Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

30 marca 2008

Aleksandra Nimue Kosakowska

Neopatriarchalizm II
...Czego chcę jako kobieta? Jaki świat, jaką kulturę pragnę tworzyć?

Kategoria: Kobiece a męskie
Tematy/tagi: matriarchat patriarchatTolle

Kilka lat temu napisałam tekst „Neopatriarchalizm[1]. Miał on formę dialogu z nieobecnym mężczyzną, któremu wyjaśniałam dlaczego, pomimo wielu zmian społecznych, mających rzekomo prowadzić do równouprawnienia kobiet, nadal nie odnajduję się w otaczającej mnie kulturze. Był to dialog pełen rozpaczy i wyrzutów. Dialog, w którym nieobecny mężczyzna, jak można się łatwo domyślić, nie powiedział nic, słusznie pozostawiając mnie samą z pytaniem – „No dobrze. Skoro już tak jasno określiłam czego z pewnością nie chcę, czego wobec tego chcę jako kobieta? Jaki świat, jaką kulturę pragnę tworzyć?

Pytanie to stało się dla mnie punktem wyjścia do rozpoznawania czym w swej istocie jest kobiecość, męskość i czym jest Życie.


Kobiecość, męskość i istota Życia

Kobiecość to głębia, tajemnica, duchowość, nienazywalna istota każdego z nas. Eckhart Tolle pisze o niej, że jest to „uległość, bezstronność, otwartość, która nie opiera się życiu, lecz pozwala mu trwać, zdolność brania wszystkich rzeczy i zjawisk w kochające, wiedzące objęcia [2]”. To ona stanowi w nas pulsujące Źródło Życia. Męskość to ten aspekt, który otacza kobiecość – chroni ją, daje jej możliwość komunikowania się ze światem, wyrażania się w nim, umie sprawnie poruszać się w rzeczywistości zewnętrznej. Cechy związane z męskością odpowiadają zatem temu, jaką rolę pełni w naszym życiu umysł.

Chcę nazywać te jakości kobiecością i męskością, a nie yin i yang lub naszą duchową istotą i umysłem, ponieważ zależy mi na ukazaniu jak nasz stosunek do wartości związanych z tymi jakościami, przekłada się na kulturowe relacje płci i wygląd świata, który tworzymy. Pragnę zwrócić uwagę, że jakości te nie są jedynie abstrakcyjnymi ideami, lecz przekładają się na życiowe konkrety – i to właśnie w odniesieniu do nich podejmujemy rzeczywiste decyzje wspierające bądź to naszą kobiecość, bądź męskość, tworząc tym samym męski lub kobiecy świat – świat wrażliwy wobec duchowości i tajemnicy Życia, bądź świat nastawiony na pomnażanie materii i mierzenie się z jej zewnętrznymi przejawami.

Chociaż każdy z nas ma w sobie zarówno męskość jak i kobiecość, fakt, że przyszliśmy na świat w określonej formie cielesnej umiejscawia nas bliżej jednej lub drugiej jakości. Szczególnie w pierwszej połowie życia, to właśnie ciało w dużej mierze warunkuje nasze doświadczenia i kieruje nas ku rozpoznawaniu męskości lub kobiecości. Doświadczenia, których można dotknąć żyjąc w ciele kobiecym takie, jak menstruacja, ciąża, poród czy karmienie piersią kierują w głąb, ku istocie życia, ku miękkości, ku cichej obecności w kontakcie z tym, co jest i zaufaniu wobec naturalnych, wewnętrznych mocy. Ciało męskie, z natury generalnie silniejsze, „nieskrępowane” fizjologią wspomnianych wyżej procesów, zachęca do zajmowania się tym, co na zewnątrz, mierzenia się ze światem [3].

Kobiecość i męskość – i w nas i w świecie – tworzą możliwość doświadczania Życia. Życie jest Tym, Czym Jest. Nie ma celu, niczemu nie służy. Jest wolną przestrzenią, w której możemy doświadczać i wyrażać siebie – tak, jak chcemy. Kobiecość to pierwotne łono, w którym Życie tętni i z którego wypływa. Ciało kobiety jest nieprzypadkowym zapisem tej prawdy. To w nim, tak jak w przyrodzie, Życie kształtuje się samoistnie ku swej niezależnej, niepowtarzalnej postaci. Podobnie, w głębi naszej kobiecości kształtują się niepowtarzalne wizje i twórcze pomysły. To stamtąd przychodzi natchnienie i przemiana.

