Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

14 lipca 2010

Wojciech Jóźwiak

Moje dotychczasowe warsztaty
Krótkie relacje z warsztatów szamańskich i Twardej Ścieżki 1999-2010

1.
W czerwcu 1999 w Szałstrach

19-23 czerwca 1999, w okolicy miejscowości Szałstry na Warmii, na Polu Pyrka (teren będący własnością Ediego Pyrka). Były to pierwsze prowadzone przez mnie warsztaty, wszystko było w nich dzikie i nieoswojone, i jak je teraz wspominam, miały smak nowości i pierwszego razu. Razem ze mną było nas trzech; moi towarzysze mieli spore doświadczenie życiowe i "ezoteryczne". Jestem im wdzięczny; chociaż tak się złożyło, że obaj nie brali później udziału w następnych moich warsztatach. Warsztaty były "goło-terenowe", pod namiotami bez zaplecza w budynkach. Mimo krótkiego czasu i niesprzyjąjącej pogody (deszcz, chłód) wykonaliśmy wszystkie działania, które stały się standardem na następnych warsztatach: podróże przy bębnie, ćwiczenia z oddechem, głosem i wizualizacją, płukanie jelit, sauna indiańska, chodzenie po ogniu, zakopywanie się do ziemi. Ja sam wtedy zakopywałem się pierwszy raz.

2.
W lipcu 1999 w Szałstrach

Czas: 8-14 lipca 1999, miejsce to samo co poprzednio. Inaczej niż poprzednie, warsztaty te miały młodzieżowy charakter. Wzięli w nich udział moi synowie (wówczas 15 i 17 lat), pozostali uczestnicy byli niewiele starsi, około 20 lat. Zgodnie z moimi ówczesnymi założeniami, warsztaty były wyłącznie męskie; 7 osób razem ze mną. Pogoda dla odmiany była luksusowa, cały czas słonecznie i upalnie, za to problemem były owady: mieliśmy komplet krwiopijców, w każdą porze dnia inny gatunek atakował. Działania te same co poprzednio; prócz tego eksperymentowaliśmy z zawieszaniem się na drzewie; później zarzuciłem te próby. Zrobiliśmy aż trzy sesje szałasu potu, doskonaląc technikę.

3.
Na Dzień Niedźwiedzia 2000 na Otrycie

Czas: kilka (ile?) dni wokół 2 lutego 2000, w schronisku Chata Socjologa na Otrycie w Bieszczadach. Uczestników było w szczycie (bo dochodzili) 22; sami mężczyźni - warsztaty były wyłącznie męskie z założenia. Wiek uczestników zróżnicowany: od 15 lat do 60 kilku. Warunki były skrajnie trudne: nad Bieszczadami przeszła była śnieżyca, szosy pozasypywane, ścieżka na Otryt (350 metrów powyżej doliny) nieprzetarta, śnieg w lesie na stoku miejscami bez gruntu: można było zapaść się z głową. Samo wejście na górę było już doświadczeniem inicjacyjnym. Aby zbudować szałas potu i zrobić miejsce na ścieżkę do chodzenia po ogniu, przekopaliśmy się przez półtora metra śniegu. Podziwiam siebie, że w tych warunkach znajdywałem kamienie (konieczne do sauny) pod śniegiem! Rytuał Święta Niedźwiedzia (2 lutego), tak właśnie świętowany, wydaje mi się jak najbardziej godny kontynuacji. [Więcej...]

4.
Na Hulskiem na przesilenie słoneczne 2000

Czas: 6 dni w końcu czerwca 2000. Miejsce: dolina potoku Hulskiego, na terenie dawnej (nie istniejącej) wsi Hulskie w Bieszczadach. Uczestników 8, sami mężczyźni, średnia wieku około 20 lat. Działania: płukanie jelit, podróże bębnowe, granie na bębnach, indiańska sauna i chodzenie po ogniu, a kilku z nas przeszło przez zakopanie się w ziemi. Warsztaty te były czysto terenowe, bez zaplecza w budynkach. Wtedy pierwszy raz miałem tipi. Pogoda dołująca: burze, ulewy, wszechobecna wilgoć, chłód, niż, niskie chmury - ale przetransformowaliśmy ją w pozytywną energię. Jak się później okazało, były to moje ostatnie (jak dotąd) warsztaty z założenia wyłącznie dla mężczyzn.

