Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

10 września 2011

Wojciech Wieconkowski

Na wodach tajemniczego oceanu świadomości
Doświadczenie ayahuaski część I

Kategoria: Szamanizm
Tematy/tagi: ayahuasca

I. Prolog

"Ceremonia jest jak łódź służąca nawigacji po tych wodach [metafora odmiennego, ekstatycznego stanu świadomości][1]. Wyłania się coś na kształt głębokiego oceanu, gdy krąg lub grupa są gotowi na otwarcie [sesji]. Jeśli przyjmiesz rośliny bez odpowiedniej ceremonii, która może być minimalna w swoich komponentach, ale jeśli nie masz tych komponentów może nie być punktu odniesienia i możesz mieć ciekawą lub straszną podróż, lecz brakuje interfejsu, by pracować z tymi wysokimi poziomami energii, z którymi kontakt nie jest rzeczą normalną. Dlatego istnieją techniki przodków, których uczysz się w bezpośrednim przekazie, ale najpierw w pierwszych doświadczeniach odkrywasz, że są one niezbędne, by przejść na drugą stronę i sprowadzić [do poziomu normalnej świadomości] to co przyszło [wiedzę, nauki, informacje, uzdrowienie] na magicznej płaszczyźnie. Ceremonia jest również jak kompas, zaczynasz definiować przestrzeń ceremonii poczynając od naturalnych czynników: od miejsca, w którym się znajdujesz, orientacji według punktów kardynalnych, a wszystkie one są systemem symbolicznej organizacji świętej przestrzeni, która jest związana z kontekstem duchowej pracy. W rzeczywistości jest ona [ceremonia] niczym statek, jest klarownym sposobem na to, by pomóc każdemu w uzyskaniu własnego miejsca. (...) Jest to sposób na to, by, bez względu na to, co się wydarzy, mieć pewność, że nawigacja zostanie wykonana w znaczący [mający sens] sposób, i że istnieje docelowy port oraz port, z którego się wyrusza. Dlatego postępujemy, kierując się samymi podstawami istniejących już ceremonii, lecz jednocześnie zawsze dopasowujemy się do kontekstu, grupy oraz celów, jakie ceremonie pomagają osiągnąć, a następnie [gdy zostaną one już osiągnięte], którymi [ceremonie] pomagają się podzielić w kolektywny sposób - nie tylko jako halucynogenne doświadczenie jednostki, ale bardziej jako fenomen kulturowy, który nie tylko nadaje doświadczeniu znaczenia, ale również, w sposób efektywny dla życia jednostki, pomaga zintegrować rezultat eksploracji" (wywiad z P. Friedlanderem, przeprowadzony przez autora pracy, 2010)[2].

foto/na_wodach_01.jpg
Ołtarz z innej ceremonii prowadzonej w ściśle szamańskim kontekście, zdjęcie własne

Powoli zaczynało się ściemniać. Był to kolejny wrześniowy wieczór, lecz z punktu widzenia ludzi, którzy przybyli z różnych stron świata do małego gospodarstwa, usytuowanego na uboczu, gdzieś w Europie, wieczór niezwykły. Do tego miejsca przyciągnęła ich ayahuasca, egzotyczny wywar z Amazonii, roślina-nauczyciel, sprowadzająca wizje i halucynacje, otwierająca wgląd w głębię własnego istnienia. Na ceremonię przybyło dziewiętnaście osób i teraz wszyscy krzątali się, czyniąc ostatnie przygotowania przed rozpoczęciem rytuału. Większość osób przebierała się w białe ubrania. Była to sugestia prowadzącego, dyktowana różnymi względami. Po pierwsze, ostre kolory mogą dekoncentrować pozostałych uczestników w trakcie trwania ceremonii, dlatego istotne jest by nie zakładać ubrań o krzykliwych barwach. Ponadto, biel jest zakładana na ceremoniach Santo Daime, brazylijskiego kościoła ayahuaskowego, z którym szaman prowadzący zbliżającą się sesję jest związany.

Każdy przygotowywał swoje miejsce na pięknej, przestronnej sali, mieszczącej się na poddaszu jednego z budynków. Kobiety po prawej stronie, a mężczyźni po lewej, patrząc z perspektywy prowadzącego (zwyczaj również pochodzący z tradycji Santo Daime). W centrum kręgu tworzonego przez zajmujących swe miejsca uczestników znajdował się mały ołtarzyk. Na nim, na białej tkaninie, cztery kryształy kwarcu rozmieszczone w okręgu, wyznaczały cztery kierunki świata. Na środku, w świeczniku, stała świeca, a wnętrze kręgu pomiędzy świecą, a kryształami zajmowały różne inne parafernalia - kryształowy anioł, różne minerały, wisiorki oraz wazonik z kwiatami. Przy tym małym drewnianym stoliku, stanowiącym podstawę ołtarza, znajdowały się kolejne wazony z kwiatami, po prawej i lewej stronie, patrząc z perspektywy prowadzącego (wschód), mała miseczka z kadzidłem w postaci egzotycznego drewienka oraz, po zachodniej stronie, dzbanek z wodą i dwie szklanki. Doświadczeni uczestnicy dopinali ostatnie szczegóły - zapalane były świeczki w różnych miejscach domu, by w nocy oświetlać drogę do łazienek, które znajdowały się na parterze i w budynku obok. U szczytu kręgu swoje miejsce przygotowywał szaman i jego przyjaciel, obaj przybyli z Ameryki Południowej. Za miejscami prowadzących znajdował się drugi ołtarz. Stały na nim zdjęcia głów kościoła Santo Daime oraz kwiaty i świeczki. Każdy starał się przygotować sobie wygodne miejsce, mając świadomość, iż rytuał będzie trwał całą najbliższą noc oraz dwie kolejne, gdyż ceremonia, w której postanowili wziąć udział składała się z trzech sesji picia "herbaty". W trakcie sesji zalecane jest siedzenie, lecz ci, którzy nie są w stanie kładą się, zatem uczestnicy mieli przygotowane śpiwory, poduszki, koce, itp. Po ceremonii duża część osób pozostanie, by spać i odpoczywać w tej samej przestrzeni. W powietrzu wyczuwalne było pewne napięcie, pomieszane z podekscytowaniem i, bez wątpienia, odrobiną lęku. Dla większości osób miała to być ich pierwsza sesja w życiu, jednocześnie duża część nie miała żadnych wcześniejszych doświadczeń z innymi substancjami psychodelicznymi. Na sali w równych odstępach rozstawiono małe wiaderka, "na wszelki wypadek", jakby osoba nie była w stanie lub wiedziała, że nie zdąży dotrzeć do łazienki w momentach "oczyszczania", które zazwyczaj ayahuasca inicjuje. W Amazonii z powodu następujących po wypiciu ayahuaski wymiotów często nazywana jest ona la purga - czyścicielka.[3]

Na długo przed sesją każdy z uczestników otrzymał wskazania jak się przygotować, jaką dietę zastosować, jakich produktów unikać. Miało to ułatwić całe doświadczenie i zminimalizować nieprzyjemne reakcje w ciele, ponadto, dieta, poza swoimi pragmatycznymi funkcjami, spełnia istotną rolę psychologiczną: pomaga przygotować umysł na nowe i nieznane doświadczenia poprzez świadomą zmianę i ograniczenie potrzeb (często niełatwe, dla przyzwyczajonego do obfitości uczestnika współczesnej kultury zachodniej), sygnalizuje umysłowi wyjście z "normalnego" życia dnia codziennego i zbliżanie się czasu rytuału - czasu zmian, wejścia w to, co nieznane.

