Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 lutego 2015

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Moja droga przez ustawienia systemowe


« Robienie z ludzi wariatów tu i tam a najbardziej w Kościele Moja droga przez sny i ustawienia systemowe 2 »

Dziwna jest ta droga kierowania mnie przez sny i wydarzenia synchroniczne na ustawiania systemowe. 10 lat temu nie miałam o tym pojęcia i jak każdy przeciętny katolik obawiałam się, że to coś dziwnie magicznego. Przecież nie wiadomo było, czy działa i jak to się dzieje.

Po spełnieniu mojego marzenia o wyprawie do Tybetu, jak już pisałam, zaczęło się dziać wiele dziwnych rzeczy. Już pod koniec wyprawy zrealizowało się moje pragnienie zobaczenia prawdziwych klasztornych modłów. Towarzyszył im dźwięk długich trąb zwanych dung lub dung cheng wydających charakterystyczny niski dźwięk. Brzmi to trochę jak ryk słonia. To wszystko działo się w małym klasztorze męsko-żeńskim pod Everestem obok niewielkiego schroniska. No i ten biały gołąb, który wpadł do świątyni tuż przed naszym wyjściem. Spowodował on swym trzepotem skrzydeł wielki popłoch zgromadzonych. To przecież niezwykły znak dla buddystów i katolików. Moje dwa zdjęcia zrobione następnego dnia w drodze do bazy pod Everestem trafiły na okładkę pewnego pisma.

To, co się zaczęło dziać później, już opisywałam. Wysłano mnie do egzorcysty twierdząc, że jestem chora i zarażam dzieci przez rozdawane bransoletki. Chora to ja długo byłam w swoim życiu i nikt tego jakoś nie zauważył. Trzeba było się jakoś bronić. Nie wiedziałam, komu ufać, gdzie szukać pomocy. Szok, że za moją wieloletnią pobożność i ufność Bogu wysłano mnie do egzorcysty, był bardzo silny. Uznałam, że stwórca właśnie daje mi znać, iż nie tędy prowadzi droga do wyjścia z zaklętego kręgu moich życiowych zmagań. Poczułam, że daje mi znać, iż moje widzenie spraw było błędne. Pomimo tego, co się działo, nie zamierzałam wcale stawać się rewolucjonistką porzucająca wiarę czy kościół. Zaczęłam samotnie szukać po omacku.

Kiedy zobaczyłam ogłoszenie o spotkaniu z Burtem Hellingerem w krakowskiej Mangghdze, pomyślałam: skoro tyle osób się wybiera, żeby zobaczyć pracę terapeuty, to może warto również tam iść? No i poszłam. Wrażenie oglądania pracy mistrza było niezwykłe. Wcale do metody mnie nie przekonało. Zaczęło się jednak coś dziać ku mojemu zdumieniu. Zauważyłam pewien schemat związany z kobietami w mojej rodzinie. Ciotki umarły, nie układając sobie szczęśliwie życia, a ja postanowiłam przełamać schemat i żyć. Nie wiedziałam (a może wiedziałam), jak trudna droga mnie czeka. Przecież tych delikatnych nitek wiążących członków systemów nikt nie widzi. Zastanawiałam się, czy one naprawdę istnieją? Jak to rozplątać, aby szczęśliwie żyć i na dodatek wzmocnić system, by dobrze funkcjonował? Czy to w ogóle jest możliwe?

Oglądałam jeszcze pracę kilku terapeutów i było różnie. Na pierwsze spotkanie z panią Anią poszła ze mną bardzo racjonalna, choć wrażliwa przyjaciółka, stomatolog z wykształcenia. Więc i medyczne, i konkretne przygotowanie miała. Ustawienie zrobiło na niej wielkie wrażenie, ale też trochę przestraszyło. Ja jeszcze wybrałam się na spotkanie z panią Aliną i pomyślałam, że kobieta jednak trochę manipuluje, więc temat odpuściłam.

Zajęłam się rozwojem w odmiennych dziedzinach. Przyszedł czas na Gestalt, potem coaching i zen coaching. Kto mnie zna, to dobrze wie, że od kilku lat zapamiętuję bardzo dużo snów i staram się je odczytywać, idąc ścieżką własnej intuicji. Rok temu przed przyjazdem Johna Whitingtona do Polski pojawiły się sny wskazujące, iż mam się wybrać na jakiś warsztat. Wyraźnie otwierałam w wizji zieloną furtkę. Innym razem dostałam we śnie od rodziców bilet na spektakl "LitlleBaby". Najpierw nie wiedziałam, o co chodzi, a potem z przyjaciółką, która już zdążyła w tym czasie wyjechać do Anglii, doszłyśmy do wniosku, że to wygląda na przepustkę do czegoś nowego.