*** (małe, poza kolejnością)

W Łasze nad Narwią w lipcu 2000; chodzenie po ogniu. Była to jednodniowa weekendowa impreza, tylko chodzenie po ogniu, bardzo udane. Minus: podczas przygotowań zraniłem się: chirurg, szycie etc.; na udany przebieg wydarzenia nie miało to wpływu.

5.
Warsztaty tarotowe jesienią 2000

4-8 października 2000 w Solcu koło Buska w województwie Świętokrzyskim. Uczestników 14. Warsztaty inne niż dotychczasowe, bo na terenie tamtejszego sanatorium, a wszystkie zajęcia obywały się pod dachem (nie w terenie). Głównym działaniem były sesje szamańskich podróży przy dźwięku bębna podczas których wnikaliśmy do przestrzeni kart tarota - było to więc połączenie szamańskiej techniki podróży bębnowych z techniką scrying - mentalnego wchodzenia w karty tarota, wypracowanej kiedyś przez magów z zakonu Golden Dawn. Uzupełniały to moje wykłady o kartach tarota. Warto powtórzyć i kontynuować! Kilkoro uczestników tych warsztatów dołączyło później do moich warsztatów czysto szamańskich.

*** (małe, poza kolejnością)

W Łasze nad Narwią, w listopadzie 2000; szałas potu. Bardzo udany. Przy temperaturze bliskiej zera po wyjściu z sauny poszliśmy w nocy wykąpać się w Narwi.

6.
W Rzepniku w lutym 2001

Krótkie ale intensywne warsztaty w dniach 16-18 lutego 2001 w Rzepniku koło Krosna (Podkarpackie). Uczestników 8, w tym 3 kobiety. W ciągu trzech dni zrobiliśmy podróże przy bębnie, szałas potu i chodzenie po ogniu. Gospodarzami byli mieszkający tam Łukasz i Sara Łuczajowie. Mimo zaplecza w ich domu, działania były właściwie terenowe: prócz spania przebywaliśmy pod gołym niebem w lesie z dala od domu. Udane choć fizycznie trudne.

7.
W Pniewie w czerwcu 2001

Pierwsze warsztaty w Pniewie koło Piły (u Pani Małgorzaty Kunat), gdzie od tamtej pory robię większość swoich działań. Początek 20 czerwca 2001. Uczestników 16, w tym 6 kobiet. Kilkoro z nich w przyszłości stanie się częstymi bywalcami - gdyż poczynając od tej imprezy, w trzecim roku prowadzenia przeze mnie warsztatów, zaczęła się formować grupa ludzi skupiona wokół nich i zaczęła zawiązywać się ciągłość. Warsztaty te cechowała pewna surowość formy, wykonywanie działań minimalnymi środkami, można powiedzieć: bez ozdobników. Podczas pierwszego obrzędu sauny przeszła burza. Kilkoro uczestników spisało swoje - nader dramatyczne - inicjacyjne przeżycia. Kiedy oglądam zdjęcia z tego wydarzenia, uderza mnie pewien rys zaskoczenia rysujący się na twarzach i w postaciach uczestników - tak jakby jeszcze nie wiedzieli, jak wewnętrznie się nastawić. Zestaw praktyk: jak zwykle; prócz tego, że nie robiłem płukania jelit.

8.
W Pniewie we wrześniu 2001

Uczestników chyba 12. Z nowych elementów wprowadziłem budowanie kręgów z chorągiewek i ptaków, i przedstawianie uczestników. (Każdy uczestnik przedstawia innego: A przedstawia B, B przedstawia C itd., wcześniej jeden z drugim robią wywiady.) Działania: jak na poprzednich warsztatach.