22:00, po długich przygotowaniach i złożonych zabiegach organizacyjnych nadchodzi czas rozpoczęcia rytuału. Wszyscy zdają się być gotowi, lecz na co? Nawet po przestudiowaniu wielu książek, tak naprawdę nikt nie wie, co go czeka w procesie doświadczenia. Osoby regularnie uczestniczące w sesjach również mają świadomość, że za każdym razem jest zupełnie inaczej. Prowadzący i jego przyjaciel wstają, w ślad za nimi robią to również pozostali uczestnicy. Goście z Ameryki Południowej witają się ze wszystkimi, kilka słów wprowadzenia... Nadchodzi czas, by każdy głośno wyraził intencję, z jaką udaje się w tę wizyjną podróż.

Intencja to bardzo podstępne słowo, w pewnym sensie oczywiste, ale w kontekście rytuału nabiera niezwykłej głębi i złożoności. Co może być intencją dla ceremonii inkorporujących enteogeny? W zasadzie możliwości jest nieskończona ilość: "bycie obecnym", "miłość", "nauka", "uzdrowienie", "uzyskanie pomocy w rozwiązaniu określonego problemu", "uzyskanie prowadzenia", "oczyszczenie"... Za każdym z tych słów, wypowiedzianych przez konkretną osobę, kryje się ogrom znaczeń i kontekstów, które w całości, wraz z ostateczną werbalizacją, np. poprzez pojedyncze słowo, tworzą intencję. Istotne jest, by osoba wypowiadająca miała bardzo wyrazisty obraz intencji, znaczenia, jakie za nią stoi. Skomponowanie jasnej intencji stanowi część przygotowania do ceremonii. Proces ten przeprowadzany jest na różne sposoby, nierzadko stosuje się tu jakąś formę medytacji. Klarowna intencja jest punktem wyjścia i odniesienia w trakcie trwania efektów wizyjnego wywaru, jest niczym nić Ariadny w labiryntach wizji, ciemnych zaułkach ludzkiej psyche, nieskończonych przestworzach transcendencji. Intencja stanowi również punkt odniesienia, już po powrocie do normalnego stanu świadomości, kiedy pomaga zrozumieć i zintegrować przeżyte doświadczenia.

Ayahuasquero chwyta ciekawie wyglądający, duży strąk jakiejś egzotycznej rośliny - piękny owoc pacay, z którego teraz wydobywa się niezwykły dźwięk. Grzechocząc, powoli zaczyna przesuwać się ku pierwszej osobie po swojej prawej stronie. Zręcznymi ruchami jak gdyby omiata ją z każdej strony, jednocześnie dźwięk zdaje się robić duże wrażenie na pozostałych. Następnie, skrupulatnie zamiatając przestrzeń pomiędzy osobami, kieruje się do kolejnego uczestnika. Powoli zatoczony zostaje dźwiękowy krąg. Wróciwszy na swoje miejsce, nadal grzechocząc, prowadzący wyraźnie się koncentruje, zmienia się sposób gry, dochodzą kolejne elementy uzupełniające już i tak złożony i szybki rytm. Grzechotka jest kierowana do nieba, do ziemi, następnie kilka ostatnich dźwięków, po czym szaman zbliża się do centralnego ołtarza i dotyka go czubkiem niezwykłej grzechotki. Każdy ruch wydaje się mieć ogromne znaczenie, ale jak je odczytać?

Różnego rodzaju grzechotki stanowią niemal nieodłączny element ceremonii wywodzących się z szamańskich tradycji. Za pomocą dźwięku, poprzez określone techniki grania oraz określone rytmy, do kręgu zapraszane są duchy pomocnicze, duchy czterech kierunków świata, Ojciec-Słońce i Matka-Ziemia. Również za pomocą dźwięku oczyszcza się przestrzeń kręgu, tworzy się "dźwiękową ochronę" przed niesprzyjającymi mocami, by nie zakłócały ceremonii oraz doświadczeń pojedynczych osób. Grzechotka ma również za zadanie oczyścić każdą z osób z możliwych niesprzyjających energii[4], które mogła ze sobą przynieść w przestrzeń rytuału.

Prowadzący chwyta stojący przy nim dzbanek z ciemnym, brązowozielonkawym płynem, bierze do drugiej ręki małą szklaneczkę, po czym zaczyna rytmicznie pogwizdywać do pustej jeszcze szklanki. Obce dźwięki, lecz jednocześnie mają w sobie niezwykle atrakcyjną tajemniczość. Wszystkie te zabiegi wprowadzają niesamowitą atmosferę, nadają całej sytuacji swoistej magiczności. Rozbrzmiewają słowa pierwszej pieśni, Daime...


II. Inicjacja procesu

Ayahuasquero podchodzi kolejno do każdej osoby, zaczynając od prawej strony, od kobiet. Bardziej doświadczone osoby oraz towarzysz przewodnika śpiewają hymny Santo Daime, podczas gdy kolejne osoby przyjmują pierwszą porcję sakramentu. Przewodnik patrzy uczestnikom głęboko w oczy, po czym nalewa niemal pełną szklaneczkę (ok. 30-50ml ), następnie podaje naczynie. Wewnątrz ciemnobrązowozielonkawy płyn, o specyficznym zapachu. Za pierwszym razem trudno jest wypić całą szklankę naraz. Małymi łyczkami przyjmuję płyn i, choć tego nie chcę, moja twarz wykrzywia się w grymasie odrazy i obrzydzenia, wywołanym goryczą oraz trudnym do opisania smakiem. Mogę sobie wyobrazić jak to wygląda, bo podobnie reagują pozostali. W końcu przełykam, lecz smak w ustach przez długi jeszcze czas będzie się utrzymywał... Śpiewane są kolejne pieśni. Na końcu wywar piją przewodnik i jego przyjaciel.

Towarzysz szamana po raz pierwszy przyjmował amazoński wywar w wieku 4 lat. Przybył na ceremonię z Brazylii, gdzie mieszka w niezwykłej wspólnocie w górach w południowo-wschodniej części kraju[5]. W malowniczej dolinie, otoczonej lasem i górami, z których spływa wiele potoków tworzących niesamowite wodospady, mieszka około sto pięćdziesiąt osób. Osada ta jest niemal odcięta od reszty świata i dojechać można tam jedynie polną drogą wijącą się przez góry. Mieszkańcy tego miejsca są w dużym stopniu samowystarczalni, jedzenie pozyskują z własnych upraw i hodowanych przez siebie zwierząt. Jednak zasadniczym spoiwem tej małej społeczności są regularne ceremonie ayahuaskowe przeprowadzane w ramach kościoła Santo Daime.

Wszyscy uczestnicy usiedli teraz na swoich miejscach, przyjmując wygodne pozycje, czekając w ciszy na pierwsze efekty wywaru. W przyciemnionym pomieszczeniu przez długi czas panowała cisza. Znów czas ma tendencję do niezwykłego wydłużania się, zwłaszcza gdy na coś się czeka. Swoista atmosfera podekscytowania jest tym bardziej wyraźna, że w zasadzie większość uczestników nie zdaje sobie sprawy, na co czekają.

Pewien pisarz, filozof i badacz szamanizmu, Terrence McKenna, często w swoich wystąpieniach i wykładach, przedstawianych w różnych okolicznościach, podkreślał, że nie wiedzieć czym jest doświadczenie psychodeliczne jest analogicznym do niedoświadczenia w całym swoim życiu seksu. Jest to nieznajomość całego ogromnego wymiaru ludzkiego doświadczenia, które jest nam naturalnie dane[6], bez którego ludzie gubią część własnego człowieczeństwa.

