Przejd?do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 lutego 2010

Maria Poziomska

Po co nam w życiu kryzysy?
Rzecz o naszym rozwoju i symbolice tarotowej Wieży

Kategoria: Tarot

Czym jest rozwój? Na pewnym etapie mojego życia nastąpił taki moment, że zupełnie zmieniłam swój pogląd na ten temat. Dawniej uważałam, że rozwój to przechodzenie kolejnych szczebli różniących się ilościowo - powiedzmy zbieranie doświadczeń do worka naszego umysłu albo wchodzenie pod górę po równi pochyłej. W pewnym krytycznym momencie zrozumiałam, że to tak nie działa. Nie zbieramy doświadczeń życiowych do wora, który robi się coraz bardziej ciężki i wypchany, lecz do wora, który co jakiś czas drze się i niszczy. Wówczas wyruszamy na poszukiwanie nowego tobołka albo naczynia zdolnego pomieścić nasze mentalne skarby. Innymi słowy przez jakiś czas rozwijamy się liniowo, po czym następuje kryzys i musimy zacząć od nowa, tyle, że na wyższym poziomie. Kryzys zatem pozwala wspiąć się wyżej. Jest rozdarciem się torby mieszczącej nasze poukładane doświadczenia. Jest przepoczwarzeniem się z gąsienicy w motyla. Gdyby tego przepoczwarzenia zabrakło, robal zamiast stać się motylem, stawałby się coraz większym robalem.

Po to właśnie są kryzysy. Dlatego w życiu spotykają nas tarotowe Wieże - sytuacje, kiedy musimy pozwolić, aby coś się rozsypało. Cały czas powinniśmy budować, burzyć i budować lepiej. Jeśli będziemy trzymać się kurczowo tego, co do tej pory zbudowaliśmy (co oczywiście jest możliwe) nigdy nie ruszymy z miejsca. Większość starych bajek zawierających motyw inicjacyjny zaczyna się właśnie od Wieży - bohater zostaje wygnany z domu, umiera jego/jej matka, popada w tarapaty, musi wyruszyć w świat, aby coś zdobyć. Przykre? Na pewno. Ale żadne dobre lekarstwo nie pachnie fiołkami i nie smakuje jak ambrozja. Ten motyw można prześledzić w wielu baśniach Grimmów. Gdyby baśniowa Mądra Wasylisa nie straciła dobrej matki, nie wyruszyłaby w świat i nie poznała tajemniczego, prymitywnego świata Baby Jagi. Wieża Wasylisy rozpadła się i to wywołało ciąg zdarzeń, który pchnął ją do inicjacyjnej podróży. Unikanie kryzysów nie ma sensu. Kryzysy są wpisane w nasze życie i nasze związki. [1] Są kopniakiem do zmian, sygnałem, że schemat w którym żyjemy wyczerpał się. Są szansą na coś nowego i lepszego. Synonimy potocznie rozumianego słowa "rozwój": prosperita, rozkwit, dobra passa wydają się stać w sprzeczności z synonimami słowa "kryzys": niż, impas, problem. Warto jednak wyrwać się poza to "potoczne rozumienie" i dostrzec, że etymologia słowa kryzys wiąże się raczej z punktem zwrotnym i koniecznością podjęcia decyzji (por. www.etymonline.com). Jeszcze inne znaczenie to kryzys jako moment, w którym musimy zadecydować, czy dane działanie ma być kontynuowane, zakończone czy poddane gruntownym zmianom (por. machaut.uchicago.edu/websters)