9.
W Zawadce Rymanowskiej w lutym 2002

Warsztaty zimowe, część działań była pod dachem. Pogoda łagodna, odwilż, dojazd łatwy. Gwiazdą imprezy był Leśmian, którego wiersze i baśnie czytaliśmy i przeżywaliśmy. Szałas potu wykonaliśmy z najbardziej doskonałego materiału: z witek leszczynowych. Ścieżka z żaru do chodzenia po ogniu wciąż "żyła" rozniecana i podtrzymywana silnym wiatrem. Wprowadziłem jako otwierające działanie podczas posiedzeń w kręgu, prócz dotychczasowego kadzidła i grzechotki, także chińskie kule-dzwonki.

10.
Warsztaty Kupalne 2002 w Pniewie

20-25 czerwca 2002, tradycyjnie w Pniewie. 11 osób, w większości starzy bywalcy, tylko 2 nowe twarze, atmosfera rodzinna i jak między wtajemniczonymi. Wszystko bez pośpiechu, bez patrzenia na zegarek, czas sam dojrzewał. Do "grobów" wchodziliśmy przez saunę. Zrobiłem (bardzo udane) płukanie jelit. Przebojem tych warsztatów było okadzanie się mirrą.

11.
W Pniewie w sierpniu 2002

2-8 sierpnia 2002. 17 uczestników (7 kobiet). Warsztaty długie i intensywne. Uczestnicy byli podzieleni na cztery "rodziny" zależnie od czterech stron świata i każda rodzina miała swojego totemicznego ptaka. (Ptaki czterech kierunków były po raz pierwszy we wrześniu poprzedniego roku.) Z nowych elementów wprowadziłem marsz transowy, medytację szkieletu, pracę z poezją (wiersz Leśmiana "Zielony dzban" o kobiecie pojącej rosą umarłych) oraz ćwiczenie wprowadzające do świadomego śnienia. W świadomy sen wprawdzie nikt nie wszedł, ale ćwiczenie to znakomicie budowało nastrój. Pogoda dopisała. Bardzo udane było chodzenie po ogniu. Do "grobów" wchodziliśmy przez saunę - później zrezygnowałem z łączenia obu działań.

12.
W Pniewie we wrześniu 2002

16-22 września 2002. Nie zanotowałem liczby uczestników: kilkanaście osób. Zapamiętałem te warsztaty głównie z powodu głębszych niż zwykle związków, które zaczęły się wtedy zawiązywać między ludźmi. Głębokie doświadczenia w saunie: silnie dało się odczuć jej oczyszczające i uwalniające dla psychiki działanie. Ciągiem dalszych tych warsztatów były zorganizowane w październiku pod Olsztynem przez Maję Florczykowską warsztaty gry na didżeridu, prowadził Jurek Fiedoruk.

13.
W Pniewie w czerwcu 2003

12-16 czerwca 2003, podczas pełni Księżyca. Pod hasłem: "Słuchanie ciszy, wpatrywanie się w ciemność". 18 osób, w tym 10 "starych bywalców" bądź takich, którzy wkrótce takimi się stali. Impreza elitarna, a większość działań przeprowadzona perfekcyjnie. Tym razem zakopywanie do ziemi przeprowadziłem w "rodzinach" - w podgrupach, rozproszonych w terenie. Było wrażenie niedosytu: 4 doby okazały się trochę zbyt krótkim czasem.

14.
W Pniewie we wrześniu 2003

9-15 września, podczas pełni. Temat był zaplanowany "Przyjazne postaci z przestrzeni wewnętrznej", w praktyce skupiliśmy się na postaci Przewodnika. Była największa grupa na dotychczasowych warsztatach: 24 osoby; z małą przewagą kobiet. Wprowadziłem kilka nowych działań i pomysłów, m.i. indywidualne małe (parugodzinne) odosobnienia przy własnych ogniskach podczas których rozmawiano z ogniem. Nowością też były tańce prowadzone przez Joasię Łukaszewicz w stylu (metodą) Dance-Alive. Pogoda nie sprzyjała: niż, chłód, wilgoć i deszcz zmusiły mnie do zmian w programie zajęć. Warsztaty oceniam jako pełne nowych idei; dla mnie były też udaną próbą prowadzenia tak dużej grupy.