Oczekiwania, mimo wszystko, mogą się pojawić. Niektórzy czytali książki związane z tematem, artykuły z Internetu. We wrześniu 2010 roku na polskim rynku nie było jeszcze ani jednej książki poświęconej w większym stopniu tematowi ayahuaski, zgodnie z moją wiedzą były jedynie dwie, które o ten temat się ocierały.[7] W czasie, gdy ta praca magisterska była pisana, lecz po ceremoniach, z których relacje są tu przytaczane, w styczniu 2011 opublikowana została pierwsza książka w całości poświęcona zagadnieniu amazońskiego wywaru.[8]

Ciało zaczynają przenikać jakieś trudne do zwerbalizowania wrażenia, dużo odczuć wyraźnie dociera z żołądka, lekkie wzdęcie, bulgoczące dźwięki przelewania się. Czy robi mi się niedobrze? Może przez chwilkę, ale zaraz to uczucie przemija, ulatuje wraz z głębokim spokojnym oddechem. Słyszę szum wiatru, który narasta, wzmaga się coraz bardziej. Rozglądam się po sali - po przeciwnej stronie wśród niektórych osób widać wyraźne poruszenie. Szaman zaczyna nucić pieśń, tradycyjne icaro, którego nauczył się w procesie wieloletniego treningu wśród Indian Shipibo. Pieśń w dziwny sposób łączy się z narastającymi coraz szybciej efektami wywaru. Świadomość zaczyna się jakby "wyginać" i wirować, zmysły, zwłaszcza słuch, nabierają nowej, nieznanej dotychczas ostrości. Muzyka zamienia się w spektakl niesamowitych kolorów. Pierwsze osoby spokojnym, choć chwiejnym krokiem udają się na dół, do ubikacji, by zadość uczynić oczyszczającym właściwościom herbaty - wymiotować.

Pierwsze efekty pojawiają się zazwyczaj po około 40 minutach od wypicia wywaru, mają zwykle charakter gastryczny i często w tym momencie wiele osób wymiotuje, lecz można powiedzieć, że jest to wymiotowanie w sposób dotychczas nie doświadczany. Wiele osób, które to przeżyło, mówi o wymiotowaniu z głębi własnej istoty. Często są to reakcje gwałtowne, niczym nagły wybuch wulkanu, dla niektórych uczucie to jest tak intensywne, że mają wrażenie, jakby mieli zwrócić własne wnętrzności. Wraz z oczyszczeniem zmienia się często jakość doświadczenia - od niemal niemożliwego do zniesienia do nagłego poczucia wyzwolenia i lekkości.

"Dzień Pierwszy...

Wiedza

Dobranoc Marku lampę zgaś
i zamknij książkę Już nad głową
wznosi się srebrne larum gwiazd
to niebo mówi obcą mową
to barbarzyński okrzyk trwogi
którego nie zna twa łacina
to lęk odwieczny ciemny lęk
o kruchy ludzki ląd zaczyna

bić I zwycięży Słyszysz szum
to przypływ Zburzy twe litery
żywiołów nie wstrzymany nurt
aż runą świata ściany cztery
cóż nam - na wietrze drżeć
i znów w popioły chuchać mącić eter
gryźć palce szukać próżnych słów
i wlec za sobą cień poległych

więc lepiej Marku spokój zdejm
i ponad ciemność podaj rękę
niech drży gdy bije w zmysłów pięć
jak w wątłą lirę ślepy wszechświat
zdradzi nas wszechświat astronomia
rachunek gwiazd i mądrość traw
i twoja wielkość zbyt ogromna
i mój bezradny Marku płacz


Smak ziemi, korzeni, roślin... Brązowa, mętna zawiesina prześlizgnęła się przez na wpół zaciśnięte gardło. Leżąc luźno przykryty, w cieple, pogrążyłem się w rozmyślaniach.

Ciało ... wzywa. Muszę się oczyścić. Schodzę do toalety niby do podziemi. Z ciepłej sali wprost w ciemną, chłodną czeluść. Staram się zachować równowagę. Czuję chłód sztucznego otoczenia, podczas gdy moje ciało się oczyszcza. Emocje. Z każdą chwilą, w każdym momencie prostej fizjologicznej czynności czuję uchodzące napięcie ostatnich lat. Chcę, pragnę, potrzebuję, pożądam oczyszczenia. Chcę odrzucić ciężar aby zrobić miejsce dla WIEDZY. Chcę wyrzucić z siebie, ból, strach, rozpacz, wstyd... Przed oczyma przesuwają się obrazy. Uchodzą, odchodzą na śmietnisko historii...

Czy to wydarzyło się naprawdę? Czy naprawdę potrafiłeś być tak żałosny? Naprawdę, niczym nie różnisz się od innych, trochę lepszy model komputera ale emocjonalność godna małpoluda. Bądź obiektywnym świadkiem, nie tylko uczestnikiem!

OK., jesteś trochę bardziej świadomy, ale czasem nic nie możesz poradzić, zaplątany w ciało...

Dźwięk bębna, pieśni, wabi mnie z powrotem na górę. Niby przejście z zimnego i ciemnego łona ziemi, w jasny i ciepły świat. Kołysany rytmem pieśni unoszę się, wzlatuję, płynę.

Indie.

Łąki i rozlewiska, zarośla i lasy. Nilgau brodzą w płytkiej wodzie, nad nimi unoszą się czapelki złotawe, to przysiadają na grzbietach antylop, to kręcą się chwytając owady obok nich. W oddali widzę sylwetki jeleni, czyżby to były największe spośród nich - sambary?

Naraz spłoszone zwierzęta zrywają się w mgnieniu oka do galopu. Krzyki małp, szum białych skrzydeł. Garny, ze swymi śrubowato skręconymi rogami, przemknęły rozpryskując wodę. Wzlatuję nad wierzchołki drzew ponad ruchem ciał ... na skrzydłach kaniuka ... spadam w zgiełk wielkiego miasta. Indie. Dźwięki ulicy, ludzki tłum, przepych i ubóstwo, rozkwit i rozpad, dzieła sztuki i śmieci, działanie i akceptacja nadchodzącego. . Wznoszę się na trąbieniu barwnego słonia, niosącego wśród samochodów na swym grzbiecie małą, ciemnoskórą ludzką figurkę. Bogactwo doznań dla wielu żywotów... Indie, uczą więcej, niżby mogło się wydawać komuś, kto nigdy tego kraju nie odwiedził.

Szum rzeki, czółno leniwie przecinające wodę czekoladową i mętną niby sakrament. Kojarzę, kojarzę to miejsce, chcę udać się tam kiedyś ciałem!
Opadam w toń. Wśród sumów, arapaim i arowan podążam do źródła aktywności z daleka wabiącego mnie swą radością - rodziny ariranii, radośnie pluskającej się przy brzegu. Nikt nie jest samotny, nikt więc nie jest w niebezpieczeństwie. Samotność to bezradność, bezradność to śmierć. Rodzina to pożywienie, bliskość, bezpieczeństwo. Wraz z wydrami leniwie przeciągam się na brzegu, ale już muszę opuścić te radosne zwierzęta. Wspinam się jak myśl po pniu i gałęziach najbliższego drzewa. Wśród odgłosów ptaków i krzyków małp w promieniach zachodzącego słońca ruszam z Amazonii w dalszą drogę przez czas i przestrzeń.

Afryka

Las.
Uwaga.
Niebezpieczeństwo.
Polowanie.
Obcy, zagrożenie, śmierć.
Pokonaj go, upoluj go, zdobądź go.

Tropię, szukam, poluję. Mała antylopa bezszelestnie przecina moją drogę, gdy w bezruchu kryję się w poszyciu leśnym. Nie jej koniec pisany, nie teraz, nie z ręki tego, kto stanie się człowiekiem, kto podąża ścieżką tak przerażająco ludzką.

Widzę go, widzę mojego brata, który nie jest moim bratem.
Jego ślady nie są moimi śladami, jego oddech nie jest moim oddechem, jego krew nie jest moją krwią. Twoje życie- nieżycie stanie się naszym życiem - życiem. Naszym, lepszym, naszym - bezpiecznym. Nasze potomstwo, nasze partnerki, nasz dom. Nasz pokarm i woda, nasze niebo, słońce i powietrze, nasz Ten Nienazwany.
Czekam, planuję, boję się i drżę z ekstazy. Teraz...! Pamięć chwili, w której stałem się zabójcą, pozostanie we mnie na zawsze. Nie chodzi o to, co widzę... chodzi o przeszywające do szpiku kości uczucie. Poznanie bez zabijania...

