Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

16 sierpnia 2017

Joanna Biela

z cyklu: Sny badawcze (odcinków: 5)

Naiwność cz.2
Nakładki.

Kategoria: Sny i wizje

« Naiwność Naiwność cz.3 »

To co śnimy, kiedy pytamy o przyszłość nie spowoduje tego, że uzyskamy odpowiedź co się wydarzy. Samo to, że wpadliśmy na pomysł konkretnego pytania, jest skutkiem tego, co się ma wydarzyć już nieodwołalnie. Na tym polega właśnie struktura Konieczności.Nigdy byśmy nie zapytali gdyby to, o co pytamy już nie zaszło w przyszłości.

Jarosław Bzoma.

Jak sytuacja z przeszkodą?

(Wybieram się do Kryształowego Wiru)

Jestem w nowym mieszkaniu. Jest to wysoki budynek. Nie wiem, które piętro.

Po prawej stronie mieszkania, jest wnęka. W niej są ściśnięte meble. Są zawalone przedmiotami. Podłoga tam, to soczyście zielona trawa (nie jestem z niej zadowolona). Poruszając się po mieszkaniu, odnoszę wrażenie ciasnoty. Siedząc u dołu ekranu, przed sobą mam stół i Bogdana (brat męża) a w głębi jest rogówka. Obejmuje prawy róg. Gdy tak siedzę mieszkanie, jest przestronne. Jesteśmy w trakcie malowania i meblowania i mam wrażenie, że oni (mąż i szwagier) nie mówią mi wszystkiego. Dziecko odbiera telefon, rozmawia z kurierem. Chodzi o przesyłkę. Kurier popełnił błąd i stara się go naprawić. Widzę, że nie umie dogadać się z dzieckiem i ja przejmuję inicjatywę. Niczego, to nie zmienia. Podobnie jak dziecko, ja mówię o jednym a kurier o czymś innym. Dopytuję czy mam zapłacić a ten się rozłącza zniesmaczony. Przesyłka to rulon, foliowy, długi. Można go rozwijać.

W śnie są też wstawki z pracy, na zewnątrz...albo jej zmiana albo nowa.. nie do końca pamiętam.

Jarosław Bzoma:

Trawa wiadomo poziom 3 ale tym bym się nie martwił, bo przez tę bramę da się wychodzić wyżej. Dziwny jest kurier, który nie może się z tobą porozumieć. Ja to zrozumiałem, dał ci przesyłkę za darmo i to była prawdopodobnie płaszczyzna nieporozumienia, bo ty chcesz za wszystko płacić. A rulon jeżeli był przezroczysty, to odniesienie do Kryształowego wiru 8-12.

  Jednoznaczny wniosek. Przeszkodą jest, moje niezrozumienie dotyczące zapłaty. Mój „problem” z potrzebą płacenia za wszystko. Akceptuję. Świadomie (z premedytacją) z niego, zaczynam korzystać. Początkowo towarzyszy mi uczucie niechęci lub chęci rezygnacji. Czuję opór, gdy proszę o tłumaczenie snów „za darmo”. Chcę się usamodzielnić i jednocześnie czuję, że muszę oddać „dług”. Te informacje dotarły do mnie, poprzez wspomnienie z dzieciństwa (szczegóły, w pierwszej części Naiwności), które było pierwotne. To wyłącznie symboliczne odniesienie, mój własny mit (Nicość 8/2). Dzięki niemu, uaktywniła się moja indywidualna mała karma 1-5. To moment rozszczepienia Archetypu. Inaczej mówiąc, chwila stworzenia (urodzenia się) bytu.. Jeszcze inaczej, to skutek powstania takiej a nie innej przyszłości (można powiedzieć, urodzenia dziecka.. choć z nieprawego łoża, bękarta, do którego nie będę się przyznawała). To chwila podłączenia się do Idei, która będzie kierowała moim życiem. Będzie nadawała jej kształt. Ja będę w stanie oddać za nią życie, umrzeć. Kompletnie nie wiedząc, nie zdając sobie sprawy z jej istnienia. To prawie jak oddawanie kultu bożkowi. Ja go nazwałam „kultem biedy” (programem braku/biedy). Od tego momentu, on żyje swoim życiem, bezpośrednio wpływając na moje postrzeganie. Zwrócenie mi pamięci wspomnienia, doprowadza do zrozumienia przymusu (konieczności), który towarzyszy mi przez całe życie.