Kobiecość sama w sobie nie byłaby w stanie siebie dostrzec, dotknąć, doświadczyć, dlatego też z pierwotnego łona, które jest jednością wyłania się męskość – pozorna inność, to, co zewnętrzne, lustro świata, w którym przegląda się duch. Tak powstaje Życie, Ruch, Proces. To, co wyłania się z głębi, manifestuje się na powierzchni, by głębia mogła przyjrzeć się sobie. Gdyby nie powierzchnia – głębia pozostałaby bezdźwięczna i nieporuszona. Powierzchnia bez głębi staje się jazgotliwym zgiełkiem, który sam odbija własne echo.

Widząc znaczenie głębi i powierzchni i mając świadomość gdzie leży Źródło, możemy tworzyć harmonijne życie. Czerpać, wydobywać, manifestować, przyglądać się swemu odbiciu, czerpać... Jest to możliwe o ile pamiętamy, że Życie nie ma innego celu. Jest tylko przestrzenią doświadczania i manifestacji naszych wyborów.


Ta kultura nie jest moja

Kultura, tak jak życie pojedynczego człowieka konstruuje się wokół odpowiedzi na pytanie: „co jest ważne w życiu?” Na tym, co uznamy za ważne skupiamy uwagę, temu poświęcamy czas, o to zabiegamy, to chronimy. Gdy pojawiamy się tu w swej niewinności, kultura, w najlepszej wierze pragnąc zapewnić nam dobre w niej funkcjonowanie, uczy nas tego, co w danym czasie uznano za ważne. Nasza kultura jest w tym względzie wybitnie troskliwa. Za swój oficjalny obowiązek uznaje wmawianie nam przynajmniej przez okres dziewięciu lat, że ważne jest dużo wiedzieć o świecie zewnętrznym (i nic o sobie samym), że ważne jest myśleć, myśleć, myśleć (i nic nie czuć), że ważne jest zdobywać kolejne wyznaczniki tego, co świadczy o naszej wartości (bo przecież kimże jesteśmy sami w sobie).

Proces, w ramach którego kultura ustala cele i wartości, by następnie kierować ku nim naszą uwagę, Peter Berger i Thomas Luckmann nazywają społeczną konstrukcją rzeczywistości [4]. Teoria ta na poziomie rozważań socjologicznych doskonale oddaje duchową prawdę o tym, jak umysł ludzki tworzy „rzeczywistość”, by następnie stać się jej niewolnikiem. Chodzi o ustalanie kulturowych znaczeń i zapominanie o tym, że są one w istocie jedynie ustaleniami. Ustalenie to ustalenie, to umówienie się na pewien kod, który pozwala orientować się w rzeczywistości i porozumiewać w jej sprawie. Ustalenie samo w sobie nie ma żadnej rzeczywistej mocy dopóki mu jej nie damy. Gdy już damy – jeśli tylko chcemy możemy ją zabrać. Problem w tym, że łatwo zapominamy, że to tylko ustalenie, a wtedy zaczynamy je traktować jako odwieczny, właściwy stan rzeczy – Rzeczywistość, której oddajemy władzę nad naszym myśleniem, wyborami, nad naszym życiem. Od tej chwili wydaje nam się, że Życie służy temu lub tamtemu ustaleniu.

Są kultury, które wiedzą, że Życie służy wyłącznie Życiu i konstruują swoją rzeczywistość wokół jego Źródła. Oznacza to po pierwsze szacunek dla tego, co niewidzialne i poświęcanie dużej ilości czasu na wchodzenie w kontakt ze Źródłem w sobie poprzez rytuały, odosobnienia, inicjacje itp. Oznacza to także szacunek dla kobiety – tej, która krwawi, tej która rodzi i karmi, dotykając tym samym bezpośrednio najgłębszych tajemnic Życia i Śmierci, rodząc nowe życie. Społeczność skoncentrowana wokół kobiety i dziecka to społeczność żyjąca blisko Źródła, taka, która nie daje się zwabić iluzji „Czegoś Więcej”, bo wie, że wszystko, czego potrzeba do spełnienia jest nam dane w Tym, Co Jest, że najwspanialsze czego można doświadczyć to zanurzyć się w tym jak najgłębiej, że dalej, na zewnątrz nie ma czego szukać.


