Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

05 sierpnia 2014

Małgorzata Ziółkowska

z cyklu: Nieustający proces (odcinków: 30)

Muzyczno-wakacyjne refleksje


« Żyjemy w systemie - nie bądźmy obojętni Moja droga przez sny i poszukiwanie ukrytego porządku »

Pewien młody człowiek z rodziny postanowił zostać muzykiem heavy metalowym. Jak postanowił tak zrobił i chyba jest w tym nawet niezły. Nie znam się na tym, bo ten rodzaj muzyki jest dla mnie bardzo hałaśliwy. Ale przyznam, że te najbardziej melodyjne utwory w jego wykonaniu podobały mi się. Jest to muzyka potępiana przez pewne kręgi kościelne. Twierdzi się w nich, że to muzyka szatana. Wizerunkowo rzeczywiście, co delikatniejsi mogą się przestraszyć trupich czaszek, czarnych skór i wielu innych elementów. Ja osobiście uważam, że szatana to ludzie najwięcej mają w sobie, niezależnie od wyznawanej opcji religijnej, politycznej, społecznej czy muzycznej. Jeśli oczywiście chcą go mieć. Bo jeśli chcą - wystarczy zachowywać się w sposób nieetyczny czy szkodliwy.

Rodzinny artysta na satanistę nie wygląda. Ma jakieś dwa tatuaże wielkości centymetra albo i mniejsze, nie lubi się upijać ani nadużywać czegokolwiek innego. Ale nauczył się growlować (taki rodzaj gardłowego śpiewu jak wrzask) i brzmi to groźnie.

W związku ze swoją pasją jeździ w różne miejsca. Na ostatni koncert, który odbył się w podgórskiej miejscowości, wybrali się rodzice chłopaka. Występ syna podobał im się, ale zwrócili uwagę na różne dodatkowe elementy, które dla bywalców tego rodzaju spotkań, są prawdopodobnie normą. Syn bardzo trzepał głową i swoimi długimi włosami w czasie przerw w śpiewaniu. Towarzystwo  dobrze się bawiło, a oni byli jacyś nieruchawi podczas koncertu, choć podobało im się. W pewnym momencie światło zgasło, chyba z powodu przeciążenia ilością sprzętu i oświetlenia. Publiczność natychmiast zagospodarowała lukę, rozpoczynając własny repertuar. W drugiej części śpiewów przeszli na pieśni religijne. Słychać było „Kiedy ranne wstają zorze” (wszystkie zwrotki) oraz „Czarną madonnę”. Rodzic dorzucił własną refleksję, że „ pewnie te wszystkie chłopaki na koncercie wcześniej byli ministrantami”.

O czym to wszystko może świadczyć? Czy mamy wzmożony atak szatana na nasz, w dużej mierze, katolicki naród? Czy może następują normalne zmiany kulturowe? Przemieszanie tradycji narodowych, religijnych, społecznych i muzycznych? Odkrycia fizyki, neurobiologii i wielu innych dziedzin pokazują nam, że świat nie jest taki, jaki nam się wydawał. Zmienia się na naszych oczach paradygmat, czyli podstawa wiedzy na wiele tematów. A młodzi usiłują znaleźć swoje własne miejsce w tym, co widzą i słyszą.

Wielu jest takich, co niby tacy dojrzali, a trzymają się swych kilkadziesiąt lat temu obranych pozycji, twierdząc, że wiadomo, co jest dobre, a co złe. Każdy, kto trochę przeżył, wie jednak, że w życiu bywa wiele odcieni szarości. A ci, którzy robią  z siebie świętych - zazwyczaj grzeszą straszliwą obłudą.

Podsłuchuję czasami dyskusje w naszych polskich domach i stwierdzam, że są trudne. Jeden z kolegów na przykład twierdzi, że jego dzieci będą mieć tylko znajomych katolików. Jego żona puka się w głowę i mówi, że ortodoksja mu do głowy uderzyła. Osobiście uważam, że człowiek, który się rozwija w XXI wieku, powinien umieć kontaktować się z ludźmi myślącymi i żyjącymi na różne sposoby, ludżmi, którzy kierują się własnym rozumem i sumieniem. Dziecku, żyjącemu w jakiejś enklawie, serdecznie współczuję. Prędzej czy później skończy się to chorobą i zagubieniem w szybko zmieniającym się świecie.

Ostatnio temu samemu znajomemu usiłowałam wytłumaczyć, że podejście do człowieka w medycynie i psychologii zmienia się. Są nowe metody, które działają, choć do końca nie wiadomo dlaczego. Nie jesteśmy zależni wyłącznie od naszego DNA, ale również od czynników zewnętrznych. Rozmówca bardzo się zmęczył, wrócił do punktu wyjścia dyskusji i starej tezy, stwierdzając, że musi iść spać.

Tak właśnie śpi większość naszego społeczeństwa, nie wiedząc, dlaczego nie może ruszyć z miejsca. A mnie strofują: fryzjer, dentysta to jest zawód a nie jakiś coach.

Małgorzata Ziółkowska

Korekta przez: ()



« Żyjemy w systemie - nie bądźmy obojętni Moja droga przez sny i poszukiwanie ukrytego porządku »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)