Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

27 maja 2018

Andrzej Gąsiorowski

Nas już nie ma

Oryginalnie opublikowane jako „Nas już nie ma” w blogu „Dlaczego ludzie wycinają drzewa” 26 maja 2018. Jaja i pisklęta ptaków gniazdujących nad Wisłą w dół od Włocławka wkrótce potem zostały zalane, lęgi zabite.
W Tarace za uprzejmą zgodą Autora.


Myślę, że czasy faszyzmu od czasów normalnego życia różnią się tym, że w dobrych czasach wzrusza nas płacz kobiety wystawionej na próbę przez aparat państwowy, a w faszyzmie nie tylko nie wzrusza los niepełnosprawnych, ale objawia się wyparta niechęć do tejże, ostatecznie nieco arbitralnie wyodrębnionej, grupy. Zresztą internetowe „komentarze” wobec niepełnosprawnych nie są zwykłą niechęcią, są zwykłą nienawiścią. Nienawiścią, która od czasu do czas przejmuje kontrolę nad wszystkim.

Stali czytelnicy bloga doskonale się orientują, iż moim hobby jest opisywanie świata schyłku, z jakim mamy obecnie do czynienia za oknem. Ostatnio było o tym niezbyt dużo, więc warto przypomnieć, że to wszystko, co wokół nas jeszcze istnieje, za chwilę zniknie, a my wraz z tym czymś i będzie to w pełni zasłużone zniknięcie. Piszę o tym nie tylko dlatego, że zawsze o tym piszę, ale również dlatego, że choć danych na to wskazujących jest coraz więcej, to jednak ludzie mocno się trzymają i radośnie kwestionują oczywistości.

Wieści płynące ze świata wskazują, że limit wzrostu globalnej temperatury do 1,5°C, który zakłada Paryski Szczyt Klimatyczny jest… no właśnie, nie bardzo wiadomo, jakim słowem się w tym miejscu posłużyć. Najogólniej mówiąc, jest bzdurą. Nie dalej jak wczoraj zapoznałem się z przygotowaną przez chińskich naukowców w osobach Xiaoxin Wanga, Dabanga Jianga oraz Xianmei Langa analizą opublikowaną na łamach „Postępów Klimatologii” („Advances in Atmospheric Sciences”) pod lakonicznym tytułem „Wzrost temperatury o 4°C w stosunku do ery przedprzemysłowej”. Jak tytuł wskazuje, zapomnijmy o 1,5°C. Badacze twierdzą, że 4°C osiągniemy do roku 2084, a to – zdaje się – oznacza – że zostało nam jakieś trzydzieści lat względnego życia (moim zdaniem to optymistyczna wartość), a potem zacznie się… Zapewne wielu uzna to za zbędny patos, ale wydaje się, że potem zacznie się apokalipsa. Z wynikami analizy można się zapoznać TUTAJ.

Z kolei badanie zamieszczone 21 maja 2018 na łamach „Proceedings of the National Academy of Sciences” wskazuje, iż „gatunkiem wywierającym największy wpływ na biosferę jest Homo sapiens. Miarą tej „supremacji” jest eksterminacja przyrody. Chociaż licząca 7,6 miliarda osobników ludzkość stanowi zaledwie 0,01% wszystkich żywych organizmów, to od zarania cywilizacji zdołała zgładzić 83% dzikich ssaków i 50% roślin”. Po szczegóły odsyłam do Bloga Exignoranta: Badanie: Człowiek cywilizowany zgładził 83% dzikich ssaków i 50% roślin Ziemi.

Te fakty i dane są przedstawiane tak często i są jednocześnie tak powtarzalne, że nie sposób przyjąć konstatacji, że są całkowicie prawdziwie i dobrze opisują rzeczywistość. Ale – jak wiadomo – ludzi interesuje w zasadzie wszystko, tylko nie rzeczywistość i całkiem na serio zadają sobie pytania, kto zyska, a kto straci na globalnym ociepleniu, czy gatunki zdążą wyewoluować (w ciągu 60 lat) do temperatury większej o 4°C, całkiem na serio wierzą, że uratuje nas goeinżynieria, że spalanie biomasy to „odnawialne źródło energii”. Podobnie jak całkiem na serio nadal rywalizują ze światem ożywionym, radując się z każdego wyciętego drzewa. Nie można nie wspomnieć, że żywią również głębokie przekonanie, że można dokonać transformacji energetycznej bez użycia energii jądrowej.