Blisko Życia

Niewiele śladów pozostało po społecznościach matryfokalnych (skupionych wokół matki). Jedyną obecnie funkcjonującą jest społeczność Mosuo zamieszkująca na granicy chińskich prowincji Junnan (Yunnan) i Syczuan (Sichuan) [5]. Mosuo są przekonani o boskości natury, a wśród jej konkretnych przejawów szczególnie czczą karmiące ich rybami jezioro Lugu, zwane Wielką Matką oraz pobliską górę Gan-mu – Boginię Miłości, na której szczycie kobiety co roku wybierają sobie partnerów-kochanków.

Wśród Mosuo ziemia, domy, cały dobytek i podejmowanie decyzji należy do kobiet, głównie do matki rodu. Życie rodzinne ułożone jest w ten sposób, że każda dojrzała do współżycia dziewczyna otrzymuje w domu swój pokój, w którym może przyjmować na noc wybranego partnera. Dzieci zrodzone z ich związku wchodzą w skład rodziny kobiety, a rolę ojców pełnią wobec nich jej bracia i wujowie. Mężczyźni żyją i pracują w domu swojej matki, opiekują się swoimi siostrami i ich dziećmi i nie mają żadnych zobowiązań wobec swojej partnerki i biologicznych potomków – mogą jedynie, jeśli chcą, obdarowywać je prezentami. Układ ten tworzy niezwykle stabilną konstrukcję społeczną, w której każdy ma zapewnione udane życie rodzinne, a relacje intymno-seksualne dorosłych – ich ewentualne kłótnie i rozstania – nie wpływają w żaden sposób na dobro dzieci.

Społeczność Mosuo żyje w pokoju. Wszelkie najazdy – wpierw Tybetańczyków, później Chińczyków – członkowie społeczności przeczekiwali po prostu na łodziach na jeziorze, nie chcąc podejmować walki. Mężczyźni w tej kulturze w taki oto sposób wypowiadają się na temat swojej sytuacji: „Współżycie w wielkiej matczynej rodzinie i troska o słabszych to u nas stara tradycja, przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ponieważ jesteśmy wrośnięci w tę długą tradycję, mamy zupełnie inne poglądy niż mężczyźni żyjący w społeczeństwie patriarchalnym. Szanujemy fakt, że matka daje życie, czy to synowi czy córce i że nasze siostry dorosną i będą również matkami. Z tego powodu bardzo poważamy kobiety. U Yi i Chińczyków, którzy żyją tu w okolicy w strukturach patriarchalnych, zdarza się że mężczyźni biją swoje żony i poniżają je. My uważamy, że to nie jest w porządku, a jednak nie poszlibyśmy tam i nie powiedzielibyśmy im: <Wy musicie żyć tak, jak my>. Rozmawiamy jednak z tymi mężczyznami, jeśli słyszymy o takich wypadkach [6].”


Prawo krwi i prawo stanowione

Społeczność matryfokalna, taka jak Mosuo, żyje w odwołaniu do naturalnego prawa krwi. Prawo krwi jest naturalne w tym sensie, że bazuje na naszych naturalnych instynktach i uczuciach. To one sprawiają, że odczuwamy spontaniczne przywiązanie do osób, z którymi łączą nas więzi krwi. W przypadku tej najbliższej więzi, jaką jest więź matki z dzieckiem, przywiązanie to sprawia, że matka jest gotowa oddać życie w imię życia dziecka [7], czego namacalnym wyrazem jest poród, w czasie którego kobieta wydając na świat dziecko, potencjalnie naraża swoje życie.