Historia z moją koleżanka też jest dziwna. Pokazuje od 10 lat nasz synchroniczny rozwój pomimo różnicy wieku, kraju zamieszkania, różnych historii życiowych. W ostatnim czasie obie obserwujemy sny i zmiany w nich zachodzące po ustawieniach systemowych. Klocki ustawiałam jej ja. Stwierdziła, że może mi spokojnie zaufać, bo nie ingeruję w jej sposób postrzegania świata. Właściwie to ona ustawiała figurki. Ja pomagałam zadawać pytania. Można powiedzieć, że trzymałam pole podobnie, jak czynią to od wieków szamani.

Wracając do Johna. Prowadził warsztaty z wielką elegancją i poszanowaniem płynącej energii. Wyczuwał na pewno, że na jego pracę patrzę z wielka podejrzliwością. Tworzył niezwykłą atmosferę, a ja nie mogłam jakoś złapać, o co chodzi. On to widział. Śniło mi się, w tym czasie, że Barbara Streisand jeździ samochodem po mieście i śpiewa. Wróciłam do domu z przekonaniem, że zakończyłam zajmowanie się tematem.

Zaczęło się jednak znów coś dziać. Zgodnie z sugestiami zawartymi w ustawieniu robionym mi przez koleżankę, powiedziałam przy pracy, rozkładając karteczki: tato jedz, a po powrocie do domu zobaczyłam, że mój sędziwy ojciec je dużo, pomimo wcześniejszego braku apetytu. To było dziwne.

Nie miałam żadnych planów kontynuacji kursu. Jednak tuż przed konieczną decyzją zaczęły mi się śnić jakby przynaglenia. A to kupowałam kolorowe karteczki w sklepie papierniczym zamiast białych. Następnie szłam na drugą część czegoś (dokładnie nie wiedziałam, o co chodzi), a przede mną po prawej stronie unosiła się wielka planeta. To było coś ważnego. Zbierali się ludzie, a ja z uśmiechem szłam w ich kierunku. Potem w wizji jechałam z kolegą do Warszawy. Dziś myślę, że ten kolega, to moja męska część osobowości.

Każdy tzw. normalny pomyślałby, że jestem szalona, ale ja na ten kurs się wybrałam. Przed wyjazdem śniło mi się na dodatek, że mojego dawnego bloga czytają dwie osoby. Ta druga to John TV. Do dziś nie wiem jeszcze, o co chodzi. Wszyscy zjechali windą w dół, a ja zostałam na górze i wjechał John w białym fartuchu. Pamiętam to dokładnie. Był uśmiechnięty.

Na drugiej części kursu spokój Johna i niezwykły sposób prowadzenia zajęć urzekły mnie i pomyślałam, że coś w tym wszystkim jest. Miałam nadal tysiące pytań na które brakowało mi odpowiedzi. Nie łapałam schematów pracy innych. W końcu zapytałam: Czy to jest dobrze, jeśli każdy prowadzi ustawienie zgodnie z własną intuicją, nie trzymając się schematów? John odpowiedział mi jakoś tak, że zrozumiałam to jakbym właśnie doszła do domu lub właściwego punktu zrozumienia sprawy. Pod koniec warsztatów ktoś zrobił mi ustawienie na pracę.

Od tego czasu zrobiłam kilka odważnych ruchów, na które nie zdecydowałabym się wcześniej, między innymi przeniesienie mojego bloga do Taraki. Wiosny co prawda jeszcze nie widać, ale jak powiedział spotkany niedawno kolega, sukces wymaga czasu...

Pamiętam jeszcze, że podczas tygodnia warsztatowego śnił mi się Jezus. Nie miewam takich snów, więc odczytuję to jako symbol jakiejś nadchodzącej pomocy. Niedawno śnił mi się również motyw wynoszenia figury z Jezusem niosącym krzyż. Uznałam to za symbol zakończenie czasu cierpiętnictwa.

Po powrocie do domu zaczęły się dziać rzeczy bardzo dziwne. W mojej głowie kłębiły się różne myśli. Moja poszerzona świadomość łapała różne wątki życia, analizując je. Miałam sporo dziwnych podejrzeń. Zupełnie tak, jakbym analizowała przyczynę własnych problemów z różnych stron, próbując znaleźć drogę wyjścia. Trochę przypominało to odmienne stany świadomości. Działo się nie tylko u mnie, ale u wszystkich członków familii. Jakby wielki huragan przeszedł nad naszym domem. Po chwili jednak wszystko się uspokoiło i można powiedzieć, że nawet polepszyło trochę.