W polityce odrzucenie rzeczywistości, jako istotnego składnika życia, przejawia się co do zasady, w słabnących i coraz bardziej niepewnych protestach wobec władzy, którą określa się dziś mianem autorytarnej, choć (w mojej ocenie) władze krajów, które odeszły od demokracji i rządów prawa (przy dużej dbałości o zachowanie ich sztafażu) są władzami totalitarnymi. Od tradycyjnego totalitaryzmu różni je to, że nie muszą stosować przemocy (choć czynią to czasami w atawistycznej euforii nad którą nie do końca mogą zapanować). Totalitaryzm jej dzisiaj nie wymaga. Jak ktoś tam słusznie zauważył, neoliberalizm nie posługuje się przemocą, a rozbudowanymi mechanizmami uwodzenia swoich „uczestników”. I choć stosuję ten termin mocno umownie, to z pewnością wiadomo, o co chodzi. Tak czy siak rewolucja nie jest możliwa! W tym zakresie wypada odesłać czytelnika do zwięzłego tekstu Byung-Chul Hana Why revolution is no longer possible.

Kilka dni temu w rozmowie z Krystyną Romanowską na łamach gazety „Wyborczej” dość oględnie starałem się powiedzieć, że rolą niepełnosprawnych w społeczeństwie jest „byciem obiektem interpasywnego cierpienia”, ale już wtedy wiedziałem, że nie wyczerpuje to tematu, bo ostatecznie po fazie cierpienia następuje faza nienawiści. Cierpienie za pośrednictwem niepełnosprawnych maskuje nienawiści wobec tychże niepełnosprawnych i ich matek (internetowe „komentarze” nie pozostawiają złudzeń, że niepełnosprawni to „warzywa”, których trzeba się pozbyć w każdy możliwy sposób, włącznie z uruchomieniem obozów zagłady, których uruchomienia część rodaków domaga się co najmniej raz na rok, twierdząc jednocześnie, że są to obozy „niemieckie”.

Wielki powrót wypartego, stanowiący właściwie warunek wystarczający zaistnienia faszyzmu, nie wynika oczywiście z „mowy nienawiści”, bo „mowa nienawiści” to zwykła ludzka mowa, którą ludzie muszą mówić co jakiś czas, szczególnie wtedy, kiedy zdają sobie sprawę, że mimo starań nie unikną śmieci. Takiej samej, jak ta, którą zadają codziennie milionom zwierząt, znaczną część z nich zabijając w sposób świadomie okrutny, z odpowiednią dozą perwersji.

Dlaczego o tym piszę? Ano dlatego, że żywię głębokie przekonanie, że brak społecznego masowego poparcia dla protestu niepełnosprawnych w Sejmie (brak tego poparcia jest widoczny również pośród osób niepełnosprawnych (sic!) w dość oczywisty sposób łączy się z coraz bardziej obecną świadomością końca możliwości, opisywaną między innymi w przywołanych przeze mnie na wstępie analizach. Faszyzm rodzi się zawsze w świecie końca możliwości, ale o ile przed II wojną światową był to koniec jedynie wyobrażony, to teraz – wobec na wskroś realnej klimatycznej i geologicznej zagłady – będzie tym bardziej intensywny. Na marginesie warto zaznaczyć, że chodzi tu o możliwości zarówno faktyczne (dalsze przerabianie Ziemi i jej mieszkańców na produkty i ludzi), jak i wyobrażeniowe (niekończące się budowanie wobec innych zbiorowej godności).

Ale piszę również dlatego, że w ubiegłym tygodniu, w związku z Europejskim Dniem Wymiaru Sprawiedliwości, sporo rozmawialiśmy w gronie doświadczonych praktyków o możliwości ratowania w Polsce demokratycznego państwa prawa i w zasadzie zgodziliśmy się, że takiej możliwości już nie ma. Nawet jeśli Gaja (jak obrazowo powiedział mój przyjaciel) nie wywróci stolika, to odbudowanie państwa prawa (w jakiejkolwiek formie), będzie możliwe być może jedynie w ramach jakiejś nowej umowy społecznej. Historia nauczyła nas już, że taką umowę poprzedza zawsze przemoc. Mniejsza lub większa. Jaka będzie przemoc czasów szalejącego antropocenu, to można próbować sobie wyobrazić.

Podczas gdy obok nas dzieją się te wszystkie okropności, kiedy przesypuje się piasek klimatycznej klepsydry, opozycja pogrąża się w entropii. Rozpadają sojusze, które nie zdążyły się jeszcze zawiązać. Sytuacja jest beznadziejna, ale to samo w sobie nie oznacza, że musimy się zachowywać w sposób beznadziejny. Mimo to zachowujemy się. Bezładni, ćwierćintelektualni neoliberałowie, rozfantazjowani, roztrzęsieni, histeryczni, nienauczeni życia przedstawiciele młodej lewicy, narcystyczni macho lewicy starej, wszyscy niezdolni do stworzenia jakiejkolwiek idei, choćby to była jedynie idea skoku na kasę i stołki. Politycy którzy nie są zainteresowani jakąkolwiek rozmową z obrońcami rozpadającego się świata prawa, demokracji, praw człowieka i obywatela, i wreszcie przyrody. Oto ludzie, którzy mają nas wieść do zwycięstwa z szalejącym wypartym.