My wygraliśmy, wróg leży u naszych stóp. Kruchy... zimny... znika i roztapia się.... teraz... zawsze... pustka i nicość dla niego, istnienie i spełnienie dla mnie, dla nas.

My. Przetrwanie, rodzina, życie. Nasz ród. Piękno i krew. Czy możesz nas pokonać? Oto my, silni, młodzi, wieczni i niezwyciężeni. Z nami lub przeciw. My pozostaniemy, gdy tylko wystąpisz przeciw nam, podbijemy Cię. Pozostanę tylko ja.

Konkurencja jest motorem rozwoju. Zanim byliśmy MY, byli ONI i MY. Swoi i obcy. Rozwój dzięki dostrzeganiu różnic przed podobieństwami. Nazizm jest nieludzki? Bynajmniej, jest bardzo ludzki. To dzięki podziałom staliśmy się ludźmi, podziały istniały o wiele wcześniej przed wspólnotą. Gdyby nie one, ironiczny los nadal karmiłby nas bananami na drzewach. Dzięki podziałom, nieufności, konkurencji, zabójstwom i obronie - jesteśmy ludźmi.

Ciekawe, bardzo ciekawe.
Zauważyłeś coś? Uczucia, które właśnie poznałeś bywają łudząco podobne w swej naturze do Twoich.

Musisz oddać swój ból, swoje ciało i krew. To już ten czas. Czekasz na to, czekasz bo chcesz do nas należeć. To tak niewiele, a staniesz się jak my wszyscy. Numenor. Widzę dłonie mojego brata, okaleczone dla nas, i moje - dłonie kogoś, kto dopiero będzie jednym z nas. Dlaczego? Bo tak stanowi nasze prawo.

Ja?

Kim ja jestem? Nie chcę... Sam i nie sam.. poszukujący i nie poszukujący. Zawsze obcy, zawsze niezdobyty. Nie oddam wolności w imię abstrakcji, w imię systemu.
Chcę ciepła, chcę bliskości. Nie chcę, chcę pozostać sam. Więzi bolą. Nie chcę warunków, nie chcę dostosowania, nie chcę reguł. Reguły są dla słabych, mocni i potężni ustalają własne zasady.

Sam. Ból, płacz, nuda, pustka i łzy. Odejdźcie ode mnie. WSZYSCY!

Wiedza. Wiedza jest systemem porozumienia.

Tak, mój uczniu, nie możesz oczekiwać wzajemności. Dlatego tęsknisz za czymś co tęsknić i pożądać nie może? Poszukujesz tego, co nie ulegnie fascynacji Tobą? Mówisz, że może być nić porozumienia między Tobą a Nim? Nigdy, mój drogi uczniu, nigdy. Nie oszukuj się. Jesteśmy sami, sami wobec ogromu tego wspaniałego i fascynującego świata.

Ja. JA<JA<JA.

Tylko ja. Macie mnie, nasyćcie się mną, rzygajcie mną. Ja zawsze i wszędzie. Przesyćcie się mną. Nie chcecie mnie? Ból odrzucenia... Ach, wy żałośni! Stracicie mnie na zawsze. Żeby was!
Nie doceniacie mnie, mojego umysłu. Jestem zawsze i wszędzie. Wejdę do was drzwiami lub oknem.

Porzućcie mnie, jak ja porzuciłem WAS. Kochajcie mnie miłością, która nie może się spełnić. Nie przestrzegam waszych reguł bo WY nie przestrzegacie moich. Nie stawiam wam reguł więc i Wy nie stawiajcie. Małe, żałosne, delikatne ludziki.

Bronisz się egocentryzmem...

Zawsze sam, ja i wy, ciepło i przyjaźń. Moi bracia i siostry. Dzielcie się bliskością, której chcę ale się boję. Skała. Chodźcie do mnie. Bądźmy razem, nie tylko tu i teraz. Razem. Będę zawsze. Zawsze. Szanujmy się. Przepraszam. Moja przyjaźń - wasza przyjaźń. Dzięki mnie i Wam zetknęliśmy się. Uczycie mnie, ja uczę Was. Przepraszam.
Zawsze chciałem należeć do grupy. Zawsze chciałem do niej nie należeć. Potrzebuję bliskości i boję się jej. Przepraszam. Czysta wiedza to nie wszystko. Nie umiesz jej podzielić, nie pomnoży się, nie umiesz jej pomnożyć - nie podzielisz. Dla Was, bez Was, z Wami. Dziękuję.

Coś rozwiązałeś, wiesz? Dlaczego zawsze chciałeś być sam? Bałeś się utraty obiektywizmu? Tobie to chyba nie grozi... Panuj nad współczuciem.
- Dziesięć lat temu, pamiętasz? Gdy zacząłem widzieć ludzi, ich niedoskonałości, ograniczenia, stereotypowe pojmowanie świata, materializm, krzywdzenie innych. Pamiętasz, jak zacząłem zastanawiać się nad tym, czy warto z nimi w ogóle współżyć? Chciałem być z nimi, ale jakoś...nie potrafiłem. Raniło mnie to, co czują, niezależnie od tego, co widać było na zewnątrz.
- Pamiętam. A jakiś czas potem poznałeś ludzi kierujących się umysłem, sercem i przekraczających ograniczenia i przykleiłeś się do nich tak, że sam tego się przeraziłeś...Teraz jesteś tutaj.
Chyba nie potrzebujesz już bronić się na każdym kroku. Wyluzuj, chłopie, bo przeginasz... Na każdym kroku mówisz "to tylko ludzie", ale jednocześnie boisz się ich.
- Boję się?
- Boisz się dogadywania. Masz wszystko co potrzebne do tego, żeby być pomostem, wykorzystaj to. Przecież i tak ich rozumiesz, co Ci szkodzi pokazać się od lepszej strony. Przestań drażnić się z ludźmi i ich odpędzać... dużo Ci wybaczą. Zresztą sam to widzisz...Broniłeś się przed innymi uczuciem, którego zawsze się bałeś i dlatego nie widziałeś go. Myśliwy... którym byłeś. Zamknął się na innych tak, że nie był w stanie dostrzec podobieństwa, które ich z nim łączyło, ze strachu. Ty zrobiłeś ze swojej odmienności opokę, wewnątrz której schowałeś się, odpychając ludzi i wzmacniając egocentryzm. Byłeś hermetyczną grupą sam dla siebie i cały czas przekonywałeś się, że tak musi być. Był okres, że tego potrzebowałeś... ale już nie teraz. Nie czujesz się częścią społeczeństwa, ale nie musisz tego wzmacniać. Dlaczego bronisz się przed akceptacją? Potrafisz tak dobrze się dostosować, jak i nie dostosować, masz wybór. Nic, co ludzkie nie jest Ci obce. Potrafisz wyłączyć wpływ innych na siebie, gdy tego potrzebujesz, to najlepsza obrona. Wiesz, jak to jest, gdy żyje się w bardzo niewielkim stopniu określanym przez opinię. Dużo jesteś w stanie znieść i niełatwo Cię zranić. Wiesz, jak przeżywać uczucie właściwe dla danej chwili. Osoby, którym nie zaufasz, i tak rozpoznajesz, a warto, abyś był dostępniejszy dla innych.

Nigdy jeszcze nie czułem się przy innych ludziach tak... bezpiecznie. Mam ochotę wybuchnąć śmiechem. Moje dawne lęki związane z emocjami, stosowane sposoby obrony przed wpływem innych przypominały mi strzelanie z armaty do komara. Wiem, że odtąd w moim życiu będzie mniej walki, więcej akceptacji. Wiem też, że moją siłą jest umiejętność wyłączenia emocjonalnego wpływu, jaki mają na mnie inni... może za wyjątkiem kilku bliskich przyjaciół. Ludzie robią mnóstwo rzeczy dla opinii, poklasku, udawania, zachowywania pozorów. Ja nie muszę. Wystarczy. Skoro nie muszę dostosowywać się do innych i przejmować się, co o mnie pomyślą... mogę być kim chcę. Skoro mogę być kim chcę, mogę czasem wyluzować się, pozwolić się zaakceptować i dać zdarzeniom płynąć. Skoro nie muszę się dostosowywać bo uważam to za irracjonalne... nie muszę walczyć z chęcią dostosowania się do innych, i mogę czasami sobie na to pozwolić. W końcu ludzie są tylko ludźmi.