Jeśli ktoś by mnie zapytał, czy wszyscy mają takie silne reakcje po ustawieniach, to odpowiadam: nie! Moja wyjątkowa wrażliwość powoduje odmienny odbiór takich sytuacji. Na wszelki wypadek ja robię jedynie ustawiania kolorowych figurek jak zabawki lego lub drewnianych klocków. Jest to praca z pozoru mniej dynamiczna i dająca więcej radości oku.

Warsztaty skończyły się w maju zeszłego roku. Ponieważ coach jest skazany na rozwój do końca swojego życia, postanowiłam na okres powakacyjny znów wstawić w swój grafik jakieś zajęcia. Myślałam o psychologii procesu. Poszłam nawet na rozmowę wstępną, ale jakoś dziwnie sprawa nie wychodziła.

Zobaczyłam informację o kursie ustawień w moim mieście, bardziej pod kątem psychologicznym. Tak się zdarzyło, że przy moim pierwszym kontakcie z psychologią procesu w niezwykle dziwnych okolicznościach miałam wypadek samochodowy. Zablokowano mi lewe drzwi kierowcy i zabrano dowód rejestracyjny do czasu naprawy uszkodzenia. Pomyślałam: coś tu nie gra. Gdy przyszła wiadomość, że krakowski kurs ustawień odbędzie się, odzyskałam dowód rejestracyjny i odebrałam nowy dowód osobisty, bo stary stracił ważność. Pomyślałam o synchroniczności wszystkich tych zdarzeń. Poczułam, że opiekunowie wskazują mi właściwy kierunek.

Przed pierwszymi zajęciami śniła mi się dziewczyna z długimi blond włosami i wielkimi niebieskimi oczami w beżowej sukience za kolana. Odczytałam to jako spokój, szczęście i równowagę. Ta dziewczyna wyglądała na kogoś z ufnością patrzącego na życie.

W pierwszym dniu poprosiłam o ustawienie moich spraw. Z obrazu sytuacji wynikało, że otacza mnie wszechogarniająca manipulacja. Właściwie zdawałam sobie z tego sprawę na pewnym poziomie umysłu. Jednak zobaczyć to na ustawieniu, to zupełnie inna sprawa. Już w czerwcu przestałam chodzić do kościoła (co robiłam skrupulatnie przez całe życie), uznając, że metoda wtłaczania mi teorii cierpiętnictwa szkodzi mojej wrażliwej psychice. Poza tym to, co się dzieje w Kościele Katolickim, to coś na zasadzie programu światło-dźwięk: „co innego widzę, co innego słyszę”. Przez całe życie starałam się postępować dobrze i życzliwie dla innych. A inni tego nie robili. Ostatnie cztery lata to moja bardzo specyficzna ”ścieżka zdrowia” związana z manipulacją i pozorną świętością wielu katolików. Nie twierdzę, że ateiści są lepszymi ludźmi. Uważam jednak, że podziały między członkami społeczności powinny przebiegać inaczej. Każdy, niezależnie od wyznawanej religii lub niewyznawanej, powinien kierować się etycznym wspierającym systemem-zachowaniem.

Uznałam, że to już najwyższy czas aby swój naturalny intuicyjny barometr każdy nauczył się uruchamiać samodzielnie. Grzeszenie jest rzeczą ludzką, ale każdy powinien wiedzieć, że to szkodzi jego własnemu zdrowiu i życiu. Katolicy nauczyli się chodzić do tatusia do świątyni i nie trzeba się martwić, zostanie wybaczone. Czy chodzi jednak o cudze wybaczenie, czy też o to, co się dzieje w nas? Pomyślałam, że to błędna droga. Gdy mamy problemy potrzebni są etyczni pomocnicy. Czy jednak w kościele możemy zaufać, iż spotkamy realistycznych i uczciwych pomocników. Ja przez wiele lat swoich problemów spotkałam takich jedynie kilku.

Kurs miał trwać przez sześć miesięcy. Jednak po pierwszym ustawieniu moich spraw, w grupie zaczęło się dziać coś dziwnego. Sama odczuwałam to bardzo dotkliwie, doświadczając kolejnego poszerzenia świadomości. Zaczęłam dostrzegać drobiazgi, których wcześniej nie byłam w stanie uchwycić. W głowie kłębiły się myśli. Na kolejnym spotkaniu nasza grupa zmniejszyła się o połowę, a terapeuta nie był już tak skłonny do ustawiania moich spraw. Miałam poczucie hamowania mojej własnej wizji przyszłości. W pewnym momencie złapałam, że to blokada terapeuty, który zbyt wiele o mnie wiedział. Cudzy filtr w widzeniu rzeczywistości blokował mój krok do przodu. Śniło mi się przecież ostrzegawcze: kontrola, kontrola!

