Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

28 sierpnia 2012

Wojciech Jóźwiak

z cyklu: Twarda Ścieżka i podobne sposoby (odcinków: 66)

Mówienie

Kategoria: Twarda Ścieżka

« Praca z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą Nie-mówienie czyli moja prywatna walka z wdrukami chrześcijaństwa i buddyzmu »

Z początku w Twardej Ścieżce miało nie być mówienia. Warsztaty, które obmyśliłem i zacząłem prowadzić od 1999 roku, miały nie polegać na mówieniu. Miały polegać na robieniu, na działaniach i to na tyle silnych, że kiedy się doświadcza tego, co robisz i w czym się zanurzasz, to nie są potrzebne dodatkowe objaśnienia, co masz wtedy czuć i co to wszystko powinno znaczyć. Miałem dość ideologii. Nie chciałem nikogo czarować obietnicami, religiami, inicjacjami i innymi cudami na kiju – całą ta „rzekomością”. Moje dawniejsze doświadczenia pokazały mi, jak łatwo jest kogoś zaczarować słowami – tzn. jakąś ideologią, religią, drogą itp. - i jak łatwo samemu jest ulec czyjemuś czarowaniu, i nie chciałem tego powtarzać. Teraz, kiedy minęło trochę lat, mam wrażenie, że udało się „tak trzymać” przez dość długo. (Ale to nie ja powinienem oceniać, tylko uczestnicy warsztatów, które prowadziłem – czy naprawdę tak było.)

Ale coś się zmieniło. Stopniowo zacząłem dopuszczać mówienie – jako metodę. W jakimś stopniu przyczyniły się do tego moje doświadczenia z dwiema osobami. Po pierwsze, z Krzysztofem Wirpszą – chodzi mi o diady, czyli praktykę, którą Krzysztof przywiózł ze Stanów, a ja jakiś czas temu brałem udział w jego warsztatach. Główna rzeczą, jaka dzieje się na diadach, jest mówienie, w pewien znormalizowany sposób. Drugą osobą był Victor Sanchez, który na warsztatach, na których kiedyś byłem, uroczyście przemawiał do Ognia, właściwie do Praojca Ognia.

Na ostatnich warsztatach, w Długopolu-Trzech-Źródłach u Bei i Wiktora Lechów, na początku sierpnia br. (2012) mówienie zadziałało szerzej niż na poprzednich. Krzysztof był współprowadzącym i przez dwa dni pod jego wodzą robiliśmy diady. Maria Kojota, trzecia współprowadząca, pracowała z nami też „przez gardło” - ćwiczyła z nami śpiewanie, jednocześnie etniczne i medytacyjne. Prócz tych przewidzianych ćwiczeń były rzeczy, które wydarzyły się jakoś same, spontanicznie i o nich chcę tu wspomnieć.

Mówienie do nie-ludzi – czyli do drzew, ognia i innych żywiołów, koniecznie na głos. Z ludźmi mówi się zwyczajnie, prozą. Z nie-ludźmi proza się nie sprawdza, za to samo włącza się mówienie uroczyste, w jakimś sensie poetyckie i idące z innych części umysłu niż zwykła konwersacja. Powtórzę: z innych części umysłu! Lub nawet więcej: ten rodzaj mówienia zmienia świadomość. Przestawia umysł na jakiś inny tryb. Jaki? - Chyba nie ma sensu porównywać z czymś innym. Jeśli chcesz się dowiedzieć, jak to działa, zrób to.

Podkreślę, że do nie-ludzi trzeba koniecznie mówić na głos. Inaczej ten sposób nie zadziała, bo zamiast tej nowej jakości wrócisz do czegoś, co ćwiczysz od piątego roku życia, czyli opowiadanie sobie historyjek w myśli. A to są dwie całkiem niepodobne sposoby tego, co robi umysł.

Mówienie do wewnętrznych głosów. Oczywiście najpierw trzeba te głosy słyszeć i słuchać ich, a jeszcze wcześniej muszą się one zacząć odzywać. Sprawienie, żeby tak zaczęło się dziać, samo jest osobną praktyką. Na warsztatach w Trzech Źródłach jako okazję do tego mieliśmy zakopanie się w ziemi. Pod ziemią głosy w umyśle znacznie chętniej się pojawiają i lepiej je się słyszy. Ćwiczenie polega na tym, że tym głosom, które słyszysz wewnątrz, odpowiadasz – też koniecznie na głos. Wchodzisz z nimi w rozmowę, w dialog. Oczywiście, jeśli przy tym jesteś w stanie bliższym snu niż czuwania, to możesz się od tego zbudzić i głosy znikną. Żeby to robić, też wymaga to pewnej wprawy. Zapewne nie od razu dowiesz się od głosów czegoś ciekawego, ale samo to doświadczenie jest warte starań – kiedy doświadczasz tego, że twój umysł działa w jeszcze jeden dziwny nieznany wcześniej sposób. Można to porównać do nauczenia się nowego języka lub do wydobycia dzięków z nowego instrumentu.