Widzisz, świat się nie skończył, korona Ci z głowy nie spadła, żyjesz... a właśnie pokonałeś lęk, który towarzyszył Ci od zawsze i wyjaśniłeś przy okazji rzeczy, z których nawet nie zdawałeś sobie sprawy.


Widzę kark człowieka w sile wieku. Tak, to ON. Cesarz, władca, myśliciel i filozof. To co najlepsze ze świata hellenistycznego i Rzymu.

Pax Romana.

Marek Aureliusz. Tak wiele paradoksów w jednym człowieku
<<Wszystko jest względne. Każdy symbol, każdy znak jest stworzony przez człowieka. Nasze życie jest tym, co zeń uczynią nasze myśli. Niechże takim pozostanie. Nie przywiązujcie się do świata, bądźcie jego świadkami. Bądźcie poszukiwaczami prawdy>>.

Niech przeciwieństwa wspierają się i czerpią z siebie, nie zaś wykluczają i zwalczają.

Dziękuję Ci, Marku. Oboje poznaliśmy stan, w którym jestem teraz. Piękno umysłu, Eleusis i Daime, kykeon i ayahuasca.
Obym dzięki mądrości i wiedzy wzbogacał świat, tworzył go będąc jego częścią, jak nigdy. Dziękuję, Daime. Niech Intencja swoją mocą prowadzi mnie przez życie, abym pozostał silny, abym jej nie utracił. Poznając innych, poznając siebie.

- Orzeł czy reszka?
- Krawędź mój drogi, krawędź monety. Ani jedno, ani drugie, a zarazem oba po trochu. Właśnie poznałeś, czym jest równowaga. Pamiętaj, że przeciwności powinny koegzystować, a nie walczyć ze sobą, czy się wykluczać. Przeciwności potrzebują się wzajemnie, to my - w swym ograniczeniu - przedstawiamy je jako wrogów. One po prostu są, i są inne.
To jedna z najważniejszych lekcji dla Ciebie!"[9]
P.

Trudno w znaczący sposób mówić o odmiennych stanach świadomości bez choćby szkicu, o tym, czym jest świadomość. Jak się przejawia w normalnych stanach? Jakie charakterystyki definiują świadomość i jak są one modyfikowane za sprawą ayahuaski? Rozważania na ten temat będą rozpatrywane z perspektywy psychologii kognitywnej. Ontologiczne pytania dotyczące świadomości, tego, czym ona jest, itp. pozostaną otwarte. W przyjętej perspektywie, świadomość "to kognitywny system, który definiuje subiektywne doświadczenie" (Shanon, 2002, s.195; tłum. własne). To fenomenologiczne podejście w tym miejscu wydaje się być najbardziej odpowiednie, ponieważ to właśnie doświadczenie jest zasadniczym tematem tej pracy. "Zatem ze strukturalnego punktu widzenia, świadomość może być zdefiniowana jako zestaw parametrów, zarówno fizycznych jak i mentalnych, które określają specyficzny dla ludzi sposób, w jaki doświadczają świata. Jeśli wartości tych parametrów zostałyby zmienione, fenomenologia doświadczenia także uległaby modyfikacji. Jednakże, ponieważ nigdy nie wykraczamy poza ramy świadomości, niezwykle trudnym dla nas jest być świadomymi struktury świadomości oraz dostrzeganie tych parametrów" (Shanon, 2002, s. 195; tłum. własne). Powyższy cytat wskazuje pewną metodologiczną wartość (w kontekście badań świadomości), jaką mogą stworzyć odmienne stany poprzez udostępnienie wyjścia poza te parametry, które, jak będzie przedstawione poniżej, pod wpływem ayahuaski i innych enteogenów ulegają poważnym modyfikacjom lub mogą przestać funkcjonować jako jej wyznaczniki. Świadomość łączy jednostkę ze światem zewnętrznym, a zatem i wiedzą o tym świecie. W kontekście kognitywnym można powiedzieć, iż dopóki nie ma wiedzy o świecie, nie ma świadomości, ponieważ nie może wówczas zaistnieć rozdział pomiędzy indywiduum a tym, co na zewnątrz. Podstawowe parametry, o jakich była mowa powyżej, można zawrzeć w jedenastu aspektach ludzkiego bycia w świecie: "ja" - czyli identyfikacja człowieka z doświadczeniami i myślami, jakie przepływają przez umysł jednostki; tożsamość - czyli definiowanie siebie jako "ja jestem"; jednorodność - w normalnym stanie ludzie mają poczucie, że ich tożsamość i procesy mentalne stanowią spójną całość. Przypadki, gdy jest inaczej, czyli, gdy pojawiają się dwie lub więcej tożsamości, są we współczesnej kulturze definiowane jako psychopatologie; granice i rozróżnienie stanów - np. granica pomiędzy tym, co wewnątrz a otoczeniem; indywiduacja - połączenie "ja" oraz jego granic tworzy spójną indywidualną tożsamość; kalibracja - poczucie rozmiaru, wagi, pozycji w przestrzeni, itd.; umiejscowienie świadomości - zazwyczaj w kulturze zachodniej świadomość jest umiejscawiana w głowie (gdzieś w centrum, nieco w połowie drogi między oczami a tyłem głowy i w połowie drogi pomiędzy uszami), w innych kulturach może to być serce lub brzuch. Jak można zauważyć, różnice uwarunkowane są kulturowo, niemniej świadomość lokowana jest w miejscu doświadczania bycia w świecie (czyli punkcie, w którym zachodzi doświadczenie ja oraz jego relacji ze światem), przy czym w normalnym stanie świadomości znajduje się to w obrębie ciała człowieka; czas - normalne poczucie teraźniejszości; samoświadomość - bycie świadomym własnego istnienia; intencjonalność - ukierunkowanie świadomości zawsze na jakiś punkt, podmiot, o który świadomość się "zahacza". Ta cecha świadomości jest często uważana za najbardziej podstawowy jej wyznacznik; łączność, wiedza i poczucie rzeczywistości - jak było wspomniane, świadomość łączy człowieka ze światem, a zatem także z wiedzą o świecie. Zazwyczaj wiedza, jaką posiada człowiek jest uzyskiwana w zapośredniczony sposób, np. określony obiekt poznajemy za pośrednictwem zmysłów, umysłu i wewnętrznego dialogu (myśli).

