Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

08 stycznia 2014

Katarzyna Urbanowicz

z cyklu: Prababcia ezoteryczna (odcinków: 94)

Nawiedzone uduchowione adeptki

Kategoria: Twórczość

Czy ironia ma jeszcze sens? »

Wstęp (zakończenie)

          Zastanowiwszy się bliżej stwierdziłam, że miano babci, które sobie wcześniej wybrałam nie odpowiada rzeczywistości, ponieważ jestem prababcią i to od już dwóch lat. Nie dane mi było poznać mojej prawnuczki, ale wiem, że istnieje, wiem jak ma na imię i mam nawet jej zdjęcie zrobione tuż po urodzeniu. Nosi piękne imię: Weronika i mam nadzieję, że los nie przeznaczy jej do adoracji krwawej chusty. To dużo, jak na dzisiejsze czasy, w których bliżsi są nam uruchamiający wyobraźnię ludzie z antypodów i ci, z którymi dyskutujemy na rozmaitych forach, niż właśni krewni. Kiedyś podziały biegły wzdłuż linii oddzielającej rody i rodziny od reszty społeczeństwa, dziś oddzielają pokolenia, a nawet roczniki. Ród i rodzina współczesna niewiele znaczą, zwłaszcza jeśli nie przynoszą komuś bezpośredniej korzyści. Dziadkowie Weroniki tylko dlatego zawiadomili mnie o urodzeniu prawnuczki, że wiedzieli o prowadzeniu przeze mnie i mojego zmarłego męża genealogicznych zapisów i sądzili, że nie wiadomo kiedy, ale może się to do czegoś przydać. Na przykład udowodnić polskość (a nuż kiedyś będzie to potrzebne). Rodzice dziecka mieli to w nosie – ich horyzont czasowy nie sięgał aż tak daleko.

          Podobnie traktowane są roczniki najstarsze, bliskie moim, nie przynosząc bezpośredniego pożytku społeczeństwu; stanowią w powszechnym przekonaniu dla niego obciążenie. Bo to i emerytury trzeba im płacić i odpowiednią liczbę lekarzy utrzymywać i do lekarstw dopłacać. I jakieś domy starców utrzymywać. A jeszcze może zawracać sobie głowę jakimiś aspektami rodzinnych powiązań! Muszę więc udowodnić, że jeszcze jakiś pożytek ze mnie może być – przynajmniej nie będę się czuła jak jeden z coraz większej ilości ludzi zbędnych i niepotrzebnych. Ja już nie zrobię rewolucji, nie zbawię świata, ale inni powoli do tego dojrzewają... Choć może te dzieci rewolucji powielą błędy poprzednich pokoleń (oby nie!)... I może kiedyś Weronika dowie się o tym, co myślała jej prababcia... I może jej na coś się to przyda. 

 Nawiedzone uduchowione adeptki

          Babcie i prababcie, podobnie jak ciotki siedzące na kanapie mają wszystkim wszystko za złe. Ja też czasami lubię dołączyć do tego grona i mam tu ogromne pole do popisu, ponieważ ezoteryka jest dziedziną, w której mnóstwu osób tzw. palma odbija. Nakierowanie na duchowość wcale nie oznacza, że ludzie stają się lepsi, przeciwnie, w obronie swoich rojeń gromadzą wielkie ładunki agresji i wypuszczają je często na całkowicie domniemanego przeciwnika. Czasami postawa ugodowa, twierdzenie, że nie kwestionuje się czyichś poglądów, ale pozwala tylko przedstawić swoje, jakoś wycisza, ale nie wszystkich niestety. U wielkiej liczby osób ugodowość i ustępstwa powodują eskalację agresji, potoki wymysłów. przy czym dyskusje rzadko są merytoryczne, raczej polegają na obelgach. (Przykładem: pijani kierowcy). Na to już nie ma dobrej odpowiedzi – pozostaje się z poczuciem klęski i niedosytu. Jedyne, co można zrobić, to za jakiś czas wyżalić się komuś i wydrwić jego metody, choć jest to półśrodek, bo nie trafia już do sprawcy złego samopoczucia. Łudzono się kiedyś, że przykład może stanowić naukę dla innych, ale to nieprawda: uczymy się wyłącznie na własnych błędach, cudze obchodzą nas o tyle, o ile mogą stanowić rozrywkę.