Społeczność funkcjonująca w oparciu o prawo krwi nie potrzebuje władzy i prawa, rządzi się bowiem naturalnym pragnieniem tworzenia szczęśliwego życia swoim dzieciom. Centralna rola kobiety nie wiąże się tu z dominacją, lecz wynika z naturalnego szacunku dla tej, która daje życie i zna życie. Tworząc życie i znając jego tajemnice, kobieta czuje się za nie w naturalny sposób odpowiedzialna, utrzymuje je zatem. Dlatego w społeczności, w której stoi ona w centrum, życie płynie harmonijnie i w pokoju – żadna matka nie chciałaby przecież wszczynać wojny, w której jej dziecko mogłoby zginąć. Patriarchat to odwrócenie tego naturalnego, służącego Życiu, porządku. Patriarchat zrywa prawo krwi i wprowadza prawo stanowione, by w określony sposób zarządzać członkami wspólnoty [8].

Do zerwania prawa krwi dochodzi, gdy zostaje zlekceważone Źródło Życia w kobiecie i działania społeczności kierują się już nie utrzymywanie i celebrowanie Życia w jego naturalnej postaci, lecz na zewnątrz – ku zdobywaniu i tworzeniu struktur władzy, prestiżu, wyższości. Dlaczego i jak konkretnie się to działo? Same efekty procesu pokazują, że była to próba udowodnienia wyższości umysłu wobec Życia w jego naturalnych przejawach. Można przypuszczać, że wynikała ona z zazdrości mężczyzny wobec kobiecej zdolności tworzenia i rodzenia życia. Mężczyzna postanowił powiedzieć: „ja też...” i zaczął tworzyć po swojemu.

Tu pojawia się dowodzenie ojcostwa i władza ojca nad dziećmi. Kobieta nie mieszka już ze swoją rodziną, lecz przeprowadza się do męża, gdzie żyje zdana na jego łaskę. Potępiona zostaje kobieca seksualność, gdyż tylko wierność żony gwarantuje mężowi pewność ojcostwa. To, co kobiece – menstruacja, ciąża, poród, przygotowywanie posiłków, wychowywanie dzieci, proste prace ręczne – staje się banalne, często wstydliwe, niegodne mężczyzny. Tym samym poniżone zostaje wszystko to, co leży u Źródła Życia.


Neopatriarchalizm

Neopatriarchalizm to jeden z systemów ustaleń, wokół których skonstruowana jest współczesna kultura zachodnia. Nazwa nasunęła mi się jako odpowiednik neokolonializmu. Proces zaistnienia tego drugiego wyglądał mniej więcej tak: społeczeństwa pierwotne żyły sobie blisko Źródła Życia, szanując Życie w różnych jego przejawach, funkcjonując w tak czy inaczej skonstruowanej kulturze – nie koniecznie matryfokalnej, w tym przypadku chodzi tylko o pokazanie analogii – aż zostały podbite. Konkwistadorzy – różni w różnych regionach świata – przeważali nad nimi siłą, uzbrojeniem, technologią, posiadali sztukę pisania i święte księgi. Przychodzili w poczuciu własnej wyższości i na takich czy innych zasadach anektowali ziemie tubylców, zabijali ich, brali do niewoli, wykorzystywali do pracy na swoją rzecz, torturowali itd.

Po czym przyszła II wojna, zaczęto rozmyślać nad prawami człowieka, w wielu miejscach anektowanego świata podniósł się bunt przeciwko najeźdźcom, aż wreszcie stwierdzono, że zaiste – nie było to w porządku – i podjęto decyzje o dekolonizacji. W międzyczasie stało się jednak tak, że po pierwsze – wiele z plemion straciło przekaz na temat tego, jak żyć na swój tradycyjny sposób, by móc zapewnić sobie przetrwanie, po drugie zaś (i są to rzeczy powiązane), członkowie wielu z tych plemion dali się przekonać, że ich sposób życia zawsze był i jest gorszy, zatem najlepsze, co mogą zrobić, to włączyć się w to, co zaproponowali najeźdźcy. A zatem – ubiegać się o prace w ich fabrykach, wyjeżdżać do ich krajów, starać się o stypendia na ich uniwersytetach, wspierać rozwój ich inwestycji na swojej ziemi itd. Bo przecież tylko dzięki temu można „dobrze żyć”.