  Informacja ta, dotarła do mnie z poziomu Nicości 8/2. To tam, tuż pod Nieprzejawieniem tworzą się Archetypy. Strzegą nas (wiem, z tego punktu widzenia to bezsensu). Tu akcja uświadamiania dzieje się na poziomie ego-umysłu, świadomości ja, indywidualnej.

Wracając do snów. Tego samego dnia zauważam, że było w nim coś jeszcze..

W nocy widziałam latające po niebie metalowe kule. Jedna spadła, tuż przede mną. To był człowiek w srebrnej zbroi, Tuż nad ziemią rozwinął się i wzniósł znowu w niebo. Tylko kurz po nim pozostał. Ja stałam bez ruchu. Byłam pewna, że we mnie uderzy. I stałam tak nieporuszona i ostatecznie zdziwiona, że do tego nie doszło. Zapisałam i zasnęłam.

Jarek prosi abym zapytała o kuloloty.

Zapamiętuję zapisaną kartkę i głos: o nakładkach wiem wszystko.

Do do czego służą i komu te nakładki? 

Rozmawiam ze starszą kobietą, po mojej prawej. Mówi o swojej córce(?), kimś młodszym od niej: była nad granicą i dobrze, że tam wyjechała/wróciła po chorobie(?) (wróciła tutaj na czas chorowania). Jak będzie czegoś potrzebowała to da nam znać.

Jarosław Bzoma

Podejrzewam, że twoje nakładki to strażnicy poziomów. Rodzaj iluzji zagrożenia, kiedy nie mamy odpowiedniego poziomu świadomości aby eksplorować jakiś zakres Świadomości. Z czasem przeradzają się w przewodników a na końcu stają się eksplorowanym poziomem. Kulistość świadczy o kompresji informacji. Rozwijanie się postaci to rozwijanie się skompresowanej informacji. Kolor srebrny świadczy o jej pochodzeniu z poziomu Nigredo/Albedo 8/1 czyli z poziomu wiedzy urojeniowej co by potwierdzało ich funkcję iluzji bycia strażnikami dla śniącego .

  Na poziomie Nicości 8/1 następuje rozszczepienie Źródła. Pamiętajmy, że po „drugiej stronie”, Nicości 8/2 się scalają, tworząc Metatrona (8/3). To mój „program biedy”. Nicość 8/1, tu na dole jest odbierana jako wielość Archetypów, wyłaniająca się z przestrzeni kształtujących je form, Nicości 8/2. Rozszczepienie archetypowe jest sprzed podziału Nadduszy 7+, na duszę indywidualną 7. To oznacza właśnie ten wpływ na całokształt „mojego, obecnego życia”.

