło, ale nie pamiętałam co. Sny zaczęłam zapamiętywać jakieś kilkanaście lat temu. Kiedyś śniła mi się kobieta w chustce wracająca skądś. Jechał z nią młody hindus. Myślę, że to był etap zwiększenia mojej intuicji. Zawsze też, gdy pojawiał się w okolicy jakiś potencjalny wielbiciel, śniło mi się to, co się może wydarzyć. Chyba wcale nie jest dobrze wiedzieć za dużo. Ale skoro tak mam, muszę tylko właściwie tą wiedzę kierunkować. Teraz już wiem, że sny mogą pokazywać kilka możliwości, jakie mamy przed sobą. Kiedyś możliwość była w snach tylko jedna. Wnioskuję, że ta zmiana, to efekt pracy nad schematami myślenia i postępowania. Cały czas obserwuję swoje wizje i wydaje mi się, że przedstawia ona myślo-kształty, które mam w głowie.

Kiedy analizuję teraz sny z ostatnich lat, widzę wyraźnie, że wielkie przemiany w moim życiu związane ze śmiercią mamy wyśniły mi się. Sygnałów było wiele. Najpierw leżałam na ławeczce, pytając czy coś w moim życiu się poprawi? Głos odpowiedział, że dopiero po katastrofie smoleńskiej. To już było po tej prawdziwej. W pięć miesięcy później mama dostała udaru. Przed zmieniającą życie rodziny podróżą miałam zresztą wizję, że w drodze coś złego się wydarzy. Wyskoczyłam z widzenia jak z procy, przerażona i roztrzęsiona. W jakiś czas potem dostałam niespodziewanych plam na twarzy po telefonicznej rozmowie z mamą, która znajdowała się na drugim końcu Polski. Nie połączyłam mojej dolegliwości z nią. Plamy były coraz gorsze i po paru dniach wyglądały jak strupy. W tym czasie dostałam wiadomość o udarze. Teraz wiem z całą pewnością, że był to efekt synchroniczny do choroby mojej mamy. W ten sposób ujawniła się nasza bardzo mocna więź.

Przez całą jej trzymiesięczną chorobę spędzoną wraz z nią i tatą 500 kilometrów od domu śniłam bardzo intensywnie. Aż przyszedł piękny sen o kwiatach, które mama dostawała, i zbudziłam się z krzykiem „czy ona musi umrzeć”. Wkrótce zmarła , a moje życie zmieniło się nie do poznania.

Zaczęłam śnić jeszcze intensywniej. Okazało się, że tato również śni jakby uzupełnienie moich historii. Zauważyłam więc, że jesteśmy jak indiańska wioska, w której gdy coś dzieje się w polu rodzinnym, śnimy przynajmniej my dwoje. Bywa, że mój brat dorzuca swoje wizje, uzupełniając obraz.

W czasie wakacji 2011 roku miałam serię snów, które postanowiłam zapisać w tworzącej się wówczas Zawijawie. No i zaczęła się nauka tłumaczenia moich wizji. Przestałam się ich bać. Zaczęłam traktować je jako wskazówkę. Łapanie snów stało się moją pasją. Dzieje się często tak, że osoby przebywające ze mną na kursie w jednym pokoju natychmiast zapamiętują swój sen, choć normalnie mają z tym kłopoty. Zaobserwowałam, że jest to znakomita wskazówka terapeutyczna. Wykorzystuję ją bardzo często w rozmowach z ludźmi. Uważam, że w dzisiejszych zwariowanych czasach jest to świetna metoda na słuchanie głosu własnej intuicji.

Cały czas uczę się interpretacji. Często znaczenie jakiejś wizji odkrywa się dopiero po kilku latach. Bardzo trudno jest powiedzieć w danym momencie, czy sen dotyczy bliskiej sprawy czy dalekiej. Wiem, że raczkuję w tej dziedzinie w porównaniu z innymi bywalcami tej strony. Jest to jednak moja własna droga. Dostałam na tym portalu cenne rady, ale ja zawsze szukam własnej interpretacji. Rozbawiła mnie ostatnio pani wizjonerka, która zinterpretowała mój sen zupełnie odwrotnie niż sama to zrobiłam. Ja wiem, że ostateczną interpretacją jest to, co sami czujemy i myślimy na temat snu. W przypadku tej wizji byłam jednak tak zaskoczona tupetem interpretatorki, że dopytałam jeszcze 3 osoby. Wszystkie potwierdzały błyskawicznie moją wersję.

O co w takim razie chodziło rozmówczyni? Wcale jej nie prosiłam o interpretację. Manipulowała moim sposobem widzenia świata? Chyba tak. Ja jednak zaobserwowałam proces wpływania na naszą podświadomość. Skoro zrobiła to obca osoba, to jak bardzo wpływa na nasze wizje matka, ojciec, środowisko, schematy.

Jakiś czas temu śniło mi się, że na dolnej powiece otworzyły mi się drugie oczy. Głos powiedział, że teraz wszyscy będziemy pracować dla przyjemności. Jacy wszyscy? Sądzę, że wszyscy, którzy uwierzą, że rzeczywistość można kształtować, a zranienia, uwikłania i choroby fizyczne leczyć.

Idę za głosem moich snów. Niedawno zawiódł mnie on na kurs ustawień systemowych w coachingu. Wcześniej tacie śnił się czas oczyszczenia, a mnie, że posprzątam. Szłam sobie a z boku, widziałam taką wielką wspaniałą ziemię, a może księżyc.

No i zaczęło się dziać w rodzinie i wśród znajomych. Jakby huragan przeleciał. Ale teraz wszystko się ustawia. Postanowiłam podszkolić moje umiejętności.

Jak powiedziała szamanka Arapata, która przyjechała z Nowej Zelandii, uzdrowiciel musi tylko umieć trzymać energię. Tylko albo aż!

Myślę, że moją drogą do bycia uzdrowicielem są Konstelacje Systemowe. Leczę siebie i własne otoczenie. To się po prostu dzieje. Nie mam pojęcia jak. Jeśli ten proces będzie postępował, może to być dowód, którego poszukuje Rupert Sheldrake zajmujący się nową biologią. Według niego wszystko dzieje się w polu, w którym żyjemy. Rezonans morficzny pomaga, by rzeczy się działy, odkrywając ukryty porządek naszego życia.

Czyżbyśmy byli na etapie odkrywania nowego paradygmatu? Świat jako żywy organizm a nie bezduszna maszyna? Do mnie przemawia to o wiele bardziej.

Potrzebne są jednak dowody. Więc będę dalej prowadzić moje obserwacje. Mam nadzieję, że krąg ludzi będących dowodem na uleczenie i uporządkowanie swojego życia będzie się powiększał.

Korekta przez: Radek Ziemic (2014-08-07)



« Muzyczno-wakacyjne refleksje O co chodzi z z egzorcystami? »

komentarze

1. Dziękuję. • autor: Nierozpoznany#79322014-08-12 11:22:16

Dziękuję za artykuł i podzielenie się swoimi doświadczeniami i drogą.
Takich artykułów potrzeba więcej , mówiących o indywidualnej drodze, poprzez własne doświadczenia i wartości własnych interpretacji, własnych, autorskich "mocy".
Zauważyłam, że czyjeś "interpretacje" i schematy nakładane komuś, ograniczają/zamykają unikalną własną energię i prowadzenie wewnętrzne.
Dziękuję jeszcze raz za artykuł.

Komentowanie wyłączone wszędzie od 1 sierpnia 2020.

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)