Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 marca 2008

Wojciech Jóźwiak

Nasi wewnętrzni mieszkańcy, albo: Opowieści hodowlane
Sześć punktów wyobrażenia 'wewnętrznego człowieka'

Kategoria: Pytania i granice

Istnieje grupa wyobrażeń, gdzie "wewnątrz" człowieka istnieje pewna inna istota, odmienna od niego takiego jakim widzi on (lub ona) siebie samego i jakim widzą go (lub nią) inni ludzie. Zatem ta wewnętrzna istota pozostaje jakoś ukryta, a jej byt jest niejawny; bo gdyby był jawny, to nie byłoby powodu, aby ją wyodrębniać od "człowieka zewnętrznego", czyli zwykłego.

Nie sięgając do wyobrażeń archaicznych, takich jak rozmaite "dusze zewnętrzne" czy "geniusze" czy "zwierzęta mocy" o których zresztą dowiadujemy się chyba tylko poprzez akademickie rekonstrukcje, pierwsze dobrze określone takie wyobrażenie znajdujemy w chrześcijaństwie, gdzie wewnątrz człowieka mieszka jego dusza, która jest czymś przecież od niego, realnie-cielesnego odmiennym, bo (jak się wierzy) nie ma ciała i psucie się ciała jej nie dotyczy, i inaczej niż człowiek zewnętrzny jest nieśmiertelna.

Podobne wyobrażenie istniało w różnych odmianach gnostycyzmu, z tą różnicą, że tam ludzkie ciało i "ten" materialny świat uważano za miejsce skrajnie dla duszy niekorzystne i jej wrogie, a boscy przewodnicy, którzy mieliby ją z tego miejsca upadku, zesłania i wrzucenia wyprowadzić, byli znacznie bardziej niedostępni i dalecy niż zbawiciel chrześcijański. (Wg gnostyków bóg bezpośrednio zawiadujący światem empirycznym miał być "złym" bogiem; inaczej patrząc, w "tym" świecie Szatan był rzeczywistym jego władcą, a nie tylko jego pokątnym psucicielem, jak w chrześcijaństwie, aczkolwiek i w tym ostatnim silny bywał nurt dający Złemu jako "Księciu Tego Świata" większą władzę.)

Należy dobrze przyjrzeć się obu tym wyobrażeniom, gdyż zawierają one coś, co będzie powtarzać się w następnych koncepcjach: raz, że "wewnątrz" empirycznego człowieka "żyje" jeszcze coś, dwa, że zwykły empiryczny świat dla tej wewnętrznej istoty jest miejscem niewłaściwym, z jakichś powodów jej niesprzyjającym lub wręcz wrogim.

Przyglądając się chrześcijańskiemu wyobrażeniu zauważymy trzeci wątek, mianowicie, że owa wewnętrzna istota wymaga specjalnego traktowania, szczególnej hodowli, której nie domyślonoby się, gdyby mieć na względzie tylko człowieka empirycznego czyli "zewnętrznego". Słowo "hodowla" przychodzi na myśl nie przypadkiem, ponieważ w chrześcijaństwie już od jego początków - od Ewangelii wg Jana, 21.15 - użyta jest metafora owiec i pasterza: "Paś owce moje".

Zarazem jest tu wątek czwarty: okazuje się, że dbanie o tę wewnętrzną istotę, jej "hodowanie" wymaga szczególnych specjalistów, którzy się nią zajmą - sam zwykły człowiek zewnętrzny nie jest do tego zdolny...

- Jak i jest wątek piąty: że wewnętrzny mieszkaniec człowieka jest istotą w pewien sposób ułomną, "niższą" - co w różnych szczegółowych koncepcjach bywa rozmaicie eksplikowane. W Ewangelii Janowej idea ta była przedstawiona wprost, przez metaforę zwierzęcia, w dodatku znanego z potulności, stadności, słabości własnego "ja" i bezradności w razie braku pasterskiej opieki - jakim postrzegana była i jest owca. Stąd kapłanów nazwano pasterzami dusz - duszpasterzami; tak jest po polsku i po niemiecku, odpowiednika angielskiego nie ma, a jak jest w starszych i oryginalniejszych językach, nie wiem.