         Wystarczy pewnym ludziom rzucić hasło np. Trzech Króli albo Tarot, a ci od razu rozwiną pełen wachlarz swoich urojeń.... Snują takie na przykład opowieści: (uwaga: tekst w brzmieniu oryginalnym)

         „Najważniejszym z Trzech Króli, był Król ognia, ponieważ chciał unaocznić swoje życie. To on był czystą energią twórczą. Był cały w swym majestacie, a ogień, który dzierżył w swych dłoniach, sięgał od jego stóp, aż do korony. Niesamowicie władał królestwem, i sam był tego królestwa częścią. Mógł wszystkiego dokonać czego chciał — a był bardzo precyzyjny w tym co robił. Wszystko zaplanował bardzo konkretnie i praktycznie. Jak na owe tamte czasy: był inteligentny i czynił wokół siebie tą inteligencję, i miał wielkie możliwości. Ta cecha wynikała z jego powiązań jako że miał cztery osoby wokół siebie na posyłki — 2 młodych chłopców — było jak na owe czasy — bardzo delikatnych, a dwóch przedsiębiorczych. Na tego Króla, wpływały też jeszcze inne dwie osoby, o czym świadczyła jego ranga, oraz to, czym się zajmował w owych czasach. Był najstarszym spełnionym Królem, spośród całej trójki. Wiedział jak daleko można przejść, bowiem doskonale znał swoje wymagania i możliwości. W tamtych czasach wręcz tryskał on energią i wolą działania. Co ciekawe ten Król miał i swoją królową, której nie widać w tych wierzeniach. Działo się tak: bo kobiety kiedyś z dworu królewskiego: chciały być niezależne, wobec tego to wola działania i nic ponadto. Kiedyś Kobiety wystrzegały się słabości i nie chciały polegać na nikim innym. Królowa ta bardzo troszczyła się o swego Króla, była troskliwa i macierzyńska, nie mogła więc unikać zajmowania się tym królem. On wtedy był blisko, dlatego była mu wierna i chroniła go. W tamtych czasach ten jeden z tych króli był niezwykle szczodry, miał też magnetyczną osobowość. Działał z pasją. Jego impulsywność, łączyła się z aktywnością, ale jako Król dominujący był autorytarny. Jeśli pewne wydarzenia: nie odnosiły się konkretnie do samego Króla: wskazywał ten czas: że nadszedł czas działania w konkretnym wtedy celu, wyjście na prowadzenie i stania się takim, jakim ten Król chciał być: pozostawiając światu znak. Uwierzono w swoje możliwości. Królowie nie tracili wiary, podążając dalej, wiedząc że mogli osiągnąć jeszcze więcej. Szli za gwiazdą przewodnią: dla własnej miłości, aby uwierzyć w cel tej podróży. Głównie chodziło o twórczość, w tamtych czasach o władzę, o autorytet, dominację, ale i uczciwość w udowodnieniu.”

         Albo:

         „Talia pochodzi z siedemnastego wieku przed naszą erą, prawdopodobnie. Wartością liczbową tej tali jest prawdopodobnie 80 kart. Licząc od ostatniej pełni na 17 noc na niebie po trzech księżycowych nocach po raz pierwszy pojawiła się ta talia. A więc miliony lat mogły wędrować te karty, przez przestrzenie, czekając cierpliwie na moment, kiedy ktoś je rozszyfruje, aby też mogły ułożyć się na wzór nieznany dotychczas i niepowtarzalny w przyszłości, a który ukształtuje nasze horoskopy. Miliony ludzi, jacy istnieli przed nami, i miliony kart, jakie też istniały przed nami, tworzyli łańcuch swoich przodków, żyli i kochali, żeby zapewnić możliwość i konieczność pojawienia się tej niezwykłej tali na świecie. Zwierzęciu do szczęścia wystarczyła chwila, która była, ale człowiekowi to nie wystarczało. Bowiem jemu były potrzebne szczęśliwe wspomnienia i nadzieja — szczególnie właśnie ona, aby ta talia przetrwała do naszych czasów”