(Jak widać, te ćwiczenia z mówieniem nie mają nic wspólnego z mówieniem, które służy do czarowania ezotero-klientów.)

Twarda Ścieżka i podobne sposoby: wstęp na końcu

O tej ścieżce rozwoju, którą sam praktykuję, blog trochę autopromocyjny. ( -- Wojciech Jóźwiak)

Uwaga: Ten blog jest multi-blogiem, czyli każdy praktyk Twardej Ścieżce może tu pisać, jeśli chce.


« Praca z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą Nie-mówienie czyli moja prywatna walka z wdrukami chrześcijaństwa i buddyzmu »

komentarze

[foto]

1. Wydaje mi się, że... • autor: Roman Kam2012-08-30 08:58:08

... moc mówienia wypływa z bardzo intensywnego i stałego treningu, który trwa od pierwszego słowa właśnie. Ba-ba, ta-ta, ma-ma. Te słowa na początku nic nie znaczą, ale porzez nie, dziecko uczy się, że to działa i działa lepiej niż proste jęki. Oczywiście słowo, samo w sobie działać w jakikolwiek sposób nie może. Można co najwyżej stłuc z jego pomocą filiżankę, czy nie wiem, ogłuszyć kogoś, przestraszyć hałasem. Aby słowo rzeczywiscie działało, ludzkość stworzyła odpowiednie warunki ku temu, implementując we własne umysły odpowiednie znaczenia oraz wzmacniajace je odruchy warunkowe.

Poza mechaniką działania słowa, mam jednak czasem wrażenie, że ktoś mówi rzeczy, których dla siebie potrzebowalem jak chleba. Czy to tylko z powodu, że ona (on) są tak skuteczni w stosunku do mnie? Czy posługują się językiem, który pokrywa się z moim głównym kanałem odbioru (wizualny)? Czy pasujemy do siebie, bo oni mówią: "widzę", że masz kłopot, żeby to zrozumieć? Zamiast: "czuję", że nie możesz tego zrozumieć?

Chyba rzadko się zdarza, że przyjmujemy coś, na co wcześniej nie byliśmy gotowi, żebyśmy nie przeczuwali przynajmniej odpowiedzi. Szukamy potwierdzenia i jeśli się odnajduje ktoś, kto to potwierdzenie przynosi - skłonni jesteśmy to "kupić" do czasu, aż nie zmienimy zdania :)

Nie bez oporu, ale zgodzić się muszę, że w warunkach starań o klienta, słowo jest nadużywane. Czytając systematycznie i z pewną przyjemnością zajawki warsztatów, widzę jak ich autorzy coraz bardziej gonią w piętkę, powielając (pewnie nieświadomie) trafne ich zdaniem pomysły innych, ale w rezultacie coraz bardziej uśredniając poziom tych anonsów. To co wtórne, nie jest odbierane jako autentyczne i tak frekwencja spada.

Aby wreszcie do dylematu Wojtka, czarować czy nie czarować słowem, sprzedawać memy czy nie, się ustosunkować - powiem, że jest magia czarna i biała. Czarujący wie i wybiera po której chce być stronie. Przesyt słowem, jest reakcją. Próba wyjścia przez zaproponowanie innego sposobu komunikacji, przy zlym nastawieniu, też moze być odczytywna jako manipulacja. Tak czy siak, zawsze wrócimy do czystości intencji.

Przypomniał mi się jeszcze, sądzę że nadal aktualny i mocno z mówieniem związany dylemat, czy NLP jest etyczne. Kiedyś ten problem mnie interesował, w tym kontekście, że wahałem się, czy powinienem to stosować na sobie. Czy przywoływanie "na gwizdek" pożądanych stanów emocjonalnych, nie jest czasem robotyzacją mnie jako człowieka i fałszowaniem moich z ludźmi relacji? No i wypróbowałem kilka technik z bardzo pozytywnym skutkiem, więc używam ich w razie potrzeby, do dzisiaj.

