Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 października 2016

Joanna Najdowska

z cyklu: Moje oddychanie

Moje oddychanie (także holotropowe) 2/3
Przebieg sesji. Oddychaj szybciej i głębiej niż normalnie!


  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

Podstawowa zasada oddychania holotropowego jest prosta: oddychaj szybciej i głębiej niż normalnie. Podstawowa forma pracy podczas sesji jest także prosta. Pracuje się w parach – jedna osoba leży na materacu i oddycha, a druga - tzw. siter - siedzi obok i opiekuje się oddychającym. Osoby oddychające robią to, czego potrzebują w ramach zachodzącego w nich procesu wewnętrznego, czyli mogą np. wykonywać jakieś ruchy ciałem, mogą śpiewać, krzyczeć, płakać albo się śmiać. Ale po to, by to oddychanie przyniosło jakieś konkretne efekty, potrzebne są pewne szczególne warunki, jak np. stymulująca muzyka, poczucie bezpieczeństwa, możliwość nieskrępowanego wyrażania siebie, pomoc w uwalnianiu sygnałów z ciała, a przede wszystkim czas – odpowiednia ilość czasu, by wszystko się zadziało.

Pierwszą sesję traktuję poznawczo – ciekawa jestem, jak OH wygląda w praktyce, ciekawa jestem własnych doznań i późniejszych efektów.

Kładę się na materacu, zakładam na oczy opaskę. Siter siada obok. To ostatni moment, by upewnić się, że wszystko jest przygotowane: woda, chusteczki, notes, długopis. Ostatnie uzgodnienia z siterem – system znaków i krótkich komunikatów, bo podczas oddychania nie wolno prowadzić rozmów.

Na początku chwila relaksu, wprowadzenie ciała i umysłu do chwili obecnej, przygotowanie do praktyki.

Start. Muzyka. Oddychanie – szybciej i głębiej niż normalnie.

Nagły dopływ dużej ilości tlenu wykręca mi ręce, ściąga usta. To tężyczka. Rozpoznaję ją dokładnie, bo kiedyś miałam kilka epizodów napadów paniki z hiperwentylacją, więc na chwilę zwalniam nieco oddech; wiem, że to przeminie.

Oddycham dalej. W pewnej chwili ciało zaczyna się poruszać. Najpierw są to jakieś ruchy bliżej nieokreślone. Stopniowo nabierają bardziej skoordynowanego charakteru, rodzącego skojarzenia z konkretnymi doznaniami lub zdarzeniami – osobistymi albo archetypowymi: machanie rękami to np. pożegnanie, podskoki – skakanka, itp. Podążam za moim ciałem, pozwalam sobie na pełnię przeżywania i wyrażania tego na zewnątrz, bo każdy gest, każde przejawienie tego, co dzieje się wewnątrz, prowadzi do głębszych albo nowych doświadczeń wewnętrznych, wglądów. To istny tygiel cielesno-emocjonalno-umysłowy połączony z ciałami subtelnymi. I tak przez 3 godziny! Nawet gdy ciało leży bez ruchu, to wewnątrz coś się dzieje.

Podczas sesji w Krakowie przelatywały przeze mnie dziesiątki zdarzeń. Czas magicznie się zakrzywił i poszczególne zdarzenia, które w realu trwają wiele godzin, tu przelatywały przeze mnie w ciągu minut albo nawet sekund. Nie byłam w stanie ich wszystkich zarejestrować w pamięci. Biłam pokłony w meczecie, rodziłam w lesie, tańczyłam, ... a wszystkie te sytuacje były żywe i kompletne. Malując końcową mandalę, przedstawiłam je jako obrazki wielkości kart wyfruwające w przestrzeń.

