Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

24 września 2017

Joanna Biela

z cyklu: Sny badawcze (odcinków: 5)

Naiwność cz.4
Epilog.

Kategoria: Sny i wizje

« Naiwność cz.3 Aspekty Duszy »

Sen.

Jadę z nim, jako kierowcą (kierownik ale w nowej postaci) autem dostawczym (takim do 3,5t). Popełniamy błąd na drodze i skręcamy do lasu. Jest tam leśna wyboista droga. Okazuje się, że jadący za nami Tir dostrzegł błąd i wjechał za nami do lasu. Nie odpuszcza i naciera na nas. Odwracamy się o 180 stopni i widzę prze sobą, klatka po klatce.. jak naczepa tira zaczyna się chwiać na boki, jak kabina jest coraz bliżej nas, tak blisko, że widzę twarz kierowcy. Jestem pewna, że nas zgniecie. Nagle naczepa podbija do góry, zaczyna się obracać i skręcać a my w ostatniej chwili przejeżdżamy pod nią. Nic się nam nie stało. Jedziemy do pracy. To obecna praca, tylko teren którego dotyczy jest nowy. Szefowa, była świadkiem zdarzenia, nie komentowała. Cały czas towarzyszy mi uczucie, że powinnam się bać, że nas nakryją. Znajduję go w pomieszczeniu. Siedzi na krześle, tyłem do wejścia, przez które wchodzę. Widzę, że jest przybity.. w sensie, martwi się, przejmuje. Okazuje się, że w wyniku tego zdarzenia zginęła dziewczynka.

Po przebudzeniu obraz senny odbierałam jak zupełnie realny, jakby się to wydarzyło. Tylko żadnych uczuć (!) typu lęk.

Jarosław Bzoma

Wygląda na to, że twój kierowca z przestrzeni 6-8, to może być rodzaj ibbura albo animus, czyli pozostała część twojej własnej duszy7. Przyszedł do ciebie, aby ci pokazać co tak naprawdę za tobą jedzie. Chciał ci pokazać twój własny cień więc zawiózł cię do lasu. Kiedy obróciłaś się o 180 stopni na granicy 5/6 zobaczyłaś cień(Tira) w całej okazałości. Poznałaś również, że jego masywność jest iluzją i w momencie krytycznym okazało się, że przelatuje przez ciebie nie czyniąc krzywdy. Jednym słowem odbyłaś konfrontację z własną olbrzymią konstrukcją i to z poziomu 6-8 bo Tiry z przyczepami (cieniami) tam powstają :) To pewnie wyobrażenie Boga albo coś równie masywnego. A kolega przyszedł ci kilka nocy temu pokazać, ot co :)

Wywiązała się z tego rozmowa:

Ja

Co do konstrukcji.. to naiwność i wstyd jako uczucie. Sytuacja też z wczoraj kiedy w moim odczuciu.. chcę, proszę o coś, bo jestem ciekawa a nie dlatego, że potrzebuję pomocy.. i nie otrzymuję tego. Sytuacja publiczna. Piszę o tym, bo może Ty też coś wyłapiesz. Ee.. to jest to " nie płacenie". To jest związane z uzależnieniem siebie.. wyjście poza karmę.

Jak to widzisz?

Jarek

Naiwność pozbawiona wstydu to dopiero jest sztuka. To wielkie ćwiczenie , nie dostać tego o co się prosiło i nie potrzebować sobie tego wyjaśniać , a bo za cicho prosiłam a bo się skończyło a bo mnie zlekceważyli :) Tymczasem nie dostałam bo miałam nie dostać. Kiedy mamy coś dostać nie musimy prosić co najwyżej wyrazić zgodę lub nie kiedy nam to dają . Postaw siebie w roli dającego. Ma dziesiątki chętnych a ty dla niego jesteś tylko jedną z wielu osób a on wybiera według jego preferencji które zgromadził w życiu , najpewniej błędnych albo przypadkowych. Zawsze w takich przypadkach warto postawić się na miejscu drugiej jeszcze bardziej od nas splątanej w karmę osoby.