Tymczasem w czasie kosmicznym nas już nie ma. Zginiemy wraz ze wzrostem temperatury o 2°C i nie pomogą tu żadne innowacje i wynalazki. Nie ma demokratów, liberałów, obrońców prawa i przyrody. Żadna ewolucja, ani ta, która sprawi że ryby będą chciały żyć w pozbawionym tlenu oceanie cieplejszym o 4°C (w ciągu 60 lat), ani ta, która przywróci prawo i demokrację, nie nastąpi. Jeśli można się w tym wszystkim doszukiwać jakiejś pociechy, to może takiej, że Gaja potraktuje wszystkich po równo – obrońcy drzew i rozpasani wolą suwerena polityczni zwycięzcy czasów schyłku skończą tak samo.

Mimo dramatycznych próśb i działań aktywistów, dziś w nocy nastąpi zrzut wody na zaporze we Włocławku, który zabije chronione gatunki ptaków. Pisklęta utoną, a jaja zmyje fala. Zrzut nastąpi aby „spławić barkę transportującą fragment statku zbudowany w Stoczni Rzecznej w Płocku „Centromost” i dwa pchacze”.

Ani nas, ani ich, ani tych ptaków już nie ma.



komentarze

1. No wiesz,lubię przyrodę,... • autor: Jerzy Pomianowski2018-05-27 20:51:17

No wiesz,lubię przyrodę, i wnerwia mnie np obyczaj golenia zieleni w mieście do samej ziemi. Nie mniej jest na świecie masa krajów, nawet w Europie, gdzie średnia temperatura jest wyższa niż w Polsce, o te straszne dwa stopnie, i jakoś sobie tam żyją nieźle.

"brak tego poparcia jest widoczny również pośród osób niepełnosprawnych". Nic dziwnego, protestuje elita finansowa matek osób niesprawnych. Biedota męcząca się z drętwym dziadkiem nic z tego, co sobie wywalczą te energiczne panie nie dostanie.

2. A mi się marzy taki scenariusz... • autor: JSC2018-05-27 22:05:33

po wyborach ani PIS ani tzw. totalniacy nie osiągają większości rządowej, a Kukiz nie ma zdolności koalicyjnej.

3. co począć? • autor: Jerzy Pomianowski2018-05-27 22:33:40

Czyli rządy komisarza unijnego?

4. W kwestii rezimu to mi się marzy • autor: JSC2018-05-27 22:38:31

Polska Rzeczpospolita Referendalna.

5. nieco szerzej • autor: Michał Dawidowicz2018-05-27 23:00:51

A mnie się nasuwa szersza myśl: po co w takim razie tu jestem? Żeby walczyć o to, ile razy się do kogoś dziś uśmiechnę, ile światła ze mnie do ludzi wyjdzie i do świata popłynie. Ja nie muszę mieć. Nie muszę żyć. Obawaim się umierania w cierpieniu, ale i tak to akceptuję jak ma nadejść. Po co się ścigać, wyzyskiwać, bogacić - nie mam tego. Szkoda mi ludzi, którzy szaleją opętani rozkazami ego. Znam to, porzuciłem to.


Życie to przygotowanie do przejścia w inny stan istnienia - jak śpiewa jeden z muzyków po przejściach :)

6. Bardzo dobry wpis • autor: Jarosław Koziński2018-05-28 01:51:51

To mój pierwszy tutaj komentarz, Taraka mi towarzyszy głównie od strony astrologicznej, od 2005 roku. A komentowany artykuł jest bardzo mądry.

7. Bardzo dobry artykuł • autor: And21022018-05-28 20:38:59

Pański tekst jest  (niestety) bardzo prawdziwy. Od pewnego czasu zaczynam wątpić w możliwości świadomego wpływania całości ludzkości na jej własne losy. To co się  dzieje to raczej wynik sumy wszystkich "egoizmów" niż zbiorowa wola. I chyba w przypadku takich skutków zadziała naturalny ,ale i bezwzględny mechanim "uświadamiający" czyli skierowanie skutków działań do ich twórców. Takie karmiczne  sprzężenie zwrotne.  Zapewne większość go nie przeżyje ,ale  by prcoces destrukcji wyhamować potrzeba wyeliminować naprawdę sporo jego "dwunożnych" przyczyn.  Reszta jaka przetrwa, newet jeśli nadal będzie głupia, już tak nie zaszkodzi - kwestia ograniczenia ilości szkodników. Kto wie, może dla zrównoważonego rozwoju człowieka wystarczy nam poziom technologi z 18 wieku. Styl Steam punkowy ma swój urok.

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

.RN
x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)