Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

17 maja 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Nadejdą deszcze


« Filantropi, uzurpatorzy i oszuści Nowa Caledonia i kaledonizm »

         W oczekiwaniu na nadchodzące deszcze zmieniłam zdjęcie w tle swojej strony na Facebooku z rybkami pływającymi w akwarium (uwięzione, nie mają głosu, nie są właściwie rozumiane, obserwowane podobnie do zwierząt w klatce Zoo) na ogień płonący w kominku. Dość już rozwadniania wody. Zmieniłam także swój zaszyfrowany portret na prawdziwy, co mi tam. Od razu zaczęłam inaczej spoglądać na świat. Dość już tłumaczenia się, prostowania nieporozumień, walki z wolą niezrozumienia. Nie będą ascendentalną rybą pływającą w akwarium bez żadnego wsparcia, wszak jestem ognistym Strzelcem i muszę sobie poradzić.

         Ale jak zwykle w takich razach wydarzenia przepływające wokół mnie nabrały szybkości. Żar mojego gniewu, skierowany w jedną stronę trafił zupełnie gdzie indziej. Nie mam zwyczaju wypowiadać się na tematy religijne, staram się o nich nie myśleć, nie podniecam się księżmi pedofilami i zwyczajnymi zacofanymi głupcami, pozostaję na uboczu wszelkich dyskusji na ten temat. Ale nie zdzierżyłam. Niczym objawienie w spirali trąby powietrznej zobaczyłam straszliwe spustoszenie, jakie tu i teraz powoduje w umysłach młodych ludzi kościelna interpretacja wszystkich bez wyjątku spraw.

         Poproszono mnie o sprawdzenie przecinków w prezentacji pewnego maturzysty. Chłopak pochodzi ze zwykłej, bynajmniej nie nazbyt religijnej rodziny. Takiej jak większość rodaków: msza co którąś niedzielę, śluby i pogrzeby, lekcje religii w szkole. Tematem jego prezentacji było oddziaływanie mowy mass-mediów na język młodzieżowych odbiorców. Wdzięczny temat; na każdym poziomie wiedzy można coś napisać, a Facebook i w ogóle  internet pełen jest materiałów — i śmiesznych, i strasznych, wręcz horrendalnych, do wyboru do koloru. Ojczulek Google podstawi nam je skwapliwie pod nos, wraz z odpowiednią teoretyczną podbudową i stosownymi cytatami.

         Jednak ów młody człowiek nie sięgnął po profesora Bralczyka, Miodka i jeszcze kilku innych językoznawców, a rozpoczął swoje wywody od wstępu: „W watykańskiej instrukcji „Aetatis novae” czytamy: „Potęga środków masowego przekazu jest tak wielka, że wpływają nie tylko na to, jak ludzie myślą, ale także, o czym myślą. Dla wielu rzeczywistością jest to, co środki przekazu uznają za rzeczywiste. Wszystko, czemu nie poświęcają uwagi, wydaje się pozbawione znaczenia”

         Może i słuszne, ale dlaczego u licha o sprawach języka polskiego ma wypowiadać się Watykan? Dlaczego nie polscy językoznawcy, prasoznawcy, poloniści? Nie tak dawno czytałam w prasie codziennej dowcipne i wciągające wypowiedzi na ten temat profesora Michała Rusinka, sekretarza naszej Noblistki. Dlaczego autorytetem tutaj mają być księża z państwa, gdzie językiem urzędowym ani potocznie używanym bynajmniej nie jest język polski?