  Teraz korzystam z pomocy Nigredo/Albedo 8/1. Co o nim wiem? Koncentracja urojeniowości, którą teraz będę obserwowała w przejawieniu, fizycznej materii. Tak zwany, cień. To granica ludzkiego pojmowania (o tak, a jaka ona jest wkurzająca!). Spotykamy tu, czarnego psa o jednej głowie. Czarny 8/1 (przewodnik) jest wysokim mężczyzną, ciemnym (Hiszpan, Włoch, Cygan u mnie będzie to Francuz o śniadej cerze). Cień jest tej samej płci co śniący a przewodnik płci uzupełniającej. To uzupełnienie przejawia się u mnie w formie poszerzenia świadomości. Rozumienia, że coś się ujawnia, rozwiązuje. Pojawiają się zmiany postrzegania ciągu zdarzeń w moim życiu (u mnie to są wglądy). Przykład? Dzieci nie są moje a ja jestem dzieci. To jak odwrócenie działania 4=2+2. Najpierw wynik (dzieci) a potem czynniki (ja, jako rodzic). Nie ma w tym głębszego rozumienia, jest wiedza. Wynik, bez rozróżnienia czynników ją tworzących. Oczywiście, jeśli się nie poczeka a od razu zinterpretuje.. nada znaczenie, można stworzyć (wymyślić) teorię. Według mnie, będzie to kolejna iluzja. Ja staram się czekać, aż się samo wyjaśni. Z drugiej strony.. rozum tu odmawia posłuszeństwa. Można ten brak posądzić, o głupotę (własną).. ale ja już tam znam takie numery ;) uważam aby się nie dać podpuścić.

  Jarek pisze o strażnikach. Przed czym mnie bronił do tej pory? Skoro strażnik, znaczy ochrona a to wskazuje na lęk. Tylko, ja nie czuję lęku. Dla mnie to „naturalna” postawa. Działanie w inny sposób wywołuje we mnie nieprzyjemne odczucia. W ogóle nie ma we mnie lęku, na stałe. Jeśli się pojawia wiem, że oznacza urojenie (iluzję, cień). Ta forma obrony, wynika z mojej niewiedzy. Samo uczucie, wzmaga moją uwagę. Pomaga rozpoznać to, co się pod nim kryje. Wiem, że wspomnienia z przeszłości, pamięć, żyją dzięki połączeniu emocji i myśli z nią związaną. Wiem, że te ukryte wspomnienia wyłażą jak duchy z zakamarków i wpływają na mój osobisty odbiór teraźniejszości. Wpływają na kształt rzeczywistości. Wiem, że gdy dojdzie do oczyszczenia.. wspomnień, one znikają. Bardzo trudno jest sobie po tym przypomnieć, co się wówczas czuło, co się takiego szczególnego wydarzyło. Ogląda się te wspomnienia jak zdjęcia, fotografie. Kadr. Niektóre z tych wspomnień wracają i wracają i wracają, jakby miały nie jedno dno. Są niejednoznaczne. Ostatecznie, powracanie kończy się wraz z rozpoznaniem... jaką funkcję pełniły, za którą czuję dozgonną wdzięczność. Za to, że były. Ja to wszystko wiem.. to w takim razie, czego się boję?! Bogactwa?! Dostatku?! Posiadania?!... to, nie jest normalne? A co jest?

  Zagracona wnęka w mieszkaniu (sen). Ciasnota, która mi towarzyszy, gdy się w nim poruszam. To część emocjonalna. Jestem jednak w nowej przestrzeni, w której są ukryte wiadomości. To w niej odnajdę wskazówki. Przypadkiem (synchronia w materii) trafiam na film, „Obecność”. Nie lubię horrorów. Ten ma jednak w sobie coś, co nie pozwala mi odejść od telewizora. To opowieść oparta na faktach. Przedstawia rodzinę nie wierzącą(!), nie katolicką, w której dochodzi do opętania matki(!). To telegraficzny skrót. Na ratunek przychodzą osoby z zewnątrz, medium i demonolog (małżeństwo, specjaliści od tego typu dochodzeń) i rozwiązują zagadkę. Przy okazji, ratują życie nie jednej osobie. Ostateczna scena, gdy zapędzają w kąt opętaną matkę, wywołuje we mnie spazmatyczny płacz. O tak, to nie przejęzyczenie (pamiętacie.. poziom emocjonalny). Płakałam na horrorze nie z lęku a z ... wdzięczności. Wzruszył mnie obraz, uwolnienia (duszy) demona Batszeby. Jako nastolatka(!), była oskarżona o zabójstwo noworodka(!). Nigdy jej nie skazano, ale wszyscy w jej okolicy mówili o niej straszne rzeczy. Nazywano ją czarownicą. Ona sama zwała siebie czcicielem diabła. Gdy Batszeba zmarła, lekarz stwierdził, że jej ciało "dosłownie zamieniło się w kamień." Od tej chwili, nowych mieszkańców domu nawiedzał jej duch. Skłaniał osoby opętane, do morderstw.