         Jeśli macie wątpliwości jak teksty te traktować — to przemówi ich podsumowanie w dyskusji. Na niezbyt grzeczne, przyznaję, moje zapytanie: „Miałaś objawienie?” taką otrzymałam odpowiedź:

         „Mogłam bym tą historię opisać od początku do końca, tłumacząc całą Biblię w tysiącach wersetów — ze zrozumieniem. Jeśli chodzi o moje objawienia: to oczywiście są one objawione katastroficznie poprzez sny, a najlepsze jest to: ze każdy sen się wypełnia: zanim to się wydarzy. Nie sądzisz, że rozmawiasz teraz z medium?, a może z samą cząstką Boga? A więc szukaj„

         Nie uwierzyłam, że rozmawiam z cząstką Boga, więc próbowałam dalej; nie kwestionując wprawdzie tezy o królach, ale trzymając się brzmienia Biblii:

„ — Oni byli Mędrcami, a nie królami” Odpowiedziano mi:

„Nie prawda: trzej królowie: a zwłaszcza jeden był ważny. Całą pierwotność trzeba poprawić, bo ludzkość nie ma pojęcia jaka była prawda „

         Problem jednak leży gdzieś indziej, niż w nieszkodliwych wykwitach fantazji, mało wspólnego mających z logiką, w których poszczególne elementy wizji same sobie zaprzeczają. Grafomańska twórczość i tyle. Świat tego pełny. Wolno każdemu myśleć i głosić, co mu się podoba, (choć mnie wolno też z tego żartować). Jednak w zalewie takich tekstów ktoś, kto opowiada w zwykły sposób o swoich doznaniach, przemyśleniach czy doświadczeniach ezoterycznych jest nieinteresujący i przez to mało wiarygodny. Dlatego też opowiadający albo nabierają wody w usta, albo ubarwiają swoje opowieści, a otoczenie wrzucając do jednego worka astrologię, tarota, szamanów i opowieści dziwnej treści traktuje całość jako folklor umysłu. Jeśli opowiem komuś, że pewnego dnia jakiś mój sen się sprawdził, obśmieje mnie. Jeszcze gorzej gdy zacznę go analizować.

         Powstaje zabójcza dla ezoteryki pętla: w pogoni za zainteresowaniem ubarwia się rzeczywiste lub znane powszechnie fakty — zainteresowanie rośnie, ale maleje wiarygodność przekazu — pozbawia się wiarygodności także rzeczy mniej interesujące jako bardziej prymitywne odrośla — w czambuł potępia się wszystko z dziedziny ezoteryki i idąc dalej, każdej działalności spontanicznej, nie zorganizowanej odgórnie, co zresztą znakomicie godzi się z ekonomiczną balcerowiczowską tendencją do maksymalizacji własnych zysków. To jest gra o zerowej sumie zysków — jeden straci, drugi dostanie jego kosztem.

          Społeczny odbiór spontanicznych działań wskutek tych zabiegów niech zilustruje moja przygoda:

          Pewnego razu przebywałam w sanatorium, gdzie poznałam kobietę, która podejrzała podczas oczekiwania na zabiegi w moim laptopie, że otwieram program astrologiczny dla znalezienia tranzytów i sprawdzenia ich bieżącego znaczenia. Kobieta ta miała ogromne problemy z Księżycem, a właściwie jego pełnią, o czym opowiadała w stołówce. Ani ona nie miała pieniędzy, ani ja ich nie chciałam. Tak sobie porozmawiałyśmy o astrologii i powiedziałam jej co ja sądzę o jej problemach — to aż biło po oczach nawet każdego początkującego w astrologii. Sęk w tym, że chciała mieć dokument, pokazać go mężowi, żeby lepiej ją rozumiał, a ja postanowiłam skorzystać z sanatoryjnej drukarki (dostępnej za pewną opłatą, groszową zresztą), żeby zrobić jej wydruk kosmogramu. Nazajutrz ja dostałam oficjalne pismo z informacją od pani dyrektor sanatorium, że zostanę usunięta za krzewienie przesądów. Nie ukrywam, że miałyśmy wcześniej na pieńku, bo zasłabłam podczas kilkugodzinnego oczekiwania w hallu z bagażem i miałam za złe, że od rannego przyjazdu autokaru musiałyśmy czekać do godziny czternastej na zakwaterowanie i przydział pokojów. Mój syn musiał wynająć pokój w hotelu obok, żebym mogła odpocząć po nocnej podróży i oczywiście awanturował się z powodu niedostępności lekarza. Pani dyrektor nie miała nic na swoją obronę poza tym że „u nas takie są zwyczaje”, więc problem ezoteryki był najwygodniejszy do karnych sankcji, jaki się trafił. Nie było już syna, żeby się awanturował, więc nieszczęsny wydruk z tranzytami posłużył jako straszak, że zostanę z sanatorium wydalona za uprawianie astrologii.