Mamy oto kolejne punkty wyobrażenia "wewnętrznego człowieka":

  • (1) wewnątrz człowieka "empirycznego" przebywa istota "wewnętrzna";
  • (2) dla której świat "ten" - realnie istniejący - jest miejscem niedobrym, niedostosowanym do jej potrzeb i zagrażającym lub wręcz wrogim;
  • (3) ta wewnętrzna istota wymaga specjalnego traktowania, specjalnego obchodzenia się z nią;
  • (4) do którego potrzebni są szczególni specjaliści mający odpowiednią wiedzę i sprawności (gdyż sam człowiek empiryczny o swoją wewnętrzną istotę nie zadba właściwie);
  • (5) ta wewnętrzna istota jest w jakiś sposób ułomna, "niższa", delikatna itd., czego można się domyślić wiedząc, że wymaga specjalnej troski.

Dodam punkt...

  • (6) zaniedbanie wewnętrznej istoty mści się: skutkuje jakimś nieszczęściem, którego ze wszystkich sił człowiek powinien uniknąć.

Zwykle jest tak, że istniejące i doświadczone realne nieszczęścia, niepowodzenia, niedogodności są tłumaczone zaniedbaniem i niewłaściwym traktowaniem tej wewnętrznej istoty.


Jak wspomniałem na początku, ten program jest punkt po punkcie zawarty i realizowany w chrześcijaństwie; także w doktrynach gnostyckich. (Ale nie zna wyobrażenia o tej strukturze - buddyzm!)

Wyobrażenie to mamy w psychoanalizie, i to w obu jej głównych wariantach, u Freuda i u Junga. Wewnętrzna istota to podświadomość lub nieświadomość, która u Freuda jest czymś raczej zagrażającym, "dzikim", kapryśnym i wymagającym oswojenia; u Junga raczej czymś twórczym i inspirującym, źródłem psychicznej energii i żywotności, choć przy nierozważnym obchodzeniu się kłopotliwym i niszczącym. W psychoanalizie zwłaszcza podkreślane są punkty szósty: bezmiar nieszczęść - neuroz lub nawet psychoz - wynikających skutkiem niewłaściwego obchodzenia się z podświadomością; oraz czwarty: konieczność wezwania na pomoc specjalistów psychoanalityków, gdyż wobec "uszkodzeń" podświadomości człowiek-gospodarz tejże podświadomości pozostaje bez reszty bezradny.

W powyższy (6-punktowy) schemat doskonale wpisuje się koncepcja Wewnętrznego Dziecka, przez autorów angielskiej Wikipedii zaliczona do "psychologii popularnej".


Schemat "naszego wewnętrznego mieszkańca" jest atrakcyjny. Wydaje się mieć znaczną siłę wyjaśniającą, która zresztą sprawdziła się w psychoanalizie i zapewne była ważnym źródłem jej sukcesów. Także popularność figury wewnętrznego dziecka dowodzi wyjaśniającej siły tego schematu. Czy jednak wyjaśniająca siła i idąca za nią atrakcyjność i popularność nie są złudne i zwodliwe? - Jak zresztą bywa ze wszystkim co za bardzo popularne? Bo być może jest to jedno z łatwych i zbyt łatwych objaśnień.

Spisałem to wyobrażenie "naszego wewnętrznego mieszkańca", gdyż złapałem się na tym, że zaczynam się nim posługiwać w przynajmniej dwóch ważnych dla mnie miejscach.