Słowo „neopatriarchalizm” ulęgło się w mojej głowie parę lat temu w czasie spotkania konferencyjnego, na którym jedna z olsztyńskich feministek – reprezentantka tzw. kobiet sukcesu – opowiadała o tym, co oznacza bycie takąż właśnie kobietą. Stwierdziła wówczas, że kobieta sukcesu ma to do siebie, że stać ją na wynajęcie innej kobiety, która za nią może zaopiekować się dzieckiem, posprzątać, ugotować i pozmywać tak, że kobieta sukcesu może w tym czasie zajmować się „Tym, Co Ważne”, czyli sukcesem. Parafrazuję, ale przekaz był właśnie taki.

W moim życiu był to taki moment, że balansowałam jeszcze na granicy określania siebie samej mianem feministki, osuwając się już ku poczuciu, że to jednak nie dla mnie i to spotkanie dało mi jasność. Dotarło do mnie, że feminizm wywalczył kobietom prawo do życia na męskich zasadach tak, że same włączyły się we współtworzenie społeczeństwa, które lekceważy ich kobiecość – kobiecość w takim znaczeniu, w jakim określiłam ją na początku. Bo cóż z tego że będzie nas fifty-fifty w parlamencie, jeśli w naszych głowach nadal dźwięczeć będzie przekonanie, że opiekowanie się dziećmi, karmienie, świętowanie krwi miesięcznej czy troska o różne, naturalne przejawy Życia to banały.


Panoptikon

Panoptikon to więzienie, które obywa się bez strażników. Więźniowie pilnują siebie sami, gdyż nigdy nie wiedzą kiedy są obserwowani. Ich prześwietlone na przestrzał cele, znajdujące się na planie okręgu, są w pełni widoczne, podczas gdy umiejscowiona w centrum wieża strażnicza otoczona jest weneckimi lustrami. Może w niej nikogo nie być, ale też – zawsze ktoś tam może być. Michael Foucault używa koncepcji panoptikonu do wyjaśnienia władzy społecznych dyskursów nad życiem ludzkim [9].

Władzę ma ten, kto ma wiedzę. Ten, kto jest w stanie przekonać innych, że wie. Ktoś taki mówi: „Wiem, czemu służy życie”, „Wiem, co w życiu jest ważne” – w ten sposób tworzy dyskurs, ustalenie, dostarcza nam swojego opisu „rzeczywistości”. Jeśli damy mu się przekonać, jeśli uwierzymy i zgodzimy się, że opis rzeczywistości to rzeczywistość – stajemy się więźniami panoptikonu. Oto bowiem nikt już nas nie musi pilnować, nikt nie musi stać nad nami z kijem, zmuszać prośbą czy groźbą, niewolić. Zaczynamy się pilnować sami.

Na tym opiera się władza neokolonializmu i neopatriarchalizmu. Teraz nie jest to już kwestia dominacji mężczyzn nad kobietami, czy dyskryminacji kobiet. Na zewnątrz wszystko wygląda cacy. Problem w tym, że przez te tysiąclecia wszyscy zdążyliśmy uwierzyć, że kobiecość jest bez znaczenia, że to, co leży u Źródła Życia to sprawy banalne, którymi zajmować się można jak już ktoś musi, w biegu, na drugim miejscu, a najlepiej zlecić to komuś, kto i tak nie jest w stanie pojąć „Tego, Co Naprawdę Ważne”. Mówię tu w tej chwili o konkretach, o bardzo namacalnych przejawach wartości związanych z kobiecością. Stosunek do nich przekłada się jednak, jak już wspomniałam na początku, na stosunek do kobiecości wewnątrz nas – do głębi, do tajemnicy Życia, do natury – własnej i tej, która nas otacza, także do własnego ciała, które jest najbliższą manifestacją naszej prawdziwej istoty.


Odwaga

W Tarocie Osho Zen jest karta o nazwie „Odwaga”. Przedstawia delikatny kwiatek, który wyrasta w skalnej szczelinie. Jest to dla mnie symbol odważnego wyrażania swojej kobiecości. Dialog z nieobecnym mężczyzną nauczył mnie, że neopatriarchalizmu nie da się obalić inaczej niż w sobie. Nie ma do kogo pisać petycji, skarg, nie ma praw, o które można by walczyć. Jest wewnętrzny wybór i odwaga ucieleśniania własnych wizji w postaci działań oddolnych, cichych i pięknych jak wyrastanie kwiatu.