Ja

Piszesz o lekcji.. zgadzam się. I kolejny raz zauważam, jaki niewielki krok wystarczy zrobić aby taką lekcję przyjąć.

Sytuacja była jak z dziecięcej piaskownicy. A wyobrażenia wielkie jak ten tir ;)

I w chwili gdy "oberwałam" wiedziałam, że to lekcja. Ale "dotknięcie" było wciągające, nie dało się myśleć jasno.

Tylko tym razem stanęłam za tą dziewczynką w sobie. Znaczy nie tłumaczyłam jego ani siebie. Ważniejsze było to co czuje ona ;)

Dziś rozumiem go.. miał prawo a może i przymus aby tak zareagować. Gdyby nie jego przymus nie było by mojej lekcji ;)

Jarek

No i właśnie o to chodzi aby obserwować ego aż do znudzenia i do powstania pełnego miłosierdzia nad swoim umysłem :)

    Tu, moja naiwność ma się tu jeszcze całkiem dobrze.. Sen utożsamiam wyłącznie, ze zdarzeniem z poprzedniego wieczora. Owy TIR.. ostatecznie okazał się o wiele bardziej złożoną konstrukcją. Jarek się nie pomylił, przyrównując go.. do wyobrażenia Boga. Ten sen był początkiem wiedzy, która się przede mną otwarła a którą opisuję w 2 i 3 części Naiwności.

Niespodziewanie, odkrywam w notatkach sen. W poprzedniej części Jarek sugerował abym poprosiła Deva, co wie o Nieprzejawieniu i Kryształowym Wirze. Ja ciągle zapominam nazwy.. Deva. Nic ona dla mnie nie znaczy. Za to uporczywie napływa, Serafin. Otrzymuję odpowiedź, ale o niej zapominam! Do teraz. Sen śniłam przed Tirem.. a odnalazłam go, po zakończeniu trzeciej części Naiwności.

Mój były szef. Praca. Jestem na wyjeździe, w delegacji. Pracuję w nocy. Mam się tam przenieść na stałe. Coś tam dopracowujemy, udoskonalamy, wprowadzamy zmianę.

Głos: poznałaś/poznasz to ale nie tak jak się spodziewałaś/spodziewasz. (mam wątpliwości co do tego zdania, znam je z Twoich artykułów, nie daję im wiary.. umysł może mnie oszukiwać)

Obraz: otwarta przestrzeń.. (las?). Jestem z nim. Wznosimy się w powietrze (w górę ekranu śnienia). Po mojej lewej strącamy mężczyznę z wysokiego drzewa, był gdzieś pośród liści, zauważam dopiero gdy spada głową w dół. Ma przywiązaną linę do jego lewej nogi. Dzięki niej, zawisa tuż nad ziemią. Uderza o lekką, drewnianą konstrukcję, która stoi wokoło drzewa. Jej podstawa to kwadrat.

Jarek Bzoma

Wygląda to na jakieś ćwiczenie. Mężczyzna, który spada, może być rodzaj hipostazy/BOTa z wyższego poziomu, sterowanego przez jego poziom źródłowy (który może nie być Źródłem 8-12). Oczywiście kojarzy się z tarotowym wisielcem. Kartą W.A,numer XII, czasem jest identyfikowana z bogiem Odynem wiszącym na drzewie Yggdrasil. Ta nowa praca (delegacja) polega zapewne na odkrywaniu własnego wnętrza. Co ciekawe, Odyn posiadał wierzchowca (podobnie jak Mahomet Al Buraka),Sleipnira. Slejpnir – to ośmionogi(!) koń Odyna, dziecko Lokiego. Slejpnir jest szarej maści, potrafi poruszać się po ziemi, w powietrzu, po powierzchni wody (nie chodzi o pływanie, tylko wręcz chodzenie po tafli wody) i po piekle. Być może to twój towarzysz oprowadzający cię po lesistym astralu 3.

Loki to oczywiście odpowiednik Wielkiego Czarnego 8/1.