Pierwszy pomysł był taki, żeby religię, religijność, życie i potrzeby religijne, a więc to, że czci się bóstwa i bierze udzial w ceremoniach, objaśnić obecnością "wewnętrznego człowieka religijnego", "naszego wewnętrznego homo religiosus", który byłby istotą zorientowaną na przewyższające go siły, z którymi pozostawałby w stosunkach oddania i poddaństwa, lęku i świętej grozy, poczucia winy i wynikającej z tego potrzeby samoponiżenia, szukający zarazem zbawienia i ukojenia, jak i ukarania i pod nieobecność bóstw sam sobie samozłośliwie te kary wymierzający w postaci choćby chorób, neuroz i depresji. Ten "wewnętrzny bogobojny" to wynalazek wcale nienowy i pewnie w całości dałoby się ten pomysł wyczytać u Junga. Koncepcja ta ma ciekawe konsekwencje: bo gdyby okazało się, że "człowiek empiryczny", ten zewnętrzny czyli świadomy, nie radzi sobie z wyczynami swojego bogobojnego wewnętrznego mieszkańca, to zapewne należałoby dla zdrowia, dla gołej higieny - psychicznej a może i somatycznej - zafundować sobie wyznawanie jakiejś odpowiedniej religii. Przepisanej przez psychoanalityka na receptę... I co z tego? - Przecież pionierzy psychoanalizy przepisywali swoim pacjentom seks. Może być tak, że tam gdzie gra idzie o własne zdrowie, powinniśmy porzucić troszczenie się o autentyczność... Inną konsekwencją byłoby rozpoznanie pewnych religijnych lub "duchowych" problemów jako dolegliwości raczej wymagających fachowej psychoterapeutycznej pomocy. Takie idee chodziły po głowie Alheana (zob. w Tarace "Pieczęć czyli jak ukraść człowiekowi duszę"), a w innym stylu pojawiają się u Jana Witolda Suligi (zob. Centrum Terapii Uzależnień Duchowych).


Drugi pomysł zastosowałem streszczając własną książkę "Nowy szamanizm" (zob. www.taraka.pl/_nowy-szamanizm.htm). Napisałem tam tak:

"Człowiek pierwotny - którym jako gatunek byliśmy przez przynajmniej milion lat, ów zanurzony w swym ekosystemie zbieracz i łowca, obywatel małych lecz hierarchicznych społeczności przywiązanych do swoich terytoriów, ów magicznie widzący świat miłośnik mamutów, nie zaginął - bo żyje w nas, mieszkańcach nowoczesnego świata, żyje wraz ze swoimi genami, nawykami, skłonnościami, emocjami i uzdolnieniami. Wymaga troski lecz w zamian gotów jest być źródłem mocy, źródłem naszej wewnętrznej siły."

Pomysł "naszego wewnętrznego człowieka pierwotnego", gdy mu się dobrze przyjrzeć, zawiera wszystkie punkty programu "wewnętrznego mieszkańca". W tamtej notce w opisie książki była to jeszcze nie więcej niż literacka figura. Przypomniałem ją i przeczytałem podczas niedawnego spotkania w Klubie Gnosis 4 marca (2008). I na bieżąco obserwowałem, jak oto z butelki został wypuszczony okazały dżin a raczej mem. Pojęcie to zaczęło żyć własnym życiem, a ja okazywałem się działać jako jego gorliwy głosiciel. Mówiłem o hodowli tego wewnętrznego człowieka pierwotnego, mówiłem, że nowy szamanizm jest taką hodowlą lub uprawą (kulturą?); mówiłem, że neo-szaman to ktoś, kto zajmuje się opieką nad wewnętrznym pierwotnym człowiekiem, własnym - a dalej innych ludzi. Gdyby słuchacze byli bardziej chętnie-wierni i gdyby o godzinie dwudziestej nie włączył im się wdrukowany wewnętrzny przymus jak najszybszego pójścia do domu, to kto wie, czy nie powstałaby wtedy nowa ideologia, której tak chciałem uniknąć, obmyślając "Twardą Ścieżkę". Teraz myślę, co z tego, co na tamtym spotkaniu mówiłem, powinienem szybko odwołać...


Wojciech Jóźwiak

6 marca 2008




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)