Ktoś mógłby powiedzieć, że budowanie po to, aby wkrótce burzyć jest bez sensu. Osobę tak myślącą z pewnością ucieszy to, że tak samo myśli większość ludzi. Przeciętny człek trzyma się swojej małej chatki, którą zbudował i ani myśli wyruszyć w świat. Kiedy złapie go solidny kryzys, zamiast zniszczyć starą strukturę i zbudować lepszą, biega jak przerażona mrówka i zbiera resztki swojej wieżyczki, aby poskładać je najszybciej jak się da, kiedy tylko minie wichura. Próbkę postawy anty-kryzysowej prezentuje nam nauczycielka z powieści "Panna Nikt". Pani od biologii w rozmowie z utalentowaną nonkonformistką Kasią przyznaje, że ma dość swojej pracy i męża. "Czemu nie rzucisz tego w cholerę?" - pyta Kasia. "Rzucę męża, dom, pracę i gdzie pójdę? Na ulicę? Uważasz, że znajdę szczęście za pierwszym rogiem?". "Może znalazłaby je za drugim albo trzecim" mówi potem Kasia. Niestety często trzymamy się starych schematów, z których wyrośliśmy jak zza ciasnych gaci, schematów, które nas męczą, a mimo to najbardziej ze wszystkiego obawiamy się stracić to, mamy. Przy takiej postawie stajemy się przerośniętą gąsienicą, która nie może się przepoczwarzyć.

Wieża jest najtrudniejsza do przerobienia, kiedy naszą wiodącą emocją jest przywiązanie. Niestety pojawia się najczęściej właśnie po to, aby nas od niego uwolnić. Gdy nie przywiązujemy się do naszej codzienności, gdy podchodzimy do naszych spraw swobodnie i z otwartością, kryzys nie jest bolesny. Po prostu stanowi "szarpnięcie", które przesuwa nas na wyższy tor. Gdy jednak mamy zburzyć system, do którego jesteśmy przywiązani - wtedy jest albo płacz i zgrzytanie zębów albo w ogóle nic nie ma, bo (co jest najgorszą opcją) unikamy kryzysu i za nic nie chcemy zmienić swojego życia. Co bardzo ważne, to, że jesteśmy do czegoś przywiązani, wcale nie znaczy, że to lubimy i kochamy. Nauczycielka z "Panny Nikt" nie znosiła pracy, męża i swojego domu, a mimo to była do nich przywiązana. Każdy z nas spotyka codziennie wiele takich "nauczycielek". Wokół jest pełno ludzi, którzy bez przerwy narzekają i marzą o lepszym życiu, ale kiedy ich ziemia się trzęsie i jest okazja coś zmienić, tylko nieliczni z niej skorzystają. W Tarocie Wieża następuje po karcie Diabeł. Diabeł symbolizuje także przywiązanie i uwiązanie. Dlatego w ciągu rozwoju naturalne jest, że gdy zdominuje nas Diabeł, trzeba będzie zmierzyć się z Wieżą i pozwolić jej się rozpaść. Jeśli tego nie zrobimy, nie ruszymy dalej. W komentarzu do kart Osho Zen Tarot karta Wieża (nazwana w tej talii "Thunderbolt" - piorun, grom z jasnego nieba) interpretowana jest jako silny kopniak od życia, który pozwala zrobić bardzo duży krok na przód w rozwoju. Autorzy podkreślają, że z płonącej wieży nie wyskakuje się z własnej woli, ale niejako jest się do tego zmuszonym. Ważne jest aby nie chwytać się niczego na siłę, tylko obserwować cały proces z takiej perspektywy, jakby przytrafił się obcej osobie. Wówczas uniknie się poczucia przywiązania do tego, co ulega rozpadowi. "Powiedz "tak" temu procesowi i wyjdź mu naprzeciw (...) Po pożarze ziemia jest wzbogacona, powietrze po burzy jest czyste."[2]

Skoro już mowa o Tarocie pozwolę sobie przytoczyć cytat z książeczki wizjonerki Mayron dołączonej do jej Tarota Aniołów. Komentarz do anielskiego odpowiednika karty Wieża brzmi następująco: "Z wygodnictwa zapewne wkładamy siebie i innych do szufladek z odpowiednimi napisami. Mamy ustalony scenariusz życia, posługujący się konkretnym wzorcem, tyko po to, by istniało wrażenie, że panujemy nad sytuacja. Codziennie zakładamy na siebie odpowiednią postawę życiową. No cóż, któregoś dnia wiatr zrywa zasłony wybrańcom, by ujrzeli swą prawdziwość w tafli życia. Taki moment czyni z nas twórców, tylko dlatego, że stary plan zawiódł. Powodzenia"[3]