Sleipnir oznacza śpiącego, a Odyn podróżuje na Sleipnirze po dziewięciu (!) światach. Należy być jednak czujnym bo ów Wisielec?Odyn może okazać się "Bóga". Pajęczonogim i pajakopodobnym (stąd Sleipnir ma tyle nóg) "bogiem", przedstawicielem Obcych o dominującej naturze, chcącym cię podporządkować. Opisałem ich w Krajobrazach, powołali mnie na tłumacza pomiędzy nimi a ludźmi. Najlepiej prosić o ochronę własną duszę 7. O tym, że to jakaś kopia mająca cię zmylić świadczą słowa, które do ciebie wypowiedziano będące kopią mojej rozmowy z Serafinem z wnętrza Szczeliny 8-12 no i samo odwrócenie do góry nogami charakterystyczne dla granicy 8/9 ale musisz pamiętać że niemożliwym jest aby granica 8/9 opuściła się na poziom 3 .To ewidentne podszywanie się pod byty (np. dewów) z tego poziomu. Zaśnij z intencją o pokazanie prawdziwej natury tych bytów. Zapewne pojawią się pająki ponieważ żadne byty duchowe z poziomów 7,7+,czy 8 nie schodzą niżej bo to energetycznie/świadomościowo niemożliwe, zsyłają hipostazy.

      Naiwność, nadal ma się u mnie dobrze. Ale aż taka naiwna, to ja nie jestem (?). I mimo, że udało im się skryć informację zawartą we śnie.. o mistyfikacji, nie udało się im mnie skusić, podpuścić (?). Moja naiwność nadal nie sięga tak daleko (?). Pragnę dotrzeć do granicy 8/9 ale.. z jednej strony nadal nie daje sobie do niej prawa (to nadal przeszkoda). Z drugiej, ta sama naiwność chroni mnie, przed wywiezieniem w pole. Dodam, że w odpowiedzi nie pojawiły się pająki, a granicy strzegli Ukraińcy. Granicę 5/6 przechodzę. Ale o tym.. może kiedyś.

    Obaliłam iluzję, która uniemożliwiała mi otwarcie się na informacje płynące ze świadomości i jej Źródła. Inaczej.. te informacje, płyną ciągle i niezmiennie, stale.. Iluzja, jej obalenie.. to nic innego, jak możliwość odbioru, wprost. Bez konieczności używania do tego, okrężnej drogi. Z czarodziejskiego wyobrażenia, nic nie pozostało. Przymus płacenia za wszystko, rozpoznanie tego.. obudziły inne aspekty. Części oddzielone w przeszłości, te które inkarnowały i stworzyły osobne życie, w tej części rozpoznanej, zostały zintergrowane. To dzięki temu, miałam możliwość rozpoznania programu braku/biedy. Pozostała lojalność wobec niego. Sama wiedza, że istnieje, nie wystarcza. Potrzebne jest przekonanie się (ucieleśnienie, zmaterializowanie). To ma miejsce w Przejawieniu. Gdy umysł ostatecznie odpuści, przestanie się targować.. to przyjdzie przekroczenie. Kilkakrotnie (znam już to z autopsji), muszę ponowić takie doświadczenie w materii.

    Przekonanie, to powstałe w przeszłości przekierowanie uwagi na poziomie i umysłu i ciała fizycznego.. odwrócenie jej (to inaczej nakładki, programy). Dotkliwe przeżycie, rozpoznane jako zagrożenie graniczne (porównywalne z utratą życia). Obiektywnie, nie jest konieczne zaistnienie skrajnych doświadczeń. Wystarcza, taki jej indywidualny odbiór. W wyniku tego, powstaje w nieświadomości zapisany specjalny zestaw reakcji. To filtr, który ma automatycznie mnie chronić przed zagrożeniem. Ja odczuwam to jako.. niechęć, opór, brak potrzeby. Jestem kontrolowana, kompletnie o tym nie wiedząc. I nie pierwszy to raz.. nie wyjątkowe odkrycie. To ta droga.. okrężna.