Wspaniałym przykładem takiego aktu odwagi i piękna, który wprowadza oddolną, głęboką zmianę w kulturze jest dla mnie powrót do naturalnych porodów w domu [10]. To symbol tego, jak kobieta sama na nowo stawia siebie w centrum Życia, powraca do roli jego strażniczki, swoją odwagą pokazuje, że Życie obywa się bez struktur. Nie potrzebuje szpitali, by się rodzić, tak jak nie potrzebuje szkół, by pamiętać, co jest naprawdę ważne.

Naturalny poród to cielesny przejaw kobiecej zdolności rodzenia nowego życia poza strukturami. Nie jest to jedyny sposób odważnego wyrażania swojej kobiecości. Lynn Andrews przypomina, że są wśród nas Troskliwe Matki i Tęczowe Matki [11]. Pierwsze realizują swoje powołanie przede wszystkim w trosce o Życie w jego cielesnych aspektach – rodząc dzieci, karmiąc swoją rodzinę, pielęgnując ogród; drugie odnajdują się najgłębiej w kontakcie z niewidzialnym Źródłem, rodząc nowe pomysły, tworząc pieśni, obrazy, opowieści, odprawiając rytuały ku czci Życia.

Przejawy kobiecości, także męskiej, mogą być różne. Najważniejsze, aby pamiętać, gdzie leży Źródło. To ono podpowiada nam co nowego pragnie się z nas narodzić, przypomina o istocie Życia. A jego siła, jeśli pozwolić jej działać, przełamuje wszelkie ustalenia.


Aleksandra Kosakowska



Przypisy

[1] Zob.: kobiecosc.pl/?p=6

[2] E. Tolle, Potęga Teraźniejszości, Kraków 2003, s. 195.

[3] Druga połowa życia to czas, w którym cielesna płciowość traci na znaczeniu, kierując nas ku rozpoznaniu w sobie androgynicznej pełni.

[4] P. L. Berger, T. Luckmann, Społeczne tworzenie rzeczywistości, Warszawa 1983.

[5] The Mosuo as the last living matriarchal society in the World: www.autef.com/Trips/YunMosuo.html; D. Jabłoński, L. Ostasz, O rodzinie, małżeństwie, kohabitacji i konkubinacie. Perspektywa antropologii kulturowej i ogólnej, Olsztyn 2001, s. 180-182; S. Hoft, M. Goldberger, Oficjalne kochanki, oficjalni kochakowie. O gościnności seksualnej, wymianie małżonków, niewierności i cicisbeizmie w różnych kulturach, Olsztyn 2006, s. 224-242.

[6] S. Hoft, M. Goldberger, Oficjalne kochanki, oficjalni kochakowie. O gościnności seksualnej, wymianie małżonków, niewierności i cicisbeizmie w różnych kulturach, Olsztyn 2006, s. 242.

[7] Wiem, że w rzeczywistości jest do tego gotów także niejeden z ojców, a niejedna matka pozostaje obojętna wobec własnego dziecka i gotowa np. porzucić je, chcę jednak zwrócić uwagę, że w sytuacji, gdy kobieta nie jest w żaden sposób zaburzona, jej relacja z dzieckiem jest specyficzna ze względu na biologiczną bliskość wytwarzaną nieuchronnie w czasie ciąży i (jeśli ma ono miejsce) karmienia piersią.

[8] A. Aliti, Dzika kobieta. Powrót do źródeł kobiecej energii i władzy, Gdynia 1996, s. 126-135.

[9] M. Foucault, Nadzorować i karać, Fundacja Aletheia, 1998.

[10] Zob. tekst To ja rodzę! Naturalnie, lotosowo, z radością! na kobiecosc.pl/?p=43

[11] L. V. Andrews, Kobieta Jaguar, Poznań 1996, s. 54-63.




komentarze

1. Ciekawe • autor: Nierozpoznany#79092015-04-26 10:33:45

Śmiem twierdzić, że w moim życiu spełnia się maksyma Paracelsusa: "bez kobiety mężczyzna nie może byc w pełni człowiekiem".

Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)