Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

03 października 2013

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Babcia ezoteryczna Sezon drugi (odcinków: 82)

Na pograniczu miłości i nienawiści

Kategoria: Twórczość
Tematy/tagi: agresja

« Na pograniczu: męskości i kobiecości, miłości i nienawiści, życia i śmierci O przekształcaniu ludzi w schematy »

         Rzadko zdarza nam trafić się w to miejsce, chyba że kochamy bardzo kogoś, kto wyrządza nam krzywdę – tym większą pałamy nienawiścią im bardziej ta krzywda nas boli. Przedtem jednak musi być miłość — ślepa, bezwarunkowa i pozornie niczego nie wymagająca lub fascynacja tak wielka, że załamanie się wiary w swój ideał przeradza się w nienawiść.

         Nie podobają mi się latające oczka pana PG wieszającego psy na pani HGW, ale przecież z tego powodu nie będę jego ani nikogo nienawidzić. W ogóle jestem chyba od urodzenia osobą odporną na nienawiść, może więc nie powinnam zabierać głosu. Z przerażeniem patrzę na młodą, sympatyczną i niegłupią  osobę tak zajadłą w Sejmie z powodu dopuszczalności aborcji w wyjątkowych sytuacjach, podobnie zresztą jak na jej niektórych przeciwników. Także zszokowana patrzyłam na inną młodą dziewczynę w czasie Przepychanek Smoleńskich o krzyż na Krakowskim Przedmieściu. Skąd w tak młodych ludziach nagromadziły się te ogromne pokłady nienawiści? Kto im wyrządził tyle krzywd, że nienawiść ich zaślepiła? Rozumiem trochę starych mężczyzn i kobiety – ich frustracja, gromadzona przez lata znaleźć mogła w tym czy tamtym ujście na zasadzie kropli, która przepełnia kielich, ale młodzi? W pokojowych czasach?

         W poprzednim odcinku bloga pisałam o pograniczach i przywołałam m.in. postać ukraińskiego piosenkarza Артёмa Семёновa, którego osoba skłoniła mnie do refleksji nad pograniczami. Pominęłam jednak wówczas pogranicze miłości i nienawiści, choć napisałam o nim w tytule.

         Zawsze zastanawiałam się dlaczego ludzie (zwłaszcza mężczyźni) tak gwałtownie reagują na homoseksualistów, tranwestytów lub osób innych ras, które różnią się od ogółu już na pierwszy rzut oka. Tłumaczy się to właśnie ich odmiennością i brakiem przyzwyczajenia do jej widoku. Ale to nie jest wyjaśnienie, to tylko jego pozór, zbywanie problemu.

         Co sprawia, że człowiek zaczyna darzyć pogardą, a w ślad za nią nienawiścią osoby, które nic mu nie zrobiły, nie są dla niego zagrożeniem (nie konkurują do miski ani łoża), a im mniej osoby te mają wpływu na ich życie, tym nienawiść ta jest większa. Nie była poprzedzona miłością, więc miłość nie została zdradzona i wystawiona na pośmiewisko. Poruszanie się na pograniczach same w sobie jest bardzo ryzykowne, ludzie tacy mają trudniej niż wszyscy inni z rozmaitych powodów; nie ma czego im zazdrościć. Z tego powodu, że tranwestyta wygląda i śpiewa jak piękna młoda kobieta lub jest ceniony(a) na przykład w sejmie czy polityce nie wynika wcale, że najzawziętsi wrogowie mogliby czy chcieliby z nim/nią konkurować.

         Sięgam więc po dostępne mi książki, w których poszukuję odpowiedzi i znajduję ich zbyt wiele. A więc agresja wewnątrzgatunkowa, jako przejaw walki o terytorium; sprzyjające rozprzestrzenianiu się gatunku na obszar Ziemi; walki o samicę, sprzyjające rozprzestrzenianiu się genów; rywalizacja o pierwszeństwo, narzucanie hierarchicznego porządku, heroizacja agresji; sprzyjające ekspansji danej grupy czy rodu. Przyczyny te działają także wówczas, gdy warunki się zmieniły, co wiąże się na przykład z promieniowaniem agresji na zjawiska duchowe (np. walka o pokój).

         Podstawowa przyczyna ma tkwić w tym, że agresja sprawia przyjemność.

Zadowolenie sprawia jej rozładowanie, gdy zbyt wiele jej się spiętrzyło. W życiu codziennym rozładowujemy ją na obiektach zastępczych na przykład kopiąc kamienie lub rzucając talerzami. Zapobiega większym szkodom także rytualizacja zachowań. W myśl tego poglądu kibolstwo powinno być furtką bezpieczeństwa dla rozładowania społecznej agresji, ale nie jestem pewna, czy w tym przypadku lekarstwo nie jest gorsze od choroby.

         Wszystko to jednak nie tłumaczy wyboru akurat tego przedmiotu agresji. Odmienność? Jest wiele jej rodzajów. Dlaczego jednak te właśnie rodzaje odmienności, jak seksualne, tak bardzo silnie ściągają na siebie przejawy agresji?