       Sen stał się dla mnie przewodnikiem. Czy życie w śnie, różni się od tego kiedy nie śpię? Dla mnie.. prawie nie. Podobnie jak ten dzienny, opływa w iluzje.. zagrożenia. Ma jeden plus. Łatwiej z nim „pracować”, bo wydaje się! być poza moją wolą. Nie sprawia wrażenia, że jest prawdziwy. Nie dotyka, wprost. Jest, teoretycznie poza mną. W sennym obrazie prościej uwierzyć, że nie mam na to wpływu. Pod warunkiem, że w ogóle uwierzę w jakieś.. jego znaczenie, dla siebie. Więc skoro w realu mam lęki, to i w śnie, je napotkam. Tylko tam, przyjmują postać.. osobę. Tam też poznam, od kogo/czego się oddzielam. W materii.. za wiele się nie różni. Tylko utożsamienie, realność a z drugiej strony iluzja oddzielenia.. nie pozwala mi się o tym dowiedzieć, przekonać. Przekroczenia, których w materii dokonuję.. porusza granice (nieświadomej) kontroli. Wpuszcza tam świeże powietrze.. wprowadza zamieszanie i oczyszcza z części iluzji. Powstaje lekkie rozluźnienie, rozprężenie. Sama wiedza, to za mało. Sen pomaga mi zwrócić uwagę na iluzje, w Przejawieniu. Na ten moment, tylko tu.. mam możliwość zdejmowania jej. Jeśli kiedyś będzie mi dane śnić progresywnie, czy w inny sposób przenosić świadomość.. wówczas może i tam będzie na to miejsce? Teraz mam to, reagując inaczej w materii ze świadomością tej reakcji, pociągam za sobą kolejne.. Moja rola, to rozpoznawanie. Cały mój ambaras.. to ciągle pamiętanie, wyłącznie o tym.

      W pierwszej kolejności, po wypowiedzeniu intencji, potykam się.. o to, co mi PRZESZKADZA w jej realizacji. To co stoi mi na drodze, to co mnie blokuje/kontroluje. Przynajmniej... tak jest to zapamiętane i jednocześnie zapomniane. Co oznacza, że działa to poza moją kontrolą.. pomimo, że to kontrola jest wyłącznym jej zadaniem. Gdyby było inaczej, nie byłoby intencji, myśli...chcenia. Po prostu to biorę lub nie. Tłumaczenie tego karmą.. to już teraz marne tłumaczenie. Bo o tym wiem, jestem tego świadoma.

   Przyjrzenie się własnej naiwności zmieniło moje myślenie. Strefę duchową, urealniło! Kiedyś śniąc o przekroczeniu granicy 5/6 widziałam piękny, luksusowy pałac, na który mnie nie stać.. za wysokie progi! Nie stać mnie.. bo taka moja karma.. płać za wszystko! A ja tylko długi mam.. Jednak to uziemienie, pomogło odkryć tę.. podstawową nakładkę. Braku/biedy.

Brak to moja norma, nie tylko na poziomie świadomym. To jest zapisane w każdej komórce ciała! To automatyzm, który działa nim ja pomyśli. A nawet jeśli dostrzegam i spróbuję.. a rękę wyciągnę.. materia od razu wyskakuje i stara się mnie zatrzymać.