W odmiennych stanach świadomości wszystkie powyższe parametry mogą ulec modyfikacji na wiele różnych sposobów, a w niektórych przypadkach mogą przestać funkcjonować. I tak np., "ja" człowieka może doświadczać, iż myśli, jakie przepływają przez umysł nie należą do niego, że umysł jest poza kontrolą "ja"; tożsamość może ulec modyfikacji lub rozpłynięciu (jednostka może mieć wrażenie, że nie wie kim jest bądź zmieniać swoją tożsamość i przyjmować inne, np. zmienić się w jakieś zwierze, inną osobę, lub inną formę bytu); jednorodność może ulec rozpadowi, można np. postrzegać siebie z zewnątrz lub też samo postrzeganie może ulec rozszczepieniu, tak, że widzi się dwa różne obrazy jednocześnie itp.; granice pomiędzy wnętrzem, a tym, co na zewnątrz mogą ulec zatarciu (jednostka może doświadczać, że stanowi jedność ze wszystkimi osobami wokół, lub z całym otoczeniem), zatarciu mogą ulec również granice pomiędzy wewnętrznymi procesami (np. pomiędzy postrzeganiem a pamiętaniem, wyobraźnią a postrzeganiem, itd.); indywiduacja, choć zdaje się tak fundamentalnym aspektem świadomości również może ulec zatarciu, przy czym, co ciekawe, świadomość nadal zostaje zachowana; poczucie rozmiaru, położenia, temperatury itp. mogą ulec zmianom (np. jednostka może mieć poczucie unoszenia się w powietrzu, wrażenie, że staje się mniejsza lub przeciwnie, że jest olbrzymem; ten aspekt jest świetnie oddany w Alicji w krainie czarów, Lewisa Carolla); umiejscowienie świadomości może stać się płynne (może ona swobodnie wędrować w różne części ciała), jak również świadomość może opuścić ciało i podróżować, zarówno przez przestrzeń, jak i przez czas; czas pod wpływem ayahuaski może ulec wielu modyfikacjom: znacząco przyspieszyć lub zwolnić, może zatracić swoją linearność, jak i po prostu przestać istnieć - wówczas jednostka wkracza w wymiar nieskończoności; samoświadomość w ekstremalnych sytuacjach może ulec zatarciu, lecz, co ciekawe, zazwyczaj zostaje ona zachowana mimo tak wielu zmian na wszystkich innych poziomach doświadczenia; intencjonalność, choć często uznawana za fundament świadomości, w procesie doświadczenia ayahuaskowego może ulec zawieszeniu i jednostka staje się tym, co mistycy różnych tradycji nazywali: "pustką", "jednią", "nieskończonością", a współcześnie uczeni nazywają "kosmiczną świadomością", "świadomością oceaniczną", "czystą świadomością"; łączność ze światem i wiedzą jest bezpośrednio doświadczana (w stanie zatartych granic zachodzi zjawisko wiedzy bezpośredniej - stanu, kiedy "obiekt" bądź źródło wiedzy są jednością ze świadomością jednostki; pozyskanie wiedzy w ten sposób następuje bez pośrednictwa myśli, można by ją nazwać wiedzą intuicyjną, bądź inspiracją (dobrym przykładem są tu "otrzymywane" pieśni Santo Daime lub szamańskie icaros).

Powyższe rozważania nad modyfikacjami świadomości jakie zachodzą pod wpływem ayahuaski, w wielu aspektach mogą nawiązywać do różnych przejawów zaburzeń psychicznych, więc może warto zadać wprost pytanie: czym różni się doświadczenie ayahuaskowe od objawów choroby psychicznej? "W przeciwieństwie do szaleństwa, doświadczenie ayahuaskowe jest odczuwane jako ustrukturyzowane i mające znaczenie. Po tym, jak jednostka przezwycięży początkowe nieprzyjemne etapy, doświadczenie może być niezwykle wynagradzające, podnoszące na duchu, jak również przyjemne. Z mojego doświadczenia wynika, że praktycznie bez wyjątków, na koniec sesji ayahuaskowych ludzie czują się znacznie lepiej - są w lepszej kondycji fizycznej, szczęśliwsi, znacznie wzbogaceni oraz bardziej spełnieni - niż miało to miejsce tuż przed wzięciem wywaru. Żadnej z tych rzeczy nie można powiedzieć o psychozie" (Shanon, 2002, s. 264; tłum. własne).

Rozbrzmiewają kolejne pieśni Santo Daime, którym towarzyszy dźwięk grzechotek i bębna. Patrząc na różne osoby, można zauważyć, że każdy zaangażowany jest w wewnętrzny proces, każdy na swój własny sposób. Na twarzach jednych rysuje się zmęczenie, cierpienie, inni zdają się być w głębokiej koncentracji, znów na kilku twarzach zdaje się malować wyraz uniesienia, zachwytu, błogości, ekstazy. W pewnym momencie przewodnik wstaje i ponownie bierze do rąk szklankę i butelkę z wywarem. Ile czasu minęło? Wydaje się, jakby ceremonia zaczęła się wiele godzin temu. Wraz z przyspieszeniem procesów świadomościowych częstym zjawiskiem jest tak zwana kompresja czasu, czyli w stosunkowo krótkim okresie obiektywnego czasu (zegarowego), w świadomości jednostki pod wpływem ayahuaski mogą wydarzyć się procesy, które w swej intensywności, mnogości zdarzeń i ogromie zawartej wiedzy, odpowiadałyby całym godzinom, dniom, a czasem nawet latom doświadczeń w trybie normalnego stanu świadomości. Teraz szaman kolejno podchodzi do osób siedzących, a w kilku przypadkach leżących, w kręgu. Pojedynczy uczestnicy nie decydują się na kolejną szklankę, lecz większość wstaje, by przyjąć kolejną porcję amazońskiej "herbaty". Zatoczywszy pełen krąg, prowadzący ponownie usiadł na swoim miejscu. Do uszu uczestników zaczęły dobiegać delikatne dźwięki mis tybetańskich. Niesamowita czystość dźwięków wybuchała niezwykłymi barwami, tworząc całe wszechświaty utkane z czystej wibracji dźwięku i koloru. Choć instrumenty te pochodzą z innego kontekstu kulturowego, to jednak doskonale pasują do ceremonii ayahuaskowych. W stanie wyczulonych i niezwykle wzmocnionych zmysłów, ich subtelne dźwięki nabierają głębi, którą nie sposób opisać.

Wzmocnienie zdolności preformatywnych jest kolejnym zjawiskiem, jakie często ma miejsce za sprawą amazońskiego wywaru. Wielu uczestników jest wówczas w stanie dokonać różnych form wystąpień (granie na instrumentach, śpiew, taniec oraz inne formy sztuki ekspresywnej) na poziomie znacznie przewyższającym ich normalny poziom umiejętności. Oczywiście, nie sugeruję, że ktoś, kto nigdy nie grał na danym instrumencie, nagle da popis zaawansowanej wirtuozerii, takie zjawisko klasyfikowałoby się jako cud. Niemniej, znaczne podwyższenie poziomu wystąpień ma miejsce i jest doświadczane zarówno przez odbiorców, wykonawcę, jak i niezależnych słuchaczy, nie znajdujących się pod wpływem wywaru. To zjawisko można by podsumować często pojawiającym się w literaturze stwierdzeniem, iż ayahuasca sprawia, że ludzie śpiewają.