  Popatrzcie ze mną jeszcze raz, na szczegóły tej historii. Nastolatka.. w tym okresie u mnie wystąpiło zdarzenie, z którego cienie obecnie zdejmuję. Zabija noworodka.. To chwila, gdy pod wpływem zdarzenia następuje u mnie uraz (psychologiczny). W jego wyniku jakąś część siebie „zabijam” (rozszczepiam). Mówią o niej straszne rzeczy.. Nic dodać nic ująć, przecież skłamałam, oskarżyłam siebie, osądziłam i nie przebaczyłam. Skamienienie po śmierci.. Naturalnie, powinno dojść do rozkładu zwłok. Nic z nich nie pozostać. Dziwi Was mój płacz?.. mnie już teraz, nie. Choć w tamtej chwili, moja reakcja i mnie zaskoczyła. Rozumienie, o co w tym chodzi, przyszło kilkanaście dni później. Wówczas, zupełnie nieświadomie uwolniłam swojego „demona”... Skamieniały „program biedy”.. Wpływ demona na mieszkańców domu, to nic innego jak dziedziczenie programu. A egzorcyzm? „praca z cieniem” („ duchowa”).

  Kolejny obraz filmowy, który teraz przykuwa mnie do krzesła, to „Ostatni samuraj”. I to nie jest tak, że oglądanie jest moją pasją. Nie. W taki sposób przykuwana jestem sporadycznie. Czuję przymus oglądania. Historia opowiada losy Amerykanina, przypływającego do Japonii. Jego zadaniem jest walczyć z samurajami. W wyniku zbiegu okoliczności, staje się ich więźniem. Czas, który z nimi spędza, przekonuje go do ich kodeksu. Dostrzega w nich wartość. Jego zaangażowanie wzrasta do tego stopnia, że postanawia walczyć po ich stronie. Jest w stanie umrzeć, w ich sprawie. Świadomość braku możliwości wygranej, nie zniechęca go. Ostatecznie, pozostaje jedynym spadkobiercą przeszłości i składa ją w ręce teraźniejszości. Ten dar, zostaje przyjęty. Mało tego, dzięki temu chroni przed uzależnieniem młodego cesarza, od obcego autorytetu (w tym obrazie chodzi o Amerykę i uniknięcia uzależnienia od niej). Tu kryje się „niebezpieczeństwo”, zastąpienia jednego uzależnienia.. innym. Nawet jeśli to nastąpi a mam świadomość, wiedzę.. jak to działa.. nie potrwa to długo. Będzie mi służyło (to jakbym korzystała z „cudzej” świadomości), póki będzie konieczne. Jestem uwiedziona postawą Amerykanina (i nie.. nie ma to związku z tym, że rolę tę odgrywa Tom Cruise).

  No to, jeszcze raz. O czym mówi ten obraz. Amerykanin, człowiek z przyszłości ląduje w skostniałej przeszłości (kodeks samuraja jaki by nie był, jest niereformowalny). Odniesienie do mnie, będącej w „sidłach” programu. Więzienie (odniesienie do mojej konieczności, karmy) pomaga mu docenić(!) owe zasady. Jest gotowy oddać za nie życie (no, cała.. ja). Nie ginie on sam. Za to wszyscy, którzy samurajami się urodzili (czy to nie moja historia?). W ostatniej scenie, oddaje miecz samuraja cesarzowi i poddaje się jego woli (tutaj, znowu ja). Ten, akt wpływa na decyzję władcy i nadaje nowy kształt przyszłości. Tego na ten moment nie skomentuje. U mnie prace w toku.. trudno mi z tego miejsca powiedzieć, czy coś się zmieni. Faktem jest, że zbierając te informacje, moją rodzinę nawiedzają sny (horrory ;)). Nawet wnuczkę, która ma pięć lat. Wychodzi w nim z klatki.