15.
Warsztaty tarotowe w lutym 2004 w Łapiczach

Odbyły się 19-22 lutego 2004 w zimowej scenerii w miejscowości na Podlasiu przy granicy białoruskiej. Uczestników 8. Wizualizowaliśmy treść kart tarota przy dźwięku bębna; także karty traktowaliśmy jako bramy prowadzące do przestrzeni wewnętrznej.

16.
Na Boże Ciało w czerwcu 2004 w Pniewie

10-13 czerwca. Uczestników 7. Zrobiliśmy szałas potu, zakopanie się w grobach i drugi szałas potu, jako obrzęd oczyszczający przed wejściem do grobów. W grobach spędziliśmy dwie kolejne noce. Z nowych praktyk były ćwiczenia bębnowe w parach: jedna osoba bębni, druga podróżuje, potem zmiana.

17.
Feministyczne warsztaty w lipcu 2004 w Pniewie

2-7 lipca. Uczestniczyło 12 osób, prócz mnie same kobiety, gdyż z zapowiedzianych mężczyzn żaden nie przyjechał. Zrobiliśmy dwa razy szałas potu, dwa razy zakopywanie się do grobów, marsz transowy, gry integracyjne, wizualizacyjne podróże przy bębnie, ćwiczenia z głosem i oddechem. Byliśmy dobrze zaopatrzeni w szamańskie bębny: 6 na 12 osób (plus konga). Bardzo udane było przejście przez ogień - rekordzistka przeszła 9 razy przez ścieżkę z żaru! Nowym ćwiczeniem było wpatrywanie się w niebo, tzn. użycie widoku nieba jako przedmiotu monotonizującego kanał wzrokowy, przy jednoczesnej monotonizacji słuchu przez bęben. (Zwykle wzrok monotonizuje się przez zawiązanie oczu.) Ćwiczenia te okazały się udane, obiecujące i warte kontynuacji. Pogoda dopisała: choć było - jak na początek lata - chłodno, to deszcze omijały nas i nie dokuczało ani słońce ani upał, a ziemia w grobach była dostatecznie wilgotna. [Więcej zobacz: Kobiety i Ryby (Asia Green Star)]

18.
Wielka podróż po wizje - sierpień 2004 w Pniewie

2-10 sierpnia 2004. Uczestników 10 wraz ze mną; 5 kobiet i 5 mężczyzn. Cztery osoby to "starzy bywalcy". Wystarczająca liczba bębnów, aby prowadzić działania w parach: jeden bębni, drugi medytuje. Tradycyjne działania: podróże przy bębnie, szałas potu, marsz transowy, chodzenie po ogniu, zakopywanie do ziemi posłużyły tym razem jako wstęp do głównego punktu programu, ćwiczeń "Bęben i Tlen" - czyli pracy z bębnem w parach i podróży bębnowej wzmacnianej oddechem. Jeden dzień spędziliśmy na odosobnieniach przy indywidualnych ogniskach, w milczeniu i bez kontaktu ze sobą. Jeden dzień zaczęliśmy od marszu transowego i marszu uwagi o świcie. Czytaliśmy teksty Czarnego Łosia (Black Elk'a) i Aldousa Huxleya. Trzecią saunę zakończyliśmy tańcem. Wiele działo się przy okazji głównych ćwiczeń - wiele było pracy własnej uczestników. [Więcej...; zdjęcia...].

19.
Śpiewowe warsztaty we wrześniu 2004, tamże

8-13 września 2004. Uczestników wraz ze mną 21. Grupa niejednolita jeśli chodzi o zaawansowanie, zainteresowania i nastawienie. Nowością były ćwiczenia ze śpiewu archaicznego (tradycja ukraińska i rosyjska) prowadzone przez Witolda Kozłowskiego. [Więcej zobacz: Czas Snu (Maria Łazar)]

*** (poza kolejnością)

Zjazd w Grzymku (koło Grodziska Mazowieckiego) na równonoc 2005 18-20 marca; nie były to warsztaty, ale zjazd z zajęciami przeważnie mówionymi. Działaniem szamańskim był szałas potu, współprowadzony przez Alinę Michalik. Także były medytacje przy bębnie i prowadzony przez Łukasza Łuczaja eksperyment z intuicyjnym rozpoznawaniem właściwości roślin leczniczych.