W pewnym momencie jeden z uczestników zaczął się niespokojnie kręcić, podszedł do grającego na misach i coś zaczął mówić. Cokolwiek się wydarzyło, zaraz usiadł ponownie na swoje miejsce. W ciszy, jaka nastąpiła po zakończonej grze, słychać było głośne oddechy postękiwania, szelest okryć, wywołany próbami znalezienia wygodnej pozycji. Ciszę przerywa gwałtowny wybuch śmiechu jednej z uczestniczek, wylewał się z niej niepowstrzymanym strumieniem. Wiele osób otwiera oczy, dla niektórych śmiech jest zaraźliwy. Niektórzy walczą, by także nie zacząć się śmiać, inni nie do końca wiedzą jak się zachować. Zdaje się, jakby nagle w krąg wdał się element chaosu. Cały kontekst ceremonii jest środowiskiem niezwykle wrażliwym na wszelkie bodźce. Zalecane jest, by w trakcie trwania rytuału nie rozmawiać. Po pierwsze, by nie rozpraszać innych uczestników, a po drugie, by nie zakłócać własnego procesu przez próby często przedwczesnej werbalizacji. Z drugiej strony, katartyczne doświadczenia nie powinny być hamowane poczuciem wstydu, ponieważ wówczas, bez względu na to, na jakim poziomie znajduje się źródło problemu, pełne oczyszczenie może nie zaistnieć. Sytuacja jest tym bardziej delikatna, że dla wielu ludzi już samo uczestniczenie w takiej sesji wymaga przełamania wielu wewnętrznych barier. Niepewność wynika z nieznajomości dynamiki doświadczeń psychodelicznych, a co za tym idzie, pojawia się lęk przed utratą kontroli na wielu poziomach: fizycznym emocjonalnym i umysłowym. Niejednokrotnie trzeba przełamać poczucie wstydu związane z różnymi formami fizycznego oczyszczania, które może mieć miejsce w obecności sporej grupy ludzi. Uczestnicy płaczą, śmieją się, "umierają", zmagają się z wewnętrznymi barierami oraz z traumatycznymi doświadczeniami, jakie mogą wypłynąć na powierzchnię świadomości w procesie doświadczenia. Grupowe ceremonie ayahuaskowe w tym kontekście są przestrzenią o bardzo delikatnej równowadze, o którą przede wszystkim dba szaman i jego pomocnicy, lecz jako całość buduje ją każdy uczestnik. Doświadczenie ayahuaskowe rozgrywa się zatem na dwóch poziomach, które najprościej można ująć w odniesieniu do zamkniętych i otwartych oczu. Gdy jednostka zamyka oczy, cała uwaga koncentruje się na wewnętrznych procesach i wizjach postrzeganych "wewnętrznym okiem". Często, chociaż fizycznie osoba znajduje się na sali, świadomość swobodnie podróżuje i, jeśli wizje są intensywne, można doświadczyć pełnego zanurzenia świadomości w wewnętrznych procesach i zupełnie zatracić poczucie ciała. Czas, kiedy oczy uczestnika są otwarte, jest momentem zaangażowania się w samą ceremonię oraz nierzadko interakcję z innymi osobami na sali. W takich momentach osoby będące pod wpływem wywaru mogą doświadczyć głębokiego wglądu w istotę innych uczestników ceremonii. Również samo zaangażowanie się w śpiewanie pieśni i aktywne uczestnictwo w rytuale może być źródłem głębokich doświadczeń o charakterze interpersonalnym oraz wewnętrznych uniesień, nierzadko odczuwanych jako wynagradzające. Takie doświadczenia dają ludziom głębokie poczucie jedności z pozostałymi uczestnikami. Można powiedzieć, że osobowość rozpuszcza się w kolektywnym doświadczeniu, nie zatracając jednocześnie własnej świadomości. "Ceremonia otwiera jednostkę na Innego i Inność, nie tylko na innych ludzi. Jest to jedna z głównych funkcji enteogenów we wszystkich kulturach - pomagać w utrzymywaniu żywotności połączenia społeczeństwa z symbolami i znaczeniem (sensem) ich struktur. We własnym doświadczeniu, na ceremonii możesz to odczuć. Sposób, w jaki te magiczne rośliny działają sprawia, że jednostka staje się znacznie bardziej otwarta na odczuwanie całej grupy jako jednej istoty. Nie tylko odczuć, ale czasem możesz zobaczyć sieć światła, która nas jednoczy. (...) Poprzez nauki roślin w tajemniczy sposób sprowadzana jest naturalna intuicja kolektywnej harmonii. W obrębie plemion branie roślin jest społecznym działaniem i stanowi rdzeń tożsamości tych grup. W szerszym, interkulturalnym kontekście, jak tutaj w Anglii oraz innych miejscach, gdzie miesza się wiele kultur, z tego samego powodu [ceremonia] jest dobrym mostem prowadzącym do bardziej ekumenicznej re-unii różnych wierzeń w obrębie jednej ramy, poprzez odkrycie jedności i podobieństwa ludzkiego doświadczenia w tej ekstremalnej sytuacji, przez którą przechodzimy" (wywiad z P. Friedlanderem, przeprowadzony przez autora pracy, 2010).


Ceremonia jest cyklicznie przeplatającymi się momentami ciszy i muzyki w postaci gry i śpiewu i teraz, po okresie ciszy, salę wypełnił niski, gardłowy głos intonujący kolejne icaro. Szamańskie pieśni znacznie różnią się od hymnów Santo Daime. Są to pieśni, za sprawą których ayahuasquero może bezpośrednio wpłynąć na doświadczenia osób uczestniczących w rytuale. W zależności od sytuacji, którą przewodnik uważnie obserwuje, sprowadza uczestników do tu i teraz, jakby na krótki czas zatrzymując chemiczne działanie enteogenu, lub też "popycha" pieśnią osoby tego potrzebujące, by w trudnych momentach ostatecznie poddały się i przezwyciężyły trudne doświadczenia, gdy moc wywaru napiera falami z pełną siłą.

Nagle, w kulminacyjnym momencie pieśni, zauważalne było na sali znaczne poruszenie. Niektórzy, ostrożnie stawiając kroki, udali się do łazienki, kilka osób skorzystało z plastikowych wiaderek rozmieszczonych na sali. “Jestem mediatorem pomiędzy każdym, który się tam znajduje [na ceremonii], wliczając siebie samego jako jednego z indywiduów. Moją szamańską funkcją jest bycie mediatorem pomiędzy światem ludzi, światem duchów i światem natury, które spotykają się w czasie ceremonii. Dlatego praca, którą tam wykonuję polega na zharmonizowaniu tych trzech poziomów egzystencji. Tego właśnie uczymy się w szamanizmie - właściwego sposobu na to, by każdy otrzymał lekcje i uzdrowienia, których potrzebuje. Dlatego przypomina to ułożenie w określonym miejscu pewnych algorytmów, pewnych wezwań duchów, które sprowadzają odpowiednie energie, z którymi się pracuje. [Rola szamana to] pomoc tym energiom, by wykonały swoją pracę, weszły w rezonans w miejscach, z którymi muszą być w rezonansie, a następnie pomoc tym energiom wrócić do źródła. Zatem chodzi o poprowadzenie procesu, by zaistniał oraz, by osiągnął wymagany punkt, czasami poprzez popychanie granic, czasami poprzez utrzymanie spokoju. Generalnie jest to niczym nawigowanie okrętem, gdzie każdy element jest ważny, ale oczywiście osoby bardziej doświadczone mają mapę, znają kurs i znają prądy morskie i to właśnie jest moje miejsce - zapewnienie, by to się wydarzyło [ceremonia] oraz zapewnienie dotarcia do odpowiednich brzegów, do dobrych portów" (wywiad z P. Friedlanderem, przeprowadzony przez autora pracy, 2010).


Przyjaciel szamana w pewnym momencie wyciągnął niepozornie wyglądający instrument, z którego wkrótce popłynęła nieziemska melodia, pomieszczenie wypełniły dźwięki mistrzowskiej gry na sansuli[10]. Towarzyszył jej akompaniament intensywnego oczyszczania jednej z osób, dla której być może ten moment był w jakimś sensie przełomowy - synchroniczności są często występującym zjawiskiem na ceremoniach inkorporujących enteogeny.

Po raz trzeci tej nocy szaman wstaje, by podejść do każdego z osobna z Daime. Powoli kolejne osoby czynią wysiłek, by wstać i przyjąć ten egzotyczny sakrament. Znów są osoby, które nie decydują się wypić kolejnej porcji. Pierwsza szklanka zazwyczaj jest pełna dla każdego, przy kolejnych szaman bacznie przygląda się osobie i jeśli uczestnik sam nie wskaże czy chce mniejszą, czy większą porcję, decyduje o tym prowadzący. Gdy trzeci krąg został zatoczony i przewodnik sesji wrócił na swoje miejsce, po krótkiej chwili nastąpiły kolejne pieśni, którym towarzyszyła gra na bębnie. W pewnym momencie szaman wstał i spokojnym krokiem udał się w stronę wyjścia. Zaraz za nim wyszło kilku uczestników, dla których nie była to pierwsza sesja. Na sali pozostał towarzysz szamana. W pomieszczeniu cisza była wypełniona oddechami i szelestami ubrań. Równie nagle jak mała grupka opuściła salę, teraz kolejno osoby te powracały, na samym końcu powrócił prowadzący, lecz zanim udał się na swoje miejsce, uważnie przyjrzał się każdemu z drugiego końca pomieszczenia.

