Przejdź do Taraki mobilnej! - masz wąski ekran.
zdjęcie Autora

06 stycznia 2007

Mirosław Miniszewski

Neopogaństwo to imitacja
Przyczynek do dyskusji nt. szamanizmu, neopogaństwa i sztuk rytualnych

Już sam termin "neopogaństwo" rodzi trudności natury semantycznej. Poganin, od łacińskiego paganus (odnoszący się do wsi, mieszkający na wsi, wieśniak) to pierwotnie mieszkaniec wsi, który nie przyjął chrześcijaństwa i w przeciwieństwie do chrześcijańskiej arystokracji pozostawał poza obrębem kultury chrześcijańskiej. Było to określenie pogardliwe. Kiedy czytamy w Nowym Testamencie "poganie" to jest to tłumaczenie greckiego słowa ethnos - naród. Żydzi w starym testamencie używali określenia "narody" na odróżnienie ich od "narodu wybranego", którym według Starego Testamentu byli. Słowo "poganin" od razu umieszcza desygnat tego pojęcia w relacji do chrześcijaństwa. Pozostaje w nim w związku poprzez relację. Bez chrześcijaństwa poganin w znaczeniu semantycznym nie istnieje.

Użycie przedrostka "neo" ma wskazywać na jakieś nowe ujęcie zagadnienia. Tak jak "neokonserwatyzm", "neokantyzm" czy inne tego typu terminy. Ale tutaj użycie tego zabiegu jest nieuprawnione, bowiem nie odnosi się do nowego ujęcia dawnej religii, ale jest jej tworzeniem na nowo. Neopoganizm jest nowoczesnym tworem umiejscowionym we współczesnym układzie odniesienia. Jest nowym ruchem quasireligijnym. Nawet włączenie w ten nurt zdobyczy archeologicznych czy paleolingwistycznych nic tu nie daje bo jest ono nadal oderwane od przedmiotu tych badań przepaścią nie do pokonania.

Nie zamierzam wchodzić w historyczne uwarunkowania ruchu neopogańskiego bo pozostaje to poza moimi kompetencjami. Chciałbym jedynie odnieść się do tego zjawiska jako fenomenu i w ramach zbliżającej się dyskusji poddać to zjawisko krótkiej krytyce, w dosyć ograniczonym aspekcie.

Obserwując od kilkunastu lat różne grupy neopogan, z których niektórzy zwą się rodzimowiercami, odnoszę wrażenie, że ich pojawienie się jest zjawiskiem wpisanym w rzeczywistość ponowoczesną, gdzie na równi stawia się różne twory umysłowości ludzkiej, traktując jednako każdy jej przejaw. Wszystko pod znakiem pluralizmu. Prowadzi to do przekonania, że każda forma ludzkiej działalności jest jednakowo umocowana w hierarchii wartości a tak nie jest. Jest to jednak osobna kwestia - ocena aksjologiczna tego zjawiska - i nie będę się w nią teraz zagłębiać.

Neopoganie wydają się być nieświadomymi pewnych faktów. Po pierwsze kultura prasłowian nie istnieje. Przestała funkcjonować jako zjawisko kulturowe kilkaset lat temu. Nić tej tradycji została przerwana i nic już jej nie wskrzesi. Po drugie podejście neopogan do wyznawanej przez siebie wiary jest maksymalnie uwarunkowane tym, co każdemu współczesnemu Europejczykowi jest dane w procesie wychowywania i przyjmowania treści religijnych. Europejczyk odnosi się do boskości w sposób metafizyczny - postrzega bóstwo jako transcendentne. Tym bardziej, że w odczarowanym świecie pooświeceniowym nie ma miejsca na boga w przyrodzie, kosmosie, materii czy energii. Bóstwo dla Europejczyka (filozoficznie i teologicznie) jest natury metafizycznej. Dla Prasłowianina takie prawdopodobnie nie było. Wydaje się, że w dawnych kulturach pojecie sakralności było związane z postrzeganiem świata przyrody. Było w pisane w rytm dnia i roku, plonów i polowań, przesileń i równonocy. Było częścią życia myśliwego idącego na polowanie. Było elementem egzystencji rolnika zbierającego zboże. Było obecne w śpiewach niewiast rodzących dzieci, wyprawiających skóry. Nie było natury metafizycznej ale, jak dziś to byśmy ujęli, metaforycznej i mitologicznej. Na pomysł metafizycznego ujęcia wpadli dopiero greccy filozofowie i od razu to myślenie stanęło w sprzeczności ze światem religii olimpijskiej. Było to dwa światy nie do pogodzenia. Dlatego to chrześcijaństwo zintegrowało się z antyczną myślą a nie stare tradycje religijne antyku, bo operowało podobnymi pojęciami i w podobny sposób doświadczało boskiej transcendencji. W świadomości ludowej religia rzymska przetrwała owszem jeszcze jakiś, ale ponieważ były to u swego schyłku w zasadzie obrzędy o formalnym charakterze, to nie mogły konkurować z chrześcijaństwem, które je ostatecznie wyparło. Nowa religia wchłonęła w siebie starą obrzędowość chrystianizując święta, rytuały itd.