W niektórych sytuacjach dobrze jest poprosić o pomoc facylitatorów, bo oni są tam po to, by pomagać nam w naszych indywidualnych procesach. Może ktoś potrzebuje się przytulić, a może odczuwa w jakimś miejscu ból albo napięcie i potrzebuje to odczucie wzmocnić, by zejść głębiej, by ujawniło się źródło bólu. Ja z pomocy korzystam. Oto moment, w którym czuję napięcie w karku i proszę Milana o pomoc. Milan łapie mnie za kark i przygina do ziemi, a moim zadaniem jest odpieranie naporu. Jestem pół sobą a pół dzikim zwierzęciem albo psem wpychanym przez ludzi siłą do jamo-klatki. Czuję sznury, łańcuchy i siłę ludzi. Jestem bez szans, bezradna, pomimo mojej siły i determinacji. To jest straszne!  Zaczynam się szarpać, wpadam w wewnętrzny szał, najchętniej bym Milana pogryzła i podrapała, ale włączam kontrolę i... proces zostaje przerwany. Niepotrzebnie, bo jest magiczne słowo STOP – przycisk bezpieczeństwa, gdy reakcje zachodzą za daleko, bo trzeba ufać, że facylitator i siter czuwają nad tym, co się ze mną dzieje i nie dopuściliby do tego, bym komukolwiek, w tym sobie, zrobiła krzywdę. Następnym razem, podczas sesji w Warszawie, tego błędu nie popełniam, pozwalam by się działo na maksa.

Okresy intensywnej aktywności fizycznej przeplatają się z okresami bezruchu, a nawet bezdechu. Są momenty, kiedy jestem tak natleniona, że przestaję oddychać, a ciało zużywa zgromadzone zapasy tlenu. W takich momentach przeważnie pojawiało mi się światło, a nawet wizje kosmiczne.

Po jakimś czasie oddech się włącza na nowo, więc znów wchodzę w aktywne oddychanie, i znów pojawiają się doświadczenia holistyczne.

Taka trzygodzinna sesja oddychania holotropowego jest dla mnie wyczerpująca. Mój układ oddechowy, mięśnie, stawy są tak nadwerężone, że ciało samo stopniowo wycofuje się z aktywności. Cała jestem mokra od potu. Umysł też ma już dość wizji, odczuć, myśli i wglądów. Ale, któż to wie, co jeszcze może się wydarzyć, bramka może paść nawet w ostatniej minucie meczu, więc pracuję do końca, tyle że na zwolnionych obrotach. Sygnał końcowy przyjmuję jako naturalne zjawisko ogłaszające koniec tego, co samo dobiegło końca.

Relaks.

Końcowa rozmowa z facylitatorem – czy wszystko jest w porządku, czy czegoś nie potrzeba, czy coś wyjaśnić albo zebrać w spójną całość.

Muszę wziąć prysznic, napić się wody, ochłonąć.

W sąsiedniej sali na stołach są kartony, kredki i farby. Dobrze jest wyrazić w formie mandali to, co zadziało się podczas sesji.


Na drugą sesję jadę z nauką wyciągniętą z poprzedniej. Zetknęłam się z doświadczeniami nie tylko własnymi, ale i cudzymi. Zetknęłam się zarówno z tym, co pojawia się podczas oddychania, jak i z tym, co przeżywa siter.

Bycie siterem to wspaniała i wcale niełatwa rola. Opiekując się osobą będącą w procesie, ma się także własne doświadczenia. I za pierwszym, i za drugim razem, kiedy byłam siterem, a fragmentem muzycznym były afrykańskie bębny - towarzyszyło mi odczucie silnego związku fenomenu opieki z klimatem afrykańskiej wioski. Łzy wzruszenia i tęsknoty kręciły mi się w oczach.

Praktyka oddychania holotropowego u Tomka Kwiecińskiego poprzedzona jest całodniowymi warsztatami związanymi z matrycami okołoporodowymi Grofa. Ciekawą formułą zrozumienia archetypowych odczuć, występujących w poszczególnych czterech fazach porodu, było przedstawienie ich poprzez fragmenty filmów. O dziwo, każda scena ilustrująca określoną fazę budziła we mnie całkiem inne odczucia i skojarzenia. Podobnie poszczególni uczestnicy inaczej odbierali te same sceny. Wydawałoby się, że narodziny Króla Lwa powinny wywołać w nas zbliżone odczucia, a tymczasem nic podobnego! Dopiero zbiory skojarzeń układały się w spójne cztery obrazy.

Podczas warsztatów oddychania holotropowego dzieje się dużo.

Korekta przez: ()



  < poprzedni    1    (2)    3    dalszy >  

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)