         Znałam i znam w życiu kilka osób o orientacji homoseksualnej. Jak wszystkie myślące osoby z pogranicza stwarzają wrażenie, że lepiej rozumieją oba światy. Homoseksualni przyjaciele dla kobiet są na ogół dobrymi przyjaciółmi, lepiej je rozumieją niż zwykli mężczyźni. Dla wielu kobiet ma też znaczenie i to, że można nie czuć w ich towarzystwie presji przeciwnej płci, że mężczyźni nie oceniają jej jako kobietę pod względem atrakcyjności i dostępności, a w przeciwieństwie do kobiet z otocznia nie wchodzą w konkurencyjne gry. Na ogół robią wrażenie osób bardziej miękkich i przyjaznych, co oczywiście nie zawsze jest prawdą, ponieważ potrafią, jak wszyscy inni być bezlitosnymi wrogami.

         Mężczyźni traktują ich jednak jako zagrożenie, zwłaszcza ci, którym umiejętności takie są obce. Czy to zazdrość o cechy, których nie rozumieją? Skąd ta nienawiść?

         Tu napiszę coś, co wiele osób pewnie zbulwersuje. Najbardziej boimy się, wręcz przeraża nas to, co możemy odkryć w sobie. Kiedy zdarza się to, a odkrycie jest dalekie od tego, czego po sobie spodziewalibyśmy się, nasze przerażenie dosięga zenitu.

         Pisałam już kiedyś o doświadczeniu z dawnych lat, gdy moje dzieci były malcami w wózku i gdy czyjaś agresja wobec nich spowodowała we mnie tak ogromny przypływ nienawiści, że gotowa byłam zabić agresorkę nie bacząc na to, że była starszą kobietą i gdyby mnie siłą nie odciągnięto, miałabym na sumieniu ludzkie życie. Straszliwie się wtedy przeraziłam tego, co tkwiło we mnie uśpione, nie pomagało, że tłumaczyłam to sobie biologią, instynktem macierzyńskim samicy, której potomstwo zostało narażone przez kogoś z zewnątrz, i tak dalej. Przerażało mnie i przeraża do dziś odkrycie tego, do czego byłabym czy jestem zdolna. Idąc dalej: Jako młoda dziewczyna przeżyłam krótką fascynację kierowniczką obozu, obserwując ją tylko. Zupełnie nie mogłam siebie zrozumieć, nie mówiło się wtedy młodym dziewczynom „z dobrych domów” o takim czymś, jak miłość czy zauroczenie homoseksualne. Dużo później, kiedy zrozumiałam, czym było to dziwaczne i przelotne uczucie, nie stanowiło ono dla mnie żadnego zagrożenia, ponieważ doświadczenie nie powtórzyło się nigdy więcej. Dziś mogę sobie jednak wyobrazić, co poczuje osoba heteroseksualna postawiona oko w oko z nieakceptowanym doświadczeniem siebie. Im mniej więc rozumiemy z tego, co nas porusza albo boimy się, że nas poruszy, tym bardziej boimy się tego i nienawidzimy.

         Jeśli więc mężczyzna identyfikuje własną łagodność i pewną miękkość (nawet sporadycznie przejawianą) z tendencją homoseksualną, ma się czego w sobie bać i nienawidzić zarazem.

         Ratunkiem byłoby chyba tylko jedno — nauczenie go, że nie ma doświadczeń, które by nie musnęły każdego bez wyjątku człowieka i dlatego nie ma się czego bać. Jesteśmy tacy sami jak wszyscy, różnica tkwi tylko w stopniu siły tych doświadczeń. Możemy przeżyć całe życie i nie spotkać się z nimi, ale powinniśmy być zadowoleni, jeśli czegoś doświadczymy i sprawdzimy siłę tego doświadczenia, ponieważ przestaniemy się bać. Każdy z nas może zabić i każdy z nas emocjonalnie doznać czegoś, czego nie akceptuje.

         To, że wiem, iż zdolna byłabym do zabójstwa, wcale mnie teraz nie przeraża. Wiem, że muszę unikać nienawiści, nie „nakręcać się” w konfliktach i wszystko będzie w porządku. Nie zabiję nikogo i nie boję się tego. Poznałam swoje granice, dotarłam do krawędzi i wiem, że jej nie przekroczę. Sądzę, że jakoś powinno się tego uczyć dzieci w szkołach – to bardzo trudne zagadnienie ale mamy przecież fachowców, którzy są w stanie wszystkich do wszystkiego przekonać. Tyle, że powinni sami zrozumieć czego się boją i czego nienawidzą. I co jest ważne. W przeciwnym wypadku społeczna agresja nie tylko nie zmniejszy się, a wręcz będzie eskalować.