Dla prokryzysowej medytacji załączam kolaż kilku Wież z bardzo różnych Tarotów. Uranawu Asobu - niezwykły "dziecinny" Tarot o bardzo ciekawej symbolice, do którego będę jeszcze na pewno wracać, przedstawia wieżyczkę z klocków, która zaraz rozsypie się, ponieważ jeden jej element został potrącony przez pieska. Piesek oznacza tu nieświadomy "wyzwalacz". Kryzys rzadko wywołany jest świadomie. Przeważnie uruchamia go nasze "niższe ja" dając nam znak, że pora coś zmienić. U podnóża dziecinnej wieżyczki widnieje pudełko z klockami. Czyżby znak, że wkrótce zaczniemy budować od nowa? Wieża na talii Vice Versa Tarot - wersji talii Waite'a/Smith, której sceny ukazano od tyłu - jest dość klasyczna. W jej oknach wyraźnie zaznaczony jest ogień. Ogień to symbol destrukcji i przemiany[4]. Oznacza także gwałtowność zmian. Bardzo często wiąże się z naszym "kryzysowym" rozwojem. Chociażby w formie palenia starych listów, mebli i notatek jako symbolicznego zerwania z czymś starym, aby zrobić miejsce dla nowych doświadczeń. W przypadku rozwoju nie-kryzysowego, liniowego, starocie są gromadzone i upychane po kątach. W takim rozwoju unika się palenia i niszczenia, zastępując je przywiązaniem do zawartości swojej Wieży i chronienia jej przed ruiną. Na karcie z talii "Decamerone Tarot" wieża nie rozpadła się, stoi prosto, a jakże. Jest jednak prawdziwą ruderą i żywym trupem. W parze na obrazku nie widać już ani krzty namiętności czy radości z przebywania razem. Jest tylko obojętność i nie wymagający zaangażowania substytut zbliżenia. W talii Rene Riviere'a Wieża - mężczyzna rozpada się od szczytu, od głowy (w zasadzie tak jak większość Wież). Dlaczego właśnie tak? Dlaczego to, co najwyżej (dosłownie i w przenośni) jest najbardziej narażone na uderzenie "pioruna"? Jest to temat do przemyśleń, który pozostawiam Czytelnikowi.


Maria Borkowska

kryzysowa_wieza_01.jpg

przypisy

[1] Teza o kryzysie jako normalnym etapie rozwoju znana jest w psychologii i psychoterapii co najmniej od czasów Kazimierza Dąbrowskiego.

[2] Osho Zen Tarot, praca zbiorowa, Wydawnictwo KOS, Katowice 2003, s. 30.

[3] Mayron, Tarot Aniołów. Podążaj za własną gwiazdą, Akademia Świadomości Vedrus, Gdynia 2008, s XVI.

[4] Por. W. Kopaliński, Słownik Symboli, Wiedza Powszechna, Warszawa 1991, s. 267.


komentarze

[foto]

1. Tak, • autor: Mar Canela2013-12-07 16:25:44

też dokładnie tak właśnie widzę kryzysy.

Mayron pisze też: "(...)tylko roztrzaskany pojazd wyobrażonej nadziei i wiary jest jak kieliszki nowożeńców na szczęście."

To, co najwyżej, nasz osobisty szczyt - włożyliśmy wiele wysiłku, aby się tam znaleźć. A utrata tego, co cenne, najbardziej boli, ale to właśnie często tam przychodzi uderzenie. I będzie przychodzić wiele razy, aż nauczymy się odpuszczać, nie przywiązywać się. To prosta droga do wolności. Ale niełatwa...

Mam wielką słabość do tej karty, odkąd pamiętam - jest jedną z moich ulubionych,
podobnie jak i zamiłowanie do zmian, przeskoków i rewolucji w moim życiu.
Ależ się potem oddycha!  :)

Bardzo budujący tekst. 

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace


x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)