Zjawisko neopoganizmu należy umieścić w określonym kontekście. Jego najważniejszym punktem odniesienia nie jest archaiczna i nieistniejąca już tradycja wierzeń dawnych ludów, ale chrześcijaństwo. To wobec niego ono staje w relacji i ono jest jego punktem odniesienia. Bo można je zdefiniować, i definiuje się je często, jako rzekomy powrót do dawnych tradycji, na przekór dominującej obecnie religii. Czy to poprzez przypominanie o wyrugowaniu dawnych rytów przez chrześcijańskich misjonarzy, czy to przez naśladownictwo liturgiczne (widziałem taką quasi mszę pewnej grupy słowiańskich neopogan i dostrzegałem w niej elementy jawnie charakterystyczne dla liturgii mszy katolickiej), czy wreszcie przez używanie przez niektóre grupy nazwy "kościół" (np. Rodzimy Kościół Polski), które jest określeniem powstałym i funkcjonującym wyłącznie w odniesieniu do chrześcijaństwa. Nie sądzę aby dawni Słowianie mieli jakieś organizacje religijne. Stosowanie tego zespołu odniesień, zamierzonych bądź nie, jest albo anachronizmem albo raczej świadczy na korzyść mojej tezy, że mamy do czynienia ze zjawiskiem nowym i uwarunkowanym współczesną kulturą a z dawnymi tradycjami powiązanym jedynie poprzez warstwę semantyczną i naśladowniczą.

Kiedy słyszę, że rodzimowiercy czczą starych bogów to zastanawiam się jak. Jak w swej umysłowości radzą sobie z prostymi dylematami, które nasuwają się z prostych refleksji. Gdzie są ci bogowie? Skąd się wzięli? Dlaczego jest ich tylu? Jak się im objawili? Skąd wiadomo jak się nazywają? Dlaczego trzeba im oddawać cześć? Jakie są wymierne skutki tego kultu? Tych pytań i problemów nie ma z bogiem transcendentnym. Współczesny Europejczyk nie widzi świata na sposób mitologiczny. A jeśli się na to sili, to jest to nieautentyczne.

Rzecz jasna neopoganin może rzec, że to kwestia jego wiary i nic mi do tego. Tak, będzie miał rację. Ale w takim razie jeśli ja mam uznać ich bogów to muszę też uznać Latającego Potwora Spagetti - bo to też kwestia wiary. Dochodzimy tutaj do relatywizmu. Jest to wynik postmodernistycznej zawieruchy, która walcem przetoczyła się przez świat kultury w ostatnich latach. Efekt jest taki, że wszystko zostało zrównane w sferze wartości a "prawdy nie ma". A nawet jeśli myślę, że ją mam, to jest tyle samo warta, co inna. Jako takie neopogaństwo jest produktem ponowoczesności. Próba rekonstrukcji dawnych wierzeń musi siłą rzeczy być imitacją bo nie stoją za nią żadne racje kulturowe. Jest ofertą na rynku rozmaitości współczesnego świata. Można je uznać lub nie - nie ma to znaczenia. Kiedyś wyznawca starych bóstw żył w konkretnym układzie odniesienia. Był związany plemiennym prawem i obyczajem. Jego praca na roli, polowaniu była przesiąknięta mitem i rodziła określone konsekwencje moralne. Dzisiejszy nepopoganin wstaje rano, budzi go budzik w telefonie komórkowym grający pop-melodię. Potem jedzie do pracy samochodem albo autobusem. Spędza dzień przed komputerem a na obiad je zmodyfikowane jedzenie ze sklepu. Może sobie przy tym wierzyć w co chce. Może nawet kilka razy do roku uczestniczyć w wymyślonych przez siebie rytuałach, a nawet ubierać się w futro niedźwiedzia i poroże jelenia. Nic z tego nie wynika dla społeczności, w której żyje a dla niego samego może mieć to wartość jedynie estetyczną. Jest to rodzaj hobby na tym samym poziomie co gra w RPG. Zresztą zwyczaj grania w RPG, literatura fantasy i neopoganstwo wydają się mieć wspólne korzenie. Nie jest to religia ale swobodna aktywność umysłowa. Póki taką pozostaje, nie ma problemu. Kłopot kiedy chce on wejść ze swą ofertą do sfery poważnych rozwiązań polityczno-społecznych. Dlatego kwestią mocno zastanawiającą jest związek niektórych grup neopogańskich z neofaszyzmem. Faktem historycznym jest natomiast wpływ germańskiego neopogaństwa na niemieckich nazistów. Temat ten jest jednak osobną kwestią i odniosę się do niego w osobnym artykule. W skrócie tylko nadmienię, że neopogaństwo, połączone z ponowoczesno-jungowsko-gnostycznym sposobem patrzenia na świat, obecnym w pewnych środowiskach, może być czynnikiem generującym embriony zła, które w odpowiednich warunkach mogą dojrzeć do postaci różnych "ostatecznych rozwiązań". Jest to zjawisko mało jeszcze zbadane. W odniesieniu do wątku gnostycznego, w ujęciu z perspektywy filozofii politycznej, obszerne badania poczynił Eric Voegelin, ukazując zgubny wpływ tych czynników na cywilizację. Jednak samego zjawiska neopogaństwa i ewentualnych skutków politycznych i etycznych chyba jeszcze nikt na poważnie nie badał. Dla mnie jest to w każdym bądź razie powód do niepokoju, chociaż za wcześnie jeszcze na konkretne wnioski.

Mirosław Miniszewski
6.01.2007
miroslaw@filozofia.net.pl




Zaloguj się - aby napisać komentarz   Rejestracja - jeśli nie masz konta w Tarace

x

Szybki przegląd Taraki

[X] Logowanie:

- e-mail jako login
- hasło
Zaloguj
Pomiń   Zapomniałem/am hasła!

Zapisz się (załóż konto w Tarace)