Babcia ezoteryczna Sezon drugi: wstęp na końcu

To jest ciąg dalszy, a wszystkie dalsze ciągi prowadzą nas niekoniecznie tam gdzie byśmy chcieli dojść. Więc wstępne ideolo pominę, możliwe, że zastąpię go posłowiem, o ile tego posłowia nie zapisze za mnie życie


« Na pograniczu: męskości i kobiecości, miłości i nienawiści, życia i śmierci O przekształcaniu ludzi w schematy »

komentarze

1. Moment graniczny. • autor: Nierozpoznany#66612013-10-03 17:39:16

Pani Kasiu, moje doświadczenie mówi, że to właśnie ten moment, o którym Pani pisze - moment kontaktu - jest najbardziej przerażający. Pani dotknęła swojego wewnętrznego mordercy i nie przekroczyła tej granicy. Może dlatego, że była Pani od niego silniejsza, a może dlatego, że znalazł się ktoś, kto Panią w odpowiedniej chwili odciągnął. Tak czy inaczej poznała Pani swoją granicę. Tylko, że dotykanie takich momentów jest zawsze ryzykiem - nie wiadomo przecież wcześniej, gdzie ta granica jest. I tak, za "miękkością" mężczyzny rzeczywiście może kryć się homoseksualizm. Dlatego tak wielu z nas boi się zaryzykować i dotknąć pogranicza :(

I przy okazji: bardzo dziękuję za Pani teksty. Zwłaszcza te z Sezonu drugiego.

Pozdrawiam serdecznie
[foto]

2. Moment przed • autor: Katarzyna Urbanowicz2013-10-03 18:50:42

Bardzo dziękuję za słowa uznania. Jeszcze o momencie granicznym. Ja i większość ludzi nie jest na takie chwili przygotowanymi - pojawiają się niespodziewanie i nagle, bez przygotowania i najczęściej pełnego rozeznania w sytuacji trzeba się sprawdzić. Inaczej byłoby, gdybyśmy czynili to w pewnej mierze świadomie - przygotowani na to, że coś takiego może nastąpić. Wtedy o bezpieczeńswo zrozumienia granicy jest łatwiej i ryzyko mniejsze. Człowiek, który wie, że może zareagować nieobliczalnie, bo taka jest jego natura zachowa się bezpieczniej  i łatwiej opanuje swoje emocje oraz zrozumie innych. Dotyczy to zwłaszcza dzieci, które nie mają pojęcia o swoich granicach i o bezpiecznym rozładowywaniu emocji. Powinno się je tego uczyć, a nie tylko uspokajać.

3. Dzieci. • autor: Nierozpoznany#66612013-10-03 22:25:55

Tak, Pani Kasiu. Jak wielu terapeutów uważam, że edukację emocjonalną powinno się wprowadzać od przedszkola. I od razu zaznaczę, że nie mam na myśli przekazywania wiedzy o emocjach (chociaż jest to niezbędny element), bo to tak jakby poznawać seks poprzez czytanie o nim, ale o rodzaj emocjonalnego odpowiednika "Twardej Ścieżki". Tyle, że w praktyce okazuje się, że ... nie ma na to pieniędzy. I, niestety, największymi przeciwnikami często okazują się rodzice.
Swoją terapeutyczną drogę zaczynałam od pracy z dziećmi, opracowałam metodę opartą na bajkoterapii, innych technikach arteterapeutycznych i pracy z ciałem. Dzieci są niezwykle wdzięcznymi partnerami w takich spotkaniach. Poprawiła mi się wtedy znacząco kondycja jak np. razem z małym klientem, który od obejrzenia Akademii Pana Kleksa panicznie bał się wilków i nie chciał wychodzić z domu, walczyłam z tymi wyimaginowanymi wilkami za pomocą wymyślonych pochodni i sieci (świetna zabawa swoją drogą :). W bezpiecznym otoczeniu dzieciaki błyskawicznie same stają się dla siebie terapeutami. Intuicyjnie czują, co dla nich jest najlepsze - zwłaszcza, jeśli dorosły mądrze postawi granice odpowiedzialności. Tyle, że żywe, spontaniczne, ciekawe świata dziecko (a proszę wierzyć, że nie jestem zwolenniczką antypedagogiki) często okazywało się zbyt trudne do udźwignięcia dla rodziców. Nie dlatego, że są źli - dlatego, że kiedyś im ktoś nie dawał prawa do własnej spontaniczności i odszukania swoich granic. Że ktoś im wmawiał, że: "dziewczynki się nie złoszczą, a chłopcy nie płaczą" i inne, podobne bzdury. Że ktoś ich karał za chronienie własnych granic albo nie był w stanie utrzymać ich lęków czy złości.
Spasowałam. Nie dałam rady. Dziś pracuję z dorosłymi.

I jeszcze o momentach granicznych - to właśnie one mogą się skończyć traumą - chociaż nie muszą. Nie dlatego, że człowiek jest słaby. Jesteśmy pierońsko mocni. Dlatego, że dokładnie w tych momentach brakuje zasobów: np. w postaci innych osób, które nas odciągną, albo rodziców (lub innych dorosłych) zdolnych "utrzymać" złość, lęk czy smutek dziecka i nie zareagować złością, lękiem czy ucieczką. Ale jak to zmienić, nie mam pojęcia :(

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)