         A tak naprawdę za inność.



Czy ironia ma jeszcze sens? »

komentarze

1. narzędzia • autor: Nierozpoznany#66342014-01-09 10:54:06

Czasem odwiedzam księgarenkę ezoteryczną, która łączy się z gabinetem wróżki i salonikiem dla gości. Wpadam tam okazyjnie, ale salonik ma swoich stałych bywalców. I tam też któregoś razu spotkałem kolegę z podstawówki, popijającego herbatkę w towarzystwie znajomego. Przyłączyłem się do rozmowy. Było to bardzo nierzeczywiste doświadczenie. Zarówno kolega, jak i jego znajomy sprawiali wrażenie osób z klinicznymi objawami psychozy, takimi jak formalne zaburzenia myślenia. O ile można było jeszcze przystać na postać niegroźnego pobudzenia, o tyle trudno już było odróżnić wypowiadaną treść od urojeń. Słuchałem opowieści o astralnych atakach energetycznych, toczonej wojnie, rządzie złożonym z klonów o podmienionych duszach, karmicznych łańcuchach własnej genealogii sięgających sześciu milionów lat wstecz, byłem świadkiem rytuałów - chwilówek, szybkich operacji magicznych, które rodziła potrzeba chwili i wymóg walki z pasożytującym przeciwnikiem... "Zdarzenia synchroniczne" pojawiały się niczym grzyby po deszczu, związki przyczynowo - skutkowe sięgały korelacji, dla których istotne znaczenie miał nawet kąt położenia peta w popielniczce i obraz wyłaniający się z dymu gaszonego papierosa... Jednym słowem, była to całkowicie zagospodarowana specjalistyczną wiedzą i jasno postrzegana przestrzeń bytu transcendentnego. Po godzinie czułem się jak po spacerze na księżycu, a wychodząc myślałem nad tym, jak udaje się takim ludziom funkcjonować w codzienności bez recept od psychiatry. Myślałem nad tym całkiem poważnie, bo były to właśnie opowieści z codzienności i jej żywa treść. Bynajmniej nie hobby, pasja, przygodne zainteresowanie, ale żyzny klimat życiowego doświadczenia...

Pamiętam, że kilka lat temu aktor Robert Gonera brał udział w jakimś filmie. I tak się złożyło, że wszedł w swoją rolę tak głęboko, że pomylił rzeczywistości. Zadzwonił z środka lasu na Policję i poinformował funkcjonariuszy, że został uprowadzony przez gangsterów i grozi mu wielkie niebezpieczeństwo. Historia skończyła się krótkim pobytem aktora w szpitalu psychiatrycznym, a potem jego artystyczną wrażliwość wyśmiewało pół Polski (w Hollywood istnieją standardowe zapisy w kontraktach, które ubezpieczają aktorów od podobnych zajść). Tak więc Robert Gonera uwiarygodnił  w swoim umyśle pewną konstrukcję, która całkowicie odmieniła rzeczywistość jego przeżywania. Ezoteryka dostarcza dostatecznej ilości puzzli na każdym poziomie jakości(?), by cieszyć się bardzo rzeczywistą układanką. Okazuje się, że co sobie starannie włożymy do główki, to wdzięcznie potem zapuka w naszym doświadczeniu.

2. ... • autor: Nierozpoznany#66342014-01-09 10:55:20

Tylko co jest w tej transformacji rzeczywiste, skoro mam możność poznać ludzi przeświadczonych o tym, że ludzkość kontroluje rasa wielowymiarowych istot z kosmosu? I jest to dla nich doświadczenie równie prawdziwe, co dla katolika obecność Jezusa w jego życiu...

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)