20.
Na Boże Ciało w maju 2005

26-29 maja 2005 w Pniewie. Program: szałas potu pierwszego wieczoru, drugiego dnia kopanie grobów Sancheza i na noc wejście do ziemi, trzeciego wieczoru drugi szałas potu. Także praca z dźwiękiem bębna i oddechem, w tym w trójkach: jedna osoba leży w relaksie i podróżuje, druga bębni, trzecia pomaga leżącej oddychać. Groby kopaliśmy nie prostokątne, lecz owalne. Uczestników dziesięcioro, w tym 6 starych bywalców. Pogoda: nadzwyczaj upalnie! Zob. więcej: "Warsztaty z chrabąszczami"

21.
Przełom czerwca-lipca 2005 - warsztaty inicjacyjne

28 czerwca - 3 lipca 2005 w Pniewie. Standard: szałas potu na początek i na koniec, w trakcie podróże przy bębnie, groby Sancheza, chodzenie po ogniu. Z działań nietypowych zarządziłem wycieczkę nad rzekę Pilawę i kąpiel tak jak staliśmy, w ubraniach. Uczestnicy pojętni i zdyscyplinowani; 18 osób z małą przewagą kobiet. Zob. więcej w relacji Pawła Brągoszewskiego "Gdy jeleń zanurkował w zbożu"

22.
Eksperymentalne warsztaty w sierpniu 2005

1-10 sierpnia 2005. 9 dób - najdłuższe warsztaty, jakie prowadziłem do tej pory. Ćwiczyliśmy nowe działania: pozycje ekstatyczne wg książki Belindy Gore i wizyjne użycie zwierciadeł według Raymonda Moody'ego. Uczestników 17, w tym prowadzący; 8 kobiet, 9 mężczyzn. Przeczytaj więcej: "Ekstatyczne pozycje i zwierciadlane wizje"

23.
Podziemny szałas potu w Brodkach maj 2006

Impreza była krótka, dwie noce, 12-14 maja 06, liczę ją jednak i numeruję, ponieważ zbudowaliśmy "słowiański" szałas potu według nowego pomysłu. Więcej tu
(Poprzednio, 19 marca, odbyliśmy pierwszy raz szałas potu w tym samym miejscu, w śniegu i na mrozie - w scenerii w pełni zimowej.)

24.
Warsztaty bębnowe, czerwiec 2006, w Pniewie

Głównym tematem były ćwiczenia z bębnem - inne działania były raczej wspomagające. Warsztaty były lekkie - nie było zakopywania, chodzenia po ogniu ani płukania jelit. Więcej tu»


Od czerwca 2006 do lipca 2008 nie prowadziłem własnych warsztatów z działaniem przez ciało.


25.
Warsztaty Twardej Ścieżki w Żelichowie, 13-19 lipca 2008

Po trzech latach (tak!) przerwy, gdyż poprzednie porównywalne warsztaty były latem 2005 r., wznowiłem działania pod nową nazwą Twardej Ścieżki. Miejsce: Żelichowo koło Krzyża Wielkopolskiego, u Pawła Szozdy. Uczestników prócz mnie 10, trzy kobiety, siedmiu mężczyzn, dwoje starych bywalców. Centralną praktyką okazało się zakopanie, inaczej "grób Sancheza": większość z nas miała podobne doświadczenie głębokiego wyciszenia, wygaszenia myśli, przejścia na głębokie i normalnie milczące poziomy umysłu. Wielkim wynalazkiem okazała się czapka w łaźni! Pozwala ciału cieszyć się znacznie większym gorącem niż bez niej.

26.
"Odbudowanie Ruin" - Komorzno, 26-31 lipca 2008

Miejsce: Komorzno-Rozalia koło Kluczborka - tzw. Rosalienhof, u Adama Ulbrycha. Uczestników ośmioro, w tym jedna kobieta. Jednym z wątków było uświadomienie sobie własnych wewnętrznych ruin, czyli spraw, w których pamięć dawnych i przerwanych przedsięwzięć przeważa nad teraźniejszością, i dostarczenie energii, która pozwoli ożywić te ruiny. Sprzyjało temu otoczenie: biwakowaliśmy na ruinach dawnego folwarku Rosalienhof.