Na ostatnim spotkaniu zażądałam stanowczo ustawienia takiej wizji mojego życia, która pozwoliłaby mi wyjść z zaklętego kręgu spraw rodziny. Na moją kilkakrotną zdecydowaną prośbę sympatyczny i życzliwy terapeuta, choć czasami odrobinę zbyt apodyktyczny, zrobił to, o co prosiłam. Poczułam ulgę, stając plecami do rodzinnego uwikłania. Pozostawiłam w czasie sesji rodzinę jako wsparcie z wizją wyjścia z wieloletniej matni w świat. To, że terapeuta nie rozumiał mojej sytuacji, uznałam za jego osobiste ograniczenie. No cóż, wszyscy jesteśmy uwikłani, terapeuci też. Dlatego robiąc moje ustawienia klockowe komukolwiek, zawsze pytam, czy taki obraz sprawy go zadowala? Czy chciałby jeszcze coś na ten moment zmienić w tym, co widzi. Nie chcę naruszać granic klienta. Pragnę jednocześnie oddać odpowiedzialność za to, co się wydarzy, w jego własne ręce.

Sama się zastanawiam, co takiego dzieje się w czasie ustawienia, że działa i to bardzo mocno, naprawiając coś w wielu relacjach. Wiem, że działam jak jakiś katalizator. Kiedyś na ustawieniu zapytałam prowadzącego: skąd mam wiedzieć, czy to, co się wydarza, to reakcja osoby, którą reprezentuję, czy moja. Powiedział, że stajemy się jednym. Tak się zdarzyło, że jako reprezentant nie wytrzymałam. Wyszłam za pobliską ściankę i położyłam się. Spowodowałam tym małą konsternację, ale w prywatnej rozmowie z klientem, którego sprawę rozpatrywano, dowiedziałam się, że to prawdopodobne, iż osoba, którą reprezentowałam, mogła się zmęczyć sytuacją.

Nie wiem, co się dzieje. Nie mam żadnych specjalnych wizji, nie licząc oczywiście moich snów. Wyczuwam jednak intuicyjne zagrożenia w systemie. Mój nos może wyczuć nawet zbliżające się trudne doświadczenia i samobójstwa.

Kiedyś na ustawieniu klockowym pani działająca jak medium wykrzyknęła: Pani może udzielać wywiadów! Zdziwiłam się. Wiem, że mam niestereotypowe życie, ale nie mogłam dostrzec, co takiego ważnego mam do przekazania? To było dwa lata temu.

Ostatnio we śnie prawie wlazłam na wielką zbliżającą się do mnie planetę. O co chodzi? Czy jestem dowodem, że da się rozplątać wiekowe uwikłania naszych rodzin? Czy potrafię wskazywać, jak to robić? Na razie sama czekam na odpowiedź. Ale po moim niedzielnym ustawieniu coś jakby zaczęło się dziać...

Cdn.

Korekta przez: Radek Ziemic (2015-03-03)



« Robienie z ludzi wariatów tu i tam a najbardziej w Kościele Moja droga przez sny i ustawienia systemowe 2 »

komentarze

1. Otwieranie Swiata • autor: Nierozpoznany#80032015-03-02 13:44:19

Malgosiu, jestem ciagle pod wrazeniem  Twojego pisania,, a wlasciwie odkrywania wlasnej drogi,  To co robisz jest mi bardzo bliskkie,  Jestem tu w New York Universal Tao  Instruktorem, to jest tez praca nieutajaca nad soba , adventure within,   zdejmuje  nieustajaco programy blokujace mnie i innych.Rada Royall


2. Dzięki ! Mam... • autor: Nierozpoznany#15472015-03-02 22:55:51

Dzięki ! Mam marzenie żeby ludzie chcieli się rozwijać i zmieniać życie na szczęśliwsze. Podobno świat się musi zmienić, ale idzie to bardzo wolno. Jest nas już coraz więcej . Moje doświadczenie jest niestety takie, że ludzie likwidujący programy w dużej mierze żyją za granicą :(  Wiem , że w Polsce też to robi wiele osób. W dużej mierze pracują nad sobą kobiety. Mnie jak na razie trudno znaleźć sobie miejsce wśród tych inaczej myślących. Mam nadzieje, że się uda:)  Chciała bym byś żywym i szczęśliwym dowodem, że się da.  Śniło mi się niestety nie dawno, że wojsko (myślę że chodzi o jakąś rutynę i porządek) śmieje sie z takich kobiet, które mają coś inaczej w mózgu ukształtowane. Mam nadzieję, że to ja się będę śmiać ostatnia ;) z radości a jak nie to i tak już nie ma odwrotu.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)