  Tylko w przyszłości istnieje możliwość skruszenia kamienia z przeszłości. Poprzez uznanie obu. Stare musi umrzeć (odejść w pokoju) aby nowe mogło się narodzić. Taki sposób wniesienia w teraźniejszość jest Konieczny aby w przyszłości nie odtwarzać (powtarzać) programów z przeszłości. Bez tego ruchu, pozostajemy w niezmiennych granicach karmy psiocząc albo i nie, na swój los. Wynik. W tym przypadku mam na myśli szacunek i wdzięczność i uznanie do starego życia. To on kształtuje czynniki, jakie napotkamy w przyszłości.

  To nie tak, że odkryłam Amerykę. O tym, nie jedna/jeden pisał. Co innego jest jednak przeczytać, nauczyć się na pamięć a co innego.. zobaczyć „jak to działa” .. przekonać się na własnej skórze. Zobaczyć to od środka. Studiowałam mechanizmy jakie występują w uzależnieniu od alkoholu. Teorię miałam wykutą na blachę. Jednak to, jak działają.. (wpływają na zmianę odbioru postrzeganej przeze mnie rzeczywistości), przekonałam się dopiero, gdy sama poddałam się terapii ze względu na alkoholizm. Podobnie ma się sprawa z „programem biedy”. Uzależnieniem siebie od niej. Kiedy to staje się jedyną opcją, wyznaniem, religią. To ten sam mechanizm, który towarzyszy syndromowi sztokholmskiemu. Kiedy to stajemy po stronie, „oprawcy”. Będąc pod jego wpływem, nie widzimy go! Wyjście poza jego ramy, nas dotyka. Spotykamy się z oporem w materii ale i we własnym ciele. To dlatego przyjemności, radości, nadwyżki są odbierane przeze mnie, jako zagrożenie. I tak jest. Taka jest moja prawda.

  Czy to wyłącznie moje wrażenie.. czy Wy też to widzicie? Program biedy, program braku.. to nakładka na Pustkę? Tak, tę Pustkę....

  Nie jestem literatką. Zdążyliście zauważyć, prawda? Jestem analitykiem, matematykiem. Spisuję sny. Czytam interpretację Jarka. Zapisuję.. to, co „ciśnie” się na klawiaturę. Przychodzi taki dzień, w którym mówię sobie.. dobra siadam. I piszę. Przepisuję sny, interpretację i przeglądam co się działo. Trafiam na myśl, którą wklejam, bo podoba mi się jako wstęp. To co wygląda mi interesująco, zaczynam opisywać. I tak z minuty na minutę tworzy się historia, którą chcę się podzielić. Dopisuję zdania, zapisuję kolejne strony. Bardzo często wracam do początku. Prawie tak samo często usuwam, bo idąc dalej okazuje się, że jest inaczej niż mi się na początku wydawało. I gdzieś pomiędzy.. między słowami, nagle wyłania się sens.. połączenie. Wszystko samo układa się w spójny ciąg. Nagle jedno z drugiego wynika i nie chce być inaczej. Zadziwiające, że to wszystko pod dyktando, przypadkowego wstępu. Na koniec poznaję odpowiedź i nic nigdy wcześniej i nigdy później.. nie jest tak prawdziwe i pewne. Sama.. nigdy bym na to nie wpadła, wymyśliła. To najprzyjemniej spędzony czas.. samej z..... No właśnie.. z Kim?

...a Kryształowy Wir nadal nie odkryty.

Cdn.

Sny badawcze: wstęp na końcu

Sny i ich interpretacje wg metody Jarosława Bzomy.


« Naiwność Naiwność cz.3 »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)