Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

01 maja 2016

Agnieszka Damroka Wielgopolan

z cyklu: Damroka (odcinków: 5)

Napisano

Kategoria: Słowiańska twórczość
Tematy/tagi: poezja

« Od początku W baśni-niebaśni »

Napisano już tyle. Wszystko, o czym człowiek wie – od księżyców po ziarna piasku, czego doświadcza – od uczuć pięknych po destrukcyjne. I chyba wciąż mało człowiekowi mówienia i pisania o tym, co przecież każdemu wiadomo. Dlaczego więc kolejny raz i kolejny pragnie się przekazywać to, co przecież już wypowiedziano wieki temu a ostatnio jeszcze wczoraj? To pokazuje jak bardzo potrzeba drugiego człowieka. Tak, jakby własne przekonanie o swojej wartości było pewne dopiero, gdy zostanie wypowiedziane przez autora, a następnie potwierdzone przez obce oczy i usta. I jeśli owo potwierdzenie nie do końca będzie takie, jakiego by się spodziewać (czasem ktoś zaprzeczy), to nic – ryzyko istnieje i w tej sferze człowieczeństwa. I choć znana jest mądrość o przewadze milczenia nad mową, niewielu milczy. Człowiek nie chce przysłowiowego złota, które sprawi, że stanie się on samotnym w swoim bogactwie nemo. Lepsze srebro pobrzękujące tym samym dźwiękiem w tysiącach innych mieszków dokoła. Lecz odkąd istnieje człowiek, nie jesteśmy sami w swych tęsknotach. Chyba dlatego piszę.

Miało być o słowiańskiej twórczości i pewnie będzie; trudno ustalić sztywne cezury choćby w literaturze, a co dopiero w sobie samym. „Taraka” sprzyja nieokreślonemu, tu granice nie są tak oczywiste, jak w świecie określonym odtąd – dotąd, wymierzonym wzdłuż i wszerz, policzalnym. A choć redaktor wyjaśnia, iż jest to magazyn rozwojowy, to nie przeszkadza to twierdzeniu, iż rozwój czasem oznacza krok w tył. Taki milowy krok, na przykład w rzeczoną Słowiańszczyznę. To chyba dobrze, że nadchodzi taki czas, kiedy każdy sam w końcu zaczyna stawiać własne kroki i zmierzać dokąd pragnie. To prawda, że dróg jest wiele. Ta moja biegnie wśród pagórków leśnych, łąk zielonych nie nad Niemnem wcale, lecz tu – o, całkiem blisko. Lecz wiedząc, iż nasze biografie nie interesują nikogo prócz naszych biografów, nie chcę pisać w taki sposób – biograficzny. Chcę, by były w tym słowa mojej ziemi, tej najbliższej i w wymiarze fizycznym, i duchowym. Wiem już, że ziemia potrafi przekazać wiele. I wcale nie jest trudno ją zrozumieć – w końcu przebywa w tych samych granicach politycznych co i my, ma tę samą historię, którą i my mamy, słyszy ten sam język, który rozbrzmiewa wokół, jak więc mogłaby nie umieć przekazać tego, co czuje? I podobnie jak człowiek potrzebujący drugiego człowieka po to, by zostać wysłuchanym i nie czuć się samotnym, ona również go potrzebuje. Niebo, woda, wiatr, drzewa, głazy, ptaki… one już rozumieją. Pozostał człowiek. I przypomina mi się to, co dawno temu powiedział Ryōkan, bynajmniej nie Słowianin, lecz to nic; ziemię, która go zrodziła rozumiał doskonale. Tu pisał o sobie, ale może i ziemia mogłaby pisać takie poematy?

Czasem siedzę spokojnie
słuchając dźwięku spadających liści.
Zaiste spokojne jest życie mnicha,
odciętego od wszelkich światowych spraw.
Dlaczego zatem ronię te łzy?

I ten:

Gdyby gdzieś
na tym świecie był
ktoś z podobnym umysłem
moglibyśmy spędzić noc
rozmawiając w mojej małej chatce!

Bo dlaczegóż by ziemi nie wolno było płakać czy marzyć o rozmowie wśród nocy?

Wracając do chęci pisania – zdarzyć się może, że prócz słów słyszanych, od ziemi najbliższej (co już przerażać może) znajdą się i takie o snach, i snach-nie snach, i o snach na jawie, o lotach bezcielesnych i dziwnych spotkaniach i jeszcze wielu innych sprawach, które to dopiero niosą ryzyko posądzenia o brak zmysłów. Dziś nie do końca rozumiejąc istotę rzeczy, które doświadczają na szczęście nie tylko mnie, bezpiecznie jest nazywać je natchnieniem. Zawsze wówczas można się posiłkować takimi autorytetami, jak na przykład prerafaelici. O mistykach lepiej nie wspominać, bo być mistykiem wypada jedynie uznanym przez wielkie religie świętym, bądź pacjentom przybytków wiecznej szczęśliwości, jak zwykł je zwać któryś z młodopolskich artystów. Tak więc prócz potrzeby pisania nie tylko do szuflady jest i ta, by wyjść poza nią, lecz po co? „Żeby ludzie... żeby ludzie myślący podobnie do mnie nie czuli się osamotnieni”, jak rzekł był Kondratiuk w jednym ze swych magicznych przesłań.


Ślę pozdrowienia, a jeśli i tym razem znajdzie się ktoś, kto zechce skorygować tekst, szczególnie nieszczęsne akapity, których tu nie mogę zrozumieć, będę wdzięczna. Serdeczności!

Korekta przez: Radek Ziemic (2016-05-01)



« Od początku W baśni-niebaśni »

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)