Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

13 kwietnia 2013

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Czytanie Sheldrake'a (odcinków: 17)

Morforezonansowe wirusy, a raczej dlaczego ich nie ma?

Kategoria: Pytania i granice

« Nowa nauka o życiu Anteny morficzne »

Pola morficzne i morficzny rezonans powodują, że pewne „układy” (atomów w cząsteczkach, cząsteczek w kryształach, fragmentów łańcucha polimeru w jego „strukturze trzeciorzędowej” czyli w przestrzennym sfałdowaniu, komórek w tkance, mięśni w sekwencjach ich ruchu, całych zwierzęcych osobników w sekwencjach ich zachowań...) powtarzają się na wzór tego, co już kiedyś było w przeszłości. Siłą rezonansu morficznego „układy” się odtwarzają i powielają. Ale wydaje się, że jest taka reguła, że tam gdzie coś się powtarza, powiela i namnaża czyli replikuje, tam pojawiają się pasożyty. Podobno gatunków pasożytujących na i w cudzych ciałach jest wielokrotnie więcej niż gatunków żywicieli. Podejrzewa się, że istnieją pasożytnicze fragmenty DNA, które do niczego nie służą w komórkach, ale skoro są częścią genomu, to replikują się razem z nim. Są też złośliwe pasożytnicze fragmenty DNA, które korzystają z „fabryki” komórki, żeby się replikować, po czym uwalniają się z organizmu gospodarza i idą w świat zakażać inne organizmy – to wirusy. Wykryto je przy pomocy mikroskopów i testów biochemicznych, ale oznaką ich działania jest zbędne, nadmiarowe, nie-adaptatywne zachowanie nosicieli, np. wysypka, która zmusza do drapania lub podrażnienie dróg oddechowych, które skłania do odruchów ich oczyszczania czyli do kaszlu i kichania. Dla nosicieli te zachowania są zbędnym dodatkiem, ale dla wirusów mają sens główny – dzięki nim wirusy są rozsiewane i mogą iść dalej.

To w świecie genów. Drugi znany kanał replikacji, czyli memy, też ma swoje wirusy, wirusy umysłu. Poznać je po tym, że ich treścią są wezwania do ich szerzenia. „Przepisz mnie sto razy i roześlij, spotka cię szczęście, nie roześlesz, to się bój!”

Wracając do Sheldrake'owskiej hipotezy formatywnej przyczynowości czyli morficznych pól i rezonansów. Tak jak opisuje je Autor, jest to potężny mechanizm replikacji. Bardziej podstawowy dla zjawiska życia niż geny. Więc, skoro jest replikacja, należy szukać pasożytów-wirusów. Po czym można byłoby je poznać? Ponieważ rzecz dotyczy zwierząt (inne żywiny-bioty, jak rośliny czy grzyby pomińmy), przejawy byłyby podobne jak przy wirusach: nie-adaptatywne czyli zbędne i bezsensowne zachowania zwierząt. Wydaje się, i raczej byłoby to zgodne z linią rozumowania Sheldrake'a, że łatwiej replikują się, czyli morficznie rezonują, zachowania prostsze, czyli jakieś proste sekwencje ruchów. Zwierzęta „zarażone”, a raczej pochwycone w rezonans takich nadmiarowych zachowań, wykonywałyby bez sensu jakieś do niczego nie służące im ruchy i byłyby to raczej ruchy elementarne. Jakie? Pierwsze przychodzą na myśl jakieś seryjne skurcze mięśni. Jakieś drgawki, drżenia mięśni, tiki. Może nawet całe ataki epileptyczne. Albo tak jak u psa przez sen: ciągi ruchów, które do niczego nie służą, np. machanie kończynami w powietrzu. Ponieważ takie ruchy są proste, nie są specyficzne („specyficzne” - ulubione słowo Sheldrake'a) dla jednego gatunku. Więc mogłoby to wyglądać tak: pies dostaje drgawek, za chwilę inne psy, po czym ta pląsawica przerzuca się na koty, owce, krowy... Mogłyby to być niekoniecznie drgawki, ale skurcze jelit, wymioty, kaszel, mruganie oczami, wydawanie jakichś dźwięków – wszystko bez widocznej przyczyny i zapewne szerzące się jak lawinowa epidemia, bo (wg Sheldrake'a) im więcej osobników jakieś zachowanie wykonuje, tym pewniej następny je wykona. Te tiki mogłyby też przerzucać się z gatunku na gatunek. Gdyby były odpowiednio masowe lub lawinowe, mogłyby powodować wymieranie gatunków, które zamrugałyby się albo zaryczały na śmierć.