Owczesny dylemat rozwiązałem w ten sposób, że postawiłem pytanie inaczej - czy neutralizacja balastujących mnie, przestarzałych i nieadekwatnych wdruków reagowania - jest pozytywna czy nie?
[foto]

2. Mówienie - Hipnoza vs Energia • autor: Piotr Jaczewski2012-08-30 13:05:23

Z mówieniem wiążą się pytania o sens i oddziaływanie słów, ich wpływ na percepcję i zachowania. A za tym idąc pojawiają się wątki hipnozy: Co mówić? Jak mówić?
Oraz świadomościowe: co daje słyszenie tego, co się mówi? Dlaczego właśnie to?
To tyle z zaznaczenia tematu hipnozy. Patrząc z twardościeżkowego punktu widzenia (o ile go rozpoznaję:)) ciekawa jest cała historia związku MOWY i ENERGII. Sugeruję tu wątek z buddyzmu: MOWA = ENERGIA = SAMBHOGAKAYA(pominę specyfikację, co jest czym), oraz szerszy wątek jakim są mantry czy pieśni mocy.
Piszę ciekawa, bo przyglądając się temu tematowi gdzieś można odkryć związek w którym niewerbalne metody łączą się z werbalnymi. tj. twarde czy "yogiczne" działania powodują ostatecznie powstanie poetyckich, pełnych znaczenia utworów często przerastających "zwykłe" osiągnięcia tych osób. Owe poszukiwania tego punktu wydają się ciekawym pomysłem na twarde praktyki.
(Temat chanelingów pominę - one niewiele wnoszą. Termy i komentarze są dużo ciekawsze..).
Ten wątek twardości doświadczeń ze słowami już tu się przewijał...
Podobnie "ciekawym twardościeżkowo" jest związek spójności mówienia z postępowaniem(owej magicznej mocy, energii "moralnej prawdy"), czy też wpływ monotonizacji/deprywacji mowy, celowego MILCZENIA.
[foto]

3. Mówić - nie mówić? • autor: Jan Szeliga2012-08-30 22:48:33

W Twardej Ścieżce podoba mi się to, że jest ona bardziej "praktyczna" niż teoretyczna, tzn że polega ona na robieniu, doznawaniu i odczuwaniu na sobie tego co dana praktyka ze sobą niesie, a nie na przekazywaniu uczestnikom warsztatów teorii, którą oni mają przyswoić.
Owszem, mówienie o praktykach jest jak najbardziej potrzebne, ale tylko w takim zakresie, aby poinformować osoby które je będą wykonywały co mają zrobić i jak się zachować aby efekty tych praktyk były dla nich najlepsze.
Praktyki Twardej Ścieżki są mocne i moim zdaniem nie trzeba tu nadrabiać gadulstwem, aby "czarować ezo - klientów" i przekonywać ich że dobrze zrobili że biorą w nich udział. Praktyki te obroni ą się same i nie potrzeba tu żadnego gadania. Dowodem na to są nasze copełniowe szałasy potu, na które wiele osób jeździ pokonując setki kilometrów, aby wziąć w nich udział.
A skoro już mówimy o mówieniu, to uważam że trzeba też dać możliwość wygadania się uczestnikom warsztatów, ale w odpowiednim do tego czasie, gdy już siedzimy po odbyciu praktyki w kręgu z kijem do mówienia.
[foto]

4. Nie-mówienie = nie psychoterapia • autor: Wojciech Jóźwiak2012-08-31 08:33:31

Co to jest to NIE-MÓWIENIE, które starałem się, żeby było praktykowane na warsztatach? Chodziło mi o to, żeby z warsztatów nie robić psychoterapii! Żeby nie było tam terapeutyzowania słowami. Dlaczego tego nie chciałem mieć, to inne pytanie. Kto brał udział w moich warsztatach, ten to czuje.
Dlatego też z zasady nie brałem udziału w wywnętrzaniu się i filozofowaniu, które odbywało się w kuluarach, po formalnym zakończeniu dnia.

Metoda DIAD (którą przywiózł Krzyś Wirpsza) pokazała mi, że można używać mówienia w sposób nie-terapeutyczny i w ogóle inny niż cokolwiek co znamy.

Teraz na wzór diad pojawiają się takie właśnie sposoby mówienia, które jest nie-mówieniem. Coraz nowe.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)