         Konsekwencją zamieszczenia w pracy takiego wstępu jest oczywiście przełknięcie bez bólu i refleksji kluchy w postaci  całościowego religijnego światopoglądu. Młodzian zamieszcza więc w pracy nie przetrawione kościelne mądrości: „Środki masowego przekazu mogą być dobrodziejstwem, mogą umacniać tradycyjne wartości w sferze rodziny, kultury, religii, mogą jednak propagować przemoc, pornografię, kłamstwo”. Koniec, kropka. Nie ma mowy o innych funkcjach języka w mediach, o prezentacji nauk fizycznych, ekonomicznych, o popularyzacji odkryć naukowych, o języku ekonomii, socjologii, polityki, o języku będącym narzędziem manipulacji; przeceniania wartości pewnych faktów, a bagatelizowaniu innych. Religijne podejście do zagadnienia uniemożliwia dostrzeżenie świata języka w całej jego komplikacji i różnorodności. Czyniąc punktem wyjścia rozważań o języku watykański dokument, ów młody człowiek sam sobie zakłada na oczy końskie klapki.

         Internet aż puchnie od materiałów przygotowanych przez językoznawców, od cytatów z wypowiedzi profesora Miodka, Bralczyka, Rusinka i wielu innych. W popularnej, zabawnej formie, można się pośmiać i nauczyć, a w tego typu pracy przytoczyć jakieś mądre ich spostrzeżenia z, np. „Wikicytatów” http://pl.wikiquote.org/wiki/Jerzy_Bralczyk 

         A tak zostają tylko tradycyjne wartości kontra pornografia.

         Takie pomieszanie porządków, niezbyt widoczne na pierwszy rzut oka, może mieć swoje dramatyczne konsekwencje. Wyobraźmy sobie wypowiedź uczennicy na egzaminie dla pielęgniarek, rozpoczętą cytatem z Osho: „Gdy znajdujesz się w stanie nie-działania, wówczas jesteś pełen energii – to bardzo pozytywne uczucie”. Wyobraźmy sobie jakie w konsekwencji będzie podejście tej dziewczyny do jej przyszłego zawodu!

         Młody człowiek i tak nadspodziewanie dobrze sobie poradził, pisząc swoją pracę i zapewne oceniający nie będzie miał wielu do niej zastrzeżeń. Wszak to tylko prezentacja, na którą jest skazany ostatni rocznik maturzystów. Tego jednak, co nie wynikało z watykańskiego dokumentu, nie przyswoi sobie, bowiem nie zdaje sobie sprawy, że to coś istnieje. Poza jego percepcją pozostaje cały ogromny obszar języka, którego istnienia nikt mu nie pokazał. Zda maturę, założy rodzinę, pójdzie na studia lub do pracy, ale nie będzie miał już nigdy możliwości zrozumienia języka polskiego. Pozostanie on dla niego na zawsze nazwą przedmiotu, który trzeba zdać. Zdać i zapomnieć. Do rozumienia nic mu nie zostanie, bowiem akceptując taki a nie inny czarno/biały światopogląd, sam zamknął sobie drogę.

         Mój gniew wyzwolony obrazem trzaskających węgli przeniósł się w inne rejony. Czytam o kampanii wyborczej do europarlamentu i znowu w tle widzę szafarzy jedynie słusznych poglądów z kropidłem w dłoniach, kierujących naiwnymi akwariowymi rybkami w ich niepewnym przemykaniu między akwariowymi roślinkami pytań. Nic dziwnego, że łatwiej iść na skróty, zamówić dla sondażu kilka tysięcy głosów z drugiej półkuli (bo oddane w środku nocy). Nikt przecież nie zgani braku moralności delikwenta. Kto tu w ogóle mówi o jakiejkolwiek moralności? O moralności mówi się omawiając zagadnienia języka, a nie wówczas i w miejscu, gdzie są aż wręcz niezbędne.


« Filantropi, uzurpatorzy i oszuści Nowa Caledonia i kaledonizm »

komentarze

[foto]

1. Czarno-biała wizja świata... • autor: Piorun2014-05-18 18:36:34

... i zgoda na scedowanie całego myślenia na innych bardzo ułatwia życie.
Zawsze można powiedzieć że winni są ONI, że partia/rząd/kościół da, poradzi i nigdy nie zdradzi... 

Powiedział mi kiedyś pewien Mądry Człowiek "wiedzieć Jaki Świat Jest Na Prawdę, to wielki ból, wielka odpowiedzialność.
Za to podtrzymywać iluzje - to wielki komfort."

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)