Pytanie: dlaczego czegoś takiego nie obserwowano?

Wątpliwości pod adresem morfizmu Sheldrake'a mam więcej, napiszę później.

Czytanie Sheldrake'a: wstęp na końcu

O koncepcjach Ruperta Sheldrake'a na tle innych poglądów.

Książki czytane: Rupert Sheldrake, A New Science of Life, III wyd. 2009, The Presence of the Past, 1988.



« Nowa nauka o życiu Anteny morficzne »

komentarze

[foto]

1. Wojtku, a ... • autor: Krzysztof Wirpsza2013-05-07 05:28:54

Wojtku, ok. 10 lat temu byłem członkiem amerykańskiego "community", którego celem było zgłębianie wiedzy duchowej i medytacja. I tam istniało coś takiego jak "transformation symptoms." Uważało się, że skoro ktoś dużo medytuje, szczególnie w "naszej" tradycji" (tj. w bardzo intensywny i elitarny sposób, właściwy sekretnym stowarzyszeniom), to mu się uruchamia tzw. "transformacja". Słowo to oznaczało "opór organizmu przed ewolucją duchową", no bo przecież materia ciężka jest. I gęsta. Więc normalne było, że ludzie gorączkowali, dostawali "jakby grypy" (która albo utrzymywała się latami i się z tym po prostu żyło, albo trwała np jeden wieczór i wracała co tydzień, etc). Bywali i "epileptycy" jak ja, którym w środku duchowej praktyki nieznana siła (potem dowiedziałem się, że to błędnik) potrafiła zawrócić w głowie, cisnąć na ziemię i nabić guza. Z innych doniesień -  bywały drgawki, bezsenność, palpitacje, u niektórych - wzmożona seksualność. Rzeczy te normalnie omawiało się popołudniami w grupach, świadczyły one o człowieku jak najlepiej i ludzie po prostu "je mieli" - ponieważ mieli je inni. Każdy chciał je mieć. Potem bywało, że gościłem (przelotnie) w rozmaitych innych elitarnych a hermetycznych grupach duchowych - i tam było podobnie! U niektórych oryginalnych protestantów np. "mówi się językami", co oznacza status i przynależność. Ci którzy mają dłuższy staż "tłumaczą" co mówią inni, a nawet "prorokują". W zenie koreańskim jest praktyka ki-do, podczas której ktoś może "mieć drgawki" ("get the shakes"), co również jak najlepiej o nim mówi i każdy tego chce. Pytanie czy same "doświadczenia duchowe", np. wizje ayahuaskowe lub oświecenia, nie są takim (czasem bardzo pozytywnym) wirusem?
[foto]

2. Znam te objawy...:) • autor: Wojciech Jóźwiak2013-05-07 11:14:32

Tak, Krzysztof, znam te objawy (zasługujące na osobną uwagę), ale na gruncie koncepcji Sheldrake'a powinniśmy się ich spodziewać gdziekolwiek wśród zwierząt - nie tylko wśród H. sapiens i to właśnie tego medytującego.
[foto]

3. Aha. Rozumiem.... • autor: Krzysztof Wirpsza2013-05-07 14:26:43

Aha. Rozumiem.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)