Zaśpiewano jeszcze kilka hymnów, po czym przewodnik dał wszystkim znak, by wstali. Sesję zamknęła ostatnia pieśń. Na wielu twarzach malowało się głębokie zmęczenie. W trzydniowych cyklach ceremonii pierwszy dzień stanowi zazwyczaj największe wyzwanie i często bywa również najtrudniejszy pod względem samego doświadczenia. Również oczyszczanie zwykle najsilniej odbywa się pierwszego dnia, zwłaszcza jeśli ktoś nie poświęcił dość uwagi, by przygotować swoje ciało na picie wywaru. Ponadto, sama ceremonia trwa całą noc, podczas gdy wiele osób spędziło znaczną część poprzedzającego ją czasu w podróży, pokonując duże dystanse, by dotrzeć na wyznaczone miejsce spotkania.

Szaman podziękował wszystkim, po czym uczestnicy kolejno obdarzyli się nawzajem uściskami i podziękowaniami. Obserwując to, można było dostrzec, że słowa i gest były szczere, jak po dokonaniu trudnego i niebezpiecznego wyczynu, gdy wszyscy radują się osiągniętym celem. Niektórzy wymieniali się pierwszymi wrażeniami i chociaż ceremonia została na ten wieczór zamknięta, to jednak słabnące efekty wywaru nadal były odczuwalne.


"Wracam nagle do zwykłego stanu świadomości i w typowej dla siebie pozie - półleżąc wsparty na prawej ręce zapisuję wydarzenia sprzed paru... chwil? godzin? dni? Tamten stan nie zna czasu" (patrz, przypis 29).

P.


Integracja, czyli wspólna rozmowa, w której każdy dzieli się najważniejszymi wątkami doświadczenia, miała się odbyć po późnym śniadaniu, gdy wszyscy zregenerują siły i zaznają nieco snu. Kuchnia okazała się dla wielu być pierwszym miejscem, w jakim chcieli się znaleźć po opuszczeniu ceremonialnej sali. Niektórzy nie byli w stanie nic jeszcze jeść i szybko udali się na spoczynek, lecz pozostali zaczęli ostrożnie kosztować owoce i inne produkty spośród pokarmów wyznaczonych przez specjalną dietę. Wszyscy byli zgodni, że jedzenie i ziołowe herbaty jeszcze nigdy nie smakowały tak wspaniale jak w tamtym momencie. Po kilku dniach diety oraz nocy picia ayahuaski smak stawał się nowym wymiarem doświadczenia.


Wojciech Wieconkowski

(fragment pracy magisterskiej na kierunku Etnologia, UMK w Toruniu)


Przypisy

[1] W cytatach, które są fragmentami przeprowadzonego przeze mnie wywiadu z P. Friedlanderem, w nawiasach dopisałem słowa wyjaśniające kontekst wypowiedzi oraz te, które, w moim odczuciu, są niezbędne dla jej klarowności.

[2] Wywiad z P. Friedlanderem, przeprowadzony i przetłumaczony na język polski przez autora niniejszej pracy magisterskiej. Specyficzny styl został zachowany celowo, by jak najwierniej oddać styl informatora.

[3] W języku hiszpańskim oznacza oczyszczenie, przeczyszczenie, w tym kontekście odnoszące się przede wszystkim do wymiotów oraz biegunki.

[4] W tym kontekście może chodzić np. o określone życiowe sytuacje, w które dana osoba jest akurat zaangażowana i "w swojej głowie" wszędzie zabiera ze sobą związane z nimi problemy, które z perspektywy ceremonii oraz amplifikacji wrażliwości, jaka zachodzi za sprawą enteogenów, mogłyby bardzo wpłynąć na dynamikę wizji. Jednocześnie z perspektywy szamańskiej chodzi także o różne duchowe byty, które często towarzyszą ludziom zupełnie nie zdającym sobie z tego sprawy. Takie istoty mogą znacząco wpływać na daną osobę (zarówno szkodzić, jak i pomagać). Mogą to być np. duchy zmarłych krewnych. W percepcji szamanów świat duchowy jest tak samo lub nawet bardziej realny niż świat materialny, dlatego te zabiegi są tak istotne i wyznaczają podstawowe obowiązki odpowiedzialnego przewodnika.

[5] Matutu.

[6] Mówiąc "naturalnie", odnoszę się do faktu przystosowania organizmu ludzkiego do interakcji z psychodelicznymi molekułami oraz produkowania przez ten organizm takich związków (np. DMT).

[7] Pokarm Bogów, T. McKenny oraz Przełamując umysł, Daniela Pinchbecka, obie wydane przez niewielkie warszawskie wydawnictwo - Okultura.

[8] R. Metzner, Święte pnącze duchów. Ayahuasca, Okultura, Warszawa, 2010.

[9] Relacja z pierwszego dnia sesji jednego z uczestników. Bogactwo specjalistycznych nazw zwierząt wynika z wykształcenia i specjalizacji tej osoby (biolog). W nieniejszym rozdziale, będą pojawiać się relacje innych uczestników, oznaczone odpowiednio inicjałem pierwszego imienia: P, M, P2, A, B, K. Wszystkie te relacje zostały udostępnione autorowi pracy z pełną świadomością ich przeznaczenia.

[10] Forma kalimby, instrumentu perkusyjnego pochodzenia afrykańskiego.


Bibliografia:


Calvo César, The three halves of Ino Moxo. Teachings of the Wizard of the Upper Amazon, Inner Traditions International, Rochester, Vermont, 1995.

Davis Wade, One River. Science, adventure and hallucinogenics in the Amazon Basin, Touchstone Books, London 1998.

Luna Luis Eduardo i White Steven F. red, Ayahuaska reader. Encounters with the Amazon's sacred vine, Synergetic Press, New Mexico, Sante Fe, 2000.

Metzner Ralph, red, Święte pnącze duchów: Ayahuaska, Okultura, Warszawa, 2010.

McKenna Terrence, Pokarm Bogów, Okultura, Warszawa, 2007.

Nearby Jeremy, The Cosmic Serpent. DNA and the origins of knowledge, Phoenix, London 1999.

Polari De Alverga Alex, Forest of visions. Ayahuaska, amazonian spirituality, and the Santo

Daime tradition, Park Street Press, Rochester, Vermont, 1999.

Shanon Benny, The antipodes of the mind, Oxford University Press, New York, 2002.


Materiały z badań terenowych:

Friedlander Pablo Ph.D, Seria wykładów: Szamańska mądrość, Szamańska praca, Szamańska sztuka, October Galery, London, 2009-2010. (Niepublikowane materiały z Uniwersytetu w Barcelonie))

• Wywiad przeprowadzony przez autora pracy, Londyn, 04.2010.

Zbiór relacji uczestników ceremonii z różnych sesji. Zebrane przez autora pracy za zgodą informatorów.



komentarze

[foto]

1. Co dalej z pracą? • autor: Przemysław Kapałka2011-09-17 08:17:14

Bardzo by mnie interesowały dalsze losy tej pracy magisterskiej - jak została odebrana, czy komuś do czegoś posłużyła, czy spowodowała jakieś reakcje, itp.

2. Odp. • autor: Nierozpoznany#4742011-09-17 08:53:48

Praca została pozytywnie obroniona i spotkała się z zaciekawieniem i entuzjazmem komisji i na tym się jak narazie skończyło. Należy podkreślić, że miałem bardzo otwartą panią promotor, która wpełni wspierała moje badania i akceptowałą treść pracy. Przynajmniej na poziomie teoretycznym środowisko etnologiczne jest dosyć otwarte. Ostatecznie "inne" to główny obiekt badań Antropologów kulturowych.
By nieskończyło się na tym, że będzie to kolejna praca leżąca na półce w uniwersyteckich archiwach publikuję jej fragmnty na Tarace.
Pozdrawiam

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)