Oba warsztaty w 2008 roku polegały na powrocie do surowych początków: uczestnicy spali w namiotach lub w tipi, wygody cywilizacji były sprowadzone do minimum, w małej grupie trzymaliśmy się razem, ceremoniały były minimalistycznie uproszczone.

Więcej: Warsztaty Twardej Ścieżki latem 2008 - w Żelichowie i w Komorznie

27.
Koło Drawna, 2-8 sierpnia 2009

Tym razem zjechaliśmy się w samotnie położonym domu w środku lasu Puszczy Drawskiej. Uczestników 17-ścioro, plus wspaniali gospodarze. Ale w szałasie potu mieściliśmy się wszyscy, najwięcej 21 osób - była to jedna z największych łaźni, jakie dotąd pod moim przewodem zbudowano. Okolica okazała się mieć właściwości transportujące, czyli przenoszące w zmienione stany świadomości, a to dlatego, że monotonizowała wzrok. Tym, co monotonizowało i transportowało, były równe pionowe wysoko sięgające pnie białych brzóz i czerwonawych sosen. Pole widzenia uformowane pionowymi równoległymi powtarzającymi się w nieskończoność liniami - to działa! Atrakcją było jezioro (puste, czyste, rozległe), dokąd chodziliśmy codziennie, a dość długą drogę - ok. 25 minut - leśnymi transportującymi ścieżkami wykorzystywaliśmy na marsze transowe. Trzy razy robiliśmy pocenie się w Łaźni. Bardzo udane było Zakopywanie się - mocne wrażenie, po które nie trzeba było daleko chodzić, bo odpowiednie miejsce znalazło się tuz za naszymi namiotami. Mnóstwo pracy z bębnem, oddechem, z wizualizacjami. Pracowaliśmy też z poezją i mitycznymi opowieściami. Największe wrażenie zrobiły szamańskie legendy mandżurskie z książki J. Tulisowa. Poezję reprezentował poemat Jacka Dobrowolskiego "Raróg", który najpierw czytaliśmy surowymi głosami i następnie po przygotowaniu. Dwóch fragmentów z poematu nauczyliśmy się na pamięć i służyły nam jako mantry do wygłaszania w szałasie potu. Zacytuję: "Pierwszy piorun uderza, bije chwała rycerza: błysk błysk - świst świst - kysz kysz - czur czur - hur hur - tar tar - sam żar". Słowa "Sam Żar" zaczęły nam służyć za powitanie! I drugi fragment:

"Jasny mnie ogień dzień i noc pożera,
ciemna na brzeg wynosi mnie fala.
Ostre są gwiazdy, a potęga nieba
wszystko odsłania."

Ten wiersz był równie transportujący jak pnie drzew, bęben, siedzenie w kręgu, tipi, szałas potu, zakopywanie się, marsz transowy i degustowanie zapachów, co też robiliśmy któregoś wieczora.

Serdecznie dziękuję organizatorom: Ani Kuglin i Mateuszowi Osajdzie, oraz gospodarzom: Basi i Zbyszkowi Kowalskim.


28.
Harkawicze, 5-11 lipca 2010

Uczestników siedmioro, w tym ja i gospodyni Harkawicz Maria Kojotta; pięciu mężczyzn, dwie kobiety; pięcioro było przynajmniej raz wcześniej na warsztatach Twardej Ścieżki. Z "twardych" działań były trzy sesje szałasu potu, zakopywanie do ziemi, marsze transowe dzienne i nocne. Wiele uwagi poświęciliśmy medytacjom z bębnem i pozycjom ekstatycznym wg Goodman i Gore. Pracowaliśmy z pieśniami i z tekstami Heraklita. Były ćwiczenia na uważność. Dobrze zadziałała atmosfera miejsca: cisza, brak ludzkiego i cywilizacyjnego natręctwa, a przy tym szczególna normalność emanująca z krajobrazu.



Wojciech Jóźwiak

od 17 września 2003, aktualizowane 14 lipca 2010





x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)