       I teraz moja rola.. to przyuważyć, że tak się dzieje. Tu czas się fajnie obserwuje. Najpierw widzę, dostrzegam to.. po fakcie. O kurde, jednak to zrobiłam. Później, czas się skraca. Widzę coraz wcześniej/szybciej. Aż przychodzi znienacka... nowa reakcja. Otwierają się nowe opcje do wyboru. Wtedy pozostanie jeszcze kilka powtórek, dla upewnienia, zapisania na stałe. Tak nastąpi odwrócenie. Jeden automatyzm przestanie działać, na korzyść drugiego. Naturalnie.. umrze ta część programu. Pozostanie potencjał, który jeśli ponownie nie zablokuję(!).. będę mogła jego energię wykorzystać, przekierować na inne cele. To zysk z zaprzestania tracenia jej na kontrolę. Poddanie się, jest jednoczesną możliwością zyskania energii do przenoszenia świadomości. Jest możliwością, uniknięcia patologizowania Przejawienia, znaczy przeciekania Duszy7, do małej karmy. A to ogromna ulga, nie czuć przymuszenia. Przynajmniej dla mnie. A co za tym idzie, może i zmianą karmiczną zaowocuje?! Przynajmniej, tak się może zdarzyć.. Warunkiem jest pamięć, że to nie ja, o tym decyduje. A jest to, wyłącznie wola, decyzja płynąca ze Źródła Świadomości. Inaczej, znowu będzie to dyktowane kontrolą i powrotem do programu. Wdrukowanie nowego, nie zawsze jest tym ostatecznym.. czasem potrzeba lżejszej nakładki, w to miejsce. Nie wszystko się od razu (a czasem, nawet nie ma być) osadzi na niewinności, na samym ŹRÓDLE. Bo do tego, ostatecznie to zmierza. Naiwność pozbawiona wstydu.. to niewinność.

To prognozuje, że często będę łapana w naiwności i wstydzie. Będzie to trwało do chwili, aż przestanę się z nią utożsamiać, aż przestanie mnie dotykać.. przestanę ją zauważać.

I tak cykl Naiwność kończę.. jednocześnie z nią zostając.

Ciekawe, ile jeszcze potrzebuję wiedzieć aby czuć to co czuję bez rozumienia tego, bez potrzeby nazywania tego, bez potrzeby wiedzy.. którą stronę wybrać?

Jak trudno pisze się ta część! Coś, usilnie odciąga mnie od zakończenia. Przymus oddania zanikł (teraz doceniam przymus.. jak prosto było obarczyć go odpowiedzialnością za podejmowane działanie, decyzje, pisanie.. czucie. Jak trudno z niego zrezygnować!). A jednocześnie, chcę to zamknąć.. wbrew zniechęceniu. Być poza, jako przeciwieństwo.. bycia za... czymś/kimś. To poza (pozór), to gra, iluzja, oddzielenie. To mechanizm obronny aby nie czuć. To kolejna z nakładek. Sfery, w których się teraz poruszam bardzo cienką nitką oddzielają czy też nazywają iluzoryczność, prawdą. W jednym z obrazów, zobaczyłam oddzielenie, jego formę i rolę, jako prezerwatywę. Jak trafnie! krótko i wyczerpująco. I tak pozorne błogosławieństwo (bezpieczeństwo), może stać się przekleństwem (kontrolą/karmą/przymusem). To kolejność wystarczy zamienić. Stanąć za czymś.. po jednej stronie, otwiera możliwość wyjścia poza, z pozoru. Tylko stojąc po jednej stronie, jestem w stanie przemieszczać się po innych światach.. poziomach świadomości. Sen bywa trudny do odczytania. Jego interpretacją, mogę równie sprawnie manipulować. Wiedzieć co czuję, nim to poczuję.. to brak empatii. To pycha. To wywyższanie się, to próba kontroli. To tworzenie karmy. Nie wiem czemu, tak bardzo staram się to wszystko wiedzieć?.. I jednocześnie, wiem dlaczego! boję się czuć. Staram się.. bezpiecznie czuć (stąd nakładka - prezerwatywa). Sen, to moja kolejna forma ucieczki. To próba kontroli. W takiej formie, w takim stosunku do niego, nie tylko mi nie pomoże.. ale będzie kolejnym potencjalnym kreatorem karmicznym. Widzę w nim swoją naiwność, swoją pychę. Jednak bez niego.. tych cienkich nakładek, pewnie nigdy bym nie dostrzegła. Widzę jak pozorny brak.. jest brakiem.. tym brakiem! gdy się tylko odwróci kolejność (znowu!).

Czy jednak.. ja.. jest w stanie sam nad tym zapanować? Czy ja, jestem w stanie to kontrolować?

To wszystko jest już takie jak ma być. Nie ma czego zmieniać. Nie ma czego naprawiać. Wystarczy... odwracać?!

Tylko... co? Tylko... jak?

Kompletnie nie mam tego widoku...

i pewnie.. tak ma być, tak ma zostać...

w otwarciu.. bez zakończenia

bez ostatniego słowa..

bez kropki



EPILOG

Powinnam czuć wstyd, a nie czuję. Oświeciło mnie..

Sen

Jestem w domu, nazwa leworęczny mi się z nim kojarzy.. dwupiętrowy.

Wynajmuję w nim miejsce do spania. Mam jeszcze inne, poza nim. Jest tam wiele łóżek i osób.

Spałam na parterze. Chcę coś gotować na obiad. Nie chce mi się wychodzić.

Wchodzę na piętro do córki, Pauliny. W pokoju po prawej, siedzą młodzieńcy na łóżku wzdłuż pokoju. Nogi mają oparte o stolik, zastawiają mi przejście do niej. Ona jest na łóżku pod ścianą na wprost.

Idąc do niej ściągam buty, to klapki. Chłopcy automatycznie zdejmują nogi. Proszę aby szła ze mną. Nie chce. Wracam na dół.

I w jakimś nowym mi miejscu odnajduję zeszyt drugiej córki Karoliny (nie mam drugiej córki). To zeszyt ze szkoły. Wyklejony obrazkami. W fioletowym kolorze. Wycinanek jest pełno, na każdej stronie. Są też takie składane, co po rozwarciu stron się otwierają, tworząc przestrzenny obrazek. Jest tam strona zapisana. Tylko, że ona jeszcze nie pisze! jest w wieku przedszkolnym. Paulina komentuje, że to pewnie nauczycielka.

Wracam do parteru, proszę Paulinę aby mi przyniosła z góry buty.. nie chcę tam wracać. Wtedy sobie też przypominam, że pojedynczy klucz, który miałam do tego domu.. oddałam. Czy ten dom jest zawsze otwarty, nie potrzebuję do niego klucza? Paulina potwierdza.

Jarek Bzoma

Pamiętaj, że w relacji matka córka zawsze odtwarzasz również kosmiczną grę pomiędzy Demeter i Persefoną. Czyli pomiędzy Szczeliną 8-12 a jej przejawiającą się materią i świadomością.


Techniczne sprawy mnie pochłonęły. To w nich szukałam odpowiedzi, rozwiązania.

Nie tego szukałam i nie w te stronę spoglądałam!

Tam gdzie dwóch lub trzech w imię moje.. tam będę i ja..


Jest w domu. Nie potrzebuje klucza. Wybudzona, zaprasza mnie. Z automatu drogę ma bez przeszkód. To ja - nie chce – Przyłącza się dopiero, gdy pisze.. dziecko. To niewinne w swej naiwności. Którego nie ma fizycznie a które się staje, gdy przyłączam się do Matki.


Rozumiem teraz swój przymus pisania.

Z tej pozycji widzę, jak znikome to ma znaczenie! I jednocześnie, jak musiałam dać się wchłonąć.. wkręcić, dać ponieść aby stracić kontrolę i móc to wreszcie dostrzec!

Przekonanie (nakładka) – nie stawanie po czyjejś stronie. Działa z pozycji przymusu. Do czasu, gdy ja utrzymuje nad tym kontrolę. Wtedy każde wyjście poza.. na zewnątrz.. skutkuje rykoszetem w materii. Przez odpowiadanie.. chce lub nie chce..

Nie stawanie po czyjejś stronie, jako wyraz Źródła Świadomości. Jest dokładnie tym samym. To spontaniczna, nieukierunkowana realizacja, nie zamierzona. Wymykającą się kontroli ja. Również wtedy, gdy kontrola jej towarzyszy!

Płacić za wszystko.. oddawać. Jako wyraz Źródła.. nie ma ceny, jest bezcenny. Każdy inny, jest wynikiem kontroli i zabezpieczenia się przez ja. To i tak dla Źródła jest bez znaczenia.. wyłącznie ja mu je nadaje!

Lojalność wobec braku (biedy). Ten Źródłowy „brak” jest podstawą. Jest przyczyną i skutkiem, jednocześnie. Brak w tym i nakładek, nie jest więc przymusem kontrolowany.. choć przez przymus może być realizowane! Kiedy to ja stawia opór.

Odmawianie sobie/komuś, jest kontrolą. A Źródło jest „puste”.. czy ja tego będzie pilnowało czy też nie. Jednak aby tego doświadczyć, muszę przestać dawać wiarę nakładkom. Przestać być hipokrytką!

Czuć się dobrze ze sobą.. to kolejna nakładka. Zatrzymać czucie jedno na stałe! To wyłącznie kontrola jakości wyrazu.

To co nazywam przekonaniem, to nakładki z poziomu 8/1 i zstępujące z 8/2. One są doświadczanie w Przejawieniu jako naturalny wybór, decyzja. Jeśli to nieświadomie realizowana kontrola, to role, które odgrywam a nawet całe historie, mity, każda próba przekroczenia ich (postępowanie w inny sposób) skutkuje dyskomfortem. A powrót na drogę, nagrodą. Nawet jeśli obiektywnie, ta droga wygląda na „dobrą”, empatyczną, współczującą, oddaną i co tam jeszcze pozytywnego można do niej dodać. A dyskomfort jest uznany za słuszny. Poprzez pozbycie się obrazu „czarodzieja” otwarła się Przestrzeń do komunikacji z Duszą7. W tym otwarciu dotarła wiedza do poziomu buddycznego, później do Atmana i na końcu do Nicości 8/1.

Jedno jest pewne. Ten cykl poukładał mi w głowie. Uporządkował mnie. Nim zaczęłam pisać, moje wyobrażenia zupełnie nawet w setnej części nie przystawały do tego co JEST. Zetkniecie świadomości Jarka z własną wiedzą, czuciem przyniosło rezultaty. Głównie, nie pasował mi wcześniej termin nieświadomość/podświadomość. Połączenie go z tym, co nazywałam.. przekonaniem, nie przynosiło efektu. Czułam w tym pomieszanie i trudno było jedno od drugiego oddzielić. Dokuczała mi.. niespójność. Nie odczuwam zewnętrznych przyczyn aby uważać, że coś muszę zmienić w sobie. A jednak, czułam ciągły przymus szukania, rozumienia. Nie wiedziałam, że mnie to tutaj przyprowadzi. Nie tego szukałam? A może jednak tego!

Jarek Bzoma

Matka 10 to właśnie Demeter a Persefona to córka i to ona jest matką wszystkich aspektów przejawienia. Ona jest Polem Świadomości (kabaliści określają ją Szechiną) w jakim przejawia się Metatron 8/3. Demeter hipostazuje Persefoną (tworzy przestrzeń do przejawiania się potencji męskich ) na każdym z poziomów. Również na urojeniowo minusowych. Kiedy patrzymy do góry, poziomy istnieją i są transcendentne wobec siebie. Kiedy patrzymy z pozycji Matki 10 wszystko jest jednym , immanentnym. Zatem wszystkie hipostazy , wszystkie fazy Persefon (powroty na Ziemię z Hadesu) są Matką 10. W tym sensie każda kobieta, każdy byt żeński jest Matką 10. Taki jest sens starogreckiego mitu o Demeter i Persefonie.


Jak opisać coś co wymyka się opisowi. Wymyka się nawet własnej uwadze. Nie da się!

Nie da się drugiemu tego pokazać!

Oj, jaka naiwna była w swoich wyobrażeniach..

Dziękuję wszystkim Opiekunom, za cierpliwość i nieustępliwość.

Sny badawcze: wstęp na końcu

Sny i ich interpretacje wg metody Jarosława Bzomy.


« Naiwność cz.3 